Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„PLURALIZM JEST MORDERCĄ PRAWDY”

Aktualności

23.10.2018 9:43

W XIX wieku w drukarniach, tak jak i w innych zakładach, zatrudniano także dzieci, bo były tańsze. Tak jak i dziś zyski właściciela gazety były sprawą najważniejszą…

 

 

 

W XIX wieku w drukarniach, tak jak i w innych zakładach, zatrudniano także dzieci, bo były tańsze. Tak jak i dziś zyski właściciela gazety były sprawą najważniejszą…

 

Wszystkie media są publiczne

 

Leszek Sosnowski

 

Im gorsza jest dziś gazeta, tym większy ma krąg abonentów. To są zjawiska poważne, bardzo poważne, i z bólem serca nie waham się powiedzieć: jeśli nie nastąpi całkowity przewrót w naszej prasie, jeśli ta zaraza prasowa będzie szalała w ten sposób przez najbliższe pięćdziesiąt lat, duch naszego narodu zostanie doprowadzony do upadku i zguby! Zrozumcież: jeśli tysiące skrybów gazetowych, tych nauczycieli narodu w dzisiejszych czasach, usiłuje stutysięcznym głosem dzień w dzień zaszczepiać narodowi swą tępą ignorancję, swoją niesumienność, swoją eunuchowatą nienawiść do wszystkiego, co prawdziwe i wielkie w polityce, sztuce i nauce, narodowi, który sięga po tę truciznę ufnie i pełen wiary, bo myśli, że czerpie z niej siły duchowe – wówczas duch tego narodu musi zginąć, choćby nawet najwspanialszy! Nawet najzdolniejszy naród świata, nawet Grecy nie przetrwaliby takiej prasy. I zrozumcie, że gdyby wśród tej bandy było nawet pięciu, dziesięciu, dwunastu ludzi wykształconych, poważnych i dzielnych, nie zmieniłoby to postaci rzeczy, gdyż ich głosy utonęłyby bezsilnie w potoku słów i w zgiełku ich kolegów.
Trudno nie przyznać, że powyższy akapit oddaje jak najtrafniej obecną sytuację medialną w Polsce, i nie tylko tu. Jak sądzisz, Drogi Czytelniku, kto, gdzie i kiedy napisał te słowa? Otóż miało to miejsce 155 lat temu! I nie w zniewolonej wówczas Rzeczypospolitej, ale w Niemczech, w Düsseldorfer Zeitung została zaprezentowana ta tyleż błyskotliwa, co celna analiza. Jest dziełem Ferdinanda Lassalle’a (1825–1864), wybitnego myśliciela politycznego, pisarza, współtwórcy ruchu socjaldemokratycznego.

1.
Opisywane zjawisko musi być bardzo poważne, skoro jest aktualne po tylu latach. Co powoduje, że wciąż „zaszczepia się narodowi tępą ignorancję”? Jak z tym walczyć? Kto ma to robić? Zjawisko to w naszych czasach stało się bardziej skomplikowane i przeniosło się z gazet na inne media, głównie na telewizję. Na pewno wiele zła wywołują błędne mniemania o funkcjonowaniu mediów i fałszywe zasady obowiązujące w ich realizacji i dystrybucji (emisji).
Przypatrzmy się na początek pojęciu „media publiczne”. Jest to wyjątkowo błędne i stanowiące bazę poważnych nieporozumień określenie, bo rozumie się przez nie tylko publikatory znajdujące się w zarządzie państwa. A przecież tak naprawdę wszystkie media już ze swej definicji są publiczne! Można je dzielić na państwowe i prywatne, owszem, ale publiczne są bez wyjątku. Służą bowiem bez wyjątku społecznemu, publicznemu komunikowaniu się, niezależnie od ośrodka właścicielskiego. Tyczy się to tak gazet i czasopism, jak i telewizji, radia, portali internetowych, a wielu specjalistów zalicza do mediów także, i słusznie, książki, filmy kinowe, a nawet plakaty. W czasach PRL-u praktycznie, poza maleńkimi wyjątkami, wszystkie wymienione sposoby publicznego komunikowania się były państwowe. Jeśli zatem, stosując obecną klasyfikację, powiemy o tamtych mediach, że wszystkie były publiczne, to logicznie rozumując, nie pomylimy się. Nie pomylimy się, a jednak prawdy nie powiemy…
Co znaczy zatem w demokracji „publiczny” oraz „prywatny”? Korporacja medialna jako właściciel jest de facto jeszcze gorsza niż państwo ludowe, bo bardziej perfidna w cenzurowaniu treści, a przy tym bez porównania bogatsza. Media korporacji są jednak prywatne – to ma zaś automatycznie oznaczać, że są obiektywne. I tym samym znajdują się poza wszelką kontrolą, obecnie nawet poza kontrolą obyczajową. Media prywatne wyspecjalizowały się dzięki swym ośrodkom właścicielskim, na ich polecenie, w kamuflowaniu swoich metod działania (czytaj: w manipulacji) oraz celów, które kazano im osiągnąć, zręcznie udając niezależność i swobodę dziennikarską.
W demokratycznym systemie władzy konieczne jest istnienie pośredników między obywatelem lub grupami obywateli a rządem wraz z jego agendami i parlamentem. Za pośredników uchodzą media prywatne. Państwowe nie, choć jeśli władza jest demokratyczna, to per analogiam jej media też takie być powinny… Media prywatne stały się jednak już w XIX w. (a można dowieść, że wcześniej, tyle że nie były masowe) instytucjami lobbingowymi. Oczywiście broń Boże kogoś tak nazwać wprost; natychmiast byłoby się wychłostanym na łamach takiego czasopisma czy na ekranie tv. Tymczasem gazety i inne publikatory ewidentnie zajmują się lobbingiem, i to głównie politycznym. Mass media jako nosiciele prawdy są szczególnie mało wiarygodne. Wszyscy to wiedzą. I wszyscy udają, że tak nie jest, że może czasami tak, ale to inni, my na pewno nie… Jako koronny argument za prawdomównością mediów podaje się – pluralizm. On ponoć zabezpiecza przed błędami, kłamstwem i karmieniem czytelników trucizną, jakby to Lassalle powiedział. Stawia się znak równości między pluralizmem a obiektywizmem, oba te pojęcia są na co dzień utożsamiane. To wielki błąd, który pociąga za sobą kolejne. Jest kolosalna różnica między pluralizmem a obiektywizmem.

2.
Pluralizm ma jakoby gwarantować sprawiedliwe, obiektywne wybory i oceny. Do pewnego stopnia może to być prawdziwe, jednak tylko jeśli chodzi o funkcjonowanie systemów politycznych. Wszędzie indziej jest nie tylko nieskuteczne, ale bardzo często fałszywe, prowadzi do błędnych wniosków i w konsekwencji do błędnych decyzji. Wbrew pozorom pluralizm nie oznacza bowiem neutralności, a zastosowany w niewłaściwym miejscu będzie tak skuteczny jak zaordynowane błędnie lekarstwo: doprowadzi do ciężkiej choroby albo nawet zgonu.
W przypadku pluralizmu działa taki sam mechanizm jak w przypadku innego słowa klucza współczesnej debaty publicznej: „tolerancja”, które wywodzi się od łacińskiego czasownika tolerare, co oznacza znosić coś lub kogoś, ścierpieć, wytrzymać z czymś lub z kimś. Obecnie jednak, kiedy ktoś domaga się ode mnie tolerancji, nie znaczy wcale, że chce, bym ścierpiał jego poglądy lub zachowania, ale domaga się ode mnie szacunku dla tego wszystkiego, co ja u niego de facto tylko znoszę. W konsekwencji mam jakoby obowiązek wszystko, z czym się nie zgadzam – akceptować. Wybitny filozof współczesny Karl Popper, który rozwinął bardzo pojęcie społeczeństwa otwartego, tak skomentował zjawisko nadmiernej uległości wobec innych poglądów: „Bezgraniczna tolerancja musi prowadzić do jej zaniku”.
Podobnie jak tolerancja (oraz wiele innych pojęć), również pluralizm uległ procesowi niepohamowanego rozwoju. Można więc w ślad za Karlem Popperem powiedzieć, że „bezgraniczny pluralizm musi prowadzić do jego zaniku”. Oba te pojęcia w wyniku ich nieograniczonego rozwoju stały się również potężną bronią w rękach przeróżnych demagogów, w tym polityków.
Pluralizm, z jakim teraz mamy do czynienia w polityce, ma tylko jedno zadanie: dokopać przeciwnikowi, nie bacząc na prawdę czy logiczne argumenty, a przede wszystkim nie bacząc na miliony osób, które oddały głos na wybrane ugrupowanie. Ten „pluralizm” to czysta demagogia, to zamykanie za wszelką cenę ust wygranym – ludzie czyniący to bez żenady określają miliony wyborców PiS-u dyktatorami zwalczającymi demokrację. Albo szarańczą… Doprawdy żyjemy w królestwie pluralistycznej demagogii.
Dzięki pluralizmowi powstał cały przemysł wytwarzania i dotowania z pieniędzy publicznych wszelkich dziwacznych teorii, bo zakłada się, że może kiedyś z którejś z nich coś sensownego wyniknie. To dało np. podstawę teoretyczną dla całego ruchu LGBT, to odciąga badaczy od zajmowania się sprawdzonymi teoriami, od udoskonalania ich – na prawdę nie ma środków, bo poszły na badanie postprawdy, na eksperymenty quasi-naukowe, także quasi-artystyczne. Czyż nie takim właśnie szkodliwym, finansowanym z pieniędzy publicznych eksperymentem była posłanka Grodzka w Sejmie? To pluralizm każe bez końca wydawać publiczne środki na coraz bardziej eksperymentalne przedstawienia teatralne, coraz to nowe programy uniwersyteckie, tony nowych podręczników, już nie tylko akademickich. Im więcej niezgodnych i walczących ze sobą teorii, tym lepiej – oto pluralizm! I tym kosztowniej, i tym mniej miejsca oraz czasu dla normalności.
W dzisiejszym świecie mamy do czynienia z pluralistyczną wojną teorii. A na wojnie, jak to na wojnie, ktoś musi przegrać. Jak wiemy z historii, przegrywa najczęściej gorzej uzbrojony; sprawiedliwość się nie liczy. Jakby na wojnę nie patrzeć, jej skutki przynoszą zawsze mnogość ofiar i nieszczęść, biedę, i trzeba się po niej długo odbudowywać. A bywa, że już nie ma kto odbudować... Tak mówi historia i dlatego zgodnie z najnowszą praktyką stosowaną wciąż także w naszym kraju, historia nie mogła być magistra vitae, nauczycielką życia. Doświadczona nauczycielka każe nam się bowiem głęboko zastanowić, czym naprawdę jest pluralizm, tolerancja, obiektywizm, prawda…

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj. 


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 10/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum