Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Polska nie jest projektem, tylko dziedzictwem, które ma swoje korzenie”.

Aktualności

20.10.2020 11:30

Obraz pędzla Bernarda Bellotto (zw. Canaletto) przedstawiający elekcję Stanisława Augusta. Ostatni król Polski koronę zawdzięczał carycy Katarzynie II… Fot. Wikimedia

 

 

 

Obraz pędzla Bernarda Bellotto (zw. Canaletto) przedstawiający elekcję Stanisława Augusta. Ostatni król Polski koronę zawdzięczał carycy Katarzynie II… Fot. Wikimedia

 

Długie panowania wzmacniały Ojczyznę (2)

Prof. Andrzej Nowak

 

Możemy sięgnąć do kolejnych przykładów, które każą nam się zastanowić, czy rzeczywiście długie panowanie zawsze oznacza sukces. W 1697 r. przychodzi elekcja Augusta II z dynastii Wettynów, który z przerwami zasiadał na tronie Polski przez 36 lat, a więc tyle, ile Mieszko. August II jednak zaczyna swoje panowanie w momencie, kiedy Prusy z małego państewka wyrosły do rangi jednego z kluczowych graczy, przynajmniej w tej części Europy. Zbudowały swoje znaczenie nie tylko w wyniku błędów popełnianych przez władców Rzeczypospolitej względem Prus, od czasów Zygmunta Starego począwszy. Wszystkie te błędy były do naprawienia w sytuacji długofalowego planowania – plany rozbicia Prus miał jeszcze Jan III Sobieski, ale zostały one zniweczone przez potężną opozycję wewnętrzną, rozgrywaną także oczywiście przez sąsiadów (w tym akurat przypadku zwłaszcza przez Habsburgów).

Warunki geopolityczne
Gdyby Sobieski mógł panować dłużej, gdyby mógł przezwyciężyć wewnętrzny opór opozycji, być może udałoby się zahamować rozrost potęgi Prus. Na przeszkodzie temu stanęły jednak nie tylko wcześniejsze błędy naszych mężów stanu, ale również to, że pałeczka władzy była w Prusach przekazywana bardzo odpowiedzialnie i zmiany w tej sztafecie były długie i pewne. Tę niezwykle dalekowzroczną politykę umocnił panujący tam najdłużej, bo 48 lat (1640–1688), Fryderyk Wilhelm, Wielki Elektor, twórca potęgi Prus. On tę władzę utrwalił, świadomie zorganizował z myślą o tym, że ostatecznie Prusy przekształci w mocarstwo największe w tej części Europy może jego wnuk, a może prawnuk (był nim twórca rozbiorów Rzeczypospolitej, Fryderyk II zwany Wielkim).
W Rosji był w pewnym sensie podobny proces: ciągłość władzy, oparta tam na autorytarnym systemie jej sprawowania, kumuluje się w momencie, kiedy w 1689 r. obejmuje ją człowiek niewątpliwie bardzo uzdolniony – car Piotr I. Ten zasiadający na tronie przez lat 36 wyjątkowy sadysta (jego okrucieństwa trudno zmierzyć nawet z wyczynami Iwana Groźnego) zdołał jednak przez ten czas bardzo wiele zrobić w swoim kraju i dla tego kraju, wykorzystując strukturę swej władzy.
Wszystko to musimy sobie uświadomić, jeżeli zastanawiamy się nad tym, co działo się z Polską pod panowaniem Augusta II – nic przecież nie rozgrywa się w izolacji. Długie panowanie w Polsce musimy rozważać w kontekście tego, jak jednocześnie układają się warunki polityczne u naszych sąsiadów. One zaś umacniają ich bardzo właśnie w końcu wieku XVII i na progu XVIII. Dochodzą do tego straszliwe zniszczenia wojenne, jakich doświadczyła Polska. Największą w naszej historii klęską materialną był niewątpliwie potop szwedzko-moskiewski lat 1654–1660. O tym będzie też okazja napisać więcej w tomie V „Dziejów Polski”. Samo podniesienie Rzeczypospolitej z owego potopu świadczyło jednak o jej żywotności i zdolności do regeneracji, opartej na poświęceniu obywateli. To bowiem stanowi istotę Rzeczypospolitej i jej cywilizacji – można używać tego określenia. Przypomina to piękna definicja, jaką ukuł poeta z Nowogródka, tymi słowami zwracając się do rodaków: „Nieraz mówią Wam, iż jesteście wpośród narodów ucywilizowanych, i macie od nich uczyć się cywilizacji, ale wiedzcie, że ci którzy Wam mówią o cywilizacji, sami nie rozumieją co mówią. Wyraz cywilizacja znaczył obywatelstwo od słowa łacińskiego civis, obywatel. Obywatelem zaś nazywano człowieka, który poświęcał się za Ojczyznę swą, a poświęcenie się takie nazywano Obywatelstwem. […] Ale potem w bałwochwalczem pomieszaniu języków nazwano cywilizacją modne i wykwintne ubiory, smaczną kuchnię, wygodne karczmy, piękne teatra i szerokie drogi…”.
Ta cnota obywatelska ostatecznie się sprawdziła – pomimo załamań, rozmaitych zdrad, do których doszło na początku potopu – ona jednak wzięła górę. Dzięki niej udało się podnieść Rzeczpospolitą, nad czym ubolewał i jednocześnie podziwiał to wspomniany twórca potęgi Prus, Wielki Elektor Fryderyk Wilhelm. W swoim testamencie napisał o „wielkiej, niewymierającej nigdy Rzeczypospolitej”, ostrzegając przed nią swoich następców. Bo przecież w czasie potopu już się wydawało, że Polski nie będzie, że to koniec, że nareszcie wspólnym wysiłkiem Moskwy, Szwecji, elektora brandenburskiego i Siedmiogrodu Rzeczpospolita zostanie wymazana z mapy. Tymczasem ona jeszcze się odrodziła.
Wracam jednak do tego, jak bardzo Polska została osłabiona przez skoncentrowany najazd potężnych organizacji militarnych sąsiadów w najtrudniejszym geopolitycznie miejscu Europy. Jeżeli rozpatrujemy naszą historię w izolacji, myśląc tylko o tym, co działo się wewnątrz, nie możemy jej uczciwie zinterpretować, bo to nie jest tylko historia wewnętrzna Polski, ale historia, która dzieje się na arenie międzynarodowej. Polska, w odróżnieniu od Wielkiej Brytanii, nie jest wyspą, o tym musimy pamiętać, co tworzy zupełnie inną sytuację geopolityczną.

Władca narzucony
Polska zatem, jako państwo bardzo osłabione przez owe najazdy i zniszczenia połowy XVII wieku, znalazła się w kleszczach tworzących się imperiów, opartych na stabilnej ciągłości władzy. Wtedy też doszło do wykorzystania, niestety, do pewnego stopnia słabości systemu elekcji, systemu demokracji parlamentarnej. Wiąże się z nią bowiem stała pokusa korupcji, którą można posłużyć się w momencie osłabienia. Nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy Rzecząpospolitą aniołów, nigdy takiej nie było na tej ziemi – i to właśnie wykorzystywali nasi sąsiedzi w momencie osłabienia, kiedy na początku wieku XVIII wojna między Rosją a Szwecją, toczona de facto o panowanie nad Europą Wschodnią czy Północno-Wschodnią, uczyniła swoim terenem Polskę. Wojna ta sprawiła, że panowanie Augusta II było już tylko bezsilną szamotaniną między dwoma potężniejszymi wrogami, którzy występowali formalnie w roli sojuszników Rzeczypospolitej. Panowanie jego syna nie było już w ogóle panowaniem suwerennego władcy. August III został przecież wybrany na tron przez sąsiadów. Szlachta, czyli obywatele, wybrała w roku 1733 ogromną większością Leszczyńskiego. Wtedy jednak wkroczyły do nas wojska imperatorowej Anny Iwanownej i narzuciły władcę, jakiego chcieli caryca, cesarz austriacki i król w Prusach. Z tego też względu rzeczywiście długie panowanie Augusta III nie może być przymierzane do poprzednich przykładów stabilności władzy, bo ta władza była już de facto sprawowana w interesie sąsiednich mocarstw.
Choć Polska w tym okresie, kiedy władca był niejako pod patronatem czy pod kontrolą potężnych sąsiadów, nie mogła wydźwignąć się na suwerenność, to jednak stabilizacja tej władzy sprawiła, że Rzeczpospolita odżyła wtedy gospodarczo: był to okres dla jej mieszkańców dużo lepszy w tym wymiarze od całego poprzedniego stulecia. Ponadto, i to trzeba podkreślić, zaczęła się odnowa polityczna Rzeczypospolitej. Nie była zainicjowana przez władcę, ale była możliwa w warunkach stabilizacji panowania. Ksiądz Stanisław Konarski mógł wówczas zacząć swoją fundamentalną naprawę Rzeczypospolitej, od reformy szkolnictwa, przez jego napisaną wtedy zasadniczą rozprawę przeciwko liberum veto idąc, po naprawę ustroju.
Panowanie ostatniego polskiego króla jest też ciekawym przykładem w kontekście problemu, czy długość panowania ma znaczenie dla rozwoju wspólnoty politycznej. Stanisław August Poniatowski, podobnie jak jego poprzednik, nie był wybrańcem Rzeczypospolitej – zasiadł na tronie w 1764 r. tylko dlatego, że chciała tego Katarzyna II. Mimo jednak, że był jej nominatem, od początku miał własny, ambitny plan umocnienia Rzeczypospolitej i stopniowego rozluźnienia tego popręgu, który narzucili sąsiedzi. Katarzyna szybko, bo już po trzech latach, w 1767 r., ścisnęła cugle. Program reform przedstawiony na sejmie przez Stanisława Augusta został natychmiast zduszony przez ambasadora carycy, Mikołaja Repnina. Po burzy konfederacji barskiej, sprowokowanej przez systematyczne poniżanie Rzeczypospolitej przez Katarzynę i jej ambasadora, po I rozbiorze, kontrolę nad królem i obywatelami-szlachtą miał sprawować nowy ambasador, Otto Magnus Stackelberg. Stanisław August nie rezygnował jednak, ale tworzył wokół siebie ośrodek potrzebnej reformy.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum