Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„WŁADZA LUDZI SŁABYCH MORALNIE MA TRAGICZNE SKUTKI”

Aktualności

26.11.2018 9:42

Wyniki ostatnich wyborów samorządowych potwierdziły niestety w wielu polskich miejscowościach trwanie lokalnych układów oligarchicznych. Fot. PAP/Tomasz Gzell

 

 

 

Wyniki ostatnich wyborów samorządowych potwierdziły niestety w wielu polskich miejscowościach trwanie lokalnych układów oligarchicznych. Fot. PAP/Tomasz Gzell

 

Meandry polskiej demokracji lokalnej AD 2018

 

Ks. prof. Jan Szymczyk

 

W  kontekście wyborów samorządowych AD 2018 warto odnieść się do niektórych zjawisk i osobliwości obecnych w naszej demokracji lokalnej. Ich postrzeganie i interpretowanie uzależnione jest bowiem od oceny stanu i kondycji samorządu terytorialnego w Polsce. Możemy wyróżnić tu dwa stanowiska. Zwolennicy pierwszego uważają, że reforma samorządowa to największe osiągnięcie transformacji ustrojowej w III RP. Drudzy z kolei twierdzą, że w strukturach samorządowych mamy do czynienia z klientelistycznymi sieciami, nepotyzmem, nietransparentnymi interesami itp. Wydaje się, że oba te stanowiska są pewnym uproszczeniem. W celu ich weryfikacji należy odwołać się do wyników badań socjologicznych, np. jakościowych, jakie były prowadzone pod moim kierownictwem od lipca do października 2018 r. w Mazowieckiem (w niektórych gminach na obszarach wiejskich oraz w wybranych powiatach), a dotyczyły postaw mieszkańców wobec władzy samorządowej i tego, co dzieje się w naszej demokracji lokalnej.

Władza w kontekście… dożynek

Kampania wyborcza, tzw. nieoficjalna, rozpoczęła się w 2018 r. na długo przed ogłoszeniem przez premiera daty wyborów do samorządu terytorialnego. Zjawisko to miało miejsce również na terenie gmin wiejskich, gdzie niemal co tydzień już od lipca odbywało się jakieś „święto”: truskawki, kwitnącej fasoli, maliny, papryki czy wreszcie gminne czy powiatowe dożynki. To „festowanie” przybierało w niektórych miejscowościach charakter imprezy organizowanej na cześć lokalnej władzy oraz „igrzysk” oferowanych elektoratowi przez rządzących. Nierzadko przebiegało według analogicznych „reguł” jak w okresie PRL-u, kiedy to z racji dożynek urządzano wielkie i kosztowne imprezy, a ich głównymi bohaterami byli ludzie często niemający nic wspólnego z rolnictwem. Z wypowiedzi badanych wynika, że również obecnie imprezowanie z racji zakończenia zbiorów staje się okazją dla lokalnej władzy, by podczas oficjalnych wystąpień wyeksponować siebie jako rzekomych dobroczyńców rolników, zatroskanych o ich los, oraz pokazać się przed wyborcami w całym swoim majestacie; w roku 2018 bardziej okazale niż w latach „niewyborczych”.
W kontekście świętowania zakończenia zbiorów warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię, jaka pojawiła się w wypowiedziach badanych. Chodzi o deprecjację sacrum, zwłaszcza istoty Mszy św. Polega to m.in. na tym, że w programie np. tzw. święta papryki umieszczana jest Eucharystia, ale podczas celebry pozwala się na wystąpienia ludzi władzy, na obecność sztandarów partyjnych (np. PSL-u), a po jej zakończeniu odbywają się różne występy i pokazy tzw. artystów, w których pojawiają się wulgaryzmy, treści bluźniercze, szydercze, pozbawione respektu wypowiedzi o Bogu czy Kościele. Zdarza się, że na placach, boiskach sprawowana jest najpierw Msza św., a po jej zakończeniu rozgrywają się w tym samym miejscu sceny związane, używając lekkiej przenośni, z szeroko rozumianym kultem Dionizosa (Bachusa). W ten sposób sacrum bywa wymieszane z ludycznością. Stąd w wypowiedziach niektórych badanych (bardziej uformowanych katolików) pojawił się postulat czy apel skierowany do księży proboszczów o podjęcie zdecydowanych działań, w duchu non possumus, aby nie dochodziło do tego rodzaju paradoksalnych sytuacji, czyli wykorzystywania posługi kapłańskiej czy Kościoła przez lokalnych polityków do niegodziwych celów.
Po prostu są tacy ludzie, którzy – zdaniem badanych rozmówców – nie zasługują na dar, jaki chce się im ofiarować, gdyż go nie doceniają lub wręcz odrzucają. Dlatego błogosławieństwo (tzw. pokropienie) pewnych rzeczy, miejsc, lokali przeznaczonych do użytku publicznego traktowane jest przez niektórych włodarzy jako pewien suplement. „Ot, tak na wszelki wypadek, niech ksiądz przyjedzie i poświęci” – da się słyszeć z ust niektórych lokalnych notabli. Posługę duszpasterza traktuje się niczym magiczną praktykę i folklor. Jest to kolejny przykład haniebnej instrumentalizacji posługi duszpasterskiej przez różne środowiska. Analogiczną ocenę należy odnieść do tzw. praktyk opłatkowych, gdzie również w podobny sposób próbuje się wykorzystać obecność duchownych. Fotorelacje z tego rodzaju spotkań, m.in. zdjęcia wójta, burmistrza czy starosty z choćby księdzem biskupem, są następnie eksponowane w kampanii wyborczej przez niektórych kandydatów. Oczywiście (i na szczęście), wielu badanych wskazywało też na szereg przykładów, gdzie współpraca między parafią i gminą układa się znakomicie, konstruktywnie, z pożytkiem dla dobra wspólnego małej ojczyzny.
Organizowanie hucznych imprez z racji zakończenia zbiorów jest w niektórych gminach – zdaniem rozmówców – elementem tzw. gry pozorów w wykonaniu lokalnych włodarzy. Przy pomocy efektownych działań i zachowań z zakresu PR-u dążą oni do tego, by elektorat w swojej wyobraźni odbierał ich jako jednostki przedsiębiorcze i zaangażowane na rzecz danej struktury samorządowej. Jednak pomimo tej ewidentnej instrumentalizacji rezultatów chłopskiej pracy przez rządzących wyborcy, zwłaszcza mniej uświadomieni w zakresie kultury politycznej, chętnie „kupują” takie eventy, bo spełniają one minimalne zaspokojenie ich oczekiwań. Dla niektórych badanych sam fakt zorganizowania im rozrywki przez wójta, starostę, burmistrza (oczywiście za publiczne pieniądze) – jest wystarczającym powodem, aby obdarzać ich „aktami uwielbienia” i dokonać reelekcji na następną kadencję. Wielu osobom nie przeszkadza fakt, że na organizację tego rodzaju imprez wydaje się niemałe zasoby, które można by przeznaczyć np. na tworzenie miejsc pracy w danej społeczności czy na rzecz autentycznego dobra wspólnego gminy, powiatu. Oferowanie obywatelom przez decydentów różnych form ludycznych ma nierzadko – jak podkreślali badani – jeden podstawowy cel: zatuszować „grzechy zaniedbania” ludzi władzy, ich nieudolne zarządzanie, a nieraz i afery.

Lepszy stary złodziej od nowego?

Ostatnia kampania wyborcza, jak i wyniki samej elekcji ujawniły (czy potwierdziły) trwanie lokalnych układów oligarchicznych w wielu polskich miejscowościach. Również podczas badań wskazywano na istnienie klientelistycznych powiązań. Informowano, że w niektórych jednostkach samorządowych pracownicy urzędu gminy, ale i starostwa, byli wręcz zmuszani do włączenia się podczas kampanii wyborczej w manifestowanie swego poparcia dla wójta, starosty czy innych osób z zarządu albo powiązanych z nimi kandydatów. Tego rodzaju czynna agitacja bezsprzecznie naruszała zasady bezstronności. Analogicznie należy ocenić sytuację, gdy np. sekretarz gminy, a więc bardzo bliski współpracownik wójta, który ubiegał się o reelekcję, pełnił jednocześnie funkcję przewodniczącego gminnej komisji wyborczej. Z kolei podczas samego głosowania – jak wynika z konstatacji badanych – podwładni mieli podobno, za sugestią lokalnych włodarzy czy ich popleczników, wykonać komórką zdjęcie wypełnionych przez siebie kart wyborczych stanowiące potwierdzenie, że zagłosowali „prawidłowo”.
Rozmówcy podawali również przykłady presji wywieranej przez miejscowych notabli na osoby, które wyraziły chęć startu w wyborach z ramienia różnych komitetów, aby zrezygnowały, gdyż „zaburzy to strategię osiągnięcia niezakłóconego sukcesu przez ugrupowanie wójta” (wypowiedź badanego). Nierzadko tego rodzaju naciski, zwłaszcza na wsi, powodowały faktyczne wycofanie się pewnej liczby osób z udziału w wyborach. Analogiczna sytuacja dotyczyła zastraszania przez różne lokalne grupy interesów jednostek, które postulowały „sanację” niezdrowych relacji w gminie czy powiecie, aby również zaprzestały tej oddolnej aktywności naprawczej, gdyż w przeciwnym razie spotkają je różne nieprzyjemności. Tupet i zadufanie ze strony niektórych lokalnych decydentów zostały posunięte do tego stopnia, że w materiałach wyborczych prezentowali fotki swoich prywatnych inwestycji, zabudowań (pałaców) jako rzekomy argument na rzecz estetyzacji i wspaniałego rozwoju całej gminy, do którego jakoby przyczyniło się ich efektywne zarządzanie. Fenomen ten stanowi przykład kompletnego nierozróżniania między pojęciem prywaty, partykularnych interesów, a kryteriami autentycznego dobra wspólnego. A jednocześnie świadczy o słabej kondycji kultury politycznej obywateli, którzy wybrali na kolejną kadencję lokalnych pryncypałów aplikujących tego rodzaju propagandowe prezentacje.
Niektórzy rządzący już na początku 2018 r. sugerowali swemu otoczeniu czy środowisku politycznemu, iż tak naprawdę nikt nie jest w stanie zastąpić ich na urzędzie, a więc dobrze by było, aby nadal pozostali przy władzy. Dlatego w kręgach osób „zaprzyjaźnionych” z szefami gminy czy powiatu zaistniała, niejako w reakcji na te sugestie, silna potrzeba reelekcji owych zwierzchników na kolejną kadencję, aby przez to utrzymać za wszelką cenę status quo, czyli swoje dotychczasowe przywileje i profity. Dla tego typu jednostek ponowny wybór ich wójta czy burmistrza wart był każdej ceny. W niektórych gminach pojawił się, jak wynika z wypowiedzi badanych, odwrotny kierunek działania: oto sam szef określonej struktury samorządowej popierał swoich ludzi, np. pracowników danego urzędu gminnego, aby zostali radnymi. W ten sposób chciał mieć przy sobie (w urzędzie) oddane mu i lojalne osoby. W tym celu organizował podczas kampanii różne imprezy, nierzadko o charakterze libacji alkoholowych, by za wszelką cenę przekonać mieszkańców do głosowania na wskazanych przez niego kandydatów. Nierzadko takie poparcie skutkowało tym, że tzw. ludzie wójta, starosty czy burmistrza wygrywali w cuglach.
Na podstawie wyników badań można więc stwierdzić, iż wśród niektórych ludzi pełniących funkcje w strukturach samorządowych eksponowana jest zasada „raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy”. Ze stanowiskiem tym korespondują wypowiedzi pewnej grupy badanych, takie jak: „dobrze jest jak jest”, „lepszy stary złodziej od nowego”, „po co zmieniać?!”. Z kolei inny interlokutor skonstatował: „rzeczywiście, ludzie ciągle na tego wójta głosują. Może to nie jest idealny człowiek, bo alkoholik, kobieciarz, aferzysta, ale to nasz człowiek, sprawdzony”. Odnotowano też pewne paradoksalne stwierdzenie jednego z rozmówców: „w najbliższych wyborach trzeba na kogoś innego, nowego zagłosować, bo dotychczasowy wójt jest za uczciwy, z takim nic nie można załatwić”. W wypowiedzi tej zawarte jest explicite przyzwolenie na swego rodzaju niemoralne praktyki w relacji władza lokalna – elektorat.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum