Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„UPADEK NEOLIBERALIZMU”

Aktualności

14.08.2019 10:07

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Węgier Viktor Orbán na uroczystości odsłonięcia w Budapeszcie pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej, 6 kwietnia 2018 r. Obaj ci przywódcy polityczni są przeciwnikami neoliberalizmu.






 

 Prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Węgier Viktor Orbán na uroczystości odsłonięcia w Budapeszcie pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej, 6 kwietnia 2018 r. Obaj ci przywódcy polityczni są przeciwnikami neoliberalizmu.

 

Wychowanie dzieci nie ma wartości,
natomiast hodowla tuczników owszem

Prof. Artur Śliwiński

 

O krachu do niedawna wszechwładnej doktryny neoliberalnej słychać od kilku lat. Dwa niedawne wydarzenia stanowią gwoździe do trumny neoliberalizmu. Chociaż wygląda na to, że nie wszyscy zdołają wyrwać się spod jego wpływów i wydostać na świeże powietrze.
Pierwszym takim wydarzeniem jest publikacja znanego amerykańskiego ekonomisty Josepha Stiglitza (ur. 1943 r.) na stronach lewicującego syndykatu prasowego „Project Syndicate” 30 maja br. pt. „Po neoliberalizmie”. Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone oraz inne kraje realizowały program wolnorynkowy i nie ma wątpliwości, że podejście to zawiodło – głosi na wstępie Stiglitz. Aby nie było wątpliwości, dodaje: Po dziesięcioleciach stagnacji neoliberalizm (…) musi zostać uznany za martwy i pogrzebany.
Stiglitz rozważa trzy alternatywy polityczne, do których zalicza skrajnie prawicowy nacjonalizm, centrolewicowy reformizm i postępową lewicę. Może kogoś dziwić, że są to alternatywy polityczne bez bezpośrednich odniesień do ekonomii, ale Stiglitz po prostu zmierza do jednego celu. Chodzi mu o zaprezentowanie własnej wizji „postępowego kapitalizmu”, a w tym temacie czuje się jak ryba w wodzie. Formułuje cztery priorytety, z których pierwszy nie jest wcale oryginalny: przywrócenie równowagi między rynkiem, państwem i społeczeństwem obywatelskim. Za tym idzie brutalne oskarżenie pod adresem polityki wolnorynkowej. Twierdzi, że powolny wzrost gospodarczy, rosnące nierówności, niestabilność finansowa i degradacja środowiska są problemami generowanymi przez… rynek.
Dobrze brzmi także drugi priorytet Stiglitza, iż „bogactwo narodów” jest wynikiem badań naukowych i takiej organizacji społeczeństwa, która pozwala dużym grupom ludzi pracować razem dla wspólnego dobra. Kto by pomyślał, że w jego wykładzie znajdzie się pojęcie „wspólnego dobra”… Stiglitz jest ekonomistą lewicowym, znanym nie tylko jako posiadacz Nobla (2001) z ekonomii, ale także jako doradca George’a Sorosa.
Dwa następne priorytety brzmią równie przyjemnie. Chodzi o bardziej (niż w liberalizmie) aktywną rolę rządu w przezwyciężaniu problemów społeczno-ekonomicznych i o zerwanie związku między siłą ekonomiczną i polityką.
Stiglitz urządził okazały pogrzeb neoliberalizmowi, a przy okazji starał się wrzucić do grobu prawicę nacjonalistyczną oraz „neoliberalizm z ludzką twarzą”.
Warto wspomnieć, że ekonomista ten znany jest w Polsce głównie z niewielkiej książki „Globalizacja” oraz z opasłego podręcznika „Ekonomia sektora publicznego”. W Rosji, oprócz tego, znany jest także z częstych wizyt w moskiewskich mediach. A ponadto z nieprzemyślanej propozycji przedstawionej Putinowi, by ten wprowadził abolicję dla przestępców prywatyzacyjnych w zamian za jednorazowe opodatkowanie (oczekując naiwnie, że Putin łatwo pozbędzie się haków na rosyjskich oligarchów).
Drugim i znacznie poważniejszym wydarzeniem jest decyzja prezydenta Donalda Trumpa dotycząca wojny handlowej z Chinami, która otwarcie łamie zasady polityki neoliberalnej. Chodzi oczywiście o zrealizowaną 10 maja br. decyzję o podwyższeniu ceł importowych z 10 do 25 procent na chińskie towary. Wolny handel a wojna handlowa to skrajne przeciwieństwa. Do tego wypada dodać, że Trump wszelkimi sposobami stara się pozbyć rozbudowanych w ostatnich trzydziestu latach międzynarodowych instytucji neoliberalnych.
Wielu obserwatorów współczesnych perturbacji światowych analizuje politykę Trumpa właśnie przez pryzmat wojny handlowej Stanów Zjednoczonych z Chinami; w tym dziele miałem skromny udział, publikując w numerze styczniowym „Wpisu” (nr 1(99)/2019) tekst pt. „Kulisy wojny handlowej USA vs. Chiny”. Po pięciu miesiącach kilka znaków zapytania zostało skreślonych; wojna nabrała ostrości z obydwu stron.
Wątpliwości budzi nadal stosunek Trumpa do kwestii deregulacji (to przecież jeden z najważniejszych kanonów neoliberalizmu). Prezydent USA chętnie bowiem sięga po deregulację, uwalniając kraj od międzynarodowych umów gospodarczych i finansowych; znosi np. przepisy dotyczące ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Twierdzi, że 70 proc. przepisów prawnych w Stanach Zjednoczonych powinno być skasowanych. Wydał nawet zarządzenie 13771 „Ograniczenie regulacji i kontrolowanie kosztów regulacyjnych”, które dla każdego nowego rozporządzenia w tej materii wymaga eliminacji dwóch poprzednich. Ale to raczej „biznesowy punkt widzenia” oraz walka z biurokracją i zręczne posłużenie się stylistyką przeciwnika, a nie skłonność do reanimacji neoliberalizmu. Koncepcja neoliberalizmu polegała na tym, aby usuwać dotychczasowe regulacje i wprowadzać na ich miejsce własne. Szczytowe osiągnięcia w tym zakresie zanotowała Unia Europejska.
To już nie gra na „globalnej szachownicy” Zbigniewa Brzezińskiego. Trump celowo niszczy zarówno wolny rynek, jak też budowane przez dziesiątki lat międzynarodowe instytucje neoliberalne, w tym – uwaga – Unię Europejską. Pozbywa się przy tym neoliberalnego „planktonu” w kraju i za granicą. Rozpoczęła się przebudowa systemu gospodarczego Stanów Zjednoczonych pod hasłem odwrotu od neoliberalizmu i odzyskania potencjału przemysłowego.
Są to zjawiska coraz lepiej widoczne. Są też niespodziewane reakcje.
Na przykład w Kongresie USA nikt nie organizuje posiedzeń przeciwko tej antyliberalnej polityce Trumpa. Nie funkcjonują komisje senackie do badania protekcjonistycznej polityki prezydenta. Nie widać marszu liberałów oburzonych niszczeniem dotychczasowych zasad wolnego rynku. Co prawda Hillary Clinton wzywała do „inteligentnego i sprawiedliwego handlu”, ale nikt o tym nie chce pamiętać. A przecież dobrobyt większości Amerykanów częściowo wynikał z zakupów tanich towarów chińskich.
Gdzie się podziali gorący zwolennicy wolnego handlu? Być może nawet amerykańscy liberałowie doszli do wniosku, że bez odzyskania potencjału przemysłowego nie można powstrzymać dalszej degradacji Stanów Zjednoczonych.
Nielubiany neoliberalizm
W ekonomii panuje taka zasada, że jeśli czegoś nie udaje się precyzyjnie określić i zmierzyć, to się udaje, że tego nie ma. Na przykład udaje się, że nie ma interesów narodowych, ponieważ są trudne do ustalenia. Wychowanie dzieci nie ma wartości, gdyż jest pod względem rynkowym niewymierne. Natomiast hodowla tuczników ma wartość, ponieważ tuczniki mają cenę rynkową.
Do tych właśnie kategorii należy m.in. „neoliberalizm”, który jest pojęciem trudnym do sprecyzowania i niejednoznacznym. Paradoksalnie, działa to na korzyść neoliberalizmu, którego obrona nierzadko polegała na rozsiewaniu niejasności. Trochę jednak kwestii zdołano wyjaśnić. Przede wszystkim należy jasno stwierdzić, że neoliberalizm ekonomiczny nie jest tożsamy z ekonomią, lecz jest przemyślanym zbiorem haseł i „zasad” o charakterze polityczno-gospodarczym. Nawiązują one co prawda do ekonomii akademickiej (zwłaszcza do szkoły chicagowskiej), ale ich naukowy charakter budzi duże zastrzeżenia. Wystarczy wskazać na jaskrawą tendencyjność „sztandarowego” dokumentu neoliberalno-ekonomicznego, czyli tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego. To pseudonaukowy listek figowy zasłaniający agresywną aktywność wielkich korporacji zachodnich i amerykańskiego imperializmu. Jest to fałsz rzekomo wielostronnie korzystnych efektów globalnej liberalizacji przepływów handlowych i kapitałowych, a z drugiej strony – kompletny brak przejrzystej i zinstytucjonalizowanej polityki gospodarczej w krajach stanowiących cele tej agresji.
Dzięki temu polityka gospodarcza krajów Zachodu wobec krajów postkomunistycznych i wschodzących mogła przeistoczyć się w penetracje ich zasobów ludzkich, kapitałowych i naturalnych.(…) Polityka ta jawnie i arogancko naruszała interes publiczny. Umożliwiła szerokie otwarcie gmachów rządowych przed ludźmi pozbawionymi kompetencji w sprawach gospodarczych, niegodziwych i amoralnych, a na domiar złego zrujnowanie systemu zdobywania wiedzy i kompetencji – kształcenia i wychowania ludzi zdolnych trzymać ster polityki gospodarczej.
Ten obszerny fragment przytaczam nieprzypadkowo. Jest to bowiem urywek z tekstu opublikowanego dziesięć lat temu pt. „Czym jest neoliberalizm gospodarczy?” w Europejskim Monitorze Ekonomicznym (nr 4/2009). Dwie kwestie zasługują tu na uwagę. Pierwsza, iż o neoliberalizmie mówi się w Polsce krytycznie nie od dzisiaj, lecz niestety bezskutecznie. Druga, że neoliberalizm jest oceniany wyjątkowo negatywnie.
Wiele niejasności wynika z pomieszania neoliberalizmu i liberalizmu, co daje niektórym okazję do krytyki nurtu pierwszego i zarazem apologetyki drugiego. Ponieważ neoliberalizm jest na ogół oceniany krytycznie, stawanie po jego stronie wiąże się z nieprzyjemnymi reakcjami opinii publicznej. Lepiej być liberałem. Liberalizm to wpisanie szczytnej idei wolności na wysoko podniesione sztandary. Otóż ta ścieżka rozumowania jest błędna. Neoliberalizm jest bowiem skrajną odmianą szerszego nurtu – właśnie liberalizmu. Skrajną, ponieważ jest on z gruntu kosmopolityczny i antynarodowy.
Wyjaśnia to, dlaczego o neoliberalizmie, który zdominował życie społeczne, ekonomiczne i polityczne w Polsce przez ostatnie trzydzieści lat, tak mało mówiono i pisano.
Co spowodowało, że neoliberalizm zyskał w Polsce powszechną aprobatę, zwłaszcza wśród ekonomistów i polityków? Wynikała ona z popularnej opinii, że system kapitalistyczny – bez wnikania w szczegóły – jest lepszy od systemu komunistycznego. Dotychczas wydaje się to truizmem, chociaż z ekonomicznego punktu widzenia opiera się na błędnym stanowisku, jakoby podobne opinie dawały podstawy do wyboru „lepszego systemu”. Brak ugruntowanej w społeczeństwie wiedzy ekonomicznej pozwalał zignorować kilka podstawowych faktów. Pierwszym i najważniejszym jest fakt, że gospodarki krajów zachodnich cechuje różnorodność; dlatego pojęcia „systemu kapitalistycznego” lub „gospodarki rynkowej” są pojęciami abstrakcyjnymi. Mogą wyrażać odczucia i pragnienia, ale nigdy nie powinny stanowić podstawy do oceny międzynarodowej sytuacji ekonomicznej, historycznych doświadczeń społeczno-gospodarczych i polityki innych krajów. Jednego systemu kapitalistycznego nie ma i nie było. W szczególności stwierdzenie wyższego poziomu dobrobytu materialnego nie musi oznaczać, że mamy do czynienia z wzorem godnym naśladowania. Natomiast neoliberalizm jest jeden.
Słowa powyższe przeczytamy w tekście pt. „Neoliberalizm ciągle żywy” również z Europejskiego Monitora Ekonomicznego (nr 5/2017). O to właśnie chodzi: liberalizm ignoruje i dławi wspomnianą różnorodność.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum