Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„ZAPAMIĘTANA JAKO WZÓR PRACOWITOŚCI, SUKCESU I SKROMNOŚCI”

Aktualności

24.07.2018 12:46

Irena Kirszenstein mija metę na zawodach lekkoatletycznych w Warszawie w sierpniu 1966 r. Fot. PAP/Stanisław Dąbrowiecki

 

 

Irena Kirszenstein mija metę na zawodach lekkoatletycznych w Warszawie w sierpniu 1966 r. Fot. PAP/Stanisław Dąbrowiecki

 

Irena Szewińska: Polecam wszystkim sportsmenkom, by rodziły dzieci

 

Andrzej Stanowski

 

 

Pięknie ułożyło się jej życie prywatne – choć nie od razu – miała kochającego męża Janusza, dwóch świetnie radzących sobie w życiu synów Andrzeja i Jarosława. Została pierwszą damą polskiego sportu. Takiego dorobku nie ma żaden nasz sportowiec: wywalczyła siedem medali olimpijskich, dziesięć krążków w mistrzostwach Europy, trzynastokrotnie biła rekordy świata.  

Irena Kirszenstein, później Szewińska, urodziła się 24 maja 1946 roku w Leningradzie, gdzie rzuciła tę polską rodzinę żydowskiego pochodzenia wojenna zawierucha. Mama była z domu Rafalska i pochodziła z Kijowa, a przyszłego męża poznała w… Uzbekistanie. Rodzice nie wytrwali ze sobą do końca, po przyjeździe do Polski (1947) zamieszkali w stolicy, ale sześć lat później rozstali się; Irena pozostała z matką. Jako 11-letnia uczennica szkoły podstawowej nr 47 w Warszawie podziwiała wraz z mamą na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie legendarny mecz lekkoatletyczny Polska – USA, który zgromadził aż 100 tysięcy widzów. Ale o uprawianiu sportu wtedy nie myślała, bardziej pasjonował ją teatr: uczestniczyła w zajęciach kółka teatralnego, zagrała nawet rolę Ofelii w „Hamlecie” Szekspira. Po szkole podstawowej została uczennicą Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego, po zdaniu matury studiowała na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego; tytuł magistra ekonomii ze specjalizacją ekonomika transportu uzyskała w 1970 roku.
Do czynnego sportu trafiła nie tak wcześnie, zwłaszcza jak na dzisiejsze wyobrażenia, bo w 1960 roku – poprzez tzw. czwartki lekkoatletyczne organizowane przez „Express Wieczorny”. I co ciekawe, pierwsze treningi zaczęła pod okiem znanego oszczepnika Jana Kopyty. Najpierw był skok wzwyż, od razu z sukcesem; pobiła wynikiem 156,5 cm rekord Polski młodziczek. Od początku swojej kariery występowała w barwach Polonii Warszawa; do końca pozostała wierna temu klubowi, co jest dzisiaj rzadkim przypadkiem wśród sportowców.
 Potem zaczęła ćwiczyć sprinty i skok w dal. Szybko przyszły sukcesy sportowe – jako 16-latka zdobyła pierwszy medal w mistrzostwach Polski młodzików. A po czterech latach treningu zaczęła odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej. W Europejskich Igrzyskach Sportowych rozgrywanych w Warszawie sięgnęła po trzy złote medale: na 200 metrów, w skoku w dal i wraz z koleżankami w sztafecie. Zaimponowała szczególnie w biegu na 200 metrów, w którym wynikiem 23,5 sekundy poprawiła legendarny rekord Polski ustanowiony… jeszcze przed wojną przez Stanisławę Walasiewicz.
Jako nieopierzona 18-latka, de facto jeszcze juniorka, pojechała na igrzyska olimpijskie do Tokio. I ta nieznana juniorka wróciła z nich z trzema medalami! Złotym w sztafecie (razem z Teresą Ciepły, Haliną Górecką i też juniorką Ewą Kłobukowską) oraz srebrnymi na 200 metrów i w skoku w dal. Przed pierwszym startem czułam ogromną tremę, ale wspaniała atmosfera na igrzyskach zmobilizowała mnie. Minimum kwalifikacyjne wynosiło sześć metrów, na treningu ledwo mi się to udawało skoczyć. Na zawodach jak na zawołanie biłam swoje rekordy życiowe, ze skoku na skok, ostatecznie uzyskałam 6,60 m, to był rekord Polski. A z koleżankami w sztafecie poprawiłyśmy rekord świata – wspominała w TVP Szewińska.
Kolejne igrzyska, w Meksyku (1968) przyniosły jej dwa krążki, złoty na 200 metrów okraszony rekordem świata 22,58 sekundy i brązowy na 100 metrów. Miała wraz z koleżankami olbrzymiego pecha, bo w półfinałowym biegu sztafetowym upuściła pałeczkę i medal przepadł. Zaczęły się intrygi esbeków, rozpowszechniano informacje, że Szewińska celowo zgubiła pałeczkę, atakowała ją nawet TVP. Na szczęście kibice nie dali się nabrać na te pogłoski. Z przykrością wracam do tego incydentu. Wiem, że zawiodłam koleżanki, ale tak to czasem bywa w sztafecie. Ile razy zgubili ją Amerykanie... Zmieniałyśmy stary system podawania pałeczki od dołu. Zawodniczka podała mi pałeczkę za sam koniec, ledwo ją trzymałam. Kolejny krok, uderzyłam nią o siebie i wypadła na bieżnię… – wspominała Szewińska na łamach magazynu „Bieganie”.  
W 1970 roku urodziła syna Andrzeja. To było błogosławieństwo. Polecam wszystkim sportsmenkom, by rodziły dzieci. Niech nie czekają na zakończenie kariery sportowej. Byłam zmęczona ciągłymi startami, pojawiły się drobne kontuzje. Gdy zrobiłam sobie przerwę macierzyńską, od razu poczułam się lepiej. To jest bardzo wskazane dla kobiet – mówiła dla „Przeglądu Sportowego” Szewińska. W 1981 roku urodził się drugi syn, Jarosław. Andrzej Szewiński uprawiał siatkówkę (mierzy 198 cm wzrostu), był reprezentantem Polski, w tej chwili jest wiceprezydentem Częstochowy odpowiedzialnym za pracę Wydziałów Administracji Architektoniczno-Budowlanej, Geodezji i Kartografii oraz Zdrowia. Jarosław Szewiński przez krótki okres też grał w siatkówkę, obecnie pracuje w Narodowym Centrum Jądrowym w Świerku.
Szewińska już po roku wznowiła treningi; szybko zdołała odbudować formę i na igrzyskach w Monachium wywalczyła brązowy medal na 200 metrów. Po igrzyskach jej trenerem został mąż Janusz, pracujący także jako fotoreporter „Przeglądu Sportowego”; w młodości biegał na 400 metrów przez płotki. Za jego namową przestała startować w skoku w dal, coraz częściej oglądaliśmy ją natomiast w biegu na 400 metrów. Poznali się z „Januszkiem”, jak o mężu zawsze mówiła Pani Irena, na stadionie Polonii, razem jeździli na zawody, obozy treningowe i chodzili na wieczorki klubowe na Foksalu...

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


 

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum