Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„ODRODZENIE MORALNE I RELIGIJNE DROGĄ DO ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI”

Aktualności

29.01.2019 9:42

Dla narodowych aktywistów myślących o drogach do niepodległości oczywiste było, że w pierwszym rzędzie do idei polskości przyciągnąć należy chłopów. Na ilustracji obraz Stanisława Witkiewicza „Ranny powstaniec” ze sceną rozgrywającą się we wsi.

 

 

 

Dla narodowych aktywistów myślących o drogach do niepodległości oczywiste było, że w pierwszym rzędzie do idei polskości przyciągnąć należy chłopów. Na ilustracji obraz Stanisława Witkiewicza „Ranny powstaniec” ze sceną rozgrywającą się we wsi.

 

Prof. Krzysztof Ożóg

 

W sposób świadomy i celowy pozostawiam na boku wielkich, znanych bohaterów, którzy walczyli zbrojnie, zmagali się w dyplomacji, formułowali wielkie programy polityczne przez cały okres zaborów. Mam oczywiście głęboką świadomość ich ogromnego znaczenia w procesie odzyskiwania niepodległości, ale warto przyjrzeć się wielu cichym bohaterom, którzy nie mają nawet swego reprezentanta wśród sześciu Ojców Niepodległości czy nawet na rozszerzonej liście jej twórców. Uważam jednak, że ich wkład także pozwolił narodowi polskiemu odzyskać niepodległość.
Kiedy spojrzymy na Rzeczpospolitą w XVIII w. i na proces upadku naszego państwa, które w Europie było niezwykłym państwem, możemy zauważyć potężny kryzys elit rządzących. Oczywiście, byli wśród nich także ci, którzy o państwie i narodzie myśleli z troską, zdając sobie sprawę z ogromnego zagrożenia sprowadzanego poprzez ten kryzys. Panowie szlachta w dużej części byli przekonani, iż kiedy zajdzie potrzeba, wsiądą na koń i z bronią w ręku będą w stanie oprzeć się obcym mocarstwom. Polityka obcych mocarstw była jednak tak przebiegła i sprytna, że kiedy przyszło do takiego właśnie oporu, nie przyniósł on efektów. Konfederacja barska, ogromny zryw niepodległościowy w dziejach upadającej Rzeczypospolitej, zakończyła się klęską. Próba reformy Sejmu Czteroletniego, próba otrzeźwienia części elit także była zbyt późna – nie udało się nam obronić wobec potęgi Rosji Katarzyny II, Prus Fryderyka II i Austrii Marii Teresy i Józefa II.
Podejmowane wysiłki były jednakowoż czymś, co zapowiadało późniejsze odrodzenie. Poza jednym, bardzo znamiennym faktem – podczas upadku Rzeczypospolitej prawie 80 proc. społeczeństwa odległe było od państwa, jego bytu i niepodległości. Mówię tu o ludności chłopskiej, wiejskiej, która poza niewielką grupą z dóbr królewskich właściwie nie uczestniczyła w życiu publicznym Rzeczypospolitej, nie miała doświadczenia obywatelskiego, świadomości państwowej. Poza językiem i wiarą nie przeżywała również głębiej świadomości narodowej; co do tego jako historycy jesteśmy zgodni.
Zauważmy, z jak bardzo nikłym rezultatem mierzą się ze sprawą chłopską kolejne podejmowane zrywy – Insurekcja Kościuszkowska, okres napoleoński, Powstanie Listopadowe, powstanie 1846 r., Wiosna Ludów 1848. Największe szanse miało Powstanie Listopadowe: dobrze zorganizowana armia, wprawdzie pod wodzą Konstantego, ale jednak z dobrym uzbrojeniem i z polskim korpusem oficerskim; wielu miało doświadczenie wojen napoleońskich. A jednak nie udało się. Wobec tej serii klęsk, kiedy próbowano zastanawiać się, dlaczego Polska nie jest w stanie odzyskać niepodległości na drodze zbrojnego wysiłku, dochodzimy do momentu, który uważam za jeden z zapomnianych, a kluczowych w dziejach Polski. Związany jest on z Wielką Emigracją, z kręgiem Adama Mickiewicza.
Wszyscy wiemy o roli Wielkiej Emigracji w dziejach kultury, myśli politycznej, także myśli o kolejnych powstaniach i próbach ich organizacji, co było podejmowane nieomalże permanentnie. Zapominamy jednak trochę o następującej sprawie. Jeden z przyjaciół Adama Mickiewicza, Bogdan Jański, zaangażowany zresztą w wydawanie jego dzieł, tłumaczenie ich na francuski, który przez dłuższy czas był odległy od Kościoła i nie praktykował wiary, przeżył głębokie nawrócenie. Było to w Paryżu, zimą na przełomie lat 1834–1835. Jański, jak określają go współcześni, stał się jawnym pokutnikiem wśród polskich emigrantów. Zastanawiając się nad dziejami Polski, rzucił myśl, która w jego pismach jest bardziej ugruntowana, ale podam samą jej esencję: naszą kwestią narodową, czyli kwestią odzyskania przez Polskę niepodległości – tak należy tłumaczyć te słowa – jest sprawa odrodzenia moralnego i religijnego polskiego narodu. Jest to sprawa wytężonej pracy wśród ludu na polu religijnym i społecznym, aby wprowadzić go do narodu polskiego świadomego politycznie, odpowiedzialnego, co bez odrodzenia moralnego jest niemożliwe.
Z inicjatywy Jańskiego powstało Bractwo Służby Narodowej, do którego weszli m.in. Hieronim Kajsiewicz i Piotr Semenenko. Wraz z nimi w 1840 r. przeniósł się do Rzymu, przygotowując założenie Zgromadzenia Zmartwychwstania Najświętszego Pana Jezusa Chrystusa, czyli Zmartwychwstańców, co dokonało się w 1842 r. Idee, które zaprezentował Jański w bardzo nośnym haśle „Służcie Bogu, Polacy, a Bóg zbawi Polskę”, głoszone były zarówno w kręgach emigracyjnych, jak i szerzone przez braci zmartwychwstańców w środowiskach polskich pod trzema zaborami. Podkreślały pewną myśl, która stała się kontrapunktem do wysiłków podejmowanych na drodze militarnej.
W jaki sposób ta idea się rozwijała, zilustruję na przykładzie dwóch Wielkopolan: Jana Koźmińskiego i Edmunda Bojanowskiego, którzy z dużą intensywnością zaczynają przede wszystkim propagować ideę pracy u podstaw, pracy organicznej, czyli zaangażowania się w pracę, jak to oni określali, na rzecz ludu. Pod pojęciem ludu kryła się przeważająca część społeczeństwa polskiego państwa mieszkająca na wsi, w małych miasteczkach, ludzi często ubogich, żyjących na skraju nędzy. Edmund Bojanowski w Podrzeczu w Wielkopolsce stworzył w 1850 r. pierwszą ochronkę dla dzieci wiejskich. Równocześnie wpadł na genialny pomysł zorganizowania, jako człowiek świecki, czynnego żeńskiego zgromadzenia zakonnego, które będzie się rekrutowało z dziewczyn wiejskich, ubogich, córek chłopskich. Tych bowiem nie stać było na wejście do istniejących zgromadzeń zakonnych, gdyż wymagały one od kandydatki wraz z wejściem do nowicjatu posagu, czyli odpowiedniego finansowego wkładu.
Edmund Bojanowski, ziemianin, doprowadził do założenia w 1856 r. Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny, które bardzo szybko znalazło społeczny odzew. Głównym celem tego zgromadzenia było tworzenie w środowiskach wiejskich ochronek, ukierunkowanych na pracę z dziećmi i ich elementarne kształcenie, a także kształtowanie religijne, gdyż wbrew naszym wyobrażeniom środowiska chłopskie były od strony religijnej i moralnej bardzo zaniedbane. W ciągu zaledwie kilkunastu lat służebniczki miały już swoje wspólnoty w Galicji, w Królestwie, na Śląsku i w Wielkopolsce. Był to wielki sukces zgromadzenia.
Zmartwychwstańcy odkrywają, że ważną drogę do upodmiotawiania wiernych, pogłębiania ich życia religijnego, moralnego i narodowego stanowią budowane w oparciu o fundamenty katolickie różnego rodzaju wspólnoty, bractwa i stowarzyszenia. Chodziło im również o przygotowanie kadr duchowieństwa polskiego przesiąkniętych ideą odnowy religijnej i moralnej narodu. Dlatego w 1866 r. stworzą w Rzymie Papieskie Kolegium Polskie, gdzie kształtować się będzie cała późniejsza elita polskiego duchowieństwa. Z tego kolegium wyszli m.in. święci biskupi Józef Sebastian Pelczar, Józef Bilczewski i Adam Stefan Sapieha.
Ogromne były potrzeby w pracy na rzecz podniesienia moralnego ludności wiejskiej. Wieś polska od XVIII w. ze względu na przymus propinacyjny była niezwykle rozpita i zdemoralizowana przez karczmę. Nieomal standardem było, że ziemianin, jeśli posiadał większe dobra, miał też swoją gorzelnię i produkował wódkę dla swoich chłopów – albo ich w ten sposób wynagradzał, albo skubał jeszcze z resztek pieniędzy, jakie mieli. Zatem idea, by podjąć walkę o trzeźwość ludu, była bardzo istotna. Trzeźwościowe krucjaty znane już były w latach 20. i 30. XIX w. w Irlandii i Ameryce Północnej.
Zaczęło się od modlitwy o trzeźwość mieszkańców Piekar Śląskich, podjętej przez ks. Jana Alojzego Ficka w święto Matki Bożej Gromnicznej 2 lutego 1844 r. Z niezwykłą energią kontynuował on akcję trzeźwościową, wykorzystując każdą sposobność poprzez kazania, nabożeństwa, katechezę i sakrament pokuty (konfesjonał). Po roku działalności zakładane przezeń bractwa trzeźwości skupiały na Górnym Śląsku ponad 200 tys. członków. W jego ślady poszło wielu okolicznych księży. Szczególną rolę odegrały kazania głoszone przez bernardyna o. Stefana Brzozowskiego z Chełma, którego zaprosił na Górny Śląsk ks. Ficek. Ponadto akcja trzeźwościowa była wspierana przez misje ludowe, które ks. Ficek organizował w Piekarach i innych parafiach śląskich z pomocą galicyjskich jezuitów. Jeszcze w tym samym roku idea przeniosła się do Galicji, gdzie wsparli ją biskupi przemyski i tarnowski oraz arcybiskup lwowski. Zaczęło się tam głoszenie misji, rekolekcji, nabożeństw. Całe parafie, wsie wyrzekały się alkoholu, tworzono bractwa trzeźwościowe, by nie był to akt jednorazowy.
W    Królestwie Kongresowym w dobie polistopadowej, gdy mamy do czynienia z twardym kursem Iwana Paskiewicza, także tam akcja trzeźwościowa się rozwijała, mimo że władze carskie niechętnie patrzyły na podejmowane przez Kościół polski tego rodzaju wysiłki. Możemy więc mówić o pewnym fenomenie akcji trzeźwościowej, która była kontynuowana w II poł. XIX w., szczególnie w Galicji i Wielkopolsce, w mniejszym stopniu na terenie Królestwa. Był to ogromny trud polskiego duchowieństwa zmierzający do zwalczenia wielkiej plagi alkoholizmu.
Wyobraźmy sobie, że nie zostałaby podjęta przez Kościół i wiele osób świeckich tak wielka praca na rzecz trzeźwości; czy możliwe byłoby później, na początku XX w., powstanie grupy ludzi, którzy świadomie podejmą odpowiedzialność za rodzącą się niepodległą Rzeczpospolitą? Rzecz ta wymagała naprawdę wielkich poświęceń i wielkiego wysiłku. Przypomnijmy sobie początek roku 1846, kiedy przygotowywane było powstanie ogólnonarodowe. Na fali patriotycznych nastrojów znowu ziemiaństwo, inteligencja wraz z bogatszym mieszczaństwem szykowały się, by podjąć powstanie we wszystkich trzech zaborach. Uważano, że jeśli walka zbrojna zacznie się równocześnie w trzech zaborach, to zakończy się zwycięstwem i odrodzeniem Polski. Wtedy z poduszczenia administracji austriackiej Jakub Szela, chłop ze Smarzowej pod Jasłem, rozpoczyna rabację – wielką rzeź ziemian i duchowieństwa w Tarnowskiem, Limanowskiem, Nowosądeckiem.
Józef Sebastian Pelczar, urodzony w 1842 r., który miał wówczas 4 lata i mieszkał z rodzicami w Korczynie, na obszarze objętym rabacją, pisze w swojej autobiografii, że było to pierwsze przeżycie, które zapamiętał. Rozeszła się pogłoska, że chłopi z Odrzykonia mają uderzyć na Korczynę. Była bardzo sroga zima. Matka ubrawszy go i jego brata, odesłała ich do ciotki, która mieszkała w bezpieczniejszym miejscu. Jakub Szela i bandy pijanych chłopów mordowali w niezwykle brutalny, okrutny sposób ziemian i duchownych. Opisy tych scen, które znamy z pamiętników, przyprawiają naprawdę o wielkie zdumienie, że tak ogromne pokłady nienawiści i okrucieństwa tkwiły w sercach, duszach chłopskich. Zamordowano ponad 3 tys. osób, spalono ponad 500 dworów i wiele plebanii. To było wielkim wstrząsem i uświadomiło, że konieczna jest ogromna praca, by doprowadzić do rozbrojenia wewnętrznego tych pokładów nienawiści, a równocześnie doprowadzić lud do poziomu świadomych uczestników polskiego życia narodowego.
Wielkiego pokutnego dzieła pojednania podjął się na terenach rabacji o. Karol Bołoz Antoniewicz SJ; jego rola w tym dziele musi być doceniona. Jest on autorem wielu pieśni religijnych śpiewanych po dzień dzisiejszy, takich jak „W Krzyżu cierpienie” czy „Chwalcie łąki umajone”. Zastosował środki, które ma do dyspozycji Kościół, i zaczął bardzo intensywną pracę misyjną w Galicji wśród ludności wiejskiej.
Różna była odpowiedź Polaków na sytuację w poszczególnych zaborach. Popatrzmy najpierw na zabór pruski, który w I poł. XIX w. stwarzał jeszcze dla Polaków znaczne możliwości życia autonomicznego. Bardzo zmieniło się to w II połowie, kiedy kanclerz Otto von Bismarck rozpętał od 1871 r. wojnę z Kościołem katolickim – Kulturkampf – a w szczególności z polskim Kościołem, z polskością i z polskim narodem, by doprowadzić do całkowitego wynarodowienia, do całkowitego zgermanizowania Wielkopolski, Pomorza, tak by żadne ślady polskiej kultury, polskiego języka i polskiej myśli, nie mówiąc o myśli niepodległościowej, nie kiełkowały już w duszach i sercach polskich. Walka o Kościół jest równocześnie walką o język w nabożeństwach, o język w katechezie. Dobrze znany jest casus strajku we Wrześni w 1901 r., mało kto już jednak pamięta, że ten strajk trwał do 1904 r. Wtedy bowiem zrezygnowali ostatni jego uczestnicy. W roku szkolnym 1906/1907 wybuchł natomiast strajk w całej Wielkopolsce, który objął ponad 800 szkół i ponad 80 tys. dzieci, nie mówiąc już o rodzicach i rodzinach tychże, w obronie polskiego języka, używania go w modlitwie, w katechezie. Dało to możliwość Henrykowi Sienkiewiczowi napisania listu otwartego do Wilhelma II właśnie w obronie praw narodu, co stało się powodem wielkiej, można powiedzieć, kampanii międzynarodowej w sprawie polskiej i w sprawie prawa narodu polskiego do języka. Również abp prymas Florian Stablewski wystąpił wtedy z listem otwartym w obronie języka, w obronie strajkujących dzieci i obronie praw Kościoła i Polaków. To przyniosło rzeczywiście efekt światowy.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 4/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum