Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Z Bogiem, Panie Majorze!”.

Aktualności

1.03.2021 16:59

 Mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” stoi pośrodku swoich żołnierzy (z prawą ręką w kieszeni) podczas ostatniej koncentracji 5. Wileńskiej Brygady AK na Białostocczyźnie we wrześniu 1945 r.; z lewej strony w chustce Danusia Siedzikówna „Inka”. Fot. Archiwum IPN

 

 

 

Mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” stoi pośrodku swoich żołnierzy (z prawą ręką w kieszeni) podczas ostatniej koncentracji 5. Wileńskiej Brygady AK na Białostocczyźnie we wrześniu 1945 r.; z lewej strony w chustce Danusia Siedzikówna „Inka”. Fot. Archiwum IPN

 

 

Historia niezłomnego dowódcy
5. Brygady Wileńskiej AK

Dr Monika Makowska

 

 

 

Należał do najzdolniejszych oficerów Wojska Polskiego, znany był z talentów dowódczych, odwagi i z nieokiełznanej, prawdziwie ułańskiej fantazji, jak przystało na kawalerzystę z 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Major Zygmunt Szendzielarz, jeszcze jako młody porucznik, przeszedł szlak bojowy pamiętnego września 1939 r., walcząc zarówno z Niemcami, jak i z Sowietami. Niezłomny dowódca 5. i 6. Brygady Wileńskiej AK, znany pod konspiracyjnym pseudonimem „Łupaszko” (vel „Łupaszka”), po zakończeniu wojny nigdy nie złożył broni, prowadząc udane akcje zbrojne przeciwko sowieckiemu okupantowi, stając się prawdziwą legendą antykomunistycznej partyzantki. Jego imię urosło do rangi symbolu heroicznej walki przeciwko totalitarnemu reżimowi. Schwytany przez komunistycznych siepaczy, zginął zamordowany strzałem w tył głowy po sfingowanym pokazowym procesie, na którym wydano na niego aż 18 wyroków śmierci…
Pochodził z dawnych kresów Rzeczypospolitej; urodził się w 1910 r. w Stryju jako najmłodszy syn urzędnika kolejowego Karola Szendzielarza i Eufrozyny z Osieckich. Dzieciństwo Zygmunta przypadło na czas Wielkiej Wojny; już wówczas kilkuletni chłopiec po raz pierwszy doświadczył zagrożenia, jakie niesie ze sobą konflikt zbrojny, bowiem w związku z postępującą ofensywą armii carskiej rodzina Szendzielarzów musiała opuścić Stryj. Schronienie znaleźli we Lwowie, gdzie w 1917 r. Zygmunt rozpoczął edukację w szkole powszechnej.
Dla chłopca wychowanego w szczególnej atmosferze kresowego patriotyzmu odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 r. stało się wyjątkowo poruszającym wydarzeniem. Kiedy miastu zagrozili bojownicy ukraińscy, dwaj starsi bracia Zygmunta – Marian i Rudolf – zaciągnęli się w szeregi słynnych Orląt Lwowskich. Rudolf poległ na polu chwały w 1919 r., Marian za bohaterską walkę z Ukraińcami i bolszewikami otrzymał Krzyż Virtuti Militari, zaś po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej postanowił kontynuować karierę zawodowego żołnierza. Wstąpił do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, skąd następnie przydzielono go do 20. Pułku Ułanów im. Króla Jana III Sobieskiego. Młodziutkiemu Zygmuntowi bardzo imponował ten najstarszy brat – bohater wojenny. Podobnie jak on zapragnął poświęcić się służbie w Wojsku Polskim.
Po zakończeniu edukacji w 1931 r. zgłosił się na ochotnika do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. Dał się poznać jako znakomity żołnierz o wyjątkowo sumiennym podejściu do powierzanych mu obowiązków, wykazywał się też żelazną wytrzymałością podczas regulaminowych ćwiczeń wojskowych. Przełożeni podkreślali też, iż młody podchorąży był bardzo towarzyski i uczynny dla kolegów, ci zaś uważali go za świetnego kompana. W marcu 1932 r. Zygmunt złożył przysięgę, zaś latem ukończył podchorążówkę w stopniu kaprala z bardzo dobrym wynikiem.
Nie chciał jednak kontynuować tak efektownie rozpoczętej przygody z piechotą, pragnął bowiem tak jak jego starszy brat zostać ułanem. „Charakter wyrobiony; wesoły, czasem porywczy, o bardzo dużej ambicji. Bardzo pewny siebie, wybitnie koleżeński i ofiarny, (…) karny, sumienny i obowiązkowy”, napisał o nim dowódca kompanii we wniosku kwalifikacyjnym o przyjęcie do prestiżowej Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. Trzeba było tam sprostać takim wyzwaniom jak m.in. kurs jazdy konnej (w tym woltyżerka), kurs szermierki, taktyka, wyszkolenie strzeleckie, ćwiczenia polowe i ćwiczenia musztry konnej i pieszej, obrona przeciwgazowa i wyszkolenie pionierskie, nie mówiąc już o opanowaniu regulaminów, a także o całym szeregu przedmiotów ogólnych i teoretycznych, jak m.in. historia wojen, geografia wojenna, administracja, psychologia, prawo i kursy języków obcych.
Szczególny talent do jazdy konnej i szabli dał o sobie znać w licznych sukcesach impulsywnego młodzieńca, takich jak zwycięstwo w tradycyjnym biegu św. Huberta w 1933 r. czy też w rok później pierwsze miejsce w zawodach o puchar płk. Tomasza Dobrzańskiego we władaniu bronią białą. Ułańska fantazja w połączeniu z ambicją, wybuchowym charakterem, a także skłonnością do ryzyka podsuwała jednak niekiedy Zygmuntowi tak zwariowane pomysły jak poprowadzenie kolegów do brawurowej szarży z szablami w centrum miasta na… krzewy oleandrów ozdabiające wejście do eleganckiej grudziądzkiej restauracji „Królewski Dwór”. To oryginalne ćwiczenie w „cięciu łóz” nie zyskało jednak uznania jego przełożonych, bowiem całe towarzystwo łącznie z dowódcą-zawadiaką zostało poddane surowym karom dyscyplinarnym przewidzianym regulaminem.
15 sierpnia 1934 r. w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, będącym jednocześnie świętem Wojska Polskiego, Zygmunt otrzymał awans na podporucznika i wstąpił w poczet zawodowych oficerów, stając się tym samym absolwentem Szkoły Podchorążych Kawalerii. Przydzielono go do służby w charakterze dowódcy plutonu w 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich stacjonującym w Wilnie. Dla ppor. Szendzielarza miało to szczególne znaczenie, bowiem ten właśnie pułk w 1919 r. brał udział w obronie Lwowa, zaś w maju tego samego roku jako pierwszy polski pułk przeszedł linię Niemna.
Jak przystało na oficera, nie stronił także od życia towarzyskiego i kulturalnego zarówno w garnizonie, jak i poza nim, a nieokiełznana fantazja zmuszała go do szukania coraz to nowych sportowych wyzwań. Nadal z pasją trenował jeździectwo, zajmując wysokie lokaty w zawodach hippicznych organizowanych na wileńskiej Pohulance, zaś w 1937 r. w efektownym stylu zwyciężył w olimpiadzie wojskowej zorganizowanej w Białymstoku. W chwilach wolnych od służby uczęszczał na zajęcia z kolarstwa, wioślarstwa i pływania, nadal ćwiczył się w szermierce, przeszedł także szkolenie narciarskie. Niestety, podczas treningu spadł z konia, co zakończyło się poważną kontuzją wymagającą półrocznej hospitalizacji; powrócił do zdrowia, jednak do końca życia zmagał się z dotkliwymi bólami kręgosłupa, co szczególnie w czasach walk partyzanckich przysparzało mu cierpień. W 1938 r. otrzymał awans na porucznika; powierzono mu także dowództwo 2. szwadronu 4. PUZ. W tym samym roku przystojny oficer zakochał się bez pamięci i z wzajemnością w młodziutkiej Annie Swolkieniównie herbu Pomian. Po kilku miesiącach narzeczeństwa młodzi pobrali się w wileńskim kościele św. Ignacego 28 stycznia 1939 r. Ich ślub stał się głośnym wydarzeniem towarzyskim Wilna.
Zaledwie miesiące dzieliły Polskę od potężnego wyzwania dziejowego, nie ulegało bowiem wątpliwości, iż agresywna polityka Adolfa Hitlera i intensywne zbrojenia Wehrmachtu oznaczają nieuchronny wybuch wojny.
Naczelne Dowództwo, przewidując, iż główne uderzenie Wehr-
machtu wyjdzie od strony Śląska na Warszawę, wyznaczyło Armię „Prusy”(w skład której wszedł 4. PUZ w ramach Wileńskiej Brygady Kawalerii) do obrony dojścia do stolicy w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego, Sulejowa i Tomaszowa Mazowieckiego. Mobilizacja 4. Pułku Ułanów nastąpiła 24 sierpnia, zaś w nocy z 29 na 30 sierpnia po złożeniu przysięgi na cmentarzu na Rossie przed sarkofagiem z sercem Marszałka Piłsudskiego rozpoczął się załadunek żołnierzy do eszelonów. „Wśród ułanów panował nastrój podniecenia, a zapał był niesamowity”, wspominał kapral Wojciech Urbanowski. Polscy kawalerzyści byli przekonani, iż do czasu nadejścia sprzymierzonych armii francuskich i brytyjskich powstrzymają niemiecką ofensywę. Porucznik Zygmunt Szendzielarz poszedł na front jako dowódca 2. szwadronu 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich.
Armia „Łódź” pod dowództwem gen. dyw. Juliusza Rómmla i operująca na jej zapleczu Armia „Prusy” (dowódca gen. dyw. Stefan Dąb-Biernacki) stanęły do bohaterskiej, choć niestety nierównej walki z potężną 8. armią gen. Johannesa Blaskowitza i 10. armią gen. Waltera von Reichenaua, dysponującą m.in. aż pięcioma dywizjami pancernymi i lekkimi. Ogromna liczebna przewaga Wehrmachtu wyposażonego w ciężki sprzęt bojowy szybko doprowadziła do rozerwania pozycji Armii „Łódź”, mimo heroicznej postawy polskich żołnierzy pod Borową Górą. Szlak bojowy 4. Pułku Ułanów rozpoczął się 2 września, podczas obrony Piotrkowa Trybunalskiego. W nocy z 4 na 5 września, ułani wileńscy ruszyli do brawurowej szarży, wykonując zaskakujące przeciwuderzenie na silne pozycje nieprzyjacielskich karabinów maszynowych – udało im się zmusić Niemców do odwrotu. Niestety – nie na długo. Po morderczych walkach 6 i 7 września, wobec zmasowanego ataku niemieckich jednostek pancernych, a co gorsza – regularnego bombardowania prowadzonego z samolotów Luftwaffe, gen. Dąb-Biernacki wydał rozkaz wycofania się na prawy brzeg Wisły.
8 września 2. szwadron por. Szendzielarza osłaniał przyczółek mostowy w okolicy Maciejowic, współdziałając z 4 szwadronem rtm. Domańskiego; zniszczył m.in. dwa niemieckie czołgi i motocykl z karabinem maszynowym. Następnej nocy rozpoczęła się przeprawa wyczerpanych morderczą walką żołnierzy Brygady Wileńskiej przez szeroko rozlaną Wisłę. 2. szwadron por. Szendzielarza przez wiele godzin odpierał zmasowane niemieckie ataki, umożliwiając kolejnym polskim oddziałom wyjście z matni. Mimo iż był najbardziej narażony na ostrzał nieprzyjacielski, wycofał się bez większych strat, zachowując pełną wartość bojową.
Rozbite jednostki Armii „Prusy” weszły w skład formującej się brygady płk. Adama Zakrzewskiego. Pod jego komendą por. Szendzielarz wraz ze swoim szwadronem przeszedł szlak bojowy przez Włodawę, Lubartów i Krasnystaw, zaś po wyniszczających walkach w nocy z 18 na 19 września w rejonie Majdanu Sopockiego poszarpana brygada płk. Zakrzewskiego podporządkowała się rozkazom gen, Andersa, wchodząc w skład jego Grupy Operacyjnej. Pod jego dowództwem por. Szendzielarz brał udział w natarciu na Komarów, działając na prawym skrzydle wraz z grupą płk. Zakrzewskiego. Raz jeszcze w tych tragicznych dniach wrześniowych polscy ułani mieli swoją chwilę chwały, biorąc w rejonie Krasnobrodu do niewoli kompletnie zaskoczoną kompanię Wehrmachtu; po rozbrojeniu niemieckich żołnierzy zwrócono im wolność.
Niestety, 26 września w okolicach Sądowej Wiszni brygada płk. Grobickiego, w której znajdował się szwadron por. Szendzielarza, została rozbita. Naszemu bohaterowi udało się uniknąć niemieckiej niewoli, a co więcej, zebrał rozproszonych żołnierzy i wraz z nimi przedarł się do głównych sił Nowogródzkiej Brygady. Gen. Anders wobec opanowania Lwowa przez Sowietów i braku możliwości zorganizowania dalszej obrony wydał rozkaz rozwiązania brygady; żołnierze w małych grupach mieli podjąć próbę przedarcia się na Węgry. Por. Szendzielarz znalazł się wówczas najprawdopodobniej w grupie płk. Albrechta, która, odcięta przez Sowietów od węgierskiej granicy, 29 września dostała się w rejonie Medyki do niemieckiej niewoli. Nasz bohater podjął brawurową próbę ucieczki i przedarł się do Lwowa, gdzie mimo przerażającego sowieckiego terroru udało mu się znaleźć schronienie. Przejście na Węgry nie wchodziło w grę, podjął zatem niebezpieczną próbę przedostania się do Wilna, pozostającego podobnie jak Lwów pod okupacją sowiecką. Udało mu się tam dotrzeć 16 listopada w święto Matki Bożej Ostrobramskiej. Tego samego dnia przyszła na świat jego jedyna córka Basia.
Młody porucznik ani przez chwilę nie chciał myśleć o zaprzestaniu walki o Polskę. Planował przedostanie się Francji, później zaś do Anglii, co okazało się jednak niemożliwe. Wiedząc, iż jako oficer Wojska Polskiego jest narażony na śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony NKWD, wielokrotnie musiał się ukrywać zarówno przed Sowietami, jak i przed Litwinami… Przygodę z konspiracją rozpoczął prawdopodobnie w połowie 1940 r., w okresie wzmożonego sowieckiego terroru, grabieży i zsyłek polskiej ludności Wileńszczyzny w głąb ZSRR. Wstępując do tajnego wileńskiego Koła Kawalerzystów kierowanego przez płk. Adama Obtułowicza „Leona” i kpt. Antoniego Olechnowicza „Meteora”, cudem ocalonego od obozu w Kozielsku, por. Szendzielarz przyjął konspiracyjny pseudonim „Łupaszka” na pamiątkę bohatera wojny polsko-bolszewickiej ppłk. Jerzego Dombrowskiego. Otrzymał zadanie zorganizowania przyszłego sztabu odtwarzanego 4. PUZ, który miał wejść w skład „Wileńskiego Pułku Oddziałów Śmierci”.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 3/2021 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum