Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

Świat dzielono bardzo niesprawiedliwie

70 lat temu w Jałcie (1) – Prof. Andrzej Nowak

Aktualności

20.02.2015 10:03

W lutym 1945 r. w Jałcie na Krymie spotkali się przywódcy trzech najważniejszych państw toczących wojnę z III Rzeszą. Od lewej: premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill, prezydent USA Franklin D. Roosevelt i przywódca ZSRR Józef Stalin. W lutym 1945 r. w Jałcie na Krymie spotkali się przywódcy trzech najważniejszych państw toczących wojnę z III Rzeszą. Od lewej: premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill, prezydent USA Franklin D. Roosevelt i przywódca ZSRR Józef Stalin. Stalin nie bez powodu wybrał Jałtę na drugą konferencję przywódców koalicji antyniemieckiej – tzw. Wielkiej Trójki: USA, Związku Sowieckiego i Wielkiej Brytanii. Miejscowość ta, tak samo zresztą jak i cały Krym, znajdowała się bowiem już pod pełną kontrolą sowiecką; Stalin nie lubił wyjeżdżać poza teren, nad którym w pełni panował. Przypomnę, że na przełomie listopada i grudnia 1943 r. poprzednia (pierwsza) konferencja koalicjantów odbywała się co prawda w Teheranie, ale na terenie ambasady sowieckiej, a więc na gruncie całkowicie „zabezpieczonym” i podsłuchiwanym przez stronę sowiecką.

Jeśli idzie o Krym, to Stalinowi na pewno chodziło również o potwierdzenie szczególnej roli tego miejsca w nowej imperialnej polityce rosyjskiej. Pamiętajmy, że Krym to było miejsce, gdzie 90 lat wcześniej, w 1855 r., Rosja została upokorzona militarnie, głównie przez Anglię. Teraz Stalin spotykał się z przedstawicielem tego mocarstwa w tym samym miejscu, ale jako zwycięzca, ponadto Wielka Brytania występowała w 1945 r. w roli koalicjanta słabszego niż czerwoni spadkobiercy carskiego imperium. Myślę, że ta intencja była Stalinowi bliska. On o niej otwarcie nie mówił, natomiast wprost stwierdził, w związku z konferencją w Jałcie, że zależy mu bardzo na tym, żeby zemścić się za upokorzenie, jakiego Cesarstwo Rosyjskie doznało 40 lat wcześniej ze strony Japonii, kiedy to Rosja utraciła na jej rzecz Sachalin, Port Artur i kilka innych ważnych zdobyczy strategicznych na Dalekim Wschodzie. Stalin zapamiętał to jako upokorzenie z czasów swojej młodości, upokorzenie jego Imperium – które powinno być pomszczone. Sądzę, że podobna chęć zmazania tego, co kiedyś upokorzyło wielkie Imperium Rosyjskie, towarzyszyła wyborowi Jałty na drugą konferencję Wielkiej Trójki w dniach od 4 do 11 lutego 1945 r.
Tych konferencji Wielkiej Trójki było trzy: w Teheranie, Jałcie i Poczdamie (lipiec – sierpień 1945 r.). Natomiast spotkań bilateralnych było rzecz jasna więcej. Już w 1942 r. po raz pierwszy przyjechał do Stalina Winston Churchill, tłumaczyć dlaczego nie powstanie jeszcze drugi front antyhitlerowski w Europie. Jeszcze wcześniej, bo już w grudniu 1941 r., przyjechał do Moskwy Anthony Eden, sekretarz stanu Foreign Office, czyli kierownik brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych – i można powiedzieć, że to jest prawdziwy początek negocjacji na najwyższym szczeblu w sprawie przyszłości Europy. Dla brytyjskiego gościa było wówczas szokujące wyłożenie kart przez Stalina, dyktowanie warunków i całkowita nieustępliwość. Pamiętajmy, że jest jeszcze rok 1941 i wojska niemieckie, choć już troszkę się cofnęły, to wciąż znajdują się ok. 90 km od Moskwy; Stalin był bardzo mocno przyparty do muru, a równocześnie spokojnie dyktował swojemu brytyjskiemu gościowi warunki… powojennego układu. A mianowicie: wszystko to, co uzyskaliśmy na zasadzie paktu Ribbentrop-Mołotow, musi być nasze, to jasne, ale oprócz tego należy nam się strefa wpływów w Europie Wschodniej dla naszego bezpieczeństwa, żebyśmy nie byli narażeni na jakieś nowe niespodzianki, więc my dostajemy Finlandię i Rumunię, a wy możecie sobie wziąć swoją strefę wpływów w Europie Zachodniej, możecie sobie zatrzymać Benelux. Francji Stalin nie wymieniał jeszcze w tym momencie. Eden był zaszokowany, nie podjął w ogóle rozmowy, kompletnie nie spodziewał się, że tutaj nagle Europa będzie już dzielona na to, co ma być sowieckie, a co brytyjskie. Stalin pokazał, jak będzie grał w kontaktach z zachodnimi politykami.

Był drugi jeszcze bardzo ważny czynnik wpływający na przebieg tych rozmów, toczących się albo w relacjach dwustronnych z przywódcami amerykańskimi lub brytyjskimi, albo w trójstronnych konferencjach. Chodziło o przyjęcie przez Związek Sowiecki Karty Atlantyckiej.

Przypomnę, że Karta Atlantycka podpisana u wybrzeży Nowej Fundlandii na pancerniku „Prince of Wales” przez prezydenta Roosevelta i premiera Churchilla 14 sierpnia 1941 r., a więc jeszcze przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do wojny, definiowała postawy i cele obu mocarstw nie tylko na czas wojny, ale i po jej zakończeniu. Określała, jak ma być zbudowany nowy porządek po wojnie. W pierwszej kolejności stwierdzono, że nie zostaną uznane żadne zmiany terytorialne dokonane przemocą w wyniku działań wojennych. To zaś stawiało pod znakiem zapytania np. to, co stało się z Polską i Europą Wschodnią wskutek paktu Ribbentrop-Mołotow. Po drugie wykluczono zmiany ustrojowe narzucone siłą, gwarantowano niezawisłość poszczególnych rządów i niepodległość sygnatariuszy Karty, którą ostatecznie podpisały rządy Polski, Francji, Kanady, Grecji, Czechosłowacji, Belgii itd. Również Związek Sowiecki we wrześniu 1941 r. podpisał Atlantic Charter, ale z klauzulą specjalną: poszczególne punkty Karty będą dostosowane do okoliczności i warunków, które określi Związek Sowiecki. Czyli: teraz podpisujemy, ale w stosownej chwili możemy poszczególne zapisy interpretować po swojemu. Państwa zachodnie na to się niestety zgodziły. Dlaczego?

Na tym polegała cała siła dyplomacji sowieckiej w następnych latach: na poczuciu słabości i winy państw zachodnich, które nie były w stanie szybko zorganizować drugiego frontu przeciwko Hitlerowi. Oczywiście nie jest prawdą to, co podtrzymywała propaganda sowiecka, że Związek Sowiecki dźwigał cały ciężar wojny na swoich barkach, bo – przypomnijmy – zaczął tę wojnę jako sojusznik Hitlera, we wrześniu 1939 r., a potem przyglądał się biernie, jak Wielka Brytania, co tu dużo mówić, sama wraz z Polskimi Siłami Zbrojnymi na Zachodzie niosła ciężar tej wojny do 1941 r. Po czerwcu 1941 r. wojska brytyjskie, a potem również wojska amerykańskie, także prowadziły na skalę globalną walkę z Niemcami, Japończykami i ich sojusznikami w Afryce, na Dalekim Wschodzie. Niemniej Europa, jako najważniejszy kontynent, była traktowana jako podstawowy punkt odniesienia we wszelkich rozmowach i negocjacjach, co bezwzględnie wykorzystywał Stalin. Miał zawsze ten sam argument: na kontynencie ja dźwigam ciężar walki, dopóki nie ma drugiego frontu, musicie mi płacić ustępstwami politycznymi. I tak było w 1942 r., kiedy Churchill pierwszy raz przyjechał do Moskwy, tak było ponownie w 1943 r. na konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie, gdzie przesądzono o kształcie wschodniej granicy Polski. Pozostała wówczas niewyjaśniona jeszcze kwestia przynależności Lwowa. Roosevelt, nawet na tle polityków zachodnich wyjątkowo cyniczny przywódca Stanów Zjednoczonych, nie chciał przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w 1944 r. zrazić do siebie wpływowej wtedy i dobrze zorganizowanej Polonii, dlatego jego zgodę na zabór wschodniej połowy Rzeczypospolitej przez Związek Sowiecki utrzymywano przez jakiś czas w tajemnicy.

Prof. Andrzej Nowak

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 2/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum