Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

ZAMIAST COFNIĘCIA KONCESJI, COFNIĘCIE KARY!

Aktualności

23.01.2018 13:24

Członek KRRiT prof. Janusz Kawecki. Fot. M. Klag Członek KRRiT prof. Janusz Kawecki. Fot. M. Klag

 

Przewodniczący KRRiT antytezą dobrej zmiany

 

Leszek Sosnowski

 

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji od wielu lat jest siedliskiem demagogii i przeciwnikiem obozu patriotycznego. Wydawało się jednak, że po okresie panowania działacza Unii Wolności i zausznika PO Jana Dworaka dobra zmiana przyniesie normalizację działania tej ważnej instytucji państwowej. Wydawało się… Szczytem demagogii, ale i faryzejstwa, okazały się działania wokół cofnięcia kary dla TVN SA za relacjonowanie wydarzeń w grudniu 2016 r. w sposób podburzający do tzw. puczu.
Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że chodzi tu o działania przewodniczącego KRRiT, nie zaś wszystkich członków Rady. Jak bowiem relacjonuje prof. Janusz Kawecki, czterej pozostali członkowie byli tyleż zdumieni, co niechętni decyzji Witolda Kołodziejskiego całkowicie anulującej karę dla TVN SA. Procedury wszakże są tak skonstruowane, że aby kogoś z nadawców ukarać, trzeba przedstawić masę ekspertyz, opinii, dyskusji oraz mieć za taką decyzją co najmniej cztery głosy członków Rady, w tym przewodniczącego. Tymczasem, żeby karę odwołać – wystarczy praktycznie apodyktyczna decyzja samego przewodniczącego. Rzecz jasna, takie stanowisko trzeba było ubrać jakoś w pozory nawet nie legalności, bo cofnięcie w ogóle nie odwołuje się do stosownego prawa, ale w pozory sprawiedliwości społecznej. I to dopiero był cyrk.
Zamieniono bowiem pojęcie interesu społecznego na interes zawodowy. Uznano, że interesy społeczne reprezentują organizacje… zawodowe zrzeszające dziennikarzy i ich pracodawców. Tymczasem 5 stycznia br. w siedzibie KRRiT właśnie tacy przemawiali – jakoby także w imieniu telewidzów. Równie dobrze można by ocenę np. samochodów pozostawić tylko ich producentowi, ewentualnie jeszcze handlarzowi aut, uznając ich głosy za oceny użytkowników pojazdów. Producenci programów i artykułów, czyli reprezentanci nadawców, wykazali się klasyczną solidarnością zawodową, tak dobrze znaną np. ze środowiska lekarzy czy prawników. Tych kilka osób w ogóle nie zająknęło się na temat podstaw prawnych decyzji o ukaraniu KRRiT; prawo jest widocznie im obojętne, o ile nie sprzyja ich solidarności zawodowej.
Na wiele sposobów odmieniano przywilej wolności słowa, tak jakby słowo nie miało przeróżnych wymiarów, w tym i bardzo złowrogich. Niektórzy z dyskutantów na co dzień usiłują walczyć np. z mową (czyli słowem) nienawiści, a równocześnie sprzeciwiają się ukaraniu kogoś, kto nadużywając przywileju wolności tak relacjonował wydarzenia sprzed Sejmu i z jego gmachu w grudniu 2016 r., że eksperci, nie tylko członkowie KRRiT, nie mieli wątpliwości, że idzie o podburzanie do obalenia legalnej władzy, wybranej naprawdę demokratycznie. A co najważniejsze – nie mieli tej wątpliwości telewidzowie, których na spotkaniu w KRRiT nikt nie reprezentował.
Relacja TVN24 to było zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego i to w wielkim wymiarze, bowiem tendencyjny przekaz skierowany był do paru milionów osób. To było igranie nawet nie z ogniem, ale z wielkim pożarem. Nikt mi nie powie, że TVN24 nie działał w interesie tych, którzy postanowili obalić legalnie funkcjonującą najwyższą władzę: najpierw parlament, a potem resztę. Oczywiście, to było przedstawianie przez TVN własnej opinii nadawcy, jak najbardziej. Ale nie tylko to. To było przedstawianie i obrona stanowiska tzw. totalnej opozycji, przedstawianie zupełnie stronnicze. To było zupełnie świadome wpływanie na opinię publiczną w duchu rewolty, w duchu rozwiązywania problemów politycznych na ulicy. A jak rozwiązuje się problemy na ulicy, każdy wie. Ulice bardzo łatwo mogą spłynąć krwią.
Artykuł 213 Konstytucji mówi o tym, że KRRiT ma „stać na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji”. Proszę zwrócić uwagę, że ustawodawca nie separuje prawa do wolności słowa od interesu publicznego; Rada ma strzec również i równocześnie tego ostatniego. A jakiż to interes publiczny wyrażała relacja TVN24? Czy w interesie publicznym leży delegalizacja legalnej władzy, destabilizacja, podsycanie nastrojów ulicznej walki? To nie jest tak, i tak być nie może, że w imię wolności, także wolności słowa – wszystko wolno. Bo wtedy będziemy mieli do czynienia z anarchią.
Układ dyskutantów na spotkaniu 5 stycznia w KRRiT był taki, że z góry wiadomo było, jaki będzie wynik debaty, bowiem zaproszeni goście wcześniej już dali wyraz swoim stanowiskom na łamach mediów. Innych ludzi na spotkanie nie zaproszono, nawet osób, które pisały ekspertyzę, a ci chyba powinni mieć najwięcej do powiedzenia. Ewidentnie mamy do czynienia z przypadkiem kolesiostwa. A zapowiedzi pana Kołodziejskiego tworzenia jakiegoś „Okrągłego Stołu Medialnego przy KRRiT z udziałem środowisk dziennikarskich, naukowych, ale przede wszystkim z aktywnym uczestnictwem nadawców” budzi jak najgorsze skojarzenia z rokiem 1989, z Magdalenką itd. Jak zresztą widać z zapowiedzi – z planowanej debaty wykluczeni są najbardziej zainteresowani, a więc telewidzowie.
Kiedy się czyta relację z 5 stycznia, to widać wyraźnie, że tzw. reprezentanci strony społecznej (czyli branżowej) wikłają się w swych wypowiedziach. Niektóre głosy były wprost dziecinnie śmieszne, jak np.: „Śmiem twierdzić, że telewizja TVN (w grudniu 2016) postępowała nieświadomie”. To głos pani dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, która na dodatek stwierdziła bezradnie: „Nie mam narzędzi, aby dzisiaj jednoznacznie to rozstrzygnąć”. Jeśli centrum monitoringu nie ma takich narzędzi, to jego istnienie jest pozbawione sensu.

 

 Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

 


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 1/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET