Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„WŁADZO, NIE LĘKAJ SIĘ! WYPŁYŃ NA GŁĘBIĘ”

Aktualności

19.06.2018 9:39

Rys. Grzegorz Niedziela

 

 

Rys. Grzegorz Niedziela

 

TVP niebawem zniknie z platform satelitarnych?

 

Leszek Sosnowski

 

Ktoś – zapewne jacyś przedstawiciele piątej kolumny – wmówił naszemu obozowi rządzącemu, że repolonizacja mediów musi wiązać się z otwieraniem nowych frontów, ze zderzeniem się z prawem unijnym, po prostu z totalną wojną, której wygrać się nie da. Nic bardziej mylnego. Oczywiście można tę sprawę załatwiać tak, by tylko wywołać lawinę zarzutów prawnych, ale można też uzyskać swoje bez konfliktów legislacyjnych. Rzecz jasna wzbudzi się totalne niezadowolenie, szyderstwa, argumentację, że na pewno nam się nie uda itd. Niezadowolenie wrogów jest jednak bez znaczenia; nie ma sensu zwracać na nie uwagi. Trzeba robić swoje. Nie jest to wbrew pozorom trudne; wystarczy przyjąć koncepcję nie tyle repolonizacji mediów, co repolonizacji rynku mediowego.
To zasadnicza różnica. W gruncie rzeczy idzie bowiem właśnie o to, by mieć przewagę na rynku, a nie równowagę poglądów w poszczególnych publikatorach. To ostatnie jest idealistycznym, kompletnie nierealnym podejściem, co udowadniano już w XIX w., pisząc o dominacjach właścicielskich w poszczególnych redakcjach. Pluralizm winien zatem istnieć na rynku, ale wcale nie wewnątrz danej redakcji. Natomiast nasz rynek mediowy jest równie daleki od pluralizmu, jak np. rynek prasy w Niemczech w 1939 r.
Jeżeli po wyrównaniu potencjału na rynku ktoś w dalszym ciągu będzie chciał czytać niemieckie gadzinówki albo jakąś faryzejską gazetę wybiórczą – proszę bardzo, jego wybór. Ale teraz ten wybór jest uniemożliwiony.

1.
Powinny były powstać już dwa lata temu pierwsze nowe, silne i interesujące – to ostatnie jest bardzo ważne, bo nuda zabiła już niejedną szlachetną ideę – media reprezentujące obóz patriotyczny i chrześcijańskie wartości. Powinny – nie powstały. Trudno, nie wolno wszakże się załamywać i popadać w rezygnację, lecz trzeba natychmiast, bezzwłocznie wziąć się za odrabianie zaległości! Broń Boże dalej je pogłębiać, do czego niestety niektórzy w obozie władzy zmierzają.
Skoro wspomniało się o Niemczech; tam od zawsze wiadomo było, jaką opcję dana redakcja reprezentuje, i tak jest również dziś. Przecież nie chodzi o to, by na rynku istniał jeden wspólny dla wszystkich opcji publikator, lecz żeby istniało wiele publikatorów reprezentujących wiele opcji.
Chcę jednak wyraźnie podkreślić, że moim skromnym zdaniem nie należy rezygnować z eliminowania, pomniejszania drogą legislacyjną niemieckich koncernów mediowych, hasających swobodnie po nadwiślańskim kraju i siejących zamęt w głowach Polaków oraz na dodatek zbierających olbrzymią kasę. Ta droga powinna być osobna, spokojna, lecz pod żadnym pozorem nie wykluczająca drogi podstawowej, priorytetowej, czyli wiodącej do budowy niezależnych od dotychczasowych układów, nowych bastionów mediowych oraz umacniania tych, które już są, jednak stanowią zaledwie mały ułamek całego rynku. Ten priorytet nie ma prawa wywołać żadnych formalnych sprzeciwów brukselskich eurokratów.
Mediowe przedsięwzięcia można dowolnie kredytować biznesowo poprzez np. zaproponowany już specjalny Polski Fundusz Mediowy – może afiliowany nawet przy którymś polskim banku lub wielkiej firmie przemysłowej. Obejdzie się bez korzystania z wielce dyskusyjnej pomocy publicznej. Pisałem o tym, sugerowałem w poprzednim numerze „Wpisu”, nie chcę się tu powtarzać. Poza tym nie ze wszystkim trzeba się publicznie obnażać i tym samym uprzedzać przeciwnika o swoich zamiarach.
Choćby ktoś tego nie chciał, media są biznesem. Mogą przynosić nawet miliardowe (to nie przejęzyczenie: miliardowe) zyski, choć rzecz jasna nie od pierwszego dnia. Dowodzą tego niemieckie koncerny w Polsce. Np. tylko jeden miesięcznik „Twój Styl”, własność Bauera, przynosi brutto rocznie z samych reklam prawie ćwierć miliarda zł! Nasi zachodni dobrodzieje doją Polskę i Polaków bez wytchnienia, na polu mediowym zaś mają podwójne żniwo: finansowe oraz polityczne. A potężne zdobycze regularnie ślą bez przeszkód do Bundesrepubliki. Albo gdzieś na Kajmany…

2.
Niejeden dziwi się, za co płaci się tak wielkie pieniądze niektórym piłkarzom, skoro talentów jest tak wiele? Talentów wiele, to prawda, ale nie wszyscy mają mentalność zwycięzcy – to głównie za nią się płaci. Za mentalność człowieka, który nie dopuszcza do siebie myśli o porażce, nie godzi się nawet na remis, będzie gryzł ziemię, by wygrać, nie poddaje się do ostatniej sekundy, a jeśli czasem przegra, to całe swoje wysiłki i całą swoją wolę skieruje na natychmiastowe odrobienie strat w najbliższym meczu. Taki osobnik jest pazerny na wygrywanie. Jak strzeli jedną bramkę, to chce strzelić drugą, jak strzeli drugą, to chce trzecią itd. Taką mentalność zwycięzców reprezentowali np. dawni Polacy, aż po koniec wieku XVII – z niej słynęli w Europie. Tak szkolono od dziecka przyszłych husarzy: w przekonaniu, że są niezwyciężeni niezależnie od liczby przeciwnika. I byli – dopóki nie utracili tej wiary. Za mało jest w obecnym obozie władzy ludzi o mentalności zwycięzcy. Odnosi się wrażenie, iż znów dochodzą do głosu kunktatorzy. Oczywiście każdy chciałby wygrywać, to jasne, ale chęć zwycięstwa to jeszcze nie absolutna wiara w zwycięstwo. Uczestniczyłem ostatnio w poważnej (tak mi się przynajmniej wydaje) naradzie, z udziałem najwyższych czynników w państwie, na temat co robić, by obóz patriotyczny miał jakąś ochronę medialną przed coraz brutalniejszymi atakami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Jak bowiem każdego dnia widzimy, słuszność lub sukcesy gospodarcze nie chronią w naszych czasach przed opluciem albo i skopaniem medialnym – dla niejednego kończy się to także dewastacją życia osobistego.
Znać prawdę to jeszcze za mało, ważne jest, by móc ją chronić i propagować. Mieć rację też nie wystarcza – trzeba umieć do niej przekonać. Aby zaś przekonać, musi się posiadać stosowne narzędzia. Tych właśnie nam brakuje.
Ze zdumieniem zatem i wielką przykrością stwierdziłem podczas wspomnianej narady, że w tym zacnym gremium zgromadzonym w celu, wydawałoby się, wypracowania zdecydowanej i szybkiej metody poprawienia sytuacji obozu patriotycznego znaleźli się – i zaczęli dominować! – ludzie, którym obecna sytuacja jakby wcale nie wadziła. Ludzie, którym obecna sytuacja się nie podoba, ale ją akceptują jako wyższą konieczność. Czyli de facto akceptują chamskie, pełne kłamstwa, jadu i manipulacji atakowanie tak najwyższych osób w państwie, jak i milionów zwykłych obywateli, którzy oddali swój głos wyborczy na nową władzę, wiążąc z nią nadzieję nie tylko na poprawę sytuacji ciała, ale może jeszcze bardziej sytuacji ducha i umysłu. Tak, jeszcze bardziej, ponieważ obóz patriotów od zawsze charakteryzuje się właśnie priorytetami dla wartości moralnych, dla przymiotów ducha, dla szlachetności idei. Gdyby tak nie było, nie byłoby już Polski.
Obecna władza zdaje się o tym zapominać, ufając sukcesom gospodarczym państwa i rodziny. Sukcesy są ewidentne i przyszły szybciej, niż można się było spodziewać. Dlaczego wszakże tak się stało? Najkrótsza, choć oczywiście uproszczona, odpowiedź brzmi: wystarczyło nie kraść, wystarczyło położyć tamę megaoszustwom, głównie VAT-owskim. Cóż to jednak w gruncie rzeczy oznacza? To oznacza zwycięstwo nie tyle koncepcji ekonomicznych, co zasad uczciwości i szlachetności idei! To wartości moralne leżą u podstaw tego sukcesu gospodarczego. I właśnie dlatego obóz patriotyczny powinien być wielki i silny, powinien rosnąć w potęgę, tylko on bowiem gwarantuje trwałą poprawę, trwały nawrót normalności, trwałą wspólnotę. Tylko on będzie walczył o odwieczne, sprawdzone wartości, tylko on nie ulegnie przed ideowym szalbierstwem, mamieniem człowieka fałszywym postępem i nieograniczoną swawolą. Grabieżą, manipulacjami, cwaniactwem i cynizmem może wygrywać jakiś czas mniejsza lub większa grupa, nigdy cały naród, nigdy wielka wspólnota i nigdy na dłuższą metę.
Z tych wszystkich powodów obóz patriotyczny, nie tylko obóz władzy, musi w końcu znaleźć solidną ochronę i zostać wyposażony w tarcze i armaty mediowe, by móc się bronić. A i zaatakować czasem trzeba na całym froncie – ale czym? Nie bądźmy zawsze mądrzy dopiero po szkodzie – nie ma obiektywnych powodów, by i teraz tak było.
Trzeba koniecznie wystrzegać się fałszywych lub lękliwych albo po prostu nierozsądnych doradców, podszeptujących, że zmiany na rynku mediowym można spróbować wprowadzać, ale na pewno nie teraz, najwcześniej ewentualnie po przyszłorocznych wyborach. Że to kolejny otwarty front itp. Jeśli jednak teraz nas kopią non stop i będą nieustannie kopać do następnych wyborów w 2019 r., a my nie mamy jak się bronić, to w końcu wielu z nas padnie, a inni wycofają się umęczeni walką gołymi rękami. Armia głosujących patriotów zamiast wzrosnąć, może gwałtownie zmaleć; zniechęcenie już narasta. Znów zacznie się zewnętrzna i wewnętrzna emigracja. 500 plus, wspaniały program, nie ochroni jednak naszych dusz, idei i wartości.
W czasie wspomnianej narady odniosłem nawet wrażenie, iż na uczestników w pewnym momencie padł jakiś złowrogi cień, gdy usłyszałem od jakiegoś eksperta, żeby broń Boże nie tykać TVN-u, bo on jest wyjątkowo chroniony przez Amerykanów, a nawet osobiście przez samego… prezydenta Trumpa. Pomyślałem, iż ktoś ma mnie za durnia. Jednak stwierdzenie przyjęto – ze zrozumieniem. Ja niestety zrozumienia nie mogłem z siebie wykrzesać i dlatego zaraz następnego dnia skontaktowałem się z osobą chyba najbardziej w kwestii polsko-amerykańskich relacji kompetentną, także jeśli chodzi o sprawy zakulisowe, czyli z ministrem prof. Krzysztofem Szczerskim. „Nic podobnego, to jest nieprawda”, uciął krótko. Faktem jest, że Amerykanie potrafią bronić również za granicą swoich przedsiębiorstw (przypomnę, że TVN jest obecnie w całości elementem Discovery Communications, Inc.), co nie oznacza, że robią to wbrew swym sojusznikom i zdrowemu rozsądkowi, a straszenie Trumpem, że jak ktoś „ruszy” TVN, to runą nasze dobre z nim stosunki, można uznać tylko za głos piątej kolumny, bo nawet nie głupoty. Nie wiadomo zresztą, co gorsze. Uważam, że nie tylko nie wolno pozostawać obojętnym wobec antypolskiego przekazu, z jakim w przypadku tej stacji mamy każdego dnia do czynienia, ale należy o tym w końcu porozmawiać właśnie w stosownych gremiach władzy w USA.

*
Chciałoby się zawołać do naszej ekipy rządzącej słowami Jezusa: „Wypłyń na głębię!”. Jakże bowiem inaczej pokonać stare schematy? Jakże wyjść z tego kręgu niemocy w odniesieniu do mediów, niemocy nie determinowanej warunkami obiektywnymi, lecz własnymi lękami, wrogimi manipulacjami, histerycznym wrzaskiem przeciwnika? Jak podejmować wyzwania bez wypłynięcia na głębię? Jak nie ugrzęznąć w przeciętności?

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 10/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum