Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„POLSKA Z PODLEGŁOŚCIĄ NIE POGODZIŁA SIĘ NIGDY I NIE POGODZI SIĘ TERAZ”

Aktualności

26.11.2018 9:57

Prof. Andrzej Nowak podczas prezentacji swojej najnowszej książki „Kościół na straży polskiej niepodległości” w Auli św. Jana Pawła II w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Fot. Michał Klag

 

 

 

Prof. Andrzej Nowak podczas prezentacji swojej najnowszej książki „Kościół na straży polskiej niepodległości” w Auli św. Jana Pawła II w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Fot. Michał Klag

 

Prof. Andrzej Nowak

 

Zastanawiając się głębiej nad pytaniem: czy bez Kościoła katolickiego można wyobrazić sobie niepodległość Polski, trzeba sięgnąć – choćby najkrócej – do początków, a więc do momentu, kiedy rodzi się Polska jako wspólnota polityczna. Patronami tej wspólnoty są dwaj święci, dwaj biskupi.
Pierwszy z nich, św. Wojciech, nie był Polakiem. Przybył do nas z Pragi, wygnany stamtąd przez niezbyt wierne owieczki i dosyć okrutnego księcia. Podjął misję, którą pomógł mu zorganizować świadomy jej znaczenia książę polski Bolesław Chrobry. I to właśnie męczeńska śmierć św. Wojciecha poniesiona w misji szerzenia dalej tego, co wiąże się ze wspólnym łacińskim, chrześcijańskim rodowodem Europy, z wolnością wpisaną w chrzest, ta misja, zaznaczona krwią męczennika, św. Wojciecha, stała się fundamentem polskiej niepodległości. Ten moment połączył także, od początku właśnie, ideał polskości z misją. Niepodległość formalnie przypieczętował zjazd gnieźnieński w roku 1000, kiedy to cesarz chrześcijańskiej Europy, Otton III, pielgrzymował do Gniezna z największym szacunkiem – pokonując boso ostatni odcinek drogi do grobu swego umęczonego przyjaciela, uznawanego za największego świętego ówczesnych czasów, ówczesnej Europy.
W Gnieźnie Otton III nie tylko symbolicznie włożył na skroń Bolesława Chrobrego swój diadem, oznaczający uznanie polskiego księcia jako władcy suwerennego we wspólnej Europie, którą współtworzą suwerenne królestwa. Najważniejszym dziedzictwem męczeństwa św. Wojciecha i spożytkowania jego czynu misyjnego przez Polskę, przez jej niepodległość, było stworzenie na zjeździe gnieźnieńskim w pełni ukoronowanej, jeżeli można tak powiedzieć, przez arcybiskupstwo gnieźnieńskie hierarchii kościelnej w Polsce. Albowiem dopiero arcybiskup mógł koronować władcę na króla. Kolejni władcy Polski będą mogli – mając swego arcybiskupa – być wynoszeni do najwyższej godności królów, do godności oznaczającej suwerenność państwową.
Szansa niepodległości wieńczonej koroną królewską utrwaliła się w Polsce wraz z rokiem 1000.
Drugim świętym, którego trzeba przywołać, zastanawiając się nad sensem pojęcia „niepodległość”, a nie tylko nad udziałem Kościoła w wypełnianiu żywą treścią tego pojęcia w polskiej historii, jest św. Stanisław ze Szczepanowa. Z państwowego punktu widzenia kojarzymy go raczej z buntem przeciwko królowi Bolesławowi Szczodremu, znanemu także jako Bolesław Śmiały. To był bunt przeciwko suwerennemu królowi, który nieco wcześniej został ukoronowany przez arcybiskupa gnieźnieńskiego. Ten bunt jednak nie był buntem warcholskim, w imię interesów jakiejś grupy oligarchicznej. Był sprzeciwem w imię społeczeństwa prześladowanego przez władcę oślepionego blaskiem własnej potęgi. Bolesława oślepiły złote kopuły, które widział w Kijowie i kazał je wybić jako symbol swej władzy na swoich monetach. Podporządkowawszy sobie Kijów, sądził, że w Krakowie może rządzić tak jak w Kijowie, jak na Rusi.
Tymczasem tu tak nie było można. Musi to na Rusi… W Polsce elity, które już się tutaj tworzyły, w duchu, by tak rzec, obywatelskim – wyprzedzając to słowo o kilkadziesiąt lat, bo za taki czas wejdzie ono na trwałe do języka polskiego – nie chciały być rządzone w sposób despotyczny. Elity te znalazły oparcie w Kościele, w biskupie Stanisławie. Jego męczeńska śmierć jest symbolem wolności obywatelskiej w państwie. Nasza wolność jako obywateli w państwie i suwerenność państwa, czyli jego zewnętrzna niezależność, symbolizowana była przez koronę królewską – to są dwa różne pojęcia.
Te dwa pojęcia mogą być ze sobą sprzeczne, tak jak to jest w rosyjskiej tradycji politycznej, gdzie suwerenność ceni się najwyżej, gdzie jest ona ubóstwiona (szacunek dla godności państwa na arenie międzynarodowej jest może nawet – pod pewnymi względami – godny naśladowania). Jednocześnie jest to jednak suwerenność za cenę deptania wolności – poddanych. Tam nie ma obywateli, są poddani, którzy muszą rezygnować z wolności, być gotowi do porzucenia swojej wolności po to, by służyć wielkości państwa, cara. Nie są obywatelami, ale właśnie poddanymi cara wszechświata, jak mówił młody Michał Lermontow w wierszu z początku XIX w.: „Niech będę niewolnikiem, ale niewolnikiem cara wszechświata”. To ma być pociecha za utraconą wolność: że nasz pan, car, rządzi całym światem…
Otóż Polacy nie chcą być niewolnikami, nawet w największym imperium. Chcą być wolni. Niepodległość jest pojęciem, które scala wolność i suwerenność – wolność obywateli i suwerenność państwa. To niełatwe połączenie stało się udziałem polskiej historii, w czym ogromną rolę odgrywał Kościół jako obrońca wolności oraz jako – jeśli można tak powiedzieć – suwerenny szafarz tej królewskiej godności, która zdobiła czoła kolejnych władców naszego państwa. Niepodległość nie była nam zawsze dana – ale przez wiele wieków była trwałym elementem naszego pejzażu duchowego i naszej kultury politycznej.
Po okresie rozbicia dzielnicowego to właśnie ogromny wysiłek kolejnych pasterzy Kościoła polskiego, na czele przede wszystkim z Jakubem Świnką, obronił nas w końcu XIII w. przed zalewem niemczyzny. Przed zalewem pokojowym, trzeba tu dodać, bo to nie był żaden podbój w typie Hitlera. To był efekt pewnego rodzaju przewagi gospodarczej i – jak się wydawało przybywającym do nas z zachodu kolonistom – przewagi kulturowej, która miała się wyrażać w wypieraniu polskości z użytku publicznego i zastępowaniu jej językiem „wyższej” kultury – niemieckiej. Przeciwko temu wystąpił energicznie abp Jakub Świnka, niezłomny obrońca polszczyzny, który wiedział, że sama akcja Kościoła w obronie kulturowej tożsamości nie wystarczy. Wiedział, że potrzebne jest odzyskanie niepodległości, suwerenności przez państwo, i ku temu skierował wysiłki swoje i swoich następców.
W styczniu 2020 roku powinniśmy obchodzić – nie mniej hucznie niż stulecie odzyskania niepodległości – 700. rocznicę koronacji Władysława Łokietka i jego małżonki na suwerennych władców Polski. Od tej pory bowiem, przez ponad cztery wieki Polska cieszyła się już nieprzerwanie niepodległością. Nauczyła się oddychać niepodległością jak powietrzem. Zawsze wieńczyła tę niepodległość uroczysta koronacja; zawsze niepodległy naród, obywatele, zaczynał swój samorząd i swój rząd, a więc sejmik i sejm, od Mszy św. i Mszą św. kończył swoje obrady. To właśnie połączenie niepodległości z błogosławiącą dłonią pasterzy Kościoła katolickiego sprawiło, że Polska przetrwała różne burze, w szczególności w wieku XVII, niełatwy okres potopu moskiewsko-szwedzkiego, i wynurzyła się z niego jako kraj wciąż niepodległy.
Niepodległość jednak niepostrzeżenie niejako wymknęła się nam z rąk, kiedy wyrosły obok nas potężne imperia: imperium rosyjskie, imperium habsburskie i nowe królestwo niemieckie. Kiedy wspólnie zaczęły działać przeciwko polskiej wspólnocie politycznej, najpierw nie zbrojnie, ale budując każde swoją „targowicę”. Choć to określenie przyjdzie później, dopiero w końcu XVIII w., to niestety opłacanie, korumpowanie chrześcijańskich sumień polityków i obywateli polskich przez sąsiednie dwory stało się powszechnym zwyczajem politycznym już co najmniej od drugiej poł. XVII w. W połączeniu z militarnym wzrostem naszych sąsiadów doprowadziło to do podporządkowania Polski ambasadorom rosyjskim faktycznie już na początku XVIII w.
W 1733 r., kiedy po śmierci Augusta II dwie armie rosyjskie zdecydowały o tym, kogo Polacy mają sobie wybrać na króla, Polacy wybrali niemal jednomyślnie Stanisława Leszczyńskiego. Ale ten kandydat nie podobał się carycy i cesarzowi austriackiemu. Caryca wysłała więc wojsko, by bagnetem wskazać, kogo obywatele mają wybrać (ponownie, przekreślając swój pierwotny, wolny wybór). Był to jasny sygnał, że Polacy już niepodległości nie mają. Musieli wybrać tego, kogo żądali sąsiedzi. To był właśnie symbol podległości, kiedy sąsiedzi – bliżsi czy dalsi – mówią nam, jakie prawa mamy stanowić, kogo mamy sobie wybrać, a kogo, broń Boże, wybierać nie powinniśmy, bo to może nam zaszkodzić w oczach najpotężniejszych sił w Europie...

 

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj. 

 



→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum