Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„W WARSZAWIE PRACUJĘ OD NIEDAWNA, A KRAKÓW KOCHAM STALE!”

Aktualności

25.09.2018 12:59

Małgorzata Wassermann i autor wywiadu Adam Sosnowski. W tle Hugo Kołłątaj. Fot. Michał Klag

 

 

 

Małgorzata Wassermann i autor wywiadu Adam Sosnowski. W tle Hugo Kołłątaj. Fot. Michał Klag


Z kandydatką na prezydenta Krakowa

MAŁGORZATĄ WASSERMANN
rozmawia Adam Sosnowski


Adam Sosnowski: Jeszcze cztery lata temu byłaś poza polityką – przynajmniej tą czynną – i zajmowałaś się głównie działalnością prawniczą. Dzisiaj zaś Twój wizerunek rysuje się diametralnie inaczej – szturmem weszłaś do Sejmu, uzyskując jeden z najlepszych wyników w kraju, potem zostałaś szefową komisji ds. Amber Gold, a teraz kandydujesz na urząd prezydenta Krakowa. Skąd ta decyzja? Dlaczego chciałaś wejść w dziedzinę życia, którą powszechnie uważa się za trudną, brudną i nieuczciwą, czyli w politykę?

Posłanka Małgorzata Wassermann: Masz rację, że polityka tak jest postrzegana i to nie jest łatwy kawałek chleba. Moja decyzja wyrosła z potrzeby i wewnętrznej niezgody na otaczającą nas rzeczywistość. Doszłam do przekonania, że może się przydam, że spróbuję włączyć się czynnie w proces zmian. Postanowiłam, że zmienię również całe swoje życie. Łatwo jest bowiem narzekać, ale na tym nie wolno kończyć – trzeba dać z siebie coś więcej. Jak wiele milionów moich rodaków nie zgadzałam się ze sposobem rządzenia naszym krajem, a dostałam akurat propozycję, by aktywnie włączyć się w walkę o podmiotowość Polski. Czy miałam na tyle kompetencji i doświadczenia, aby móc to zrobić? Wyborcy uznali, że tak. Weszłam w świat trudny, bo masz rację – to nie jest środowisko ani miłe, ani proste, a praca w nim nie jest pasmem przyjemności. Ale w końcu to była i jest moja Polska, a ważne jest, aby każdy dał dla niej kawałek siebie. Nikt nie twierdził, że będzie łatwo.


Cały czas mówisz jednak o sytuacji z roku 2015, kiedy z mandatem posła weszłaś do Sejmu. Dlaczego teraz podjęłaś decyzję, aby zmienić front z krajowego na samorządowy?


Wbrew różnym doniesieniom i pogłoskom rozmowy na ten temat toczyły się już od dawna. Kraków jest najbliższy mojemu sercu, Warszawa jest moim miejscem pracy, bardzo ważnym miejscem, ale Kraków jest miejscem, które kocham. Tu mieszkają moja rodzina i moi przyjaciele. A w mieście, niestety, nie za dobrze się dzieje. Krakowianie tkwią w największych w Polsce korkach, nieustające remonty prowadzone są chaotycznie, nawet dwóch głównych ulic tuż obok siebie. Gdy samochodem dojadę już do miejsca docelowego, nie mam gdzie zostawić auta – bo są barierki albo nie ma żadnych miejsc parkingowych. Jedno z dzieci w naszej rodzinie uczęszcza do szkoły podstawowej w centrum. Tam nawet na chwilkę nie można się zatrzymać, żeby ono mogło wysiąść i bezpiecznie dojść do szkoły, bo wszędzie zakazy – kto to planował, kto nadzoruje? W jednej rozmowie nie wymienimy wszystkich problemów, które jak sam wiesz, bo też tu mieszkasz, dotykają nas każdego dnia. A przecież wcale nie musi tak być. Ważnym bodźcem mojej decyzji był zatem tzw. czynnik ludzki. Choć, nie ukrywam, długo się nad tym zastanawiałam, czy kandydować, ale decyzja zapadła mimo to znacznie wcześniej, niż została publicznie ogłoszona. Kraków jest niezwykłym miastem, nie da się go zrównać z żadnym innym na świecie, więc mam świadomość, że podejmuję wielkie wyzwanie.


Co konkretnie znaczy, że padła propozycja, byś została prezydentem miasta Krakowa? Kto podjął tę decyzję?


Nigdy nie ujawniam treści moich rozmów z szefostwem Prawa i Sprawiedliwości, jest jednak czymś oczywistym, że tego typu decyzje zapadają na samym szczycie.


Czyli to Ciebie poproszono, byś rozważyła możliwość kandydowania w wyborach samorządowych?


Nigdy nie wpraszałam się sama do polityki. Najpierw więc padła propozycja, potem rozważałam wszystkie za i przeciw, a następnie postawiłam swoje warunki, które muszą zostać spełnione, abym przyjęła tę propozycję.


Jakie to są warunki?


Podobnie było, kiedy kandydowałam do Sejmu. Zawsze domagam się całkowitej samodzielności i biorę na siebie stuprocentową odpowiedzialność za dany projekt. Decyzje należą tylko do mnie. Z akceptacją tego nie było żadnych problemów ani w przypadku Komisji ds. Amber Gold, ani teraz. Zwróć uwagę, że żaden koalicjant nie dostał ode mnie żadnej obietnicy w przypadku mego zwycięstwa.


Komisja ds. Amber Gold i samodzielność to według mnie dwa dobre hasła, szczególnie w przypadku Krakowa, gdzie kandydaci Prawa i Sprawiedliwości tradycyjnie mają ciężko. Choć miasto uchodzi za konserwatywne, jest to konserwatyzm, powiedziałbym, specyficzny. Andrzej Duda w 2010 r. w wyborach samorządowych nie przeszedł nawet do drugiej tury, choć 5 lat później został prezydentem kraju.


Zgadza się, ale nie zapominaj, że przez całe moje dotychczasowe życie jestem związana z tym miastem. Wiem o nim niemało. Wielu krakowian zna mnie od dawna, od kiedy pracowałam w biurze poselskim mojego ojca i prowadziłam własną kancelarię adwokacką. Ludzie wiedzą zatem, że nie mam natury pieniacza, ale każdy konflikt staram się rozwiązać drogą negocjacji. Jestem osobą koncyliacyjną, aczkolwiek są elementy mojego światopoglądu, których nigdy się nie wyrzeknę. Nie chcę paktować ze złem. Są sytuacje, w których konsensus jest niemożliwy; wówczas nie mam żadnych obaw, by podjąć konkretną, samodzielną decyzję i zmierzyć się potem z jej konsekwencjami. Wydaje mi się, że traktując mnie jak partnera, nie jest trudno dojść ze mną do porozumienia. Nie chcę autorytatywnie rozwiązywać sporów mówiąc chociażby, że tu musi być zakaz parkowania, a tu go nie będzie. Trzeba wysłuchać wszystkich stron. Np. na krakowskim Kazimierzu chodzi o interesy wielu grup – mieszkańców, przedsiębiorców, klientów, rowerzystów, pieszych, turystów i wreszcie samego miasta. Uważam, że w tym przypadku nie sprawdzi się ani całkowity zakaz parkowania, ani puszczenie sprawy samopas. Tam trwa impas i mam pomysł, jak go rozwiązać, ale chcę innych do niego przekonać, a nie narzucić im go. Na pewno nie możemy absolutnie zakazać parkowania, bo doprowadzi to do zamarcia biznesu w tych dzielnicach; ludzie pojadą wówczas do wielkich galerii handlowych, będących całkowicie własnością zagraniczną, a polski, krakowski przedsiębiorca tymczasem zbankrutuje.


Skoro nasza rozmowa już zeszła na konkretne rozwiązania, których Kraków potrzebuje, zatrzymajmy się na chwilę przy parkingach. Problemem nie jest cena miejsca, ale jego brak – w Krakowie po prostu nie ma gdzie zostawić auta. Rozwiązaniem powinny być inwestycje miasta w rozległe parkingi podziemne, w wielopoziomowe domy parkingowe.


Rozwiązanie problemu miejsc parkingowych jest oczywiście wielopłaszczyznowe, dotknęłam tylko jednego z jego elementów. Zgadzam się, że najważniejsze jest, aby w ogóle powstały nowe miejsca. Mamy koncepcję na budowę wielopoziomowego parkingu w centrum Krakowa. Trzeba jednak zastanowić się również nad tym, co zrobić, aby użytkownik samochodu przerzucił się na korzystanie z komunikacji miejskiej. Darmowy bilet go nie przekona, bo on szuka szybkiego i wygodnego dojazdu.


Słyszałem, że rozważasz budowę metra w Krakowie.


Komunikacja w Krakowie w tej chwili na pewno jest niewydolna. Jestem zwolenniczką rozpoczęcia szybkich, konkretnych rozmów w sprawie budowy metra w Krakowie. Jacek Majchrowski kilkanaście dni temu nagle podjął ten temat z uwagi na aktualną kampanię wyborczą, ale jesteśmy już mocno spóźnieni. Od czasu referendum w 2014 r. nic się w sprawie metra nie działo. Wiem, że to proces kosztowny i długotrwały, ale jak go nie zaczniemy, nigdy tego metra nie będzie. Mam gotową koncepcję budowy dwóch linii metra, ale też musimy patrzeć szerzej. Dlatego też chcę wykorzystać infrastrukturę kolejową w ramach Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej, którą można poprowadzić tak, by tworzyła ring wokół Krakowa.


Nie uważasz, że Kraków jest za mały na metro?


Nie, są inne miasta o podobnej lub nawet mniejszej wielkości, które z powodzeniem korzystają z metra. I też mają wielkie zabytki, a jakoś sobie z tym problemem poradziły. Metro pomoże w dużym stopniu rozwiązać problem korków, smogu i parkingów. To plan długofalowy. Dzisiaj wsiadając do tramwaju na końcu Nowej Huty musimy liczyć się z tym, że przejazd do centrum zajmie nam kilkadziesiąt minut. Metrem zajmie kilka minut.


Nie prościej i taniej byłoby raz, a porządnie naprawić te tory oraz tak je położyć, by mogły tamtędy jeździć również autobusy i taksówki, co znacznie odciąża główną ulicę? Tak jest np. na ul. Monte Cassino, ale to maleńki odcinek. Pamiętajmy, że metro w Warszawie kosztowało astronomiczne pieniądze.


Masz rację, szyny w Nowej Hucie należy naprawić tak czy inaczej, bo one już po prostu zagrażają bezpieczeństwu. Tylko że to nie wystarczy. Z mojego miejsca zamieszkania na skraju Krakowa do centrum jeździ tylko jeden autobus. Przecież tak nie może wyglądać nowoczesne miasto! Musimy budować bezpośrednie połączenia, bo one oznaczają nie tylko oszczędność czasu, ale również większe bezpieczeństwo, zwłaszcza dla dzieci, by nie musiały się przesiadać. Przez ostatnie lata wiele mówiono na ten temat, a praktycznie nic nie zrobiono.


Kraków już od długiego czasu ugina się pod ciężarem dwóch najbardziej bolesnych problemów. Dręczy go niebywale gęsta zabudowa, a co za tym idzie, brak zieleni i zastój powietrza o fatalnej jakości. Politycznie odpowiada za to Jacek Majchrowski, który od 16 lat jest włodarzem podwawelskiego grodu. Jak planujesz przerwać tę hegemonię, skoro polityka dzisiaj nie jest walką na merytoryczne argumenty, ale chodzi w niej o zrobienie jak największego show?


Powiedzmy sobie od razu szczerze – możliwości prowadzenia kampanii wyborczej przez urzędującego od 16 lat prezydenta są w stosunku do osoby dopiero się o ten urząd ubiegającej nieporównywalne. Od maja, kiedy Jacek Majchrowski ogłosił, że jednak będzie startował, trwa w Krakowie jego nieustanna kampania wyborcza. Ilość imprez miejskich, festynów, otwierania parków, a także innych uroczystości, na które on zaprasza imiennie za pieniądze podatnika, przekracza wprost wyobrażenie. Czy to jest fair?


Może to jest niemoralne, ale za to skuteczne.


Moja diagnoza jest taka, że nie ma ośrodka, przede wszystkim medialnego, który byłby zainteresowany ujawnieniem patologii trawiącej to miasto. Lokalna prasa czasami podejmie ten temat, ale tylko na ostatnich stronach i to lakonicznie. Poza tym prowadzona jest przeciwko mnie czarna propaganda, że gdy zostanę prezydentem miasta, będę wszystkich zwalniać i wysprzątam urzędy z dotychczasowych pracowników. To jest bzdura. Przyjdę do Krakowa po to, aby pchnąć to miasto do przodu i je ożywić. Rozpoczynając urzędowanie naturalnie zrobię audyt, ale to jest normalne, gdy przejmuje się po kimś zarządzanie. Nie jestem jednak nastawiona na rozliczenia, zwalnianie czy wsadzanie kogoś do więzienia. W dzisiejszej sytuacji na rynku pracy gdzie znalazłabym kilka tysięcy urzędników? Nie ma takiej możliwości. Zresztą oni wykonywali tylko swoją pracę – w taki sposób, jak kazało im to szefostwo.


Przed chwilą mówiłaś o patologii w mieście. Ileż to razy powstawały w Krakowie w dziwnych miejscach gigantyczne apartamentowce, hotele, galerie handlowe, nawet przy samych Plantach. Pewnie były na to zgody, ale jakim cudem przyznane? Ktoś jednak za to odpowiadał i ktoś po wyborach powinien ponieść konsekwencje tych decyzji.


Oczywiste jest, że w przypadku mojej wygranej najwyższe kierownictwo miasta się zmieni. Po to są wybory, żeby umożliwić nowe spojrzenie i świeżą politykę. Myślę, że również wielu urzędników tego oczekuje. W wielu urzędach źle się dzieje, a zwykli pracownicy oczekują jasnych kryteriów awansu i dobrej atmosfery pracy. Jednym z takich urzędów jest Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu, słynny ZIKiT, który stał się symbolem dzikiej zabudowy miasta i samowoli deweloperskiej. Zwróć uwagę, że nagle w czerwcu, tuż przed wyborami, Jacek Majchrowski ogłosił, że ZIKiT zostanie zlikwidowany, a na jego miejsce powstaną nowe jednostki. Nie chodzi jednak o nazwę, lecz o zarządzających ludzi. Ich koniecznie trzeba zmienić. Pamiętajmy jednak, że oni wszyscy byli podwładnymi Jacka Majchrowskiego.


Faktem pozostaje, że miasto jest zabetonowane, blok stoi na bloku. Nie ma przewiewów, bo zamurowane zostały wszystkie ciągi powietrza w Krakowie, o co dbano już w XIX wieku, gdy burzono średniowieczne mury, by wpuścić „luft” do miasta. Co z tym zrobić? Będziesz po wyborach burzyła te budynki?


Nie jestem przeciwko deweloperom, dla wszystkich jest miejsce. Mieszkania są potrzebne, chcemy, żeby rodziło się coraz więcej dzieci, a ludzie zostawali w Polsce, w Krakowie. Chodzi jednak o to, żeby nie wciskać tych wszystkich budynków w centrum. Miasto powinno rozszerzać swoje granice z dala od centrum, gdzie powinny powstawać centra alternatywne, lokalne.


Takich wokół Krakowa w ogóle nie ma.


A to powinien być naturalny rozwój; wokół Krakowa są odpowiednie, wspaniałe tereny. Nie czuję złości wobec deweloperów, lecz wobec prezydenta miasta, który na to pozwolił. W Krakowie całkowicie brakuje planowania, bo już na tym etapie powinno się patrzeć przestrzennie. Powinno się podejmować decyzje na podstawie planu zagospodarowania całego miasta.



Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum