Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Z KAZIMIERZEM WIELKIM ŻARTÓW NIE BYŁO”

Aktualności

17.12.2018 12:30

Wyrzeźbiony w marmurze wizerunek króla Kazimierza Wielkiego na jego nagrobku w katedrze wawelskiej. Fot. Adam Bujak

 

 

 

Wyrzeźbiony w marmurze wizerunek króla Kazimierza Wielkiego na jego nagrobku w katedrze wawelskiej. Fot. Adam Bujak

 

 

 

Realia serialu nie bardzo odpowiadają rzeczywistości

 

Z prof. KRZYSZTOFEM OŻOGIEM rozmawia Leszek Sosnowski

 

Leszek Sosnowski: Najkrótsza i zarazem najpopularniejsza ocena panowania Kazimierza Wielkiego to stwierdzenie, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Stało się tak z wrodzonej mu gospodarności oraz z konieczności zapewnienia większego bezpieczeństwa krajowi, swoim poddanym. Czasami jednak do stawiania budowli, zwłaszcza kościołów, zmuszały go, podobnie jak i innych średniowiecznych władców oraz wielmożów, zupełnie inne przyczyny, a mianowicie potrzeba pokutowania za grzechy. Ten przypadek dotknął i Kazimierza, o czym świadczy odnotowany skrzętnie przez kronikarzy przypadek utopienia w Wiśle wikariusza katedralnego Marcina Baryczki.

Prof. Krzysztof Ożóg: W tym wypadku władca nie do końca zapanował nad swoim wzburzeniem, choć przecież nie był już młodzieńcem, lecz mężczyzną w sile wieku. To był 1349 rok, król wracał z wyprawy, którą odbył na Ruś, ale wcześniej, po drodze, zajął jakieś dobra biskupstwa krakowskiego, nałożył również nieuprawnione daniny na część tych dóbr. Biskup Bodzęta, który nie miał z nim najlepszych relacji i z tego powodu nie miał też większych wpływów na dworze, prosił o zaprzestanie takich praktyk. Król nie reagował, więc biskup zdecydował się nałożyć na urzędników dworu ekskomunikę, żeby karą kościelną skłonić ich do ustępstw, zaś do króla, wracającego z wyprawy, wysłał wikariusza katedralnego Marcina Baryczkę. Ten zaś nie poprzestał na wypowiedzi o krzywdach, lecz napominał króla, że nie prowadzi się najlepiej, że ulega swoim słabościom i grzeszy poprzez cudzołóstwo. Tego Kazimierz miał dość.

I utopił nieszczęśnika w Wiśle?

Nie osobiście, zrobił to na jego polecenie Kochan, jeden z dworzan królewskich; źródło historyczne, anonimowy kronikarz z kręgu duchowieństwa katedralnego, który opisuje ten fakt, mówi, że król Kazimierz działał za sugestią… diabła (suggerente diabolo). Baryczka został na pewno utopiony w Wiśle w dzień św. Łucji, czyli 13 grudnia, 1349 roku (w tłumaczeniu jednego ze źródeł jest błędnie św. Łukasza).

Ale podobno na oczach króla?

Nie wiemy tego dokładnie, bo to są już późniejsze narracje, natomiast widzimy tutaj, że król jednak nie powściągnął swego gniewu, nie opanował się, gdy duchowny napominał go publicznie. Trzeba też powiedzieć, że ten Marcin Baryczka miał niezwykłą odwagę; stanąć oko w oko z królem i upomnieć go publicznie z powodów moralnych to była rzecz w tamtejszych realiach niesłychana.

Trzeba więc powiedzieć, że żartów z Kazimierzem Wielkim nie było.

Żartów z Kazimierzem nie było na pewno. Jakkolwiek trzeba zaznaczyć, że są badacze, którzy nie wierzą w tę całą sytuację. Ostatnio pisałem nawet tekst o pobożności króla Kazimierza Wielkiego, tekst naukowy, pokazujący, że taki człowiek jak Marcin Baryczka faktycznie istniał – bo niektórzy starali się to podważyć, że ta sytuacja była jakoby wymyślona przez Jana Długosza. Ale przecież są relacje na ten temat nie tylko Długosza, lecz również z czasów kazimierzowskich w Kronice katedralnej krakowskiej. Tak więc po pierwsze obroniłem historyczność tej postaci i poza tym stwierdziłem bardzo wyraźnie w oparciu o źródła, że doszło do śmierci Marcina Baryczki właśnie z powodu tego publicznego napomnienia. Równocześnie, co bardzo istotne w tej całej historii, król jednak nie zaparł się w swym gniewie i oburzeniu; doszło do niego, że popełnił grzech, zbrodnię, że stał się powodem śmierci tego człowieka, i wysłał w 1352 r. poselstwo Wojciecha z Bochni do papieża z prośbą o nałożenie pokuty za swój czyn. Ponieważ chodziło o zbrodnię przypisaną królowi, ta pokuta musiała mieć wymiar publiczny i źródła historyczne wyraźnie mówią o tym, że król szczerze pokutował.

A ta pokuta nie miała tylko wymiaru modlitewnego – i tu dochodzimy ponownie do początku naszej rozmowy.

Tak jest; Jan Długosz pisze, że w ramach tejże pokuty papież nałożył na Kazimierza obowiązek wzniesienia kilku kościołów, co też się stało. Król prezentował taki, można by powiedzieć, typ pobożności monarszej, powiązanej z poczuciem odpowiedzialności za Kościół. Z drugiej strony także dbał o to, żeby na biskupstwach czy innych urzędach kościelnych zasiadali ludzie dobrze przygotowani, gospodarni, miał takich ludzi w swoim otoczeniu, wykształconych i dobrych duchownych. Jeśli popatrzymy na skalę zaangażowania króla we wznoszenie świątyń, to widzimy, że jest ona ogromna, król podejmował bardzo wiele inicjatyw na tym polu. Na samym Wzgórzu Wawelskim wybudował dwa gotyckie kościoły, które były kolegiatami, św. Jerzego i św. Michała; ich fundamenty zostały odsłonięte i widzimy je teraz na placu koło katedry, na dziedzińcu zewnętrznym. Na wzgórzu powstała także kaplica św. Marii Egipcjanki. Wspaniale rozbudował także swoją rezydencję, czyli zamek królewski, pięknie go ozdobił i wyposażył. Ale najważniejsza fundacja to było dokończenie, rozpoczętego jeszcze za jego ojca Władysława, wznoszenia gotyckiej katedry na Wawelu. Budowa została ukończona w 1364 r., wtedy też katedrę konsekrowano. Symbole osobiste króla, czyli to charakterystyczne „K” z koroną zwieńczoną krzyżem na drzwiach katedralnych, przetrwały po dzień dzisiejszy; to jest właśnie znak jego osobistego zaangażowania w powstanie tej świątyni.

Pozostańmy zatem jeszcze przy katedrze i przy Wzgórzu Wawelskim. W serialu „Korona królów”, który masowo Polacy oglądają na kanałach TVP, Wawel przedstawiony jest jako – tak bym to nazwał – bardzo skundlony zamek, jakiś zameczek, niewielki, ciasny, o maleńkich korytarzach itd. To jest bardzo duże przekłamanie, przecież to już był poważny średniowieczny zamek, zamek naprawdę królewski. Na Wawelu musiał pomieścić się także, rozbudowany mocno przez Kazimierza, aparat państwowy.

Oczywiście. Kazimierz rozbudował zamek, który odziedziczył po swoich przodkach, po Władysławie Łokietku, i uczynił z niego gotycką, dużą rezydencję monarszą. Przecież wielkie, słynne do dziś międzynarodowe zjazdy monarsze z lat 1360. pokazują nam, że warunki na Wawelu były takie same jak w Wyszehradzie, gdzie stał piękny zamek potężnych wówczas królów węgierskich, czy w Pradze na Hradczanach, gdzie była rezydencja wielkiego rodu panującego Luksemburgów.

Dodajmy, że Wawel wówczas w ogóle nie wyglądał tak jak dziś, był rodzajem miasteczka z uliczkami, zaułkami, kamienicami, kilkoma kościołami i oczywiście solidnymi fortyfikacjami. To nie była jakaś psia buda gdzieś w polach stojąca.

Samo to, że była tam wznoszona i ukończona w 1364 r. wspaniała katedra oraz wybudowano w 1347 r. kolegiatę św. Jerzego, a w 1350 r. – św. Michała, pokazuje nam wielki ruch inwestycyjny, budowlany. Dokonano przebudowy całego Wzgórza Wawelskiego, które zostało otoczone również odpowiednimi murami, wieżami obronnymi – wyraźnie o tym piszą źródła historyczne. Kazimierz kazał ozdobić budowle pięknymi dachami, wnętrza malowidłami, mury basztami – zamek prezentował się w sposób absolutnie porównywalny do rezydencji bogatego Zachodu.

Czyli, jak byśmy to dziś powiedzieli, miał wygląd europejski. Szkoda, że tego w filmie nie potrafiono przynajmniej komputerowo zwizualizować.

Wielka szkoda, bo faktycznie rezydencja królewska w filmie wygląda niesamowicie zgrzebnie i jest bardzo taka ograniczona przestrzennie. Wszystko się dzieje ciągle w tych samych miejscach, w niewielkich pomieszczeniach, najczęściej na korytarzach. Tak życie na Wawelu na pewno nie wyglądało.

Mówiliśmy już o katedrze, a sam zamek jak funkcjonował? Bo wiemy, że później, w 1499 r., niestety spłonął i na jego miejsce powstał renesansowy, ten, który znamy. Katedrę mamy w gotyckim kształcie dosyć wyraźnie zachowaną, choć mocno obudowaną kaplicami renesansowymi i barokowymi, mamy też fragmenty murów średniowiecznych (nie są to czerwone mury z cegły, te stanowią późniejsze fortyfikacje, lecz te biało-szare, kamienne).

Sam zamek gotycki był trójdzielną, połączoną ze sobą budowlą. Składał się z licznych komnat, kuchni, pomieszczeń gospodarczych, stajni. Wewnątrz zamku znajdowała się również kaplica prywatna króla.

Oprócz katedry i dwóch kościołów?

Tak, oprócz katedry, ponieważ w zamku król miał na swoje usługi również coś, co nazywamy capella regia, czyli kaplica królewska. Jest to pojęcie instytucji, w której funkcjonują kapelani dworscy; mamy cały szereg kapelanów występujących w źródłach historycznych. To byli ludzie, którzy pełnili różne posługi: i spowiednicze, i kaznodziejskie, ale również liturgiczne. Na dworach panował zwyczaj regularnej modlitwy, był ustalony sposobu świętowania, życie toczyło się według kalendarza liturgicznego; capella regia odgrywała ważną rolę w otoczeniu władcy. Król w swej istocie – i Kazimierz to bardzo dobrze rozumiał – był tym, który troszczy się o swoich poddanych również co do ich zbawienia, również w tym sensie, że jest opiekunem i protektorem Kościoła. Dba o to, by w tych miejscowościach, które należą do dóbr królewskich, funkcjonowały parafie i powstawały świątynie. Tyczyło się to także miast, które funkcjonowały przy zamku stołecznym, przy Wawelu, a więc Krakowa, Kazimierza, Kleparza. Miasto Kazimierz zostało lokowane na początku panowania młodego króla, w 1335 roku, jako jednolite założenie, jako, można powiedzieć, pełna fundacja królewska. Tam powstał kościół Bożego Ciała, parafialny, wzniesiony z inicjatywy Kazimierza, także Skałka zostaje przebudowana w stylu gotyckim z jego polecenia.

A więc nie jest tak, jak to niektórzy dziś sądzą, że Kazimierz powstał jako osobne miasto przeznaczone tylko i wyłącznie na użytek Żydów?

Ależ skądże! W 1342 r., czyli 7 lat po lokacji, sprowadzono tam augustianów i rozpoczęła się budowa klasztoru i kościoła św. Katarzyny – jednej z najwspanialszych budowli podwawelskiego miasta. W samej Małopolsce mamy pewnych aż 18 fundacji kościołów dokonanych przez Kazimierza. Np. słynna kolegiata wiślicka, kościoły parafialne w Szydłowie, w Kargowie, w Zagości, w Niepołomicach i wiele, wiele innych. Kościołów, które najpewniej były wznoszone przy wsparciu królewskim, jest około 50.

Nie budował tylko kościołów…

Oczywiście, z inicjatywy króla wzniesionych zostało ponad 50 zamków. Wiele z nich się nie zachowało do dzisiaj, niestety, pozostały po nich ruiny. Ponadto Kazimierz otoczył murami obronnymi 23 miasta. Był to w Polsce okres świetny pod względem rozwoju architektury i sztuki gotyckiej. Znakomitej sztuki europejskiej. To nie są dzieła ani zapyziałe, ani małe, ani jakieś prowincjonalne w takim stopniu, który by je dezawuował. Widać w tym coś jakby trochę z osobowości królewskiej.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

 

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 12/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum