Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„POCZTA POTRZEBUJE PAŃSTWOWEGO DOINWESTOWANIA, KTÓRE BEZ PROBLEMU SPŁACI”

Aktualności

25.02.2019 9:58

Listonosz Poczty Polskiej przesypuje wyjęte ze skrzynki listy do specjalnego pojemnika na jego motocyklu Harley Davidson. Warszawa, rok 1926. Prócz Harleyów przed wojną Poczta Polska używała także amerykańskich motocykli Indian. Fot. NAC

 

 

 

Listonosz Poczty Polskiej przesypuje wyjęte ze skrzynki listy do specjalnego pojemnika na jego motocyklu Harley Davidson. Warszawa, rok 1926. Prócz Harleyów przed wojną Poczta Polska używała także amerykańskich motocykli Indian. Fot. NAC

 

Nie będziemy dystrybutorem wrogich Polsce publikacji

 

 

Rozmowa z BOGUMIŁEM NOWICKIM, przewodniczącym
NSZZ „Solidarność” Pracowników Poczty Polskiej

 

 

Leszek Sosnowski: Jak „Solidarność” pocztowców ocenia obecnie działalności Poczty Polskiej? Jako państwowa firma widzicie efekty dobrej zmiany?

Bogumił Nowicki: Plusy oczywiście dostrzegamy, sami braliśmy udział w ostatnim procesie zmian w Zarządzie Poczty Polskiej. Trzeba podkreślić, że przez dwie poprzednie kadencje parlamentarne nie było na Poczcie podwyżek płac, a nigdy nie były one wysokie. Z punktu widzenia związku zawodowego była to w zasadzie sytuacja strajkowa; strajku nie ogłaszaliśmy, by nie zdołować całkowicie firmy. Czekaliśmy. Ostatnie dwa lata przyniosły już podwyżki, ale obserwuję teraz inne dziwne zjawisko. Otóż nowy zarząd, który reprezentuje także nowy rząd, bo jako firma państwowa działa z jego nadania, jest jednak równocześnie coraz bardziej krępowany przez otaczający go rój dawnych dyrektorów z dłuższym stażem, którym nikt nie podziękował za pracę. Oni na pewno nie reprezentują poglądów gospodarczych nowej władzy, a nie zamierzają się jej podporządkowywać.

Czyli chodzi o średni personel?

Nie, powiedziałbym raczej – o wyższą kadrę, dyrektorską. Wśród tych ludzi nie dokonano żadnych zmian.

A przecież tak samo jak w każdej wielkiej firmie, również na Poczcie od ich decyzji zależy dobre lub złe funkcjonowanie przedsiębiorstwa; w gruncie rzeczy ci ludzie mogą wyhamować najlepsze nawet inicjatywy.

Dokładnie tak jest. Tymczasem w jakiś groteskowy sposób ta dyrekcja jeszcze się u nas rozrosła. Pracuję wiele lat w tej firmie i obserwuję, że kiedyś, gdy nie było komputeryzacji i zatrudnialiśmy 173 tys. osób, to centralny zarząd liczył 384 osoby. Teraz w Poczcie Polskiej SA pracuje blisko 78 tys. ludzi, czyli mniej niż dawniej połowa, a dyrekcja generalna, czyli najbliższe otoczenie kilkuosobowego zarządu, liczy grubo ponad tysiąc osób. To grono wzrosło trzykrotnie! Mimo iż pojawiła się usprawniająca zarządzanie infrastruktura elektroniczna, której wcześniej nie było. To są głównie ludzie z nadania bezpośredniego lub pośredniego Platformy Obywatelskiej. Są oni w dużym stopniu absolwentami Szkoły Głównej Handlowej, a ci absolwenci, jak pokazuje praktyka, wcale nie są tak dobrzy, jak głosi ich legenda. Takie jest moje doświadczenie, takie są moje obserwacje. Ci ludzie nadają Poczcie Polskiej charakter – nie wnosząc nic kreatywnego.

Innymi słowy rój dyrektorów stymuluje poczynania obecnego zarządu?

W moim przekonaniu zdecydowanie tak. Ale cokolwiek złego się dzieje lub będzie się działo w firmie, spadnie zawsze na zarząd, a nie na ludzi z drugiego szeregu. Wiele dobrych decyzji nie jest wdrażanych lub robi się to z oporami, przewleka, jakby na złość nominowanemu przez PiS-owską władzę zarządowi.

Przede wszystkim na złość klientom Poczty Polskiej.

No, niestety tak to jest. Umowy z firmami zewnętrznymi są nieraz zawierane są w sposób nieracjonalny, niesłużący przedsiębiorstwu. Inaczej mówiąc: mamy kontrahentów, którzy na nas żerują. Te umowy są czasem tak skonstruowane, że stają się aż niewykonalne, a to z kolei pociąga za sobą kary umowne. Gdyby wewnętrzne piony Poczty Polskiej dobrze współpracowały ze sobą, zawieralibyśmy ok. 30 proc. mniej takich kontraktów. Ludzie nie byliby też, jak to się mówi, „zaorani”, a faktyczne zyski byłyby większe niż w tej chwili. Myślę, że zarząd zdaje sobie sprawę z tej sytuacji, lecz jakieś dziwne siły nie pozwalają na radykalne działania.

Sądzi Pan, że jest to efekt pewnych odgórnych koncepcji politycznych mających na celu zostawienie w spokoju tej średniej lub wyższej kadry, zresztą nie tylko na Poczcie?

Po wygranych przez PiS wyborach w 2015 r. miałem trochę inne wyobrażenia o skali zmian, jakie powinny zostać dokonane w państwowej firmie, jaką jest Poczta Polska SA.

Czy może Pan podać jakiś konkretny przykład?

Dział, który dawniej nazywał się po prostu „Kadry”, teraz nazywa się szumnie „Pion Kapitału Ludzkiego” i obejmuje swymi kompetencjami całe przedsiębiorstwo. PKL powinien pomagać w sprawnym wykonywaniu decyzji zarządu, ale stał się bytem samym dla siebie. Powinien organizować zatrudnienie we wszystkich wydziałach, ale poszczególni dyrektorzy eksploatacyjni, całkowicie uzależnieni od funkcjonowania tego bytu, nie mogą w ogóle liczyć na racjonalną gospodarkę kadrową w ich pionach.

Na pewno zarząd firmy państwowej powinien dostosowywać się do odgórnych koncepcji gospodarczych rządu wkomponowanych w strukturę ekonomiczną całego kraju. Jednak chyba we wszystkich państwowych przedsiębiorstwach obserwujemy to samo zjawisko: zarząd swoje, a wyższa kadra kierownicza swoje. Nie ma głębokich zmian w firmach i instytucjach państwowych. Brak jest chyba woli politycznej do radykalniejszego działania, co w efekcie uniemożliwia sprawne zarządzanie.

Na pewno to jest słuszna refleksja, a oczekiwany przez polityków efekt jest paradoksalnie odwrotny od spodziewanego. Starając się problemy zagłaskać, powoduje się, że one tylko nabrzmiewają. Wiąże się to także z coraz dłuższym procesem decyzyjnym lub w ogóle z niemożnością podjęcia niektórych decyzji.

Na Poczcie trochę się jednak dzieje na plus. Oto np. na Śląsku zainstalowano wielką maszynę, w zasadzie więcej niż maszynę; potężne wieloczłonowe urządzenie sortujące przesyłki. Czy jednak w skali całego kraju odczujemy dzięki jej uruchomieniu poprawę funkcjonowania Poczty?

Na pewno to pomoże, ale z całą pewnością nie jest to wystarczająca modernizacja. Poczta Polska w ogóle potrzebuje poważnego wsparcia.

Ze strony państwa?

Tak, oczywiście, ze strony państwa. To wcale nie musi być bezpośrednie wsparcie finansowe, chodzi raczej o stosowne ulgi, które umożliwią zbudowanie innych takich obiektów, jak ten na Śląsku.

Ile takich maszyn-urządzeń potrzeba w skali kraju?

Na początek co najmniej trzy, co spowodowałoby widoczną i wyraźnie odczuwalną poprawę dostarczania przesyłek. Chodzi o obiekt centralny w Warszawie, a także obiekty w Łodzi i w Krakowie, a potem przynajmniej w Szczecinie. Nasza sytuacja w porównaniu z konkurencją zewnętrzną, zagraniczną, jest wyjątkowo niekorzystna. Nie można bowiem zapominać, że poczty zachodnie, silnie oddziałujące na nasz rynek, zwłaszcza kurierski – to są firmy, które swego czasu miały potężne, miliardowe wsparcie ze strony swych państw. Kiedy zostały doinwestowane, spłaciły z zyskiem inwestycje. Natomiast my, wstępując do Unii Europejskiej, zgodziliśmy się na uwarunkowania, które były dobre dla firm już mocno rozwiniętych, a więc zachodnich, a nie dla takich, które dopiero się rozwijają i muszą być doinwestowane ze środków państwa, jak w Polsce.

 

Rozmawiał:
Leszek Sosnowski

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 6/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum