Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

ROK 2018 JEST DLA MNIE ROKIEM WOLNOŚCI, TAKŻE OD... ZŁYCH MEDIÓW

Aktualności

23.01.2018 14:04

Prof. Krzysztof Szczerski pełniący w Kancelarii Prezydenta podwójną funkcję – szefa gabinetu politycznego i ministra odpowiedzialnego za sprawy zagraniczne – jest również autorem znakomitej książki „Utopia europejska”. Fot. Michał Klag Prof. Krzysztof Szczerski pełniący w Kancelarii Prezydenta podwójną funkcję – szefa gabinetu politycznego i ministra odpowiedzialnego za sprawy zagraniczne – jest również autorem znakomitej książki „Utopia europejska”. Fot. Michał Klag

 

Wiele krajów potrzebuje Polski zwycięskiej

 

Z ministrem prof. KRZYSZTOFEM SZCZERSKIM
rozmawia Leszek Sosnowski

 

Leszek Sosnowski: Czy uważasz – uciekając na razie od personaliów – że polska polityka zagraniczna jest dobrze prowadzona?

Prof. Krzysztof Szczerski: Powiem tak: punkt startu był bardzo trudny. Kluczowym zadaniem, które stanęło przed nami dwa i pół roku temu, i cały czas jeszcze stoi, jest przeformatowanie polskiej polityki zagranicznej. To nie jest kwestia wyłącznie jakichś korekt personalnych czy też zmian strukturalnych, po których przeprowadzeniu – jak się czasem sugeruje – reszta „potoczy się sama”, jak np. w gospodarce. Dyplomaci sami z siebie niczego nie zrobią, jeśli ich praca nie jest zaprogramowana od samego początku. Dyplomacja jest tylko i wyłącznie narzędziem, instrumentem państwa. Odzwierciedleniem narodowych interesów jest polityka zagraniczna, którą dyplomacja ma sprawnie realizować. A polityka to znaczy koncepcja, myśl, idea, wartości. Poza tym w odróżnieniu od polityki krajowej, w polityce zagranicznej niezwykle dużo zależy od czynników zewnętrznych, na które nie ma się wpływu w kraju. Przeważnie nie są one sprzyjające, a często nawet wręcz wrogie, ponieważ państwa rywalizują między sobą, także w Unii Europejskiej. Uważam więc, że przeformatowanie naszej polityki zagranicznej w kierunku pełnej suwerenności było i jest tytanicznym zadaniem. Wciąż musimy pracować nad jego pełną realizacją.

Polityka zagraniczna była tym obszarem, który zaraz po wyborach prezydenckich był głównym, pierwszym celem ataku.

Dlatego tak bardzo zależało mi na tym, żeby prezydent od samego początku bardzo silnie wszedł na arenę międzynarodową. I to się udało.

Zwrot w polityce zagranicznej zaczął się wtedy, kiedy PiS-owskiego rządu jeszcze nie było i nie wiadomo było, czy będzie.

Tak, włącznie z pierwszym wyjazdem na forum ONZ, kiedy prezydent Polski siedział z Obamą i z Putinem przy jednym stole. Wymagało to dużych zabiegów, ale się udało. To było bardzo mocne wejście i trochę przytłumiło pierwszy impet ataku na nas. Potem jednak nasi oponenci się otrząsnęli i kontynuowali swoje działania przeciw nam. Uważam, że 2 lata to bardzo krótki okres na robienie ostatecznych podsumowań w polityce zagranicznej, ale na pewno – w swej realnej treści – wypada ona znacznie lepiej niż jej wizerunek w mediach.

W mediach, a tym samym w oczach społeczeństwa.

Naprawdę jest znacznie lepiej, niż próbują to pokazać nieprzychylne nam ośrodki medialne. Inna sprawa, że przy wybijaniu się na suwerenność w polityce zagranicznej działa prawidło „im lepiej, tym trudniej”. Sukcesy w tym obszarze mierzy się bowiem liczbą przeciwników lub wrogów; tych, którzy na poważnie zaczynają z tobą walczyć.

Ostatnio jakby trochę przycichło o Trójmorzu, jakby liczyły się tylko rozmowy z Brukselą – to wydaje się również główną linią programową i głównym zainteresowaniem zrekonstruowanego rządu. A szkoda, tym bardziej, że za Trójmorzem opowiedział się nawet przywódca supermocarstwa Donald Trump, a więc mamy wielkich sojuszników w tej sprawie.

Trójmorze to niezwykle ważny projekt, w którego zainicjowaniu miałem zaszczyt uczestniczyć w imieniu prezydenta Andrzeja Dudy. To naturalne, że wrzawa medialna – tak głośna po wizycie prezydenta Trumpa w Warszawie – obecnie nieco przycichła. Jednak zapewniam, że konkretna praca jest wykonywana. Regularnie uczestniczę w spotkaniach tzw. szerpów Trójmorza, czyli doradców prezydenckich. Przed nami kolejny, trzeci już szczyt Trójmorza, który odbędzie się w Rumunii.

Szczyt polityczny to jedno, potrzeba wszakże konkretnych realizacji, które cementowałyby kraje Trójmorza, same rozmowy polityczne tego nie dokonają. Np. mam pomysł – sprzedaję go za darmo – stworzenia wspólnego telewizyjnego kanału historycznego dla krajów Trójmorza, który prezentowałby ich wielowiekowy dorobek i tradycję – przebogaty temat. Na pewno byłby to czynnik jednoczący nie tylko polityków, ale także zwykłych obywateli.

Pomysł świetny, kupuję, a jeżeli za darmo, to po prostu biorę. Chcę jednak powiedzieć, że w ramach inicjatywy Trójmorza toczy się niewidoczna, podskórna praca, która powinna skonkretyzować się już na jesieni tego roku, kiedy mogą wydarzyć się bardzo ważne rzeczy. Przygotowujemy projekty, które pokażą mocny, praktyczny wymiar tej inicjatywy. Jest też fascynujące, jak idea Trójmorza zafunkcjonowała w świecie i w różnych środowiskach. Ostatnio nawet, ku mojemu zaskoczeniu i bez jakiejkolwiek naszej inicjatywy, zebrały się np. izby rolnicze krajów Trójmorza – definiując się właśnie jako rolnicy Trójmorza – i wydały wspólne oświadczenie dotyczące polityki rolnej Unii Europejskiej. Okazuje się więc, że na różnych poziomach pomysł Trójmorza zaczyna działać już samoistnie. Spotyka się to oczywiście z reakcją przeciwników, zwłaszcza po wizycie prezydenta Trumpa w Polsce. Kraje, które są temu przeciwne, wykonały dużą pracę – i to na różnych poziomach, aby zablokować realizację tego pomysłu.

Kto przede wszystkim jest przeciwny?

Przede wszystkim ci, którzy decydują dzisiaj o polityce europejskiej, gdyż uznali Trójmorze za zagrożenie dla siebie.

Powiedzmy wprost: głównie Niemcy.

Ja nie wymienię, wybacz, z oczywistych względów żadnego konkretnego państwa. Powiem tylko tyle, że przeciwne nam reakcje wynikają z tego, że Trójmorze jest pierwszym, zaplanowanym z takim rozmachem, projektem środkowoeuropejskim, w którym nie ma patronów z zewnątrz, co jest dla niektórych nie do zaakceptowania. Co więcej, projekt ten zyskał już w przestrzeni międzynarodowej znaczny rozgłos. Każdy nowy ambasador w Warszawie, po formalnym złożeniu listu uwierzytelniającego prezydentowi, odbywa z nim kilkunastominutową kurtuazyjną, polityczną rozmowę, przy której i ja jestem obecny. Ambasadorowie starannie przygotowują się do tej rozmowy, bo to jedna z niewielu okazji, żeby bezpośrednio porozmawiać z głową państwa. Niemal wszyscy ambasadorowie krajów pozaeuropejskich pytają o Trójmorze, które zauważone zostało poza Europą. A ponieważ w niektórych stolicach na naszym kontynencie inicjatywa ta spotkała się z niechęcią, pokazuje to jednocześnie, że projekt jest poważny i potrzebny naszemu regionowi. Mam nadzieję, że w roku 2018 Trójmorze okrzepnie, stając się stałym elementem pejzażu relacji wewnątrzeuropejskich.

W tym kontekście mam pytanie o Twoją opinię na temat zdania, które padło niedawno z ust jednej z ważnych osobistości w Polsce, która sympatyzuje z naszą stroną polityczną: „Nikt w Europie nie chce silnej Polski”.

To zależy, co będziemy rozumieć przez silną Polskę.
Silną Polskę rozumiem w prosty sposób: silna gospodarczo, ekspansywna kulturalnie w oparciu o swoją tysiącletnią tradycję i posiadająca mocną armię, nieagresywną, ale której trzeba się bać. Prosta recepta. Czy także państwa Trójmorza nie chcą silnej Polski?
Myślę, że wiele państw bardzo uważnie nas dzisiaj obserwuje, a to, co się dzieje wokół Polski w Europie, naprawdę zdecydowanie wykracza poza nasze relacje z Berlinem czy z Brukselą. To, co się stanie w naszym regionie, może przesądzić o przyszłości Europy.

Nie pierwszy zresztą raz w historii.

Otóż to. Myślę, że w stolicach europejskich rozumieją, o jaką stawkę toczy się gra, i patrzą, jak Polska poradzi sobie w tej sytuacji. Jeżeli Polska przejdzie suwerennie przez obecny etap „perturbacji” na poziomie polityki europejskiej, to wiele krajów będzie chciało silnej Polski.

Innymi słowy, nie wolno się wycofywać na dawne pozycje znanego z totalnej uległości poprzedniego układu władzy, nie można być zapatrzonym tylko w Brukselę i tych, którzy nią sterują. Mam wrażenie, że takie kraje jak Węgry, Bułgaria czy Chorwacja już chcą silnej Polski, może niektóre kraje bałtyckie także…

W ich interesie leży silna Polska, która poradzi sobie w sytuacji takiego nacisku zewnętrznego, jaki dzisiaj obserwujemy. Dla nich jest ważne, czy Polska potrafi pokazać, że nie da się wypchnąć, wyrzucić na margines czy też obłożyć sankcjami. Że potrafi wygrać to pasowanie się na rękę. Potrzebują zwycięskiej Polski – tak bym to ujął. Jest to interes obiektywny, bo Polska leży w środku Europy. Powiedzmy sobie wprost, że zastosowanie wobec naszego kraju art. 7, który jest teraz na tapecie, jest kompletnym nadużyciem, bo artykuł ten wpisany do Traktatu nie odnosi się w ogóle do sytuacji, jaka ma miejsce w Polsce. Nawiasem mówiąc, w ogóle nie po to powstał.

 

 Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum