Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Silna polska polityka zagraniczna to nie tylko UE”

Aktualności

22.09.2020 13:44

Prezydent Andrzej Duda, szef gabinetu prezydenta RP prof. Krzysztof Szczerski oraz pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej dr Piotr Naimski podczas wizyty w Houston (USA). Fot. Jakub Szymczuk/KPRP

 

 

 

Prezydent Andrzej Duda, szef gabinetu prezydenta RP prof. Krzysztof Szczerski oraz pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej dr Piotr Naimski podczas wizyty w Houston (USA). Fot. Jakub Szymczuk/KPRP

 

 

 

Białoruś jest dla Moskwy obszarem strategicznym

Z prof. KRZYSZTOFEM SZCZERSKIM,
szefem Gabinetu Prezydenta, rozmawia Leszek Sosnowski

 

 

Leszek Sosnowski: Czy można przypuszczać, że po pięknym, ponownym sukcesie wyborczym prezydenta Andrzeja Dudy polska polityka zagraniczna ulegnie zmianie? Tak w sensie organizacji wewnętrznej, jak i nowego kierunku?

Prof. Krzysztof Szczerski: Polityka zagraniczna zawsze musi być dynamiczna, bo ciągle zmienia się sytuacja międzynarodowa. Już po wyborach prezydenckich w Polsce, a więc zupełnie niedawno, nastąpiły wydarzenia na Białorusi, które każą inaczej widzieć sytuację w naszym regionie i stają się nowym problemem na arenie międzynarodowej. Niedługo odbędą się wybory prezydenckie w USA, których wynik również mieć będzie olbrzymi wpływ na sytuację światową.

Wydaje się, że okres przedwyborczy w Stanach Zjednoczonych również dla Was, jako Kancelarii Prezydenta, oznacza wzmożoną aktywność.

To prawda, co wynika z faktu, że głosy Polonii amerykańskiej mogą ponownie mocno liczyć się w grze wyborczej w Stanach, a relacje polsko-amerykańskie są w ostatnich latach bardzo dynamiczne. Ale zajmujemy się teraz nie tylko tymi wyborami. W czasie pandemii kontakty międzynarodowe uległy wielu zmianom. Zamknięcie gospodarki trwało co najmniej dwa miesiące, przynajmniej w Polsce. Zamknięcie tradycyjnego modelu uprawiania polityki międzynarodowej, opierającego się na osobistych kontaktach, trwało znacznie dłużej. W zasadzie od sześciu miesięcy nie odbyło się żadne duże wielostronne spotkanie, choć przeprowadzane były wielokroć rozmowy telefoniczne czy wideokonferencje na najwyższym szczeblu. Widzę jednak, że u przywódców wielu państw istnieje silna potrzeba spotkań bezpośrednich, bo one pozwalają na odbywanie zupełnie innego rodzaju rozmów.

Ale z prezydentem Trumpem spotkaliście się bezpośrednio, osobiście, i to było bez wątpienia najważniejsze tegoroczne „sam na sam”. Chyba wraca do normy funkcjonowanie polityki zagranicznej?

Owszem. Kiedy ten numer „Wpisu” trafi do rąk Czytelników, powinniśmy być akurat w Rzymie i Watykanie. To będzie zaległa wizyta, która miała odbyć się 18 maja, dokładnie w stulecie urodzin Karola Wojtyły. Prezydent Andrzej Duda bardzo chciał znaleźć się wtedy przy grobie św. Jana Pawła II. Ponadto zależało mu szczególnie na oddaniu czci poległym żołnierzom na Monte Cassino. W tym roku, dokładnie 12 maja, przypadała 50. rocznica śmierci gen. Władysława Andersa, który tam jest pochowany.
Wcześniej jeszcze, w kwietniu, była planowana podróż na Ukrainę, co miało wiązać się z oddaniem hołdu ofiarom zbrodni katyńskiej w 80-lecie tego ludobójstwa, gdyż na Ukrainie również znajdują się groby pomordowanych. Obecnie, po upływie pięciu miesięcy, w związku z wydarzeniami na Białorusi podróż ta nabiera jeszcze innego znaczenia, staje się pilna. Pośród zaległych tegorocznych wizyt jest też Litwa. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że przynajmniej tych kilka odłożonych podróży zagranicznych uda się zrealizować do końca roku.

Możecie tak sobie swobodnie podróżować w okresie pandemii?

Oczywiście, że nie. Każde spotkanie międzynarodowe poprzedzone jest testowaniem jego uczestników pod kątem obecności koronawirusa. Częścią dyplomatycznej etykiety jest obecnie nie tylko elegancki strój i nienaganne maniery, ale też negatywny wynik tego testu. No i oczywiście maseczka.

Tak już było, kiedy – na krótko przed wyborami – polecieliście do Stanów Zjednoczonych na spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem.

Tak, już wówczas były stosowane wobec wszystkich szczegółowe procedury, by gwarantować obu stronom bezpieczeństwo. Najpóźniej na 48 godzin przed spotkaniem trzeba było mieć negatywny wynik testu na obecność koronawirusa, na miejscu byliśmy też badani specjalnymi testami wykrywającymi wirusa natychmiast. Gdyby czas pandemii przedłużał się, chcielibyśmy takie procedury z krótkoterminowymi testami wprowadzić również u nas, wewnątrz Kancelarii, by sprawdzać osoby chcące dostać się do naszego prezydenta. Obowiązywały one zresztą także podczas uroczystości 100-lecia Bitwy Warszawskiej, gdy 15 sierpnia przybyli do nas amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo z delegacją i inni zagraniczni goście.

A zmiany organizacyjne w samej polityce zagranicznej?

Podczas pierwszych pięciu lat prezydentury Andrzeja Dudy wykształciła się nieformalna, ale bardzo skuteczna zasada trójkąta w zarządzaniu polityką międzynarodową. I tak: polityka dotycząca Unii Europejskiej znalazła się przede wszystkim w gestii Kancelarii Premiera. Polityka bezpieczeństwa, czyli NATO, ale też ONZ, Trójmorze, polityka regionalna, również wiele spraw gospodarczych (otwieranie dróg dla polskiego biznesu w dalszych krajach, jak np. Meksyk, Kazachstan, państwa afrykańskie czy Australia) – wszystko to leży w zakresie działań prezydenta RP. Ministerstwo Spraw Zagranicznych z kolei ma za zadanie sprawnie współdziałać z prezydentem i premierem oraz realizować dyplomatyczną praktykę polityki międzynarodowej.

Jest pewna nowość w tym układzie, bo do tej pory blisko współpracowała Kancelaria Prezydenta i MSZ, a teraz włącza się aktywnie w politykę zagraniczną Kancelaria Premiera – i to widać w mediach.

Istotne jest to, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej mówi wyraźnie, iż najwyższym przedstawicielem państwa w stosunkach międzynarodowych jest prezydent kraju. Taka jest też oczywiście wola obecnego prezydenta, która realizować się będzie również w nowej organizacji pracy Kancelarii. Prezydent chce bardzo wyraźnie i symetrycznie spełniać te dwie szczególne role, które przypisuje mu Konstytucja, a więc bycie zwierzchnikiem sił zbrojnych oraz najwyższym przedstawicielem państwa w stosunkach międzynarodowych. Stosownie do tego układane są nasze struktury organizacyjne.

Z tego, co się orientuję, zostaną wprowadzone niektóre nowe procedury?

Owszem, np. dopracowane zostaną procedury nominacji w korpusie dyplomatycznym, analogiczne do nominacji generalskich. Tak jak w wojsku jest doroczna narada z kierownictwem armii z udziałem MON, na której wyznacza się cele, tu będzie doroczna narada z ambasadorami i spotkanie z kierownictwem MSZ i jego departamentów w Dniu Służby Zagranicznej, pozwalające na przedyskutowanie celów polityki światowej i regionalnej. Już dziś mamy szereg podobnych, wprowadzonych praktyką, ale nieusystematyzowanych formalnie działań. Jeśli udałoby się je ugruntować teraz, na początku drugiej kadencji, to pięć lat funkcjonowania takiego modelu wprowadziłoby pewną stabilizację.

Miejmy nadzieję, że nową stabilizację, ale nie opartą na dawnych układach i układzikach, i dawnych urzędnikach. Wiadomo, że wiele osób jest do wymiany, nie wykluczając niektórych ambasadorów, bo reprezentują nasz kraj słabo, są mało aktywni i nie akceptują światopoglądu formacji politycznej, która zwyciężyła w wyborach.

Uważam to za bardzo ważne. Pozostawienie zaś polityki europejskiej czy też unijnej w rękach Kancelarii Premiera jest słuszne, gdyż wymaga ona koordynacji prac poszczególnych ministerstw – rolnictwa, energetyki, przemysłu, rozwoju itd. A to są zadania i kompetencje premiera. Niemniej to nie wyczerpuje całości zadań międzynarodowych. Dlatego potrzebujemy dobrej dyplomacji. Powiem wprost: jako Polska musimy utrzymać swoją zdolność do budowania relacji dwustronnych, musimy prezentować się jako silne państwo, suwerenne, jako osobny podmiot na polu działań międzynarodowych. Nie możemy wyłącznie wpisywać naszej polityki zagranicznej w to wszystko, co robi Unia Europejska; musimy mieć zdolność do samodzielnego działania. Przecież to nie wyklucza współpracy unijnej.

Trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, co oznacza pojęcie „unijny”, skoro w UE każdy kraj martwi się przede wszystkim o swoje interesy, a szczególnie ci najwięksi. „Unijny” oznacza nieraz to samo, co podporządkowany – np. Berlinowi.

Najbardziej krytyczny moment, jeśli chodzi o to niesamodzielne działanie, miał miejsce za czasów Radosława Sikorskiego jako ministra spraw zagranicznych. Zaczął on od pewnego momentu jeździć do kluczowych dla polskiego interesu stolic niesamodzielnie, w towarzystwie ministrów innych państw unijnych, co rzekomo miało być bardzo „europejskie”, a było bezsensowne z punktu widzenia polskiej podmiotowości. Sikorski jeździł do Gruzji z ministrem Szwecji, na Ukrainę z Niemcem itd. Przestał jeździć sam jako polski minister spraw zagranicznych, a jeździł w towarzystwie, by prezentować politykę Unii.

Przecież to absurdalne.

No właśnie. Tym bardziej, że każdy inny minister i tak poza tymi wyjazdami z Sikorskim jeździł w te same miejsca ponownie sam i załatwiał sprawy swego własnego kraju. My też sami musimy prowadzić naszą politykę dwustronną – to bardzo ważne zadanie dla naszego MSZ. Dlatego MSZ trzeba w tym wzmacniać, także jeśli chodzi o jakość kadr. To nasz podstawowy obowiązek.

Rozumiem, że chodzi o ich wymianę?

To zjawisko naturalne. Jak powiedziałem, dla wagi relacji dwustronnych istotna jest też rola prezydenta jako głowy państwa. Funkcja prezydenta jako odpowiedzialnego za jakość stosunków zagranicznych uzależniona była w przeszłości bardzo często od relacji z kolejnymi rządami. Np. Donald Tusk całkowicie zmarginalizował ówczesnego prezydenta Komorowskiego, który był mu potrzebny tylko do „stania pod żyrandolem”. Wcześniej były też obrzydliwe walki Tuska z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na polu polityki zagranicznej i obronnej, które, jak wiemy, skończyły się narodową tragedią. Była też prestiżowa rywalizacja premiera Millera z Aleksandrem Kwaśniewskim. Słynna jest historia, kiedy rywalizowali o wciągnięcie polskiej flagi na maszt, czy role przy podpisywaniu traktatu, kiedy 1 maja 2004 r. wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Ale mamy też budujące przykłady z czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego, MSZ Anny Fotygi i ich współdziałania z śp. Prezydentem Lechem Kaczyńskim. Wtedy był krótki czas, gdy Polska była w stanie formułować długofalowe cele, bo wewnątrz państwa panowała harmonia. To jest kluczowe, by w ten sam sposób wykorzystać najbliższe lata.

Jeśli tak, to przejdźmy do sprawy Białorusi. Osobiście nie zgadzam się z koncepcją, żeby Polska podchodziła do wydarzeń u naszego sąsiada za pośrednictwem Unii Europejskiej. Przecież przez kilka wieków to był środek Rzeczypospolitej, tam jest nasze wielkie dziedzictwo i tym samym mamy szczególne obowiązki wobec tego kraju. My, nie Unia. Powinniśmy rozmawiać z Białorusinami samodzielnie, w tym także z Łukaszenką. Nie poprzez Brukselę.

Nie byłbym w tej ocenie tak jednoznaczny. Uważam, że są potrzebne dwa filary, tzn. trzeba działać samodzielnie, ale też używać polityki Unii Europejskiej jako narzędzia, a nie celu. Bo tak też można działać.

Na razie to jednak oni mają nas za narzędzie.

Dlatego trzeba konsekwentnie pracować nad zmianą tej sytuacji. Na pewno nie można działać w takiej mentalnej blokadzie, że Polska sama nic nie jest w stanie zrobić, dopóki nie zostanie wsparta przez UE. Widzimy, jak w Unii działają kraje nawet dużo mniejsze od nas. Np. propozycja nałożenia sankcji na Białoruś została natychmiast przez Grecję i Cypr powiązana z ich napięciem w relacjach z Turcją, żeby właśnie wykorzystać politykę unijną jako narzędzie dla zwiększenia skuteczności w realizowaniu własnych celów.

Unia ostatnimi czasy najchętniej wypowiada się w kwestiach praworządności w niektórych państwach członkowskich, np. w Polsce.

Dzisiaj UE wypowiada się, jeśli chodzi o treść tych wypowiedzi, całkowicie pozatraktatowo. Domaganie się przestrzegania praworządności w Polsce, w formie, jaką na przykład podejmuje Parlament Europejski, jest całkowicie sztucznym problemem wywołanym w celu wzmocnienia polskiej opozycji, ta bowiem prezentuje właśnie koncepcję pełnego uzależnienia naszego kraju od Unii.

Ale jednocześnie polski rząd zwraca się do Unii Europejskiej, żeby interweniowała w sprawie praworządności na Białorusi. Jaka jest w tym konsekwencja? Ktoś, kto w taki manipulacyjny sposób podchodzi do praworządności, nie może przecież o niej rozstrzygać w którymkolwiek kraju, bo taki ktoś nie jest wiarygodny. Nie ma do tego moralnego prawa.

To są dwie odmienne sytuacje. Rozumiem, na czym polega Twoja argumentacja, ale mówienie wobec Białorusi o nieprzestrzeganiu praworządności w procesie wyborczym ma sens, natomiast nie ma sensu – co przecież widać wyraźnie – mówienie o niepraworządności wyborów w Polsce – to jest absurdem. Pomiędzy Polską a Białorusią jest pod względem funkcjonowania państwa przepaść.

My tak to widzimy, natomiast ludzie na Zachodzie są przekonywani przez tamtejszych polityków i tamtejsze media, że Polska i Białoruś są pod tym względem na równi, że tu i tam rządzą faszyści.

Słyszałem i taką opinię, ze strony naszej opozycji, że nie mamy moralnego prawa, aby wypowiadać się na temat wyborów i demokracji na Białorusi, gdyż sami mamy z tym problemy. Skoro u nas ich zdaniem pałuje się pod kościołem Świętego Krzyża ludzi LGBT, to czym to się różni od pałowania ludzi przez Łukaszenkę? Takie analogie wysuwa opozycja i do takich manipulacji się posuwa. Powiem odwrotnie, właśnie porównanie sytuacji wyborczej na Białorusi i w Polsce oraz reakcji policji na demonstracje w Mińsku i w Warszawie pokazuje, jak skandaliczny i bezpodstawny jest atak polskiej opozycji na rządzących i jak nadużywane są przez nią pojęcia i słowa o braku demokracji i wolności nad Wisłą.

 

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 10/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum