Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„POLSKA POTRZEBOWAŁA HETMANÓW NIE TYLKO DLA SIEBIE, ALE I DLA CHRZEŚCIJAŃSTWA”

Aktualności

30.05.2018 11:02

Aniołowie z wizytą u Piasta Kołodzieja, rysunek XIX-wiecznego malarza Rafała Hadziewicza.

 

 

 

Aniołowie z wizytą u Piasta Kołodzieja, rysunek XIX-wiecznego malarza Rafała Hadziewicza.

 

Prof. Andrzej Nowak

 

Okazja, jaką tworzy wydanie pierwszego tomu książki Jolanty Sosnowskiej „Hetman Chrystusa”, pozwala zastanowić się także nad sensem historii. To dzieło jest przecież historią – historią pontyfikatu i życia człowieka, który przez blisko 27 lat pełnił najwyższy urząd w Kościele. Można by pewnie zadać pytanie: po co kolejna historia, przecież tyle napisano już historii św. Jana Pawła II, Karola Wojtyły, kronik rozmaitych. Pytanie to domaga się zatem odpowiedzi. Otóż historia jest czasem, który się nie kończy. Historia się nie skończyła, uczestniczymy w niej dalej. Wraz z końcem trzeciej już dekady III Rzeczpospolitej pojawiają się nowe pytania, żyjemy bowiem w czasach, w których kwestionuje się coraz mocniej, coraz brutalniej sam fundament życia już nie tylko chrześcijańskiego, ale życia ludzkiego. Tym samym wielu próbuje inaczej interpretować dziedzictwo Jana Pawła II, jego zmagania z cywilizacją śmierci. Inaczej zapewne niż on sam by tego sobie życzył. Z perspektywy zmieniającej się wraz z czasami, w których żyjemy my, a po nas następni, będziemy wciąż na nowo odczytywali tę opowieść, której jesteśmy częścią. Będziemy zadawali wciąż z nowej perspektywy pytania – czym jest i co znaczy ten pontyfikat, co znaczy św. Jan Paweł II w historii?
Myślę, że nikt lepiej nie przedstawił tego znaczenia niż właśnie sam Jan Paweł II, zabierając głos w siedzibie UNESCO w Paryżu 2 czerwca 1980 r. Mówił wówczas o znaczeniu kultury i historii dla suwerenności, dla ocalenia polskości. Od tego cytatu, który zresztą znaleźć można w książce „Hetman Chrystusa”, chciałem zacząć swą krótką refleksję. Powiedzieć w tym miejscu jednak najpierw należy, że ogromną zaletą pracy Jolanty Sosnowskiej jest nie tylko to, że z nowej perspektywy, perspektywy roku 2018, spogląda na pontyfikat Papieża Polaka. Wielka zaletą tej książki jest także to, że z niezwykłą konsekwencją i w odkrywczy sposób autorka wciąż wplata w ten obraz wątek polski. Opisuje np. spotkania z Polakami w czasie pielgrzymek zagranicznych, ale nie tylko pielgrzymek do Polski, bowiem św. Jan Paweł II przy wielu okazjach przekazywał różne rady, a nawet przesłania, swym rodakom, kierując je najpierw do Polonii. Ów polski wątek jest obecny także przy tego rodzaju okazjach uniwersalnych, jak właśnie spotkanie z Organizacją Narodów Zjednoczonych, a ściślej z jej agendą zajmującą się kulturą. Na forum UNESCO 2 czerwca 1980 r. w Paryżu Jan Paweł II mówił: „Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć, a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród, nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg. Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to zarazem ta suwerenność, przez którą jednocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek”.
To właśnie sformułowanie Jana Pawła II staje się niezwykle aktualne w roku, w którym przypominamy sobie stulecie odzyskania przez Polskę suwerenności, niepodległości. Żyjemy w czasach, kiedy niestety próbuje się oderwać pojęcie niepodległości od narodu, a kultury narodowej od wolności człowieka. To ostatnie zdanie z wypowiedzi Ojca Świętego – iż suwerenność narodu decyduje o suwerenności pojedynczego człowieka – pokazuje dobitnie, jak doskonale, jak głęboko rozumiał Jan Paweł II, że tylko przez zanurzenie w kulturze narodowej, przez naszą wspólnotową historię możemy otwierać się głębiej, sięgać wyżej – ku czemuś, co czyni nas ludźmi, więcej niż zwierzętami. Kultura narodowa wcale bowiem nas nie zamyka, wprost przeciwnie, otwiera dalej, nie tylko ku kulturze uniwersalnej, ogólnoludzkiej, ale jeszcze wyżej, ku Bogu. O tym wielokrotnie nasz Papież mówił w trakcie swego pontyfikatu.
Myślę, że takie właśnie spojrzenie, którego świadectwo Jan Paweł II dawał po tylekroć i tylekroć jest ono tutaj, w tej znakomitej książce w najrozmaitszych kontekstach przywoływane, można odczytać na kilka sposobów. Przede wszystkim ten pogląd Papieża należy umiejscowić w polskiej historii. Najgłębiej można sięgnąć – może ryzykownie – do imion, jakie Karol Wojtyła wybrał sobie jako następca św. Piotra: Jan i Paweł. Wiemy, jak je uzasadniał. Mówił wprost, że nawiązuje do swego poprzednika, do tego niezwykłego połączenia, po raz pierwszy w historii papiestwa występującego, dwóch imion. Wybrał je kard. Albino Luciani, który zaledwie przez 33 dni sprawował urząd następcy św. Piotra – jako Jan Paweł I. Nie wiem, czy Jan Paweł II przyjmując te imiona pamiętał o czymś jeszcze innym, choć na pewno jako człowiek doskonale, głęboko znający polską historię zetknął się z niezwykłym znaczeniem owych imion w naszej historii.
Przypomnijmy zatem tę opowieść, którą pierwszy raz zapisał Anonim zwany Gallem, o początku polskiej historii – o tym, jak dwaj tajemniczy wysłannicy, zapewne gdzieś z wysoka, przybywają do skromnego domu Piasta, odrzuceni od dworu możnego Popiela. W tymże domu Piasta w pewnym przenośnym sensie chrzczą oni nową dynastię, rozpoczynając duchowe dzieje polskiej wspólnoty – naznaczają tym samym nową dynastię, która poprowadzi tę wspólnotę przez następne dziesięciolecia i następne wieki. Nawiązuje do tego tematu Jan Długosz w swojej „Kronice” – można przypuszczać, że było to ok. roku 1478 – który nadał owym dwóm tajemniczym wysłannikom-aniołom, rozpoczynającym polską historię w domu Piasta, imiona: właśnie Jan i Paweł.
To niezwykłe skojarzenie początków polskiej historii w formie opowieści, legendy czy mitu, ale jakże ważnego mitu, splata się z tym, co dokonało się 500 lat po zapisaniu tych imion przez Długosza. Co dokonało się na Placu św. Piotra, kiedy kard. Karol Wojtyła został Janem Pawłem II. Ta śmiała hipoteza – może zbyt śmiała – świadczy jednak o pewnym związku tych imion także z polską historią. Nie tylko o ich ewangelicznym znaczeniu i odniesieniu do patronów – świętych Janów i Pawła – ale też o niezwykle głębokim zakorzenieniu Karola Wojtyły w polskiej historii. On, z chwilą swego wyboru na Stolicę Piotrową, jakby tę naszą historię odnawia.
Zakorzenienie Papieża w tej historii odkrywać można także w dwóch innych aspektach. Otóż 18 maja 1920 r. – dzień urodzin Karola Wojtyły – zbiegł się z momentem historycznym, kiedy w kościołach polskich rozbrzmiewało gromkie Te Deum, albowiem 11 dni wcześniej wojska polskie wyzwoliły Kijów spod władzy bolszewickiej. Wydawało się wtedy, że realizują się sny o odbudowaniu imperium Bolesława Chrobrego. Tymczasem chrzest Karola Wojtyły – 20 czerwca 1920 r. – przypadał już w momencie zgoła innym. Od kilku tygodni trwał bowiem odwrót wojsk polskich spod Kijowa, a przygotowywana już od miesięcy nawała bolszewicka, która miała zmieść Polskę i utorować drogę komunizmowi do centrum Europy, podbić całą Europę, szła już na Warszawę. Niepodległość Polski była wtedy ponownie zagrożona. I to właśnie doświadczenie wdzięczności wobec tych, którzy wtedy Polskę obronili przed groźbą nie tylko utraty niepodległości, ale też utraty możliwości uprawiania, kultywowania – bo słowo „kultura” znaczy właśnie „systematyczna uprawa” – to doświadczenie determinowało pogląd na historię i kulturą późniejszego papieża.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum