Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

NIKT NIE LICZY SIĘ Z NARODEM, KTÓRY SIĘ ZWIJA. DLATEGO POLSKA MUSI ROSNĄĆ!

Aktualności

25.04.2018 11:49

Premier Mateusz Morawiecki prezentuje plany rządu na najbliższe lata podczas spotkania z wyborcami na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie 15 kwietnia 2018 r. Po prawej stronie widoczny Marek Suski, szef Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów. Fot. Michał Klag

 

 

 

Premier Mateusz Morawiecki prezentuje plany rządu na najbliższe lata podczas spotkania z wyborcami na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie 15 kwietnia 2018 r. Po prawej stronie widoczny Marek Suski, szef Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów. Fot. Michał Klag

 

 

Koniec wygaszania Polski. Perspektywa ekspansji gospodarczej i socjalnej

 

Premier RP Mateusz Morawiecki

 

Chciałbym rozwinąć i pogłębić kilka myśli o tym, w jakim punkcie się dzisiaj znajdujemy, nie ograniczając się jedynie do kwestii politycznej, ale patrząc na całą naszą Ojczyznę. Chciałbym się zastanowić, w jakim punkcie historii gospodarczej świata Polska się znajduje.
Niezależnie od barw politycznych oraz oceny ostatnich 29 lat, na skutek pewnego modelu rozwoju gospodarczego znaleźliśmy się w bardzo specyficznym punkcie. Od paru lat współcześni ekonomiści nazywają ten punkt gospodarką rozwoju zależnego. Czołowi ekonomiści świata, w tym jeden z najgłośniejszych, czyli Francuz Thomas Piketty, w ten sposób określają właściwie wszystkie gospodarki postkomunistyczne, a więc nie tylko polską, ale także węgierską, czeską czy słowacką. Co się zatem działo przez te ostatnie 29 lat? Warto to przenalizować, bo podjęte dawniej decyzje mają znaczący wpływ na stan dzisiejszy.
Eksperci nie mówią zatem w naszym przypadku o gospodarce skoordynowanej, takiej jak np. w Niemczech, we Francji, Japonii czy Korei. Nie mówią też w naszym kontekście o gospodarce liberalnej, jak w modelu anglosaskim, lecz o gospodarce uzależnionej. Czy nam się to podoba, czy nie, to model naszego rozwoju gospodarczego w dużej mierze polegał na tym, że po transformacji ustrojowej, po 1989 r., gwałtownie się otworzyliśmy na zagranicę, co w latach 1990–2000 doprowadziło w dużym stopniu do sprzedaży majątku i upadku wielu polskich przedsiębiorstw oraz do dominacji kapitału zagranicznego w Polsce w kluczowych sektorach – choć nie tylko w kluczowych, ale w bardzo wielu innych też. Są takie obszary, gdzie kapitał zagraniczny dominuje w 90–95 proc., w niektórych innych jego wpływy znajdują się na poziomie 50–60 proc. Połowa polskiego przemysłu jest w rękach zagranicznych.
W tym momencie stwierdzam po prostu fakty i staram się bez emocji relacjonować obecny stan rzeczy.
Konsekwencją takiego modelu gospodarczego jest to, że 100 miliardów złotych wydajemy na odsetki od kapitału, który przyszedł do Polski, na dywidendy od własności zagranicznych udziałowców. 100 miliardów złotych to jest więcej, niż wydajemy rocznie na całą służbę zdrowia, na armię czy na edukację. Innymi słowy, jest to gigantyczna kwota, którą musimy płacić wskutek wdrożonego po transformacji takiego, a nie innego modelu gospodarczego. Stąd dzisiaj w Polsce Produkt Krajowy Brutto (PKB) i Produkt Narodowy Brutto (PNB) są dwiema zupełnie innymi wartościami. Cieszymy się, gdy PKB rośnie, ale przypomnę, że PKB określa wartość wszystkiego, co na terenie państwa zostaje wyprodukowane, także przez firmy zagraniczne lub częściowo zagraniczne, ale de facto to PNB określa wartość wyprodukowaną przez obywateli danego państwa. Na skutek naszego położenia polska gospodarka ma mniejsze możliwości niż niemiecka czy szwedzka, nie wspominając już o chińskiej, japońskiej czy koreańskiej, ale naszymi działaniami staramy się przeciwdziałać tym ograniczeniom, diagnozując pułapki rozwoju, które polegają na uzależnieniu i niskich marżach.
Dlaczego na przykład unikalny słoik miodu z Puszczy Białowieskiej czy innych naszych puszcz nie kosztuje 100 euro, lecz kosztuje znacznie mniej, nawet nie 100 złotych, ale sprzedawany za granicą osiąga cenę wielokrotnie wyższą? Czyli ktoś inny na tym bardzo dużo zarabia, jednak nie polski pszczelarz. To jest niestety również cechą charakterystyczną naszej gospodarki. Marże na naszych produktach są relatywnie niższe w porównaniu z marżami naszych partnerów tudzież konkurentów zachodnich.
Oprócz tego zagrażają nam oczywiście pułapki: demograficzna, słabości instytucjonalnej i średniego dochodu. Staramy się poprzez politykę gospodarczą i nowy model ekonomiczny odpowiedzieć na te zagrożenia. Jedną z tych odpowiedzi jest model rozwoju zrównoważonego. Spójrzmy na przykładzie województwa małopolskiego, co to oznacza w praktyce. Małopolskę zamieszkuje 3,4 miliona osób, co daje mu ex aequo trzecie miejsce z Wielkopolską, gdzie żyje tylko ok. 50 tys. osób więcej. Większe są tylko Mazowieckie i Śląskie.
Zobaczmy zatem, jak się rozkładają mieszkańcy w Małopolsce. Według ostatnich (2015 r.) oficjalnych danych Kraków zamieszkuje 770 tys. osób, drugi Tarnów 107 tys. mieszkańców, a trzeci Nowy Sącz ok. 82 tys. Razem te trzy największe ośrodki dają nam 960 tys. ludzi wobec całej populacji 3,4 miliona osób. Zatem nawet w Małopolsce, gdzie Kraków dla wszystkich niewątpliwie jest pierwszym skojarzeniem, 2,45 miliona ludzi mieszka w małych miasteczkach, na wsiach czy w średnich miastach po 30–40 tys. mieszkańców, których w Małopolsce jest kilkanaście. Tymczasem model rozwoju zaproponowany w pierwszych latach III RP miał charakter polaryzacyjno-dyfuzyjny. Oznacza to, że koncentrowano się głównie na dużych ośrodkach, a na pozostałe rejony miało coś skapnąć z pańskiego stołu, mówiąc po staropolsku. Nic dziwnego zatem, że właśnie na wsiach i w małych miastach na skutek modelu zastosowanego po transformacji padło wiele zakładów pracy. Znam osobiście setki takich polskich miast i miasteczek, gdyż już pełniąc poprzednie swoje funkcje, wiele jeździłem po Polsce. Dla tych miejscowości jest tragedią, gdy braknie tam dużego pracodawcy.
Dlatego już w listopadzie 2015 r. postawiliśmy sobie jako pierwsze zadanie walkę o miejsca pracy, spadek bezrobocia i przyciągnięcie inwestorów. Pozostając przy przykładzie Małopolski, to udało się ściągnąć tu ponad 200 inwestorów; oczywiście w niektórych regionach Polski skala jest mniejsza, ale wszędzie tam, gdzie doszło do wsparcia państwa, odnotowaliśmy wzrost. Mam tu na myśli specjalne strefy ekonomiczne, Polski Fundusz Rozwoju, środki budżetowe czy unijne. Sam uczestniczyłem w wielu rozmowach, aby przyciągnąć i zaktywizować gospodarczo wielu polskich oraz zagranicznych inwestorów.

 

 

Wykład wygłoszony przez premiera Mateusza Morawieckiego 15 kwietnia na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie. 

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum