Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„OD CZERWONEJ DO TĘCZOWEJ ZARAZY”

Aktualności

24.09.2019 12:46

Ks. prof. Waldemar Chrostowski jest laureatem prestiżowej w dziedzinie teologii  Nagrody Ratzingera, honorowym przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich.  Fot. Michał Klag

 

 

 

Ks. prof. Waldemar Chrostowski jest laureatem prestiżowej w dziedzinie teologii Nagrody Ratzingera, honorowym przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich. Fot. Michał Klag






Nie patrzmy na Kościół oczami świata,
lecz na świat oczami Kościoła

Z ks. prof. WALDEMAREM CHROSTOWSKIM,
honorowym przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich,
rozmawia Leszek Sosnowski

 

Leszek Sosnowski: Bardzo szybko weszło do powszechnego użycia pojęcie „tęczowa zaraza” – ludzie jakby czekali na to, aż ktoś ważny, jakiś autorytet, najlepiej duchowy i zarazem intelektualny, nazwie wreszcie po imieniu to zło, które panoszy się na scenie światopoglądowej, ale też politycznej i kulturalnej. Uczynił to arcybiskup, metropolita w ważnym nie tylko dla Polski, ale i całej Europy miejscu, w Krakowie, a zarazem człowiek obdarzony dużą wiedzą, intelektualista – Marek Jędraszewski. Wściekłość, z jaką rzucili się na niego genderowi ideolodzy i takież pismaki, jest wprost proporcjonalna do zła, jakie płynie z ich obłąkańczych poglądów. Metropolita powiedział jednak też o „czerwonej zarazie”, ale z tego powodu, o dziwo, nikt go nie atakował. Czyż nie wygląda na, że u genderystów lęk budzi porównanie nowej ideologii z komunizmem, szukanie w nim ich rodowodów?

Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Wielkim problemem jest postawienie właściwej diagnozy tego, co się dzieje w świecie, w tym również w Kościele. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z radykalną rewolucją cywilizacyjną, a więc także światopoglądową i etyczną, która usiłuje przewartościować wszystkie zasady moralności łącznie z tymi, które od tysiącleci są uznawane za nietykalne i niepodważalne oraz sprawdzone. Ta rewolucja wyrosła z ducha marksizmu i neomarksizmu. „Stary” marksizm chciał budować ekonomiczny „raj na ziemi”, natomiast ideologia neomarksistowska proponuje innego rodzaju raj, oparty na używaniu bez żadnych hamulców i granic, na odrzuceniu wszystkich zasad, utożsamianiu wolności ze swawolą, hołdowaniu najniższym instynktom i objęciu w ten sposób panowania nad ludźmi, społeczeństwami i państwami. Neomarksizm i genderyzm, który stanowi jego odmianę, opracowały i wdrażają podstępną taktykę podboju i ujarzmiania całych narodów, polegającą na propagowaniu powszechnej swobody seksualnej i zaplanowanym demoralizowaniu. Odbywa się to przez burzenie prawdziwych autorytetów, powodowanie erozji i rozpadu chrześcijańskiej koncepcji moralności oraz przez wyrafinowaną manipulację.

Co się tyczy „czerwonej zarazy”, mówienie niegdyś o komunizmie w sposób tak otwarty, a zarazem prawdziwy, było absolutnie niedopuszczalne i ściągało na takiego krytyka ideologii i ówczesnego systemu politycznego nie tylko kary, ale wręcz prześladowania i groziło utratą życia. Takie analizy i diagnozy pochodzenia i natury komunizmu pojawiały się w ukryciu albo tam, gdzie nie sięgały jego macki. Określenie „zaraza” weszło do obiegu dopiero wtedy, kiedy komunizm jako system polityczny się skończył. Z czymś analogicznym mamy do czynienia teraz; agresja środowisk LGBT jest tak samo radykalna, nie przebiera w środkach, jest niezwykle gwałtowna, a w ostatnich latach stale przybiera na sile i ekspansywności. Wystarczy porównać medialne informacje o projektach i planach genderystów sprzed kilku lat z tym, czego domagają się dzisiaj. Głośne określenie tego zjawiska jako „zarazy” wywołało furię. Lecz jeżeli ktokolwiek, w tym przypadku arcybiskup krakowski, stawia taką diagnozę, to można powiedzieć, że idzie w ślady tych dysydentów niegdysiejszych, którzy w okresie komunizmu analogicznie postrzegali i traktowali tamten system, narażając się na różnego rodzaju prześladowania.

Określenie „zaraza”, czyli coś chorobowego, co się szybko rozprzestrzenia, należy uznać nie tylko za dopuszczalne, ale bardzo trafne. Tak samo myślą miliony ludzi, i to, jak się okazuje, nie tylko w Polsce. Prześladowania z czasów komunizmu, które dobrze znamy, chyba jednak różnią się od dzisiejszych? Choć nie chcę przez to powiedzieć, że dzisiejsze są mniej dotkliwe, skoro w ramach odwetu wyrzuca się już nawet profesorów z uniwersytetów…


Różnią się, ale są podobnie dotkliwe. W okresie komunizmu prześladowania za poglądy przybierały formę sfingowanych procesów i wyroków sądowych, skutkujących odbieraniem zdrowia i życia bezbronnym ofiarom śmiercionośnej ideologii. Natomiast obecnie, przynajmniej na razie, rzecz nie posuwa się aż tak daleko, ale też zbiera ponure żniwo. Ktoś, kto patrząc na treść i sposoby narzucania schorowanej ideologii określa ją mianem „tęczowej zarazy”, ściąga na siebie nie tylko ironię, kpiny, drwiny i szyderstwa, lecz i otwarte prześladowania w postaci wykluczenia i kierowania przeciw niemu zarzutów, które poniżają jego godność oraz mają go zastraszyć i złamać. Przypadek ukarania profesora Nalaskowskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, szczególnie w zestawieniu z brutalnymi wypowiedziami profesora Hartmana z Uniwersytetu Jagiellońskiego, które pozostają bezkarne, daje wiele do myślenia. O ile represje komunizmu były na ogół skrywane, o tyle obecne represje są nagłaśniane, by zamknąć usta każdemu, kto myśli, a zwłaszcza otwarcie mówi inaczej niż nakazuje to odgórnie opracowana polityczna poprawność. Prawdę mówiąc, nie wiadomo, co gorsze; tamte prześladowania odbierały ludziom zdrowie i życie, ale w opinii ogółu przysparzały ofiarom autorytetu i godności, podnosząc je do statusu bohaterów. Wygląda na to, że ideolodzy i propagandyści LGBT wyciągnęli z tego wnioski i teraz prześladowania pozostawiają krytyków tej ideologii przy życiu, ale chcą im odebrać wszelki autorytet i godność, zrujnować ich życie w sferze publicznej i zdeprecjonować intelektualnie. Po śmierci św. Jana Pawła II mamy w Polsce do czynienia z zaprogramowanym i nachalnym podważaniem autorytetów sprawdzonych oraz fabrykowaniem autorytetów nowych, de facto quasi-autorytetów, niegodnych tego miana i fałszywych. Odbywa się to poprzez przekreślanie zdrowych tradycji i wstawianie w ich miejsce zaczątków tradycji spaczonych i chorych, burzących spokój społeczny i prowadzących na manowce. Podnoszące się odważne głosy prawdy są nie tylko niechciane, ale natychmiast zagłuszane i tłumione. To, co w ostatnich tygodniach spotkało arcybiskupa Jędraszewskiego, stanowi czerwone światło i sygnał, że agresja genderystów nie zna żadnych granic.


Do zestawu nowych prześladowań trzeba by włączyć olbrzymią presję i nękającą nagonkę medialną, która jest wywierana w sposób zupełnie bezkarny na ludzi, którzy są odmiennych poglądów i nie zgadzają się z ideologią skupioną wokół LGBT, nagonkę ubliżającą, opartą na domniemaniach albo zgoła pomówieniach.


Znacząca część mediów stoi na usługach propagandy, która nie przebiera w środkach i nakręca rozmaite odmiany zgubnej ideologizacji i agresji. Dlatego trzeba przypominać słowa, które ćwierć wieku temu powiedział św. Jan Paweł II, zapisane w książce „Przekroczyć próg nadziei”: „Wciąż na nowo Kościół podejmuje zmaganie się z duchem tego świata, co nie jest niczym innym jak zmaganiem się o duszę tego świata. Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna anty-ewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji. Zmaganie się o duszę świata współczesnego jest największe tam, gdzie duch tego świata zdaje się być najmocniejszy”. Ojciec Święty dodał, że na usługach anty-ewangelizacji stoi wielu ludzi ze świata nauki, kultury i środków przekazu, w tym „środowiska elit intelektualnych, środowiska pisarzy i artystów”. Patrząc na to, co się dzieje w Polsce, czyż nie były to prorocze słowa? W sytuacji silnego naporu ideologii gender wielu ludzi kultury i sztuki oraz dziennikarzy pełni rolę pożytecznych idiotów, a pewna część świadomie angażuje się w propagowanie antywartości – często są im one bliskie dlatego, że już według nich żyją.


Nic dziwnego, że środowiska zgenderyzowane tak nie cierpią polskiego Papieża, skoro on już przed laty rozszyfrował ich plany i obłąkańcze cele. Obecnie realizowana jest koncepcja marszu z ideologią komunistyczną lub neokomunistyczną przez instytucje, co całemu lewactwu zaordynował zmarły w 1937 r. teoretyk marksistowski Antonio Gramsci. Zalecał wnikanie komunistycznych elementów do instytucji życia społecznego, kulturalnego, nie tylko politycznego, celem przejmowania rządów i przekształcania ich od środka. Trzeba przyznać, że najlepiej udało się to w instytucjach mediowych.


Dokładnie tak. Różnica polega na tym, że dawniej komunizm próbował zmieniać pojedynczego człowieka, zainfekować go swoją ideologią i pozyskać dla siebie w jak największej liczbie. Temu służyły instytucje i gremia, które komunizm budowały i utrwalały. Gdy okazało się, że ta strategia nie przynosi oczekiwanych rezultatów, wtedy ideolodzy rewolucji kulturowej i światopoglądowej, jaka dokonuje się od roku 1968, przyjęli inną strategię: rozpoczęli bój o zmianę całych narodów i społeczeństw en masse. Paradoksalnie okazało się to łatwiejsze i skuteczniejsze, dlatego, że użyto środków przekazu, które w ostatnich dekadach XX i na początku XXI wieku zyskały nową jakość technologiczną. Nigdy wcześniej nie było możliwości tak masowego i gruntownego oddziaływania na wielkie rzesze ludzi, jakie daje telewizja, a ostatnio także Internet. Internet przynosi nowy sposób komunikowania się, określany jako interaktywny, w którym nawet ci, którzy do tej pory nie mieli żadnego wpływu na obieg informacji, teraz zyskali taki wpływ i na przykład, nierzadko na zlecenie, puszczają w obieg kłamstwa („fake news”), pomówienia i mowę nienawiści. Wielu poczuło się w ten sposób dowartościowanymi; nie brakuje wśród nich takich, którzy są sfrustrowani i dzięki Internetowi dają upust swoim fobiom i uprzedzeniom.


Zresztą ten wpływ przeciętnego internauty na obieg informacji staje się coraz bardziej iluzoryczny, coraz bardziej sterowany, a w mediach społecznościowych stosowana jest cenzura o niespotykanym dotąd, światowym zasięgu. Doświadczyliśmy tego niedawno także w Białym Kruku, kiedy na jakiś czas w ogóle zamknięto dostęp do naszego konta na Facebooku jako karę i ostrzeżenie właśnie za poparcie pojęcia „tęczowa zaraza”. My widzieliśmy swoją stronę na ekranie monitora, ale, jak się okazało, inni użytkownicy Facebooka już nie. Później zaś dostęp do niby naszej strony bardzo ograniczono i tak jest do dziś. Moim zdaniem mamy do czynienia nie tyle z masowym informowaniem, co z masowym urabianiem ludziom poglądów – oczywiście w celu przejęcia władzy. Nasilenie walki o umysły obywateli obserwujemy szczególnie przed wyborami.


Nigdy nie było ani nie jest tak, że jakakolwiek ideologia jest neutralna i chodzi jej wyłącznie o dobro ludzi, ponieważ zawsze chodzi o konkretne korzyści i pożytki tych, którzy ją wymyślili i wprowadzają w życie. Polska nie jest samotną wyspą w Europie ani w świecie, bo docierają do nas naciski, które już zebrały swoje żniwo w USA, Kanadzie i Europie Zachodniej, a teraz przenikają do Europy Wschodniej i Środkowej oraz Afryki. Zwróćmy uwagę na znamienny szczegół. Najpierw przedmiotem politycznej i ideologicznej penetracji i infiltracji stały się kraje o charakterze protestanckim. Bardzo szybko tamtejsze wspólnoty, także religijne, uległy zjawisku poprawności narzucanej z zewnątrz, która obraca się przeciwko chrześcijaństwu. Następnie skierowano ostrze przeciw krajom, w których żyje większość katolicka – i to też stopniowo się udaje. Natomiast do tej pory odpór genderowym ideologiom dają te rejony Europy i świata, w których większość stanowią prawosławni, na przykład Rumunia czy Bułgaria, a przede wszystkim Grecja, która takim naciskom mocno się przeciwstawia. Zapewne znaczenie odgrywa to, że wiele krajów prawosławnych ma za sobą ciężkie doświadczenia komunizmu, który, zwłaszcza w sowieckiej Rosji, pochłonął życie dziesiątków tysięcy tamtejszych duchownych i milionów wiernych. Mając w pamięci tamte doświadczenia, wyznawcy Chrystusa sprawniej i z większym zaangażowaniem mobilizują się przeciwko ideologiom, które gwałcą i chcą zniszczyć rzeczywistość dziesięciu Bożych przykazań.


Czy można by wysnuć z tego wniosek, że prawosławie jest, może nie lepsze, ale silniejsze niż katolicyzm?


Prawosławie mocniej broni wartości, które są specyficznie chrześcijańskie. Myślę, że trzeba to uznać, bo taka jest rzeczywistość; nie chodzi o to, że wyznanie prawosławne jako takie ma wyższość nad katolicyzmem, ale trudno nie zauważyć, że prawosławni są odważniejsi w przyznawaniu się do Boga i wyznawaniu wartości chrześcijańskich. Nie dali się ogłupić sloganem, że religia to sprawa prywatna człowieka, chociaż ten slogan ma u nich długą, bo komunistyczną, tradycję. Zwłaszcza budujący jest przykład Grecji, gdzie rozmaite „parodie równości” są po prostu niemożliwe, bo sprzeciwiają się im wyraźnie i skutecznie zarówno tamtejsi duchowni, jak i świeccy. To samo dotyczy innych rejonów świata, w których istnieją wschodnie odłamy chrześcijaństwa. Próbowano przeszczepić ideologię LGBT na grunt Bliskiego Wschodu, np. do Ziemi Świętej, Jordanii czy Libanu, ale wszędzie tam, wśród tamtejszych chrześcijan, genderyści i neomarksiści spotkali się ze zdecydowanym, silnym odporem. Sądzę, że w krajach katolickich, w tym także w Polsce, odpór katolików nie jest jeszcze wystarczająco silny, aczkolwiek istnieje i jest widoczny. Tam, gdzie się pojawia, np. niedawno w Białymstoku czy Płocku, daje o sobie znać znamienny paradoks: trudniejsze niż zmagania z obcymi ideologiami są zmagania w obrębie samego Kościoła. Pojawiają się bowiem tacy, którzy deklarują się jako katolicy – a często są to osoby wpływowe – ale jednocześnie sprzyjają propagowaniu bezbożnych ideologii. Proponują, jak to określił papież senior Benedykt XVI, chrześcijaństwo bez Boga, a nawet bez Jezusa Chrystusa, ogołocone z tego, co stanowi sedno chrześcijańskiej wiary i moralności. Tego rodzaju postawy sieją destrukcję i zamęt w głowach oraz sumieniach wierzących. Osłabiają oddziaływanie chrześcijańskiego świadectwa i skuteczność sprzeciwu wobec anty-ewangelizacji i bezbożnych ideologii.


Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum