Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Pójść za ciosem!”

Aktualności

28.07.2020 15:20

Rys. Ewa Barańska-Jamrozik

 

 

 

Rys. Ewa Barańska-Jamrozik

 

 

Wnioski po zwycięstwie

 

Emocje opadły, a Polacy zdecydowali, że Andrzej Duda przez kolejnych pięć lat będzie prezydentem Polski. Przewaga, jak wiadomo, wyniosła prawie pół miliona głosów. Skłania to do kilku różnych refleksji i wniosków.

Architektem zwycięstwa jest Andrzej Duda
Andrzej Duda, jak Bóg da, przez kolejnych pięć lat będzie prezydentem, ponieważ wypracował sobie to w poprzednich pięciu latach. Dokonania pierwszej kadencji Dudy są naprawdę duże, zwłaszcza w tych obszarach, w których prezydent rzeczywiście ma prerogatywy, a więc w przypadku wojska i – przede wszystkim – polityki zagranicznej. Strategiem oraz realizatorem, choć nie eksponującym siebie samego, tej spójnej wizji polskiej aktywności na arenie międzynarodowej po 2015 r. jest prof. Krzysztof Szczerski; to razem z nim prezydentowi Dudzie udało się dokonać totalnej reorientacji naszej polityki zagranicznej, za czasów Bronisława Komorowskiego i rządów PO-PSL marginalnej i poddańczej wobec silniejszych. Z niemieckiego podnóżka za ich rządów Polska w zaledwie pięć lat stała się najważniejszym graczem tej części Europy. Grupa Wyszehradzka (Węgry, Czechy, Słowacja i Polska) jest silna jak nigdy dotąd, jej przedstawiciele spotykają się regularnie i niczego w Europie nie da się ustalić bez zgody państw V4, których Polska jest liderem. Dzięki temu Polska i Węgry otrzymały tych komisarzy, których w ramach UE chciały dostać. Ten sojusz pozwolił wypracować rekordową sumę dotacji z unijnych pieniędzy m.in. w ramach pakietu antycovidowego. Zobaczymy, na ile sojusz ochroni nas przed atakami zagranicy podczas kontynuacji reformy sądownictwa, ale nawet po ostatnich brukselskich negocjacjach widać, że twarda postawa i nieustępliwość są drogą do sukcesu. Co więcej, kanclerz Austrii Sebastian Kurz po szczycie unijnym w lipcu przyznał, że Grupa Wyszehradzka i postawa Polski była dla niego wzorem w tworzeniu koalicji „państw oszczędnych” (Austria, Dania, Holandia, Szwecja i Finlandia), bo tylko „w ten sposób można się przeciwstawić Niemcom i Francji”.
Rozwijana przez gabinet prezydenta koncepcja Międzymorza (pamiętajmy, że jego źródeł trzeba szukać w myśli Józefa Piłsudskiego) wprowadziła zupełnie nową jakość do światowej geopolityki i spotkała się z przychylnością administracji Donalda Trumpa. Przychylność to większa niż mogłoby się wydawać (Amerykanie gotowi są inwestować w Międzymorze duże pieniądze), choć słabo wykorzystana z powodów jeszcze nie do końca jednolitych stanowisk wewnątrz całej grupy 12 państw. Dodajmy, że Donalda Trumpa z Andrzejem Dudą łączą nie tylko więzy partnerskie, lecz wręcz przyjacielskie.
Prezydent Polski, zamiast opowiadać w Białym Domu o bigosie, załatwił obecność wojsk amerykańskich w Polsce. Co więcej, udało się wynegocjować przeniesienie części kontyngentu amerykańskiego z Niemiec na drugą stronę Odry. Mrówczą pracą i niezliczoną ilością spotkań oraz wyjazdów zagranicznych wypracowano tak silną pozycję Polski, jak nigdy dotąd po 1989 r., czego potwierdzeniem jest prestiż Polski w strukturach NATO czy ONZ (przypomnijmy nasze członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa). Mówi się, że wyborów prezydenckich nie wygrywa się polityką zagraniczną. Pogląd ten wylansowali wszyscy ci, którzy takich sukcesów mieć nie mogli, bo nigdy w ogóle nie mieli możliwości działania na polu międzynarodowym lub jeśli już działali, to bez problemu godzili się na rolę pionków (vide Komorowski i spółka) na niemieckiej, brukselskiej lub innej szachownicy.
Oczywiście w kampanii wyborczej nie można stawiać tylko na sukcesy uzyskane na drodze dyplomatycznej, niemniej dokonania tandemu Duda-Szczerski nie przeszły w świecie bez echa. Można powiedzieć, że w świecie nawet miały większy oddźwięk niż w zdominowanej przez antypolskie media III RP. Tematów zagranicznych Trzaskowski w kampanii nie chciał poruszać, mimo że przecież sam pracował jako sekretarz stanu w MSZ podczas rządów PO-PSL i ponoć włada tyloma językami. Niestety jednak, w żadnym z nich nie ma wiele do powiedzenia.
Andrzej Duda zwycięstwo może sobie przypisać jeszcze z jednego powodu – podczas trwającej przecież de facto od lutego kampanii wyborczej okazał się być RoboCopem. Rafał Trzaskowski dołączył do wyścigu o Belweder najpóźniej ze wszystkich, a najszybciej się zmęczył, zaś Duda walczył najdłużej, a sił mu nie brakło do ostatniego dnia. Podczas gdy Trzaskowski zaczynał dzień od przedpołudniowej konferencji prasowej w Warszawie, Duda zdążył już odwiedzić w tym czasie kilka miejscowości. Potwierdzają to również inne liczby. Przed drugą turą Andrzej Duda z wyjątkiem opolskiego odwiedził wszystkie województwa, w wielu z nich nawet po kilkanaście miejscowości. Z kolei Trzaskowski do wschodnich województw w ogóle nie pojechał. Tymczasem wybory odbywają się nie tylko w wielkich miastach, a kampania nie może być skuteczna, jeśli prowadzi się ją tylko w internecie lub ze skumplowanymi dziennikarzami. Choć tych ostatnich Trzaskowski ma całe morze.

Już dziś trzeba myśleć o kolejnych wyborach
Bijący wszelkie rekordy w NFL futbolista amerykański Tom Brady (mający nota bene od strony babci polskie korzenie) zapytany kiedyś, które zwycięstwo Super Bowl jest dla niego najważniejsze, odpowiedział: kolejne. Tak działa mentalność czempiona i taki powinien być sposób myślenia w szeregach Prawa i Sprawiedliwości. Potrzebna jest mentalność zwycięzcy.
Owszem, najpewniej Polskę czekają teraz trzy lata względnego spokoju wyborczego (i dobrze – od lata zeszłego roku trwała praktycznie nieustanna kampania), ale liberalne elity już zacierają rączki – te trzy lata mają stać się łabędzim śpiewem PiS-u, czego zobrazowaniem niech będzie wyjątkowo ohydny wpis Leszka Jażdżewskiego: „Do 2023 umrze ponad milion osób (419 tys. zgonów w 2019). A prawa wyborcze otrzyma ponad milion dzisiejszych nastolatków. Preferencje wyborcze w zależności od wieku znacie. PiS właśnie osiągnął swój szczyt poparcia. Teraz zacznie się powolne schodzenie z wysokiej góry”. Inna osoba, uczestniczka marszów gejowskich, powiedziała jeszcze dosadniej: „Stare kurwy wymrą!” Tak działa mentalność tzw. liberałów, taka jest ich kultura. Nie biorą jednak pod uwagę faktu starego jak świat: poglądy młodych ewoluują bardzo szybko. Zmieniają się wraz ze stabilizacją, rozpoczęciem pracy zawodowej, założeniem rodziny. Człowiek staje się mniej emocjonalny, szuka wartości nie tylko w porywach rewolucyjnych, ale skłania się chętnie ku „żywotowi człeka poczciwego”.
Fakt, że przeciwnik jest amoralny, miejscami wręcz obrzydliwy, albo i po prostu głupi, nie oznacza, że wolno go lekceważyć, ponieważ gdy nadejdą kolejne wybory, politycy znów przejdą znaczące metamorfozy, jak Trzaskowski, który nagle, przed drugą turą, chciał iść na Marsz Niepodległości oraz odżegnywał się od LGBT. A siła mediów zrobi swoje (o tym jeszcze później). Dlatego do najbliższych wyborów trzeba się przygotować, nie popełniając błędów przeszłości. Pod koniec 2023 r. Polaków czekają wybory parlamentarne i samorządowe, a w tej chwili wygląda na to, że terminowo będą one blisko siebie. Zwłaszcza w samorządowych jest duże pole do poprawy. Więcej, jest konieczność takiej poprawy.
Należy przede wszystkim obalić mit, że PiS nie jest w stanie wygrać w dużych miastach, w co wierzą już także i sympatycy Prawa i Sprawiedliwości. Nie ma czegoś takiego, że „nie można wygrać”. Przed 2015 r. uważano, że szklany sufit PiS-u to 30 proc. i dlatego nigdy nie wygra on wyborów samodzielnie. Dziś na Andrzeja Dudę zagłosowało 10,5 miliona osób. Wszystko da się wygrać, stojąc na gruncie prawdy, ale trzeba nad tym pracować. By failing to prepare, you are preparing to fail – powiedział Benjamin Franklin, a więc klęska przygotowań to przygotowanie się do klęski.
Mówiąc inaczej: trzeba od zaraz zacząć ostrą pracę w dużych miastach. Być może w Warszawie wystarczy wystawić krzesło z napisem „Platforma” i ono też wygra, ale na szczęście Polska nie kończy się na stolicy. Jest wiele dużych miast, o które należy powalczyć. Bo pamiętajmy: nawet jeśli gdzieś się przegra, to rozmiary porażki też są bardzo ważne. Przecież wynik w skali całego kraju jest sumą wyników w gminach, miastach i miasteczkach.
Już teraz PiS powinien wytypować kandydatów do ubiegania się o fotel prezydenta większych polskich miast, a ci ludzie powinni zacząć działać na swoim wyznaczonym terenie – uczestniczyć w lokalnych wydarzeniach kulturalnych i sportowych, angażować się społecznie w inicjatywy charytatywne czy kościelne, wspierać obywateli poradami prawnymi, organizować imprezy, punktować działania rady miasta, rozdawać ulotki, publikować w prasie lokalnej, wydawać tematyczne książki etc. Przed nami trzy lata, w których te wytypowane osoby mogą stać się mocne na szczeblu lokalnym i wtedy w szranki wyborcze staną nie tylko jako kandydaci PiS-u, ale jako ludzie mocno zakorzenieni w działaniach danego miasta. W połączeniu ze wsparciem partii w samej kampanii mogłoby to dać świetny efekt. Natomiast zrzucenie do kampanii w jakimś mieście warszawskiego posła parę tygodni przed wyborami na pewno się nie sprawdzi; to pozorowanie walki wyborczej. W PiS-owskiej centrali, ale i w regionalnych oddziałach, powinny zostać od zaraz powołane specjalistyczne komórki zajmujące się tylko przygotowywaniem gruntu pod wybory za trzy lata.
Na tym jednak nie koniec. W Prawie i Sprawiedliwości powinny trwać także narady nad tym, kogo w 2025 r. wystawić w wyścigu o prezydenturę. Jak wiemy, Andrzejowi Dudzie konstytucja zabrania kolejnej reelekcji. Należy poszukać osoby dobrze się prezentującej (nie tylko zewnętrznie), znającej języki, obytej na parkietach zagranicznych, mądrej i bez skandali – może kobiety? Pewna Agata pasuje do tego opisu jak ulał…

Otwarcie na nowe tematy
Nie wystarczy wskazać nowych, potencjalnych kandydatów, ale trzeba również wyjść poza ten krąg tematyczny, który pozwalał wygrywać dotychczasowe wybory. Wygląda na to, że pojawił się przesyt tematyką socjalną, zwłaszcza wśród młodych, dla których 500+ zyskało status prawa nabytego; nie zastanawiają się nad tym, dzięki komu je dostają. Polski budżet bez problemu wytrzymał te pakiety socjalne, a obiektywne dane mówią o tym, że nasze społeczeństwo jeszcze nigdy nie było tak zamożne, jak w latach 2015–2020. Rekordowe wzrosty PKB, rosnące średnie wynagrodzenie i niskie (wg niektórych ekonomistów nawet zbyt niskie) bezrobocie pokazują, że Polska ma się dobrze. Mimo kryzysu pandemicznego w czerwcu tego roku sprzedano największą ilość mieszkań w historii. Obywatele powinni być gremialnie zachwyceni rządami – a nie zawsze są. Dlaczego?
Po pierwsze, z powodu mediów, o czym jeszcze później. Po drugie, zwłaszcza dla młodych z większych i dużych miast stan pewnego dobrobytu jest normalny, rozumiany samo przez się; dziś pochłaniają ich inne tematy. PiS musi w te tematy wejść, jeżeli chce odzyskać wpływ na najmłodszą grupę wyborców. Nie przekona ich wspomniane już 500+. Raz, że średni wiek, w którym Polki rodzą pierwsze dziecko, to aż 27 lat. Po drugie, wyborcy, którzy w 2023 r. po raz pierwszy pójdą do urn, mają dzisiaj 15 lat, a gdy wprowadzono świadczenie finansowe na dzieci, mieli lat 11. Dla nowych wyborców Smoleńsk będzie niejasnym wspomnieniem, a początku rządów PO-PSL w ogóle nie będą pamiętać. Straszenie Tuskiem będzie nieskuteczne, większość z nich nie będzie nawet wiedzieć, kto to jest.
Pytanie zatem brzmi – czym interesuje się młodzież? Na pewno mało polityką, przynajmniej nie w wydaniu klasycznym czy partyjnym. Stąd też popularność różnego rodzaju ruchów – Palikota, Kukiza czy Hołowni. Wielu młodym wystarczy złudzenie, że zajmujący się polityką politykiem nie jest. Niemniej jednak są tematy, którymi można przekonać do siebie młodych i na pierwszy plan wysuwa się tutaj ekologia (nie mylić z ekologizmem).
Jest to temat przez PiS zaniedbany, a szerzej – oddany lewicy przez prawicę zupełnie za darmo. A tak naprawdę to dlaczego? Owszem, ideologia wokół Grety i Greenpeace jest nie do przyjęcia, ale jeżeli zastąpić pojęcie „ekologia” pojęciem „ochrona środowiska”, mamy do czynienia z tematem, na którym powinno zależeć (i zależy!) całemu społeczeństwu. Interesują się nim również osoby starsze, co potwierdzają badania socjologiczne.
Nie trzeba już rozdawać kolejnych pieniędzy, ale można wprowadzić ulgi podatkowe dla osób ogrzewających swój dom pompą ciepła czy decydujących się na instalację płyt fotowoltaicznych. Oprócz ochrony środowiska oznacza to również uniezależnienie od rosyjskiego gazu czy od węgla. Dziś, owszem, takie dotacje są, ale wciąż bardzo niskie i mało przekonujące dla młodych inwestorów wijących rodzinne gniazda.
Powinno się wprowadzić regulacje prawne nakazujące przestrzeń zieloną w miastach i dotować używanie samochodów elektrycznych, tym bardziej że ma to podobno być polska i niewątpliwie opłacalna dziedzina naszego przemysłu. Właśnie spółka ElectroMobility Poland zaprezentowała dwa modele polskiego samochodu elektrycznego (hatchback i SUV), które od 2023 będą funkcjonować na rynku. Miasta ogrzewane pompami ciepła i skomunikowane pojazdami elektrycznymi to gwarancja lepszego powietrza oraz obniżenia poziomu hałasu – nie są to cele nierealne, a przekonujące wszystkich, niezależnie od poglądów politycznych.

Adam Sosnowski
Leszek Sosnowski

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum