Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

Wydobyty z cieniów zapomnienia geniusz polskiego baroku Szymon Czechowicz.

Aktualności

24.11.2020 11:37

 Wystawa „Geniusz baroku Szymon Czechowicz 1689–1775” została bardzo pięknie zaaranżowana i zakomponowana.

 

 

Wystawa „Geniusz baroku Szymon Czechowicz 1689–1775” została bardzo pięknie zaaranżowana i zakomponowana.

 

 

Epokowa wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie

Jolanta Sosnowska

 

Pierwszy raz z niezwykłym obrazem Szymona Czechowicza przedstawiającym św. Jadwigę Śląską, która adoruje Ukrzyżowanego, zetknęłam się przed laty w Rzymie. Było to w jakże ważnym dla polskości i Polonii historycznym kościele św. Stanisława BM. Pokaźnych rozmiarów dzieło znajdowało się po lewej stronie w bocznym ołtarzu, a naprzeciwko, po prawej, wisiał obraz ukazujący św. Stanisława ze Szczepanowa wskrzeszającego Piotrowina, pędzla Tadeusza Kuntzego (Konicza, Kuncego), młodszego od Czechowicza o 38 lat. Trudno było jednak dostrzec kunszt obu artystów, bowiem malowidła były mocno pociemniałe, przydymione od kościelnych świec, ewidentnie wymagały renowacji. Żadne z tych nazwisk nie było mi wtedy znane. Byłam przekonana, że twórczość obu tych artystów ograniczała się po prostu do Rzymu, tudzież ogólnie do Włoch, i dlatego w Polsce się o nich mało mówi, nie są znani poza wąskim gronem historyków sztuki. O ile w przypadku Kuntzego, który umarł w Rzymie w wieku 60 lat w 1793 r., była to prawda, to w przypadku Czechowicza jednak nie.

Z ołtarzy na wystawę
Oto miesiąc temu usłyszałam, że w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Krakowie będzie otwarta wystawa zatytułowana „Geniusz baroku Szymon Czechowicz”. Przypomniał mi się obraz z kościoła polskiego w Rzymie. Okazał się jednym z wielu znakomitych dzieł XVIII-wiecznego mistrza. Na potrzeby tej ekspozycji rozpoznano i zrobiono kwerendę jego malowideł w kraju i poza granicami Polski. Weryfikacji i całościowego ujęcia twórczości Czechowicza dokonali pracownicy Muzeum na czele z kustoszem wystawy dr. Tomaszem Zauchą. Mamy do czynienia z prawdziwym odkryciem dla polskiej i europejskiej historii sztuki. Wbrew obiegowemu przekonaniu, jakoby dzieje polskiego malarstwa na poziomie europejskim zaczęły się naprawdę dopiero w drugiej połowie XIX w., wraz z Wojciechem Gersonem, okazało się, że mamy dużo dłuższą tradycję malarstwa, aniżeli do tej pory sądziliśmy.
„Kiedy w 1939 r. Jan Parandowski pisał metaforycznie o tym, że nasz kraj leży nad Morzem Śródziemnym – mówi dyrektor Muzeum prof. Andrzej Szczerski – podkreślał w ten sposób zakorzenienie kultury polskiej w tradycji łacińskiej. Kreślił tym samym historycznie adekwatną mapę, gdzie Polska nie jest strefą przejściową pomiędzy Wschodem a Zachodem, ale kulturowo najbliższa jest śródziemnomorskiej kolebce cywilizacji europejskiej. To właśnie między morzami Bałtyckim a Śródziemnym znajdują się korzenie jej odrębności i oryginalności, których wyrazem jest także twórczość Szymona Czechowicza”.
Krakowska wystawa to pierwsza monograficzna i zarazem imponująca prezentacja prac tego niezwykle płodnego i utalentowanego artysty. Pochłaniała go niemal całkowicie i inspirowała tematyka religijna. Przeżywanie i krzewienie przykazań Bożych i Jego spraw – dobra, prawdy i piękna, wiary, nadziei i miłości – stało się motywem wybitnej twórczości Szymona Czechowicza.
Pozyskanie dla celów tej ekspozycji tak wielu obrazów nie było sprawą prostą, oznaczało bowiem ich dosłowne wymontowanie z ołtarzy w kościołach. Stało się to możliwe dzięki wielkiej życzliwości miejscowych proboszczów, którzy zrozumieli wagę przedsięwzięcia szczególnie w dzisiejszych czasach – bezwzględnej i bezpardonowej walki z katolicyzmem, także w naszej Ojczyźnie.
Szymon Czechowicz był artystą wziętym w Europie i w wielkiej wówczas Rzeczypospolitej. Niektóre jego dzieła trafiły z biegiem czasu do lwowskich czy wileńskich muzeów. Obrazy Czechowicza jednakowoż znajdują się głównie w świątyniach, dla których były od początku przeznaczone, dla których artysta malował je, uwzględniając konkretne warunki lokalne. Obrazy w kościołach są w zdecydowanej większości anonimowe, przeznaczone dla wiernych, którzy patrzą na nie najczęściej jako na obiekty kultu i rzadko łączą, tudzież mają potrzebę łączenia ich, z osobą konkretnego twórcy. Prawda jest taka, że mało który twórca dzieł religijnych może cieszyć się nieśmiertelną sławą Michała Anioła. Na większości obrazów Szymona Czechowicza wiszących w kościołach brak jest datowań i autorskich sygnatur, co dla historyków sztuki jest, rzecz jasna, ogromnie ważne przy rozpoznawaniu dzieł, przypisywaniu ich konkretnym twórcom. Czas powstawania malowideł ustalano więc niekiedy na podstawie dokumentów parafialnych, jeśli do takich trafiono. Mogły to być poświadczenia zamówienia lub odbioru danego dzieła albo pobrania przez polskiego mistrza zadatku na wykonanie obrazu. Czynnikiem utrudniającym identyfikację jest też fakt, że niektóre prace Czechowicza były później, dla jakichś doraźnych potrzeb, częściowo przemalowywane.

W Rzymie „urodził się dla sztuki”
Szymon Czechowicz pochodził z Krakowa, z rodziny złotników; ojciec miał na imię Jan, a matka – Kunegunda. W czasach, gdy żył, doświadczył burzliwych i gwałtownych dziejów swojej Ojczyzny. Urodził się w 1689 r., a więc sześć lat po triumfie wiedeńskim Jana III Sobieskiego, zmarł trzy lata po pierwszym rozbiorze, w sędziwym wieku 86 lat. Na malarza mógł się wykształcić dzięki wsparciu podskarbiego wielkiego koronnego Franciszka Maksymiliana Ossolińskiego (1676–1756), do którego na dwór został oddany. Początkowo grał tam w kapeli, a więc miał też chyba talent muzyczny. Zdolności malarskie musiał objawiać jednakowoż dużo większe, skoro najprawdopodobniej jako 22-latek pojechał dzięki swemu protektorowi na studia malarskie do Rzymu – do prestiżowej wówczas Akademii św. Łukasza. Właśnie tam, w Wiecznym Mieście, w którym przyszło mu spędzić około 20 lat, Czechowicz „urodził się dla sztuki” – jak podkreśla dr Tomasz Zaucha, kurator wystawy. Tam powstały pierwsze wielkie obrazy polskiego geniusza baroku. Na Akademii św. Łukasza za rysunek „Zwycięski powrót z wyprawy wojennej” artysta zdobył w 1716 r. trzecią nagrodę w organizowanym przez uczelnię konkursie klementyńskim, czyli z rozporządzenia papieża Klemensa XI. Zatem najpóźniej wtedy musiał młody Szymon zwrócić na siebie uwagę.
Obrazem pozostałym do dziś z rzymskiego okresu, który z całkowitą pewnością pochodzi spod jego pędzla, jest wspomniana „Św. Jadwiga Śląska” (1724–25) z kościoła polskiego św. Stanisława. „Jest to prawdziwe arcydzieło, najlepszy obraz prezentowany na całej wystawie” – uważa dr Tomasz Zaucha. Nietrudno mi w to uwierzyć, gdy patrzę na obraz po gruntownej renowacji; prezentuje się doprawdy imponująco. Na potrzeby tej wystawy przeprowadzono konserwację aż 109 dzieł.
O czasach rzymskich artysty wiemy niestety mało, trudno dziś odnaleźć w Wiecznym Mieście ślady po nim. Na pewno ok. 1715 r. namalował obraz „Ukrzyżowanie” do zakrystii rzymskiego kościoła św. Stanisława, gdzie znajduje się do dziś. Jego autorstwa są też malowidła „Św. Jakub z Marchii” i „Ucieczka do Egiptu” w klasztorze Franciszkanów przy kościele św. Bonawentury al Palatino. Badacze ustalili ponadto, że Szymon Czechowicz brał udział w posiedzeniach religijnego Arcybractwa świętych Trifona, Respicja i Ninfy, które pełniło także posługę pośród osób chorych. To wiele mówi o wrażliwości religijnej i społecznej malarza, który przez całe życie był głęboko wierzący. Od 1725 r. był ponadto członkiem papieskiej kongregacji wirtuozów Compagnia di San Giuseppe di Terrasanta, która zrzeszała najwybitniejszych artystów tworzących w Wiecznym Mieście. Szymon Czechowicz aktywnie uczestniczył w jej obradach, liczono się z jego zdaniem.
Ok. 1731 r. malarz powrócił do Rzeczypospolitej, niosąc ze sobą sławę zdobytą w Rzymie. Tworzył w Warszawie, Krakowie, Lublinie, Podhorcach, Olesku, Poznaniu, Wilnie, Lubartowie, Siemiatyczach, Połocku i wielu innych miejscowościach. Stał się wziętym i uznanym malarzem na terenie całej ówczesnej Rzeczypospolitej, tworząc na zamówienia magnatów i kościelnych hierarchów. Wiadomo, że jeszcze z Rzymu przysłał do Kielc zrealizowany dla tamtejszej kolegiaty wielkoformatowy obraz z 1730 r. „Wniebowzięcie Matki Bożej”. Szymon Czechowicz po śmierci Johanna Samuela Mocka w 1737 r. starał się o stanowisko nadwornego malarza króla Augusta III; tytułu tego jednak nie otrzymał, mimo wsparcia biskupa krakowskiego Jana Aleksandra Lipskiego, jednego ze swoich mecenasów. Afront ten nie stał się bynajmniej powodem kryzysu czy zaniechania twórczości.
Czechowicz malował portrety przedstawicieli rodu Ossolińskich dla ich galerii rodowej w pałacu w Sterdyni. Z fundacji tych magnatów powstały m.in. obrazy do kościoła św. Jakuba w Tarchominie i kościoła Trójcy Świętej w Ciechanowcu. Pośród mecenasów malarza byli wojewoda lubelski i sandomierski Jan Tarło, przedstawiciele rodu Sapiehów, Sanguszków, Morsztynów, Branickich czy Rzewuskich. Praca dla wojewody podolskiego, późniejszego hetmana wielkiego koronnego Wacława Piotra Rzewuskiego (1706–79) na jego zamku w Podhorcach – od 1762 r. aż do uwięzienia magnata w Kałudze w 1767 r. – była okresem niezwykle intensywnym.
W podhoreckiej siedzibie powstała imponująca galeria dzieł Czechowicza, eksponowanych tam w specjalnie na ten cel przygotowanym Pokoju Zielonym (od zielonego koloru adamaszku, którym obite zostały ściany), który służył hetmanowi za sypialnię i gabinet. Wisiały tam zarówno dzieła wcześniejsze, m.in. cykl Drogi Krzyżowej, „Chrystus ukazujący się apostołom po zmartwychwstaniu”, „Chrystus w Ogrójcu” czy „Św. Anna z Marią”, jak i te powstałe na zamku. Były to obrazy małe lub średnich rozmiarów, także szkice. Prof. Zbigniew Michalczyk, znawca życia i twórczości Czechowicza, podkreśla: „Charakter podhoreckiej działalności malarza i jego kontaktów ze zleceniodawcą nie ma analogii w dziejach sztuki polskiej czasów nowożytnych. Zatrudniony przez magnata artysta wykonał kilkadziesiąt obrazów do tamtejszego zamku, a ponadto płótna do fundowanego przez Rzewuskiego kościoła Kapucynów w nieodległym Olesku”.
Szymon Czechowicz nie miał problemów z weną twórczą. Znakomicie opanował warsztat i zasady kompozycji oraz był ogromnie pracowity, dlatego mógł tak dużo stworzyć. W pięknie wydanym, monumentalnym katalogu z wystawy „Geniusz baroku” prof. Zbigniew Michalczyk podaje, że „malowanie dużego obrazu ołtarzowego zajmowało artyście maksymalnie od około półtora do dwóch miesięcy, choć ten czas mógł być znacznie krótszy, najprawdopodobniej bowiem Czechowicz wraz z pomocnikami realizował równocześnie inne zlecenia”. Znawca zauważa ponadto, iż: „W dziejach nie tylko malarstwa, lecz także całej sztuki dawnej w Rzeczypospolitej, dzieło Czechowicza stanowi fenomen bez precedensu. Decydują o tym równocześnie trzy aspekty: najwyższa klasa artystyczna, obfitość dorobku oraz jego rozproszenie na terenie niemal całego państwa polsko-litewskiego. Po czwarte, należy podkreślić wyjątkową spójność stylistyczną jego twórczości, w której nie da się wskazać dzieł wychodzących poza jedną formułę”.
Artysta sam nie założył rodziny, ale otaczał opieką, także artystyczną, swoich utalentowanych malarsko krewnych, w tym siostrzeńca Łukasza Smuglewicza czy też „ciotecznego wnuka” Franciszka, który był synem Łukasza. Szymon Czechowicz był kapucyńskim tercjarzem. Ostatnim dziełem, które wykonał jeszcze w roku śmierci, był obraz „Św. Franciszek Seraficki”, dziś znajdujący się w krakowskim kościele Kapucynów. Czechowicz zmarł w stolicy 21 lipca 1775 r. i został pochowany w krypcie warszawskiego kościoła Kapucynów.
Józefa Orańska, przedwojenna biografka malarza, tak pisała o nim w 1939 r., na krótko przed wybuchem II wojny światowej, w 250. rocznicę urodzin: „Twórczość Czechowicza w ‘wieku oświecenia’ jest wyjątkową. Prócz bowiem nielicznych portretów dygnitarzy duchownych i świeckich nie wychodzi poza granice malarstwa religijnego. W środowisku wielkiej sztuki włoskiej przejął artysta zasady panującego wówczas baroku rzymskiego, ulegając wpływom przedstawicieli tego kierunku, takich jak Guido Reni, Carlo Maratta, Pietro da Cortona i innych. Ze sztuki zaś renesansu najwięcej przemawiały do polskiego malarza arcydzieła Rafaela. Tematy o dramatycznym nastawieniu nie odpowiadały łagodnemu usposobieniu artysty i dlatego bardzo mało jest u niego scen męczeńskich. Z dużą natomiast prawdą oddaje strony psychiczne w lirycznym nastroju i w ekstazie. Przez umiejętne ustawienie i kontrapostowanie [kontrapost – zasada kompozycji, polegająca na takim ustawieniu postaci ludzkiej, aby ciężar ciała spoczywał na jednej nodze i na zrównoważeniu tej postawy lekkim wygięciem tułowia i ramienia w stronę odwrotną – przyp. JS] grup, lub postaci, osiąga kompozycję jasną, zwartą, barokowo poruszoną, uwydatniającą uczucie i psychiczne kontakty osób. […] Na tle sztuki XVIII wieku w Polsce, twórczość Czechowicza zajmuje stanowisko wybitne. Artysta grupując około siebie liczną rzeszę uczniów, wykształcił także następne pokolenie malarzy polskich. W sztuce swej, wyrażającej istotę katolicyzmu w pięknej i głęboko przemyślanej formie, spełnił doniosłe posłannictwo malarstwa religijnego”.



Fot. Wacław Klag

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2021 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Archiwum