Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Nie możemy sobie pozwolić na przeciętność”

Aktualności

1.03.2021 16:50

Prezydent USA Donald Trump 6 lipca 2017 r. na placu Krasińskich w Warszawie podczas przemówienia do narodu polskiego, które było jednym z jego najważniejszych wystąpień wygłoszonych poza granicami Stanów Zjednoczonych. Fot. PAP/Paweł Supernak

 

 

 

Prezydent USA Donald Trump 6 lipca 2017 r. na placu Krasińskich w Warszawie podczas przemówienia do narodu polskiego, które było jednym z jego najważniejszych wystąpień wygłoszonych poza granicami Stanów Zjednoczonych. Fot. PAP/Paweł Supernak

 

 

Pryncypia polskiej polityki zagranicznej (1)

Prof. Krzysztof Szczerski

 

 

Europa Środkowa i Wschodnia jest dzisiaj takim miejscem na mapie globalnej polityki, które jak w soczewce skupia wiele interesów, nie tylko regionalnych, i stanowi pole rywalizacji o wpływy w skali świata. Dlatego nigdy nie powinniśmy sami myśleć o sobie, a raczej nie powinniśmy dawać sobie tego wmawiać, że sytuujemy się na jakichś „peryferiach”, w Europie „gorszej”, w miejscu, na którym nikomu specjalnie nie zależy. Tego typu poglądy są wytwarzane i następnie powtarzane za innymi przeciwnikami Polski po to, byśmy wypracowali w sobie kompleks niższości. Wtedy bowiem nie potrafimy właściwie ocenić naszej wartości, a przez to nie podejmujemy działań adekwatnych do rzeczywistego znaczenia, jakie posiada Polska jako państwo tego regionu z najsilniejszym potencjałem.
W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie niż mówią i piszą nasi przeciwnicy. Polska powinna wykorzystywać wszelkie możliwości, jakie obecnie niesie ze sobą jej położenie w regionie Europy Środkowej i szerzej: Europy Środkowo-Wschodniej (nie są to oczywiście tożsame pojęcia). Stawiam tezę, że powinniśmy grać nawet powyżej swojej aktualnej wagi, rzekłbym: nieprzeciętnie. Mamy wszelaki potencjał oraz stosowną historię i tradycję, by tak postępować.
Polska polityka zagraniczna musi być nieprzeciętna. Nie możemy pozwolić sobie na dryf, na „płynięcie w głównym nurcie”, bez wpływu na to, w jakim kierunku i dokąd on nas prowadzi. Nie powinniśmy zadowalać się trwaniem w teraźniejszości i błahymi oznakami spokoju bez treści. W polityce międzynarodowej nie obowiązuje zasada „nasza chata z kraja”, co – jak niektórzy mniemają – miałoby dawać gwarancję, że jak będziemy zachowywać się cicho i potulnie, to nikt się nami nie zainteresuje i ominą nas wszelakie burze polityczne.
Po pierwsze, nasza polska chata nie jest położona poza główną sceną. Zbudowaliśmy ją sobie przez ponad tysiąclecie na jednym z najbardziej aktywnych, wprost sejsmicznych obszarów geopolityki, o czym przez wieki wielokrotnie się przekonywaliśmy, i to nieraz z dramatycznymi konsekwencjami. Po drugie, nie ma czegoś takiego jak święty spokój głównego nurtu; to złudzenie. Polityka międzynarodowa to nieustanne tasowanie talii kart, permanentna konkurencja, czasami otwarta rywalizacja. To w warunkach pokojowych, bo w czasach jawnego konfliktu konkurencja może przyjmować postać wojny. Tak wiele zmiennych wpływa na status, pozycję i bezpieczeństwo współczesnych państw, że nie ma szans, by pozostać nieaktywnym i utrzymać zarazem swoje zasoby oraz zachować pozycję faktycznie konkurencyjną. Inaczej mówiąc: w polityce międzynarodowej nie ma zasady bezwładności, nie ma zachowania pędu bez nieustannego dostarczania energii. Trzeba być ciągle aktywnym, inaczej zostanie się zmarginalizowanym, a z czasem pochłoniętym (o czym też wiemy dobrze z własnej historii). Dlatego nie możemy pozwolić sobie na przeciętność.
Trzeba w tym miejscu zaznaczyć jeszcze jedną cechę stosunków międzynarodowych. Otóż przy światowym stole nie ma już wolnych miejsc. Wszystkie są zajęte, i to w określonej hierarchii. Przywołam tu, do dziś poruszający, fragment mowy końcowej śp. premiera mec. Jana Olszewskiego podczas procesu bezpośrednich morderców ks. Jerzego Popiełuszki: „Kto może mieć interes w tym, by Polska była krajem nędzy, rozpaczy i terroru? Żadna orientacja polityczna, żaden odłam społeczeństwa nie może w tym upatrywać dla siebie korzyści. W międzynarodowym układzie sił nie ma stanu próżni ani obszarów wyłączonych. Słabość jednych staje się zawsze siłą drugich. Kto odnosił korzyść, gdy Polska była słaba? Na to pytanie potrafi odpowiedzieć każde polskie dziecko, jeśli jest rzetelnie uczone ojczystej historii” [Cyt. za Mowa końcowa adw. Jana Olszewskiego w procesie zabójców ks. Jerzego Popiełuszki; pokojadwokacki.pl].
Tak właśnie jest i uczy nas to nie tylko, by być wiernym patriotą, ale przede wszystkim uświadamia, że trwanie w bezruchu lub utrata czujności spowodują, iż ktoś łatwo może zająć nasze miejsce przy stole. Ponadto, jak mówi stara zasada dyplomatyczna, nie chodzi tylko o to, czy się zasiada przy głównym stole, ale także w jakim charakterze: gospodarza, gościa, kelnera czy… posiłku.
Nieustannie musimy szukać sojuszników oraz partnerów i utrwalać związki z nimi. Równie niekorzystnym jak dryf scenariuszem dla Polski jest samotność i związane z nią poczucie politycznej pustki. Jedna z koronnych zasad polityki międzynarodowej ostrzega, że pustka i słabość przyciągają agresorów jak słabe jednostki w stadzie, które zwabiają drapieżniki i prowokują atak. To nie siła, odważne działanie i odporność prowokują wojny. Wojny i napaści wywoływane są w momencie, gdy jedno z państw pokazuje chroniczną słabość lub daje dowody osamotnienia na arenie międzynarodowej (najgorzej jest, gdy oba te symptomy wystąpią razem). Obniża to bowiem koszty ataku na takie państwo i ryzyko negatywnych reakcji ze strony innych krajów.
Każdy agresor, poza psychopatycznymi wyjątkami, bierze pod uwagę koszty i ryzyka związane z konfliktem. Jednym z głównych elementów ryzyka jest reakcja otoczenia napadniętego kraju. Jeśli potencjalny agresor jest przekonany, że akt wojenny (naruszenie prawa międzynarodowego, zabór cudzych ziem, atak terrorystyczny i inne) ujdzie mu płazem lub spotka się tylko z symboliczną reakcją, to wtedy pozwala sobie na działanie ofensywne. Na tym właśnie polega waga sojuszy, że zniechęcają do agresji. Chodzi oczywiście o sojusze realne, to znaczy poparte działaniami, a nie tylko papierowymi gwarancjami. I znowu, my Polacy nie musimy (niestety!) tego uczyć się z dziejów starożytnych czy na przykładzie innych państw. Tego gorzkiego doświadczenia, jakim są puste gwarancje sojusznicze i zdrada przyjaciół, nie oszczędziła nam historia. Choć mamy też przykłady pozytywne, jak np. pomoc węgierska w przededniu Bitwy Warszawskiej.
W tym kontekście podkreślić należy jeden ważny element, który może umykać uwadze przy pobieżnej analizie. O ile bowiem każdy rozumie, że powinniśmy być częścią sojuszy militarnych czy układów gospodarczych, a ich brak jest niekorzystny, to niewielu zastanawia się nad znaczeniem postrzegania przynależności kraju do konkretnej wspólnoty politycznej. Co mam na myśli? Otóż nie wystarczy być formalnie częścią jakiejś grupy państw; trzeba także dbać o to, żeby przez te państwa być traktowanym jako „jeden z nich”, jako część świata, której nie traktują jako ciało obce. To nie musi wcale oznaczać konformizmu grupowego oraz stałego podporządkowywania się narzucanym przez grupę (wspólnotę państw) zasadom.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 3/2021 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum