Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„ODWAGA POZOSTANIE WIECZNA”

Aktualności

17.12.2019 14:56

„Jan Kochanowski w Czarnolesie czytający przekład psalmów Myszkowskiemu”, obraz XIX-wiecznego malarza krakowskiego  Władysława Łuszczkiewicza. Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie

 

 

 

„Jan Kochanowski w Czarnolesie czytający przekład psalmów Myszkowskiemu”, obraz XIX-wiecznego malarza krakowskiego Władysława Łuszczkiewicza. Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie

 

Czy wystarczy mówić po polsku,
żeby reprezentować polską kulturę?

Prof. Andrzej Nowak

 

 

Arcydowcipny i głęboko mądry w swojej warstwie krytycznej, stańczykowskiej, jeśli można tak powiedzieć, tekst prof. Aleksandra Nalaskowskiego przywołał pamięć o najważniejszym wydarzeniu w dziejach Teatru im. Juliusza Słowackiego: premierę sceniczną „Wesela”. To pozwala mi przejść do sedna mej wypowiedzi, a mianowicie do imperium polskiej kultury. Jedną z najważniejszych i najpiękniejszych bohaterek tego dramatu jest Rachela. Perel Singerówna – tak brzmiało właściwe imię i nazwisko pierwowzoru literackiego. Prawdziwa Rachela, czyli Perel Singerówna, przysięgła, służąc pomocą jako sanitariuszka w legionach polskich w czasie I wojny światowej, że kiedy Polska odzyska niepodległość, ona przyjmie katolicyzm. I – ku rozpaczy swojego ojca, ortodoksyjnego, pobożnego Żyda – przyjęła katolicyzm w nieodległym od tego Teatru kościele Mariackim, przed końcem 1918 r.
Przyjęła polską tożsamość do końca – bo taka jest moc polskiej kultury, głęboko osadzonej w wierze. Ona ukochała ją, jak tylu innych, którzy przyszli do polskości z różnych stron świata – przyszli przez kulturę właśnie. I to warto sobie uświadomić, żeby zastanowić się nad znaczeniem połączenia tych dwóch słów: imperium kultury. Imperium to łacińskie słowo, oznaczające szczególny rodzaj władzy: to jest wojskowa władza wydawania rozkazów, jednoznacznego podporządkowania, w odróżnieniu od pojęcia zwyczajnej władzy politycznej: potestas oraz władzy autorytetu: auctoritas.
Można wiele mówić o prawdziwej wielkości Polski od końca XV w., o wielkości Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego razem połączonych na nowo w 1569 r. Unią Lubelską – w Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Królestwo to było w końcu XV wieku rzeczywiście od morza do morza. Od Bałtyku po Morze Czarne, bo Kaffa na Krymie, znana także jako Teodozja, dziś port i kurort zarazem, poddała się panowaniu króla polskiego Kazimierza Jagiellończyka. Wiemy, że Polska i Litwa nie zdołały utrzymać tych olbrzymich obszarów, tego ponad miliona i stu tysięcy kilometrów kwadratowych, które wtedy berło Jagiellończyka ogarniało swoim panowaniem. Już wtedy bowiem kilka innych mocarstw próbowało zetrzeć Rzeczpospolitą w proch. Była to nie tylko ówczesna, rosnąca szybko w potęgę Moskwa, nie tylko imperium osmańskie u szczytu swojej potęgi za Sulejmana Wspaniałego, ale również dochodzące do wielkiego znaczenia imperium Habsburgów obejmujące różne części naszego kontynentu, a następnie także pół Ameryki – by wymienić tylko największych rywali Jagiellonów.
Może żałujemy tego, może chcielibyśmy, żeby wróciło to kiedyś, ta potęga, te obszary, choćby te najbardziej z naszą tradycją zrośnięte, ale wielkie moce wokół Polski trzymają ciasno nasze granice. Najważniejsze, że Polska jednak jest, znowu niezależna, silna, znowu zdolna do życia. A sprawiło to nie imperium polityczne, bo każde imperium polityczne w końcu musi upaść – tak jak upadł nawet starożytny Rzym. Jednak Polska zdołała się odrodzić; mogła się odrodzić także jej wspólnota polityczna, choć w innej formie niż dawniej. Mogła powstać na nowo dlatego, że zdążyła zbudować prawdziwe imperium polskiej kultury, które przetrwało różne zawieruchy polityczne. Zręby owego szczególnego imperium zbudowane zostały właśnie w tej epoce, którą obejmuje IV tom „Dziejów Polski”, jaki udało mi się ukończyć na początku listopada 2019 r.
Przypomnijmy: rok 1468, gdy zaczyna się opowieść tego tomu, to czas, kiedy działają na naszej ziemi ludzie uczeni i święci jednocześnie – działają obok tych zwykłych ludzi, którzy może na co dzień nie byli święci, ale też stanowili sól ziemi, tworzyli, budowali podstawę polskiej atrakcyjności. Myślę tutaj o takich ogłoszonych przez Kościół katolicki świętych, jak np. św. Jan Kanty, który na co dzień był w parafii św. Floriana na Kleparzu kantorem. Legendy przypisują mu w związku z tym, chyba niezgodnie z prawdą historyczną, rolę patrona jednej z najważniejszych gałęzi naszej kultury, czyli śpiewu i muzyki. Bo pamiętajmy, że muzyka jest prawdziwą wielkością naszej kultury: od występujących w tym tomie Wacława z Szamotuł czy kapeli królewskiej na Wawelu, aż po Chopina, Szymanowskiego, Kilara. Na pewno nieocenione są zasługi Jana Kantego dla Uniwersytetu Krakowskiego, bez którego złotego wieku naszej kultury by nie było.
Z całej galerii świętych mężów, którzy wtedy przez Polskę się przewijali, wymienię jeszcze dwóch. Najpierw błogosławionego Świętosława Milczącego. Ten rzeczywiście milczał. Mieszkał trochę u świętej Anny, trochę przy kościele Mariackim. Złożył śluby milczenia, ale nie zwolnił się od czytania: czytał namiętnie książki, a pamiętajmy, że Kraków był wtedy jedną z europejskich stolic drukarstwa. Tu powstawały pierwsze książki drukowane. Na przykład jednym z pierwszych drukarzy w Londynie był przybysz stąd, konkretnie z litewskiej części połączonych państw Litwy i Polski. W Hiszpanii także początki druku wiążą się m.in. z fachowcami z Polski. Korzystając z niebywałego rozkwitu kultury słowa drukowanego, Świętosław Milczący zgromadził jak na tamte czasy wyjątkowy księgozbiór 33 inkunabułów; dzisiaj każdy z nich jest tyle wart, co najdroższy samochód obecnego marszałka Senatu [Jaguar, model XF, cena nowego modelu od 221 tys. zł w górę – przyp. red.]. Ale nie o tę wartość ekonomiczną chodziło, chodziło o wartość intelektualną zawartą w tym gromadzeniu dobra duchowego. Przyda się ono następnym pokoleniom, bo nie zabierzemy przecież książek ze sobą na drugą stronę, zostawimy je następnym pokoleniom wraz z tym, co w nich zaklęte, tzn. z mądrością słowa. Tak zrobił Świętosław Milczący.
Wymienię jeszcze jednego, nie związanego z Krakowem, ale z Warszawą: Władysława z Gielniowa, bo to jest prawdziwy patron polskiej muzyki, autor cudownych pieśni do dziś śpiewanych. Do dziś można posłuchać jego utworów, wystarczy włączyć YouTube i poszukać tego nazwiska. To jeden z mistrzów naszej duchowości, nie tylko w religijnym wymiarze, ale także w wymiarze kulturalnym czy kulturowym.
Ten czas rozpoczynający się nazwiskami, które tutaj wymieniłem, można by uzupełnić jeszcze skromną modlitwą, skargą zapisaną w tzw. „Lamencie świętokrzyskim”. Skarga Matki, która straciła Syna, skarga Matki Bożej, ale przecież także skarga tylu innych matek, które traciły przez pokolenia synów, skarga żon czy narzeczonych, które traciły swoich ukochanych, tak jak w śpiewanej tutaj pieśni „Bywaj dziewczę zdrowe” z Powstania Listopadowego. Tu chodzi o synów, dla których rywalką wobec miłości łączącej ich z ukochaną matką, dziewczyną czy żoną było umiłowanie niepodległości, była Polska, była walka o dobro wspólne Rzeczypospolitej. Przypominam ten „Lament świętokrzyski”, gdy zastanawiam się nad pierwszym sensem polskiej kultury. Czy jednak chodzi tylko o słowo, o polskie słowo, o ten cudowny polski język, który osiągnie wyżyny już nieprześcignione od momentu, kiedy ubierze je w wersy mistrz z Czarnolasu, Jan Kochanowski? Nikt już piękniej od niego nie potrafi, mogą mu tylko co najwyżej dorównać Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Bolesław Leśmian… Wszyscy korzystamy z tego cudownego słowa do dziś jako natchnienia do lepszej, bogatszej polszczyzny.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 03/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum