Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„PAPIEŻY DWÓCH I SZEŚĆ KŁAMSTW”

Aktualności

28.01.2020 15:16

Kadr z filmu „Dwóch papieży”, Anthony Hopkins jako papież Benedykt XVI i Jonathan Pryce jako kard. Jorge Bergoglio, późniejszy papież Franciszek. Fot. Netflix/PeterMountain

 

 

 

Kadr z filmu „Dwóch papieży”, Anthony Hopkins jako papież Benedykt XVI i Jonathan Pryce jako kard. Jorge Bergoglio, późniejszy papież Franciszek. Fot. Netflix/PeterMountain

 

Ujawniamy fałsz w produkcji Netflixa

Adam Sosnowski

 

Wahaliśmy się, czy publikować ten tekst, gdyż w redakcji wychodzimy z założenia, że wolimy nie reklamować zła przez jego dodatkowe nagłaśnianie. Stąd nie znalazły się u nas – tak niestety powszechne na prawicy – niekończące się teksty o „Sodomie”, „Klerze” czy filmie Sekielskiego. Z drugiej strony jednak film „Dwóch papieży” otrzymał nominację do Oscara, więc został w pewien sposób nobilitowany i dotrze z pewnością do wielu porządnych osób w Polsce, które będą się zastanawiać nad tym, co w filmie jest prawdą, a co nie. I powiedzmy to od razu – oprócz bardzo wiernego oddania poszczególnych miejsc w Watykanie (Bazylika św. Piotra, Kaplica Sykstyńska, Pałac Apostolski czy Castel Gandolfo poza Rzymem) zdecydowana większość scenariusza to nadinterpretacje, konfabulacje czy po prostu kłamstwa. Jest to tym bardziej niesprawiedliwe, że film o Benedykcie XVI i Franciszku poprzedza informacja, że jest on „inspirowany prawdziwymi wydarzeniami”. Przedstawmy te kłamstwa po kolei.
Kłamstwo 1: Kard. Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, to żądny władzy imperator Palpatine
„Dwóch papieży” zaczyna się od pogrzebu św. Jana Pawła II i od razu odpowiednio nastraja widza: „Jednakże pontyfikat Jana Pawła II oznaczał koniec liberalizacji i powrót do ostrego potępienia homoseksualizmu, aborcji, antykoncepcji i ordynacji kobiet i żonatych mężczyzn”. Potem przenosimy się do Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie kardynałowie wybierają papieża. Anthony Hopkins alias kard. Joseph Ratzinger nerwowo kręci się na krześle, gdy słyszy głosy oddane na kard. Bergoglio, a następnie buduje koalicję kardynałów wokół siebie. Jeden z kardynałów mówi nawet, że Ratzinger nie powinien zostać papieżem, bo „za bardzo tego pragnie”.
Tymczasem było wręcz odwrotnie i kard. Ratzinger od początku swej kariery w Watykanie w ogóle tej kariery nie pożądał. Aby zrozumieć jego drogę do papiestwa, trzeba spojrzeć na jego więź z Janem Pawłem II – nie byłoby bowiem papieża z Niemiec bez poprzedzającego go papieża z Polski. Do kapelusza kardynalskiego zaprowadziła obu ścieżka profesorska, obaj też należą do największych powojennych teologów i myślicieli chrześcijańskich. Spotkali się po raz pierwszy podczas II Soboru Watykańskiego, gdzie episkopat niemiecki odegrał kluczową rolę – 35-letni prof. Ratzinger był doradcą abpa Fringsa – ale i prof. Karol Wojtyła zza żelaznej kurtyny zwrócił wówczas uwagę świata na siebie. Nie wiemy, czy Ratzinger i Wojtyła wówczas poznali się osobiście – nic na to nie wskazuje – ale dowiedzieli się o swoim istnieniu i zauważyli, że myślą podobnie. Później poznali się osobiście, zaczęli polecać sobie lektury teologiczne, polubili się. „Połączyła nas przede wszystkim jego wolna od wszelkiego komplikowania bezpośredniość i otwartość, a także emanująca od niego serdeczność. Było tu poczucie humoru, wyraźnie wyczuwalna pobożność, w której nie ma nic przybranego, nic zewnętrznego”, mówił później kard. Ratzinger.
Dlaczego to ważne? Jak wiadomo, kardynał z Krakowa 16 października 1978 r. został nowym papieżem i stanął przed zadaniem dobrania sobie nowego zespołu. W 1981 r. schorowany kard. Franjo Šeper ustąpił z funkcji prefekta Kongregacji Nauki Wiary, a miesiąc później zmarł. I choć Watykan oficjalnie nie wartościuje swych Kongregacji, to śmiało można powiedzieć, że Kongregacja Nauki Wiary jest najważniejsza, ponieważ strzeże czystości wiary. Jan Paweł II pragnął, aby kard. Ratzinger objął tę funkcję, ale do tego trzeba było wielu namów – monachijski kardynał nie palił się do przyjazdu do Rzymu, wiedział także, iż nowe obowiązki znacznie ograniczą jego możliwości pracy naukowej. Nie ciągnęło go do władzy, jednak się zgodził dla dobra Kościoła i do końca pontyfikatu był prawą ręką naszego papieża. Dlatego też uchodził za murowanego faworyta konklawe 2005 r. Pontyfikat Jana Pawła II trwał 27 lat, tak więc z obecnych 115 kardynałów elektorów jedynie dwóch nie otrzymało kapelusza od naszego Ojca Świętego. To było kolegium św. Jana Pawła II, które od dekad współpracowało z polskim papieżem i jego niemieckim przyjacielem. Wybór Ratzingera był naturalny i nastąpił już w 4. głosowaniu – przypomnijmy, że wybór papieża odbywa się 2/3 głosów kardynałów elektorów. Konklawe 2005 roku trwało nieco ponad 24 godziny, było zatem jednym z najszybszych w ostatnich stuleciach, co wskazuje na jednomyślność kardynałów. Kard. Schönborn potwierdził to przypuszczenie tuż po konklawe, mówiąc w wywiadzie, że wśród elektorów od początku sporów nie było.
Tyle fakty. To, że każde konklawe owiane jest tajemnicą i pozostaje chyba najbardziej spektakularną formą wyboru w historii ludzkości, prowokuje jednak do żywych spekulacji. I to na nich – nie na wyżej wymienionych faktach – opiera się przedstawienie konklawe 2005 r. w filmie „Dwóch papieży”. Po wyborze ukazał się bowiem anonimowy (sic!) dziennik napisany rzekomo przez jednego z kardynałów elektorów. Z niego wynika, że głównym kontrkandydatem Ratzingera był właśnie kard. Bergoglio, późniejszy papież Franciszek. Z tego „dziennika” wiedzę o przebiegu konklawe czerpie film. Problem tkwi w tym, że o tym „dzienniku” nie wiadomo nic więcej niż to, że ukazał się w miesięczniku „Limes”. Kardynałowie pod groźbą ekskomuniki mają zakaz ujawniania tajemnicy konklawe, zatem oficjalnie na ten temat się nie wypowiadają. Tak więc nic nie potwierdza wersji z „dziennika”. Równie dobrze mógł on być wymysłem redaktora. Pojawiają się też głosy, że „dziennik” rzeczywiście został napisany przez któregoś kardynała, ale nie po to, aby opisać rzeczywistość wyboru papieża w 2005 r., lecz po to, aby przygotować wybór kard. Bergoglio na kolejnym konklawe. Najuczciwsze pozostaje jednak stwierdzenie, że nie wiemy, jak było naprawdę.
Czy kard. Ratzinger obłąkanie patrzył po kardynałach, gdy słyszał, że ktoś oddał głos nie na niego? Wręcz przeciwnie. Co prawda, podobnie jak w 1981 r. kard. Ratzinger, tak teraz papież Benedykt XVI spodziewał się, że na jego barkach spocznie jeszcze większe zadanie. W rozmowach, które przeprowadził ze swoim zaufanym dziennikarzem, watykanistą Peterem Seewaldem, Benedykt XVI podkreślał, że jego marzeniem po prefekturze w Kongregacji Wiary był powrót do ojczystej Bawarii, bycie znów blisko brata oraz posiadanie spokoju do pisania książek. Benedykt XVI jest człowiekiem skromnym, nielubiącym blichtru i spokojnym, który nie marzył o papiestwie. Często podkreślał, że jest skromnym pracownikiem winnicy Pańskiej. Szedł tam, dokąd go Pan Bóg powołał.
Kłamstwo 2: Benedykt XVI to obrażony na świat idiota
To chyba najbardziej rażąca manipulacja. Bergoglio i Ratzinger spotykają się w filmie pierwszy raz, gdy Bergoglio nuci melodię „Dancing Queen” ABB-y. Kiedy mówi o tym Ratzingerowi, ten nie wie, co to za zespół. Podobnie później okazuje się, że papież Benedykt XVI również nie ma pojęcia, kim są Beatlesi. Ale nie tylko w popkulturze Benedykt się nie orientuje. Okazuje się, że nawet w dziedzinie teologii mało co wie. Aż trudno mi pisać te słowa, ponieważ do tej pory nawet najwięksi krytycy papieża z Niemiec uznawali jednak jego wielkość intelektualną. Tymczasem gdy w filmie wywiązuje się dyskusja teologiczna między Benedyktem XVI a kard. Bergoglio, została ona napisana tak, że Benedykt pozbawiony argumentów popada w złość i krzyczy na swojego kardynała.
Jest to fałszywe w dwójnasób. Po pierwsze, Benedykt XVI ma temperament naukowca i liczne wywiady z osobami z jego środowiska potwierdzają, że nigdy nie krzyczał ani nie szantażował wręcz ludzi wokół siebie. Po drugie, to Joseph Ratzinger jest wymieniany w gronie najważniejszych intelektualistów XX w., ma trwały i niezaprzeczalny wkład w rozwój teologii oraz filozofii. Jego trylogia o Jezusie to mistrzostwo myśli teologicznej. Jest wybitnym znawcą myśli Ojców Kościoła, napisał ważne prace na temat teologii małżeństwa, dogmatyki katolickiej czy liturgiki, opublikował kilkadziesiąt książek i to nie licząc pism wydanych podczas jego pontyfikatu. Tymczasem papież Franciszek nigdy nie ukończył rozpoczętych studiów doktoranckich. Nie chodzi tu naturalnie o wartościowanie – po prostu Jorge Bergoglio poszedł inną drogą i od początku stawiał przede wszystkim na pracę duszpasterską. Wspominam o tym dlatego, że znając obu wiemy, że taki dialog jak w filmie byłby po prostu niemożliwy:
Bergoglio: Celibat może być darem lub klątwą.
Benedykt: A homoseksualizm?
Bergoglio: Stwierdziłem tylko, że…
Benedykt: Znów źle zacytowano?
Bergoglio: Wyjęto z kontekstu.
(…)
Benedykt: Udziela ksiądz sakramentów wykluczonym ze wspólnoty. Na przykład rozwodnikom.
Bergoglio: Uważam, że udzielenie Komunii nie jest nagrodą dla cnotliwych. To strawa dla zgłodniałych.
Benedykt: Czyli przekonania księdza są ważniejsze niż odwieczna nauka Kościoła?
Bergoglio: Nie. Św. Marek, rozdział 2, werset 17: „Przyszedłem powołać grzeszników”. Kościół naucza o tym od tysiącleci.
Benedykt: Należy wyznaczyć granice…
Bergoglio: Lub postawić mury, żeby się oddzielić.
Benedykt: Mówi to ksiądz tak, jakby mury były czymś złym. Dom zasadza się na solidnych murach.
Bergoglio: Czy Jezus stawiał mury? Jego twarz to oblicze miłosierdzia. Im większy grzesznik, tym cieplejsze powitanie. Miłosierdzie to dynamit, który rozsadza mury.
Benedykt: Ma ksiądz odpowiedź na wszystko.
Podobnych dialogów jest więcej. Naturalnie, nie są one dyskusją teologiczną, lecz stereotypem o Kościele zachwaszczającym umysł scenarzysty, który jest daleko od wiary katolickiej i jej nie rozumie. Z tego powodu dyskusja nie toczy się o tym, co jest, lecz o tym, co ktoś myśli, że jest. W krótkich zdaniach pojawiają się najczęstsze uprzedzenia wobec Kościoła, który rzekomo wyrzuca ze swych szeregów rozwodników, homoseksualistów czy w ogóle grzeszników, a co więcej, jeszcze chce budować mury jak Donald Trump. W tej rozmowie papież Benedykt XVI jest obrazem Kościoła mocno zacofanego, a kard. Bergoglio jest obrazem Kościoła „nowoczesnego”, czyli lewicowo-protestanckiego. Żaden z tych wizerunków nie jest zgodny z prawdą.
Benedykt XVI nie jest (i nie był) obrażonym na świat idiotą, który świata nie rozumie i najchętniej zamyka się w Castel Gandolfo. Zaś kard. Bergoglio nie był wcale w Buenos Aires tym zapalonym progresistą, którego dzisiaj próbuje się z niego zrobić. Zwalczał teologię wyzwolenia i upominał czy usuwał księży z nią związanych na terenie swojej diecezji. Film buduje zaś fałszywe wrażenie, że po współpracy z juntą wojskową w Argentynie kard. Bergoglio stał się zwolennikiem teologii wyzwolenia.
Pod koniec lat 1990. odbyła się słynna konferencja episkopatów południowoamerykańskich w Aparecidzie, gdzie kluczową rolę odegrał Bergoglio, wówczas prymas Argentyny. Odniósł się w sposób szczególny do kwestii obrony życia poczętego, która była wówczas przedmiotem zażartego dyskursu politycznego. Przypomniał Argentyńczykom, że „aborcja to wyrok śmierci na dzieci nienarodzone”. Wyjaśniał, że nikt nie ma prawa skazywać na karę pozbawienia życia dzieci poczętych w wyniku gwałtu czy tych, u których wykryto upośledzenie. „Prawo do życia oznacza pozwolić ludziom żyć, a nie zabijać, pozwolić im dorastać, jeść, uczyć się, leczyć oraz pozwolić im umierać z godnością” – apelował. Odciął się także raz jeszcze od teologii wyzwolenia.
Na samym początku swojego pontyfikatu papież Franciszek powiedział, że Kościół nie może być traktowany jak organizacja charytatywna bez Boga. W Buenos Aires był zdeklarowanym przeciwnikiem ordynacji kobiet czy związków gejowskich. W rodzimej Argentynie jeszcze w 2010 roku głośno i zdecydowanie sprzeciwiał się homozwiązkom. Zaś dwa tygodnie po objęciu urzędu papieskiego w 2013 r. ekskomunikował australijskiego ks. Reynoldsa, który nie tylko jest gejem, ale także propaguje pomysł kapłaństwa kobiet. Papież mógł usunąć go z urzędu (jak np. w Polsce abp Henryk Hoser uczynił to wobec ks. Wojciecha Lemańskiego) albo wykluczyć go ze stanu kapłańskiego. Zdecydował się jednak na najsroższą karę, która leży tylko w gestii głowy Kościoła katolickiego. Ojciec Święty nie wypowiedziałby ekskomuniki z błahego powodu. Co więcej, także podczas swojego pontyfikatu Franciszek bronił się przed tym, aby przedstawiać go jako postępowca, który skupia się tylko na dwóch, trzech tematach, jak to czyni film Netflixa. Mówił papież tak: „Nie możemy zajmować się tylko aborcją, małżeństwami homoseksualnymi czy środkami antykoncepcyjnymi. Tak się nie da. Wiele o tym rozmawiałem i zrobiono mi z tego zarzuty. Ale kiedy o tym mówię, należy zwrócić uwagę na kontekst. Zresztą znane jest stanowisko Kościoła w tej sprawie, a ja jestem synem Kościoła”.
Kard. Bergoglio nigdy nie uchodził też za krytyka papieża Benedykta XVI (w przeciwieństwie do wspomnianego także w filmie kard. Martiniego), nie przewodził opozycji w Kościele, nie odcinał się od tradycyjnej nauki Kościoła ani nie oddalał się od Rzymu, jak to czynią na przykład dziś biskupi niemieccy. Film „Dwóch papieży” tego też nie mówi wprost, ale stwarza takie mocne wrażenie.
Kłamstwo 3: Jorge Bergoglio miał narzeczoną i był bliski małżeństwa
Jest to kłamstwo, które pojawia się od początku pontyfikatu papieża Franciszka, a opiera się na konfabulacji dziennikarskiej z kilku dni po konklawe w 2013 roku. Gdy już wybrano Bergoglio na następcę św. Piotra, do Buenos Aires natychmiast zjechały się tabuny mediów, z których większość szukała szybkiej sensacji. Znaleźli ją w postaci Amalii, rzekomej narzeczonej Jorge Bergoglio.
Do stolicy Argentyny poleciałem dopiero w październiku 2013 r., a więc pół roku po wyborze, gdy jeśli chodzi o napór medialny, nad Río de la Plata było już spokojniej. Wątek rzekomego narzeczeństwa był mi już znany i postanowiłem to sprawdzić na miejscu. Amalia z „Dwóch papieży” to w rzeczywistości Amalia Damante. Udałem się więc do jej domu – nie było trudno ją odnaleźć, ponieważ mieszkała wciąż tam, gdzie żyła również w latach 1950., a więc w sąsiedztwie domu rodzinnego Bergogliów. 77-letnia, schorowana już wówczas kobieta zgodziła się porozmawiać jedynie przez… domofon. I to tylko dlatego, że przyjechałem z Polski, z ojczyzny Jana Pawła II. Co się stało, że Amalia Damante ukrywała się przed mediami, z nikim nie chciała rozmawiać? Nieobyta z nimi, w pierwszych dniach po konklawe i wyborze papieża Franciszka nieopatrznie półżartem wspomniała o liście miłosnym, w którym Jorge miał się jej oświadczyć. Nietrudno się domyśleć, że ten aspekt jej młodzieńczych relacji z przyszłym Ojcem Świętym obiegł natychmiast cały świat. Nie zważano na to, że Jorge z Amalią znali się z piaskownicy, a owe wyznania przyszłego papieża miały miejsce, gdy oboje mieli po 12 (słownie: dwanaście) lat! Natomiast w filmie zrobiono z tego główny wątek, podczas którego Jorge i Amalia są już dorośli, co w sposób oczywisty zmienia kontekst sytuacji…
Podczas kilku minut rozmowy przez domofon Amalia Damante powiedziała mi wówczas z goryczą: „Media okropnie wyeksponowały wątek naszego domniemanego narzeczeństwa, w ogóle zrobili ze mnie narzeczoną papieża! A przecież my byliśmy wtedy zaledwie dwunastolatkami, a Jorge był po prostu moim bardzo dobrym przyjacielem z lat dzieciństwa. Nie chcę więcej rozmawiać z dziennikarzami, zraziłam się do nich raz na zawsze”.
Mimo doświadczenia w pracy z mediami rozmiar tej manipulacji wywarł na mnie wtedy ogromne wrażenie. Nie wiem, czy pani Amalia jeszcze żyje, ale jeżeli zobaczyła „Dwóch papieży”, był to dla niej z pewnością kolejny szok.

 

  Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 02/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum