Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„WIELKA HISTORIA NA DESKACH NARODOWEJ SCENY”

Aktualności

17.12.2019 14:47

Na scenie od lewej: Halina Łabonarska, prof. Aleksander Nalaskowski,  Jolanta Sosnowska, prof. Andrzej Nowak i Jerzy Zelnik.

 

 

 

Na scenie od lewej: Halina Łabonarska, prof. Aleksander Nalaskowski, Jolanta Sosnowska, prof. Andrzej Nowak i Jerzy Zelnik.

 

Biały Kruk w Teatrze im. Juliusza Słowackiego

 

Dzieje Polski” Andrzeja Nowaka wkroczyły do teatru! Oczywiście nie chodzi o to, że na sławnej krakowskiej scenie, na której 118 lat temu odbyła się premiera „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, wystawione zostało wiekopomne dzieło historyczne jako sztuka dramatyczna z podziałem na role. Temat to tak ogromny, a ról tak wiele, że trzeba by na prezentację treści raczej bardzo długiego serialu, nie dwóch godzin w teatrze. Chodzi o to, że w tak niezwykłej scenerii i tak godnym anturażu zaprezentowano z rozmachem „Trudny złoty wiek 1468–1572”, czyli czwarty tom „Dziejów Polski” wybitnego współczesnego krakowskiego pisarza o renesansowym wachlarzu zainteresowań i talentów, tegorocznego kawalera Orderu Orła Białego. Przedstawiono przy tej okazji unikatowy spektakl teatralny nawiązujący do okresu i postaci, które opisuje w czwartym tomie prof. Andrzej Nowak, oraz do Stanisława Wyspiańskiego, ale o tym za chwilę.
Najpierw słów kilka o samym teatrze, który powstał jako Teatr Miejski 21 października 1893 r. Niemal dokładnie szesnaście lat później, 16 października 1909 r. – a więc 110 lat temu – otrzymał imię wielkiego polskiego wieszcza doby romantyzmu Juliusza Słowackiego (wcześniej nosił miano Aleksandra Fredry, stąd jego popiersie na skwerze przed wejściem do gmachu). Aby postawić w latach 1891–1893 budynek świątyni sztuki, nową scenę narodową w Krakowie, wyburzono znajdujący się w tamtym miejscu mający średniowieczny rodowód, ale bardzo podupadły kompleks, na który składał się kościół Świętego Ducha i klasztor Duchaków (kanoników regularnych Św. Ducha de Saxia, którzy opiekowali się chorymi) oraz prowadzony przez nich szpital. Nie chciał się na to zgodzić przywiązany do narodowych pamiątek i zabytków mistrz Jan Matejko, który miał plany odbudowy kompleksu duchaków. A ponieważ nie posłuchano go, zrezygnował na znak protestu z tytułu honorowego obywatela miasta Krakowa. Dziś niewielu wie, że obecna świątynia sztuki powstała na miejscu prawdziwej świątyni, na miejscu niezwykle historycznym.
Autorem projektu architektonicznego nowego, reprezentacyjnego gmachu teatru, który stanął przy placu Świętego Ducha (nazwę placu zachowano), był Jan Zawiejski. Postawił na eklektyzm z elegancką dominantą neobaroku. Na fasadzie wyryto w marmurze napis: „Kraków sztuce narodowej”.
Szykowny krakowski Teatr im. Juliusza Słowackiego do dziś zachwyca swym pięknem wszystkich, którzy choć raz stanęli w jego progach. Tak było również z czytelnikami i miłośnikami książek Białego Kruka, którzy nie pierwszy raz zapełnili po brzegi jego widownię w niedzielny wieczór 1 grudnia br. Znalazło się pośród nich wiele znamienitych postaci, w tym minister Antoni Macierewicz, bohater książki Jerzego Kłosińskiego „Macierewicz, człowiek do zadań niemożliwych”, przewodniczący Sejmiku Województwa Małopolskiego prof. Jan Duda, konsul generalna Węgier prof. Adrienne Kőrmendy, troje ministrów członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji: prof. Janusz Kawecki, Andrzej Sabatowski i Teresa Bochwic, małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, nie szczędzący sił, żeby Polska była Polską artysta Jan Pietrzak, niedawny laureat białokrukowej Nagrody im. Kazimierza Odnowiciela „Patriota Roku 2019”, pogromca banksterów i publicysta Janusz Szewczak oraz liczni inni autorzy spod znaku Białego Kruka, którzy przed spektaklem i po nim podpisywali swoje książki. Uroczystościom w teatrze towarzyszył kiermasz pozycji wydawniczych Białego Kruka. Impreza została dofinansowana ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
Oprócz 600 widzów siedzących na widowni przebieg uroczystości śledziły dzięki transmisji w Internecie również dziesiątki tysięcy internautów, zostawiając w necie bardzo pochlebne opinie.
Scena przy placu Świętego Ducha rzeczywiście ma w sobie owo coś, co nazywamy magią teatru. Magia ta wciąga, wywołuje podziw, uruchamia fantazję, zmusza do skupienia i mówienia czasem szeptem, ma moc przygotowania zmysłów do obcowania ze sztuką. Szkoda, że w dzisiejszych czasach najczęściej z pseudosztuką, a nader rzadko ze sztuką najwyższych lotów, pozwalającą wznosić się ludzkiemu duchowi ku pięknu, dobru i prawdzie. Do sztuki pisarskiej najwyższych lotów zaliczają się natomiast bez wątpienia mądre, szlachetne i porywające książki prof. Andrzeja Nowaka.
W przygotowaniu do spotkania z ową prawdziwą sztuką pomagają w Teatrze im. Juliusza Słowackiego bez wątpienia reprezentacyjny, biało-złoty, pysznie zdobiony westybul z widokiem na klatkę schodową, całe w lustrach foyer pełniące dziś rolę saloniku poezji, okolona na trzech poziomach złotymi lożami o snycerskich dekoracjach widownia, a może przede wszystkim jedna z najsłynniejszych i najcenniejszych historycznych kurtyn. Jest ona tak naprawdę gigantycznym obrazem olejnym (o powierzchni ponad 100 m kw.) namalowanym na płótnie w 1894 r. przez Henryka Siemiradzkiego. W centrum alegorycznej, utrzymanej w jasnych kolorach kompozycji malarz przedstawił uosobienia Natchnienia, Piękna i Prawdy, poniżej namalował Komedię, której przydzielił do towarzystwa błazna. Z lewej strony umieścił ubraną w ciemną szatę Tragedię spoglądającą na Erosa płaczącego nad urną z Ukochanym Sercem. Po przeciwnej stronie malowidła znalazły się Zbrodnia, Występek, Furia i Widmo. Wśród alegorycznych postaci dostrzegamy też Psyche, Muzykę i Śpiew.
W to niezwykłe, klasyczne, czyli ponadczasowe dzieło możemy wpatrywać się w teatrze aż do momentu, gdy kurtyna pójdzie w górę. Miałam zaszczyt i przyjemność być tym razem po jej drugiej stronie, niezamalowanej, gdyż przypadło mi w udziale prowadzenie owego niezapomnianego wieczoru w teatrze. Siedząc pośród dwojga wybitnych, szlachetnie uformowanych aktorów, mistrzów polskiej sceny i filmu – Haliny Łabonarskiej i Jerzego Zelnika, oraz trzech tuzów polskiej nauki – głównego bohatera uroczystości prof. Andrzeja Nowaka, szefa Gabinetu Politycznego Prezydenta RP ministra prof. Krzysztofa Szczerskiego, a także prof. Aleksandra Nalaskowskiego, zawieszonego i odwieszonego w prawach nauczyciela akademickiego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, który nie waha się mówić: „Jestem nietolerancyjny – wobec świństw i obscenów” – widząc unoszącą się kurtynę poczułam silne drżenie serca. Wyobraziłam sobie na tej scenie pochód najwybitniejszych aktorów przełomu XIX i XX w. – Helenę Modrzejewską, Ludwika Solskiego (to pseudonim, naprawdę był z Sosnowskich), Wandę Siemaszkową, Stanisławę Wysocką, Karola Adwentowicza, Aleksandra Zelwerowicza, Juliusza Osterwę, Kazimierza Junoszę-Stępowskiego… Wydawało mi się, że zza kulis wychylają się ówcześni twórcy, których sztuki miały tu wtedy premiery: Stanisław Wyspiański, który wystawił tu większość swoich utworów scenicznych, Stanisław Przybyszewski, Gabriela Zapolska, Witkacy… Wyglądało na to, że podobne myśli nawiedzały też pozostałe osoby siedzące na scenie.


Jolanta Sosnowska

Fot. Michał Klag

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

 


 


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum