Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„W POLSCE JESTEŚMY U SIEBIE, NIE DAJMY SOBIE TEGO ODEBRAĆ”

Aktualności

26.11.2018 9:48

Demonstracja przeciwko napływowi uchodźców, islamizacji i merkelizacji Europy zorganizowana przed zamkiem w czeskiej Pradze. Fot. PAP/EPA/Filip Singer

 

 

 

Demonstracja przeciwko napływowi uchodźców, islamizacji i merkelizacji Europy zorganizowana przed zamkiem w czeskiej Pradze. Fot. PAP/EPA/Filip Singer  

 

Mnożą się instytucje „monitorujące” demokrację

 

Prof. Krzysztof Szczerski

 

 

Gdy dzisiaj zastanawiamy się nad suwerennością jako cechą państwa, a zarazem stojącymi przed nim wyzwaniami, możemy mówić o dwóch różnych rodzajach zagrożeń czy nawet niebezpieczeństw. Pierwsze to zagrożenie egzystencjalne, wynikające z naszego doświadczenia, także w kontekście stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Jako wspólnota narodowa i jako wspólnota polityczna wiemy bowiem aż nadto dobrze, co znaczy państwo utracić, ale także – państwo odzyskać. Doświadczenie to jest według mnie niezwykle istotne, bo ukierunkowuje nasze myślenie o tym, jak odnosimy się, czy też jak powinniśmy odnosić się, do własnego państwa. Dziś nikt o tym nie mówi i nie wygląda na to, że ktoś planuje zabranie nam terytorium, przynajmniej w ramach polityki europejskiej, ale zakusy, by formalnie, egzystencjalnie, pozbawić nas suwerenności, oczywiście istnieją. Zawsze zatem, szczególnie będąc politykiem, trzeba mieć w tyle głowy problem zagrożenia egzystencjalnego oraz bezpieczeństwa państwa. Zdolność terytorialnej obrony własnego kraju ma znaczenie fundamentalne.
Drugi rodzaj zagrożenia także znamy z własnej historii. Jest ono dużo bardziej adekwatne do tego, co obecnie dzieje się w Europie, czy też do tego, co może się w niej stać – i to niebawem. Chodzi o zamach na suwerenność bez zagrożenia egzystencjalnego. Nawet bowiem posiadając własne państwo możemy nie być w nim suwerenni i nie posiadać niepodległości oraz wolności. Mam nadzieję, choć nie jest to pewność, że nikt z tych ludzi, którzy funkcjonują obecnie w sferze publicznej, nie poparłby wprost tezy, że byłoby lepiej, gdyby Polski nie było na mapie Europy. Jednak już opinie o tym, czy za wszelką cenę warto jest bronić w Polsce naszej wewnętrznej suwerenności, bycia zupełnie wolnymi i niepodległymi w swoim państwie, byłyby na pewno różne. W kontekście polskiej debaty publicznej i postaw w niej demonstrowanych śmiem twierdzić, że stanowisko różnych grup politycznych w Polsce wobec tego rodzaju scenariusza, który zagraża suwerenności narodu (Polska będzie istniała formalnie jako państwo, ale nie będzie w niej własnej władzy) jest akceptowany, nawet preferowany. Są grupy społeczne, także intelektualne, które sugerują i przekonują, że Polakom być może lepiej żyłoby się w państwie, które nie jest samodzielnie zarządzane przez Polaków. Że być może byłoby nam lepiej, gdyby nasze państwo było organizowane przez kogoś innego.
Jednym z najistotniejszych zagrożeń dla realnego posiadania władzy i wolności we własnym kraju jest nie od dzisiaj korupcja polityczna. Można poprzez zewnętrzne korumpowanie polityków doprowadzić do takiej sytuacji, że rząd w państwie jest tak zależny od zagranicznych graczy, że działa de facto tylko w ich interesie. To oni, a nie własny naród stają się jego realnymi mocodawcami. Mamy w historii Polski przykłady bardzo daleko posuniętej korupcji politycznej, kiedy osoby formalnie sprawujące wysokie urzędy w państwie swą lojalność plasowały u zewnętrznych graczy. Mówiąc innym językiem: zdradzały swój naród.
Innym istotnym czynnikiem, który nie pozwala być panami we własnym państwie, jest sprawowanie władzy bez własności. Władca wydrenowanego z własności państwa ma niezwykle ograniczone pole do samodzielnych decyzji. Własność daje swobodę działania i dysponowania majątkiem, w tym przypadku narodowym, a więc dobrem wspólnym w sensie dosłownym, materialnym. Oszukańcze procesy prywatyzacyjne nie były niczym innym, jak drenowaniem państwa polskiego i jego obywateli z wypracowanej latami własności.
Kolejnym zagrożeniem, według mnie najbardziej niebezpiecznym, jest kwestia degradacji kultury. Okazuje się, że mimo posiadania własnego państwa i bogatej tradycji narodowej, wielu obywateli może przestać cenić swój kraj. Można bowiem zostać ukształtowanym tak (przez media, szkołę, przepisy prawa), że człowiek zacznie wstydzić się polskości. Aż nadto mamy dzisiaj przykładów osób, z byłym premierem Donaldem Tuskiem na czele, tak właśnie funkcjonujących w życiu publicznym, które otwarcie deklarowały przecież wstyd z powodu polskości. Taka postawa powoduje zanik przekonania, że posiadanie państwa ma służyć także narodowej myśli.
Wracając do rozróżnienia uczynionego na wstępie, można powiedzieć, iż o ile zagrożenie egzystencjalne może na nas przyjść spoza naszego kręgu cywilizacyjnego, może pochodzić od imperialnej polityki obcych państw i zawsze wiązałoby się z wojną, to zagrożenie dotyczące suwerenności narodu pomimo posiadania własnego państwa może mieć miejsce w sytuacji pokojowej i rozegrać się w ramach naszej części świata. Może wydarzyć się także w ramach pewnego systemu państw, które uważamy za swoje przyjazne środowisko polityczne. Z perspektywy suwerenności warto jest zatem ocenić również kwestie związane z polityką europejską, której emanacją jest Unia Europejska. Występuje tu kilka istotnych elementów, które warto poddać refleksji.
Jednym z podstawowych pojęć, które dzisiaj w polityce europejskiej znajdują się na ławie oskarżonych, są skrzywione pojęcia suwerenności narodu, wolności obywatelskiej, prawa do decydowania o własnej przyszłości politycznej, prawa do własnych wyborów. Gdy popatrzymy na obecną debatę w polityce europejskiej, widzimy, że jednym z aksjomatów jest teza, iż demokratyczna suwerenność ludu, czyli wolność obywatelska, była źródłem nieszczęść europejskich okresu międzywojennego. Teza ta powtarza się także w polskiej literaturze z zakresu nowej polityki europejskiej. W związku z tym myśleniem integracja europejska, polegająca na wyzbyciu się ojczyzn, miała być antidotum na szaleństwa suwerennych narodów okresu międzywojennego, miała zapobiegać kolejnej wielkiej wojnie. Wolność, która narodziła się lub odrodziła po pierwszej wojnie światowej w wielu krajach europejskich, powstałych na gruzach bezwzględnych imperiów jako suwerenne byty (nie tylko my świętujemy stulecie odzyskania – a inni uzyskania – niepodległości), była jakoby powodem wybuchu II wojny światowej. A więc trwanie imperiów carskiego, pruskiego, czy habsburskiego można by na podstawie takich teorii uznać za… zbawienne. Z tego właśnie powodu, z powodu całkowicie nielogicznego rozumowania, wolność czy suwerenność narodu, prawo do swobodnego decydowania o swoich wyborach politycznych, znajdują się dzisiaj na ławie oskarżonych w Unii Europejskiej. Teza kompletnie błędna, gdyż horror II wojny światowej zrodziły nihilizm i walka z religią oraz zapędy imperialne dawnych potęg, głównie III Rzeszy, ale i bolszewizmu, który w tym przypadku trzeba uznać za imperialnego spadkobiercę państwa carów.
Mimo to jednakże powstała koncepcja – o której Czytelnicy być może nie słyszeli, choć na pewno jej doświadczają – tzw. monitorowanej demokracji. Oznacza ona, że można co prawda pozwolić ludziom na dokonywanie swobodnych wyborów, ale tylko w pewnych granicach. Te wybory muszą być „monitorowane” w imię enigmatycznej „jakości”, dla której swobodnie ustalane są jakieś wskaźniki. Są one ważniejsze od wolności obywatelskiej narodów europejskich. Potrzebne stały się w związku z tym pewne mechanizmy korekcyjne, które w razie czego będą poprawiały decyzje podjęte przez obywateli w wolnych wyborach. Stąd powstały instytucje „monitorujące” demokrację, które się niezwykle rozbudowały, jest ich dzisiaj mnóstwo. Możemy mówić wprost o reżyserowaniu demokracji poprzez zupełnie arbitralną ocenę jej „jakości” – coś, co do niedawna było surowo potępiane, staje się nagle zalecaną ideą!
Ostatnio jedna z takich „monitorujących” instytucji, Fundacja Bertelsmanna, ogłosiła, że Polska jest coraz mniej demokratycznym państwem z racji tego, że rząd realizuje obietnice wyborcze. Padł główny zarzut wobec tego, co przecież od starożytności stanowi treść demokracji. Ale nie jest treścią demokracji „monitorowanej”. W związku z tym trzeba ustalić pozademokratyczne odnośniki czy wyznaczniki, zwane nowymi wartościami. To nie są wartości, które dotychczas znaliśmy i akceptowaliśmy. One de facto nie istnieją poza polityką. One są nazwane politycznymi wartościami, którymi mierzy się decyzje obywateli oraz według których dawkuje się obywatelom wolność. Jeśli wyniki wyborów i w konsekwencji decyzje osób wybranych do rządzenia nie pasują do tych politycznych wartości, to wtedy wkraczają instytucje monitorujące, a ich wskazania mają być ważniejsze, mają stać wyżej niż sama demokracja, niż suwerenność narodu. Suwerenność zostaje posadzona na ławie oskarżonych.
Przypomina mi się tu żart z czasów sowieckich, który ostatnio, na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej, opowiedział prezydent Czech. Oto w ZSRR wymyślono maszynę do automatycznego golenia mężczyzn, która wyglądała jak nałożony na głowę hełm. Przy prezentacji tej maszyny ktoś zwrócił uwagę, że przecież każdy ma inną twarz, więc jak ta maszyna może dokładnie ogolić wszystkich? W odpowiedzi padło: „Ten problem występuje tylko przy pierwszym użyciu”. Podobnie jest z „maszyną” monitorującą demokrację – stanowi problem tylko przy pierwszym użyciu. Jak się ją „wymonitoruje”, czyli zacznie się działać według schematów poza wolnością obywatelską, to potem w ramach tego, co określono demokracją liberalną – bo taka właśnie nazwa została przyjęta dla tego modelu, któremu „monitorowana” demokracja ma służyć – „golenie” obywateli może odbywać się bez przeszkód.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum