Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„POLSKA JEROZOLIMA I ŻOŁNIERZE-POECI”

Aktualności

15.04.2019 11:24

Fot. Adam Bujak

 

 

 

Fot. Adam Bujak


Po wieczność na warcie u Chrystusowego Grobu

 

Dr Justyna Chłap-Nowakowa

W ostatnim dniu 1940 r. nad południowym krańcem Jeziora Tyberiadzkiego zaroiło się od polskich żołnierzy. Tam właśnie, w, więcej miejsca, skąd można pływać rzeka Jordan, stanął przed Brygada Strzelców Karpackich. Ta legendarna później jednostka, dowodzona przez gen. Stanisława Kopańskiego, organizowała się od maja 1940 r. na terenie francuskiej wówczas Syrii jako część Armii Lewantu. Gdy jednak w czerwcu Paryż skapitulował, Polacy, wbrew rozkazom do francuskich zwierzchników, nie poddawałem się, leczłem w całym uzbrojeniu, prowadziłem ze sobą najnowocześniejsze usługi przeciwpancerne, przedostali się do brytyjskiej wówczas Palestyny. Liczba liczników wynosi 319 oficerów i 3437 żołnierzy przeszła pod dowództwo Brytyjskich Sił Zbrojnych. Przeniosła się, aby zrobić nowy obozu - w Latrun, w pobliżu Ewolucja doktryny zaczęła się rozwijać. Około dwie trzecie spomiędzy nich stanowili żołnierze Września, wydobywani - węgierskich obozów internowania. Reszty „dopełnili” cywile. Ochotnicy napływali się też wprost z okupowanego kraju, z Francji iz najróżniejszych zakątków świata. Znalazło się pośród nich czternastu „charbińczyków” - potomków polskich z Mandżurii, kilkunastu zarabizowanych od pokoleń Polaków, Persów polskiego i Palestyńskich; z czasem dołączyli również do Brygady Polacy służący wcześniej w oddziałach Legii Cudzoziemskiej. Drogę do Brygad - owych „obieżyświatów, specjalistów od nielegalnego przekraczania granicy” znakomicie oddawały słowa pieśni wydobywani - po uprzednim wyrażeniu się o nich gotowości - z rumuńskich i węgierskich obozów internowania. Reszty „dopełnili” cywile. Ochotnicy napływali się też wprost z okupowanego kraju, z Francji iz najróżniejszych zakątków świata. Znalazło się pośród nich czternastu „charbińczyków” - potomków polskich z Mandżurii, kilkunastu zarabizowanych od pokoleń Polaków, Persów polskiego i Palestyńskich; z czasem dołączyli również do Brygady Polacy służący wcześniej w oddziałach Legii Cudzoziemskiej. Drogę do Brygad - owych „obieżyświatów, specjalistów od nielegalnego przekraczania granicy” znakomicie oddawały słowa pieśni wydobywani - po uprzednim wyrażeniu się o nich gotowości - z rumuńskich i węgierskich obozów internowania. Reszty „dopełnili” cywile. Ochotnicy napływali się też wprost z okupowanego kraju, z Francji iz najróżniejszych zakątków świata. Znalazło się pośród nich czternastu „charbińczyków” - potomków polskich z Mandżurii, kilkunastu zarabizowanych od pokoleń Polaków, Persów polskiego i Palestyńskich; z czasem dołączyli również do Brygady Polacy służący wcześniej w oddziałach Legii Cudzoziemskiej. Drogę do Brygad - owych „obieżyświatów, specjalistów od nielegalnego przekraczania granicy” znakomicie oddawały słowa pieśni z Francji i najróżniejszych zakątków świata. Znalazło się pośród nich czternastu „charbińczyków” - potomków polskich z Mandżurii, kilkunastu zarabizowanych od pokoleń Polaków, Persów polskiego i Palestyńskich; z czasem dołączyli również do Brygady Polacy służący wcześniej w oddziałach Legii Cudzoziemskiej. Drogę do Brygad - owych „obieżyświatów, specjalistów od nielegalnego przekraczania granicy” znakomicie oddawały słowa pieśni z Francji i najróżniejszych zakątków świata. Znalazło się pośród nich czternastu „charbińczyków” - potomków polskich z Mandżurii, kilkunastu zarabizowanych od pokoleń Polaków, Persów polskiego i Palestyńskich; z czasem dołączyli również do Brygady Polacy służący wcześniej w oddziałach Legii Cudzoziemskiej. Drogę do Brygad - owych „obieżyświatów, specjalistów od nielegalnego przekraczania granicy” znakomicie oddawały słowa pieśniKarpacka Brygada autorstwa starszego strzelca Mariana Hemara - czołowy poety Karpatczyków:

Myśmy tutaj szli z Narwiku, 

Wy przez Węgry, a my z Czech. 

Nas tu z Syrii jest bez liku, 

A był z Niemiec zwiało trzech! 

My przez morza, a wy z Flandrii, 

Moje górami, wy przez las! 

Teraz wszyscy do Aleksandrii, 

Teraz mój już wszyscy wraz. 

Było to wojsko niemalże w całości ochotnicze: by znaleźć jednostkę o takim odsetku ochotników, musielibyśmy, jak pisał Adolf Bocheński, „sięgnąć aż do I Brygady Legionów, z którą Brygada Karpacka niewątpliwie miała pewne psychiczne podobieństwa”. Fakt ten – tak wielkiej przewagi ochotników w Brygadzie – sprawił, że od samego początku panowała w niej atmosfera nie spotykana gdzie indziej. Ogromny zapał, duch patriotyczny i brawurowa wręcz odwaga szły najczęściej w parze z nieprzychylnym stosunkiem Karpatczyków do wojskowej, koszarowej dyscypliny. Innym rysem charakterystycznym Brygady, także decydującym o duchu panującym w jej szeregach, był bardzo duży procent inteligencji – około 25 proc. żołnierzy miało potwierdzony cenzus. 

Po trzech miesiącach organizacyjnych i ćwiczeniach sprawdzających wyszkolenie żołnierze Karpackiej Brygady opuszczali „oswojoną”, poznaną już nieco Palestynę. Przenosili się do Egiptu, gdzie jednostka otrzymała pełną nazwę: Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich. W Palestynie pozostawała wszakże niemała grupa Polaków. Z żołnierzy zaledwie „garstka” w tzw. Ośrodku Zapasowym, jednak w Jerozolimie, a potem i w Tel Awiwie, istniało już wtedy prężne środowisko polskich cywili – uciekinierów z Polski, którzy w podobnym jak żołnierze czasie dotarli różnymi drogami do Palestyny. 

W połowie sierpnia 1941 Karpatczycy (Brygada liczyła już wtedy „4863 bagnety”) wyruszyli w drogę po sławę: do Tobruku i całej kampanii libijskiej. Walki te bardzo nadwerężyły siły Brygady – jednak duch bitewny nie słabł. W końcowej fazie, gdy brakowało już 60 oficerów i 900 szeregowych (w liczbie tej było 191 poległych), wszyscy lżej ranni i chorzy, odsyłani do szpitali na zapleczu, nieustannie uciekali z powrotem do Brygady. W marcu 1942 r., dzięki interwencjom Sikorskiego, należąca do najdłużej i najbardziej wytrwale walczących na froncie afrykańskim jednostek została wycofana na kilkutygodniowy odpoczynek. Nastrój tych – nareszcie beztroskich – dni, spędzonych w El-Amiriya pod Aleksandrią, odnaleźć można w powstałej wówczas popularnej piosence Mariana Hemara Pamiętaj o tym, wnuku czy w balladzie Powrót polskiej brygady Adama Jamama, także „karpackiego” poety:

W Aleksandrii dziś radość, modłom stało się zadość, 

Wojsko polskie opuszcza pustynię. 

W mieście zgiełk niebywały, panny wprost poszalały, 

Że znów życie tu nowe popłynie…

W kwietniu 1942 r. Karpacka Brygada powróciła tryumfalnie do Palestyny, dokąd zaczęły też docierać pierwsze transporty wojska ewakuowanego z Sowietów. Rozpoczęła się druga faza „podboju” Palestyny przez Polaków. 3 maja 1942 r. zjednoczyły się szeregi niedawnych zesłańców, zwanych „prawosławnymi” lub „buzułukami”, i weteranów z Afryki, czyli „ramzesów”. W sierpniu wojsko ruszyło na ćwiczenia do Iraku, gdzie miało nastąpić ostateczne już połączenie z pozostałymi siłami przybyłej z Sowietów armii Andersa. Okres ćwiczeń w warunkach pustynnych dał się żołnierzom we znaki, nic więc dziwnego, że decyzję o przeniesieniu 2. Korpusu Polskiego (nazwa ta obowiązywała od 21 lipca 1943 r.) do Syrii i Palestyny witano z wielką ulgą. Przenosiny rozpoczęte pod koniec lipca 1943 r. trwały do września. Polscy żołnierze po raz kolejny – i ostatni – znaleźli się w Ziemi Świętej. 

Karpatczycy wracali tam jak „stali bywalcy” do dobrze znajomych kątów: do zaprzyjaźnionych „polskich” – prowadzonych przez Żydów z Polski – sklepów, kawiarń czy restauracji ze sznyclem po wiedeńsku, polskim bigosem i wódką, i orkiestrą grającą „polskie kawałki” (szczególną popularnością cieszył się wówczas cytowany już Marsz Karpackiej Brygady Hemara, traktowany jako hymn karpacki). W atmosferze tej doskonale czuli się spragnieni polskości przybysze z Rosji. Dla nich owo przejście z „nieludzkiej ziemi”, z „domu niewoli” do Ziemi Świętej było wielkim religijnym przeżyciem. Toteż mimo intensywności odbywanych ćwiczeń wojskowych pobyt w Palestynie stał się zarazem swoistą pielgrzymką po szlakach Starego i Nowego Testamentu. Sporo śladów takich „pielgrzymek” żołnierskich – tablic wotywnych, napisów, ryngrafów – pozostało do dziś. O intensywności życia religijnego Polaków, którzy ogromną masą napłynęli do Ziemi Świętej, świadczy np. ustanowienie osobnej, polskiej procesji podczas Drogi Krzyżowej odprawianej co piątek w Jerozolimie – obok tradycyjnej, wyruszającej o godzinie trzeciej procesji powszechnej.

W osobną opowieść układa się niezwykle prężna działalność kulturalna palestyńskiego środowiska polskiego, cywilno-żołnierskiego, czynnego także, gdy jego żołnierska część ruszyła z jesienią 1943 z 2. Korpusem na front – przez Egipt do Włoch. Skupisko cywilne, w którym znalazły się też dzieci i młodzież uratowana z Sowietów, istniało w Palestynie do 1947 r. Tu przypomnijmy choćby cząstkę tej aktywności. Od 1941 r. ukazywała się „Gazeta Polska” – „cywilny” dziennik, podlegający angielskiej cenzurze, istniały też jerozolimskie cotygodniowe „Dzienniki Mówione” (od 1943 r. także w Tel Awiwie), działała Polska Agencja Telegraficzna, której współpracownikiem był m.in. Roman Brandstaetter, od maja 1942 r. nadawała Sekcja Polska Radia Jerozolima. W 1943 r., gdy przybyło wojsko, półki z polską prasą zaczęły zadziwiać bogactwem: pisma wojskowe, na czele z „ewakuowanym” z Sowietów wraz z wojskiem „Orłem Białym”, obok „Ochotniczka”, adresowana do „pestek” (czyli Pomocniczej Służby Kobiet) czy humorystyczny „Łazik”, dalej znakomite pisma Karpatczyków, jak „Przy Kierownicy w Tobruku”, „Ku Wolnej Polsce”, „Goniec Karpacki”; z nowych tytułów – „wspólnych” już – „Dziennik Żołnierza APW”. Obok nich były pisma „cywilne” poświęcone kulturze i sztuce, jak jerozolimski dwutygodnik polityczno-kulturalny „W Drodze”, współredagowany przez Wiktora Weintrauba, Władysława Broniewskiego i Zdzisława Broncla „Teatr i Sztuka na Uchodźstwie”, „Rzeczy Ciekawe i Przedruki”, magazyn o literacko-krajoznawczo-historycznym profilu „Przez Lądy i Morza”. I jeszcze jedna „półka” – z pismami młodzieżowymi, redagowanymi i publikowanymi bądź całkowicie samodzielnie przez młodzież, jak powielaczowy „Kadet” (miesięcznik Szkoły Kadetów wydawany w obozie w Barbarze), bądź przy częściowym wsparciu i kontroli „dorosłych”, jak np. „Junak” (miesięcznik dla młodszych ochotniczek i junaków, wydawany przez Polską YMCA, a drukowany w Tel Awiwie). Kilka własnych pism mieli też harcerze. Najbardziej znanym spośród nich był „Skaut”, w którego Komitecie Redakcyjnym znalazł się m.in. (jako harcmistrz) rotm. Zdzisław Peszkowski, późniejszy kapelan „Rodzin Katyńskich”. Nikt dziś nie uwierzyłby, że tak pisać, myśleć i czuć – aż tak dojrzale – mogą kilkunastoletni uczniowie, nieledwie dzieci. 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić   tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 4/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum