Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Kto stoi za tym, co obecnie dzieje się w naszej Ojczyźnie?”.

Aktualności

1.03.2021 16:26

Wybitny teolog, laureat prestiżowej Nagrody Ratzingera ks. prof. Waldemar Chrostowski podczas Mszy św. w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie 10 lutego 2021 r. Fot. TV Trwam

 

 

 

Wybitny teolog, laureat prestiżowej Nagrody Ratzingera ks. prof. Waldemar Chrostowski podczas Mszy św. w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie 10 lutego 2021 r. Fot. TV Trwam

 

Bądźmy dziećmi Kościoła!

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

 

 

Wydawać by się mogło, że tak zwane miesięcznice organizowane regularnie w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej w Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie stały się już rutyną; może by i tak było, gdyby nie homilie głoszone przez odważnych i miłujących Ojczyznę duszpasterzy. Jeden z najwybitniejszych w tym gronie, wielki teolog i gorący patriota, ks. prof. Waldemar Chrostowski, wygłosił ostatnio, 10 lutego br., homilię szczególnie poruszającą, która odbiła się głośnym echem w całym kraju, budząc zachwyt prawdziwych Polaków i ujadanie sił antypolskich. Oto historyczny tekst:

 

Kolejny raz gromadzimy się w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie, a także przed odbiornikami radiowymi i telewizyjnymi, łącząc się z tym, co dzieje się w Archikatedrze, by polecić Bogu tych, którzy prawie jedenaście lat temu zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem. Również, by polecić Bogu ich rodziny i razem z nimi opłakiwać, współczuć, żałować i tęsknić oraz modlić się za naszą Ojczyznę i za nas wszystkich.
Dzisiejsza liturgia jest szczególna z dwóch powodów: z powodu okoliczności historycznych i z powodu czytań, które Kościół poddaje nam pod rozwagę. Co się tyczy okoliczności historycznych, dokładnie dzisiaj przypada 81. rocznica pierwszej masowej deportacji Polaków z Kresów Wschodnich na Syberię i stepy Kazachstanu. 10 lutego 1940 roku – były silne mrozy w tamtą noc, jak wspominają ci, którzy przeżyli – na rozkaz władz Związku Sowieckiego rozpoczęto masowe wysiedlanie Polaków. W pierwszej deportacji przewieziono około ćwierć miliona naszych rodaków. Po niej nastąpiły trzy potężne fale – aż do czerwca 1941 roku. Pierwsze wysiedlenie było szczególne, bo zabrano do wagonów towarowych rodziny więźniów osadzonych w Ostaszkowie, Kozielsku i Starobielsku. Dwa miesiące później zabijano tych więźniów. Żeby ich uczcić, delegacja Rzeczypospolitej z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele 10 kwietnia 2010 roku udawała się do Smoleńska i Katynia.
Miałem wielu bliskich w tym samolocie… Czasami myślę: jaka była ich śmierć? Ile trwała? Kiedy zdali sobie sprawę z tego, co się działo? Czy to były sekundy, czy minuty? Myślałem o tym również dzisiaj, mając w pamięci deportacje rozpoczęte 81 lat temu i kontynuowane przez kilkanaście miesięcy. Śmierć tysięcy tamtych naszych rodaków była inna, nie tak szybka, jak w katastrofie pod Smoleńskiem, lecz powolna i w męczarniach. Jeden z zesłańców wspomina, że jego dziadek umierał w wagonie dwa dni. „Pochowaliśmy go – pisze – obok toru kolejowego, na trasie między stacjami, gdzie strażnicy specjalnie w tym celu zatrzymali pociąg i dali nam do rąk kilof i łopatę do wykopania grobu. ‘Pomior i wsio’ – powiedział jeden z konwojentów, gdy po ‘ceremonii’ pogrzebowej wsiadaliśmy do wagonu”. Odnosi się wrażenie, że przez całe lata o tych naszych braciach i siostrach mówiono mniej więcej tak samo: „Pomiorli i wsio”, i nie tylko w rosyjskiej mowie, lecz i w naszej: „Umarli i wszystko”…
A oto jeszcze jedno wspomnienie, utrwalone w książce Zniewoleni przez Stalina, wydanej ponad trzydzieści lat temu, która powinna być lekturą obowiązkową młodzieży i dzieci, tak jak młodzież izraelską i żydowską karmi się nieustannie pamięcią o Holokauście:
„Wchodząca do szopy podobnej do ubikacji kobieta wyskoczyła stamtąd z przeraźliwym piskiem. Głos przerażenia dobywał się z jej gardła, choć zatykała dłonią usta. Radziecki żołnierz zbeształ ją za to, że bez zezwolenia oddala się.
– Przecież tam stoją ludzie zamarznięci na śmierć – wykrztusiła. W ubraniach, w czapkach, nawet w kapeluszach, a zamarznięci.
Okrążyliśmy kobietę pytając, jacy ludzie? Przybiegł oddział żołnierzy. Nie wpuszczono nas do tej szopy, a starszy lejtnant uniósł do góry ręce, chcąc coś powiedzieć.
– Spokojnie, towarzysze Polacy! Ludzie wszędzie umierają, w transportach też. Wyciągamy martwych z wagonów, nie mogą przecież jechać z żywymi, to chyba zrozumiałe, a transporty z Polakami przyjeżdżają tędy codziennie. Nie ja je wysyłam. Ludzie umierają wszędzie. Polak nie Polak. Co mamy robić z trupami? Przechowujemy w budce ubikacyjnej, innej nie mamy. A na wiosnę, jak śnieg stopnieje i ziemia roztaje, zakopiemy jak obywateli.
– A dlaczego przechowujecie w ubikacji?
– Nie mamy innej szopy! Zresztą ta ubikacja jest już nieczynna.
– Dlaczego na stojąco? – zapytała przerażona wciąż kobieta.
– A dlaczego na leżąco? – odpowiedział pytaniem lejtnant i odszedł.
Nasz major Grodzicki wyjaśnił. Obliczyli, że na stojąco więcej się zmieści”.
Jaki może być komentarz do tego dramatu? Myślę, że ten z III części Dziadów naszego Wieszcza: „Jeśli ja zapomnę o nich, Ty, mój Boże na niebiosach, zapomnij o mnie!”.
Potrzebna jest i musi trwać osobista, indywidualna pamięć nas, Polaków, żeby z tej pamięci pojedynczych osób rodziła się i utrwalała pamięć zbiorowa, współtworząc naszą wspólnotę narodową. Musimy myśleć, mówić, uczyć i pamiętać o Rodakach, których gehenna była nie do opisania. Istnieje silny splot i mocna więź między tamtymi deportacjami i męczarniami a tym, co wiosną 1940 roku wydarzyło się w Katyniu, Ostaszkowie, Starobielsku i wielu innych miejscach kaźni, oraz tym, co 10 kwietnia 2010 roku wydarzyło się na przedmieściach Smoleńska. Dopiero w tym kluczu Tragedia Smoleńska nabiera właściwego znaczenia.
***
Przejdźmy do dzisiejszych czytań. Gdybyśmy ich szukali na tę uroczystość, nie znaleźlibyśmy lepszych. Najpierw to z Księgi Rodzaju: Bóg stworzył człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. Zasadził piękny ogród na Wschodzie, a ogród to znak dostatku, pomyślności i pokoju, umieścił w nim człowieka i dał mu pierwsze przykazanie. To bardzo ważne: nie rozkaz, lecz przykazanie. Rozkazy są wydawane w wojsku i nie wymagają wewnętrznej akceptacji, lecz zewnętrznego posłuszeństwa. Natomiast przykazanie wymaga akceptacji sumienia, czyli świadomego przyjęcia i wykonania. Przykazanie, które Adam otrzymał, brzmiało: „Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać do woli”. Oto jaki jest Bóg wobec nas: wobec pierwszego człowieka oraz każdego człowieka. Najpierw widać obfitość Jego darów i błogosławieństwa. Po czym dalej: „Ale z drzewa poznania dobra i zła, z niego nie spożywaj, bo gdy z niego spożyjesz, na pewno umrzesz!”. Bóg daje przykazanie, na które składają się dwie części: dar i ostrzeżenie. Nie zakaz, lecz ostrzeżenie, które można złamać. I – niestety – zostało złamane.
Pierwsze przykazanie daje życie, zapewnia człowiekowi bezpieczeństwo i pomyślność. Taki jest Bóg wobec nas! Bóg nie jest w świecie zbytecznym emigrantem, zaś w miejsce posłuszeństwa Jego woli i opartej na nim wolności nie można stawiać swobody i swawoli. Nieszczęściem człowieka jest to, gdy te porządki myli, miesza i wypacza. Jednak po pierwszym przykazaniu pojawił się bunt i każde pokolenie wyznawców jedynego Boga przeżywa taką samą pokusę. Ten bunt znalazł najpierw wyraz w przewrocie teologicznym, polegającym na wypaczeniu wizerunku Boga. To wielkie niebezpieczeństwo i groźne schorzenie nie omija Kościoła. Przeciwnie, chce się w nim zadomowić i go pustoszyć, przedstawiając wizerunek Boga nie takim, jaki On naprawdę jest, ale według własnego widzimisię. Zamiast wyznania „stworzył Bóg człowieka na swój obraz” panoszy się uzurpacja polegająca na tworzeniu obrazu Boga przykrojonego na miarę człowieka. W 1972 roku, prawie pół wieku temu, podczas jednej z audiencji generalnych papież Paweł VI powiedział: „Wygląda to tak, jakby z jakiejś tajemniczej szczeliny swąd szatana wdarł się do świątyni Boga”. To słowa papieża, wypowiedziane wtedy, gdy – jak ujął to Benedykt XVI – rozeszły się drogi Soboru ojców zgromadzonych w Bazylice św. Piotra w Rzymie i „soboru mediów”, czyli środków masowego przekazu stojących na usługach propagandy uprawianej przez ich właścicieli i ideologów.


Oprac. Marian P. Romaniuk

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 3/2021 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum