Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„NIE ROZPACZ I POŚWIĘCENIE NIM KIEROWAŁY, A CHĘĆ ZWYCIĘSTWA I TEGO ZWYCIĘSTWA PRZYGOTOWANIE”.

Aktualności

17.12.2018 12:45

Portret Józefa Piłsudskiego autorstwa Kazimierza Mańkowskiego zatytułowany „Rok 1920”. Ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

 

 

 

Portret Józefa Piłsudskiego autorstwa Kazimierza Mańkowskiego zatytułowany „Rok 1920”. Ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

 

Komendant, Naczelnik i Marszałek – wielka odwaga myśli i czynu (2)

 

Bohdan Urbankowski

 

 

Cofnijmy się w czasie. Lekcja Syberii była podwójna: Piłsudski poznał tam byłych spiskowców przygotowujących Powstanie Styczniowe, m.in. Bronisława Szwarcego, ale i socjalistów Michała Mancewicza i Stefana Juszczyńskiego z Proletariatu.

Decyzja o przebudowie socjalizmu
W ostatnim akapicie wspomnienia „Jak stałem się socjalistą” napisze Piłsudski o politycznych wnioskach, jakie wyciągnął z zesłania: Na Syberii również poznałem dokładniej pierwsze kroki socjalizmu w Polsce. Jako kolegów wygnania miałem towarzysza Landego i kilku proletariatczyków, oprócz tego miałem możność przeczytania wielu socjalistycznych wydawnictw polskich, z którymi nie spotykałem się w Wilnie.
Ostatecznie postanowiłem po powrocie do kraju wstąpić do Proletariatu i starać się o zreformowanie go w kierunku, który obecnie nazywa się PPS-owym. A że byłem odcięty od kraju i dalsze (po 1887 r.) ewolucje socjalizmu u nas były mi nieznane, z tym postanowieniem przyjechałem do domu w drugiej połowie 1892 r. i... ku wielkiej swej radości przekonałem się, że moja zamierzona praca reformatorska już jest zbyteczną.
I jeszcze jeden cytat. Konieczna jest twarda siła. Nie używając rzecz jasna tego określenia, Piłsudski pisał w „Bibule”: Tradycja „romantycznych” środeczków rewolucyjnych, zostawiona w spuściźnie głównie przez Narodną Wolę, ciężyła w owe czasy nad ludźmi równie silnie, jak „pozytywny” nastrój umysłów.
Dla rozbicia tej tradycji, dla przezwyciężenia tego nastroju potrzebni byli nowi ludzie – r o m a n t y c y  c o  d o  p l a n ó w,
p o z y t y w i ś c i  c o  d o  ś r o d k ó w. Takimi okazali się założyciele Polskiej Partii Socjalistycznej.
Wbrew temu, co mogłoby wynikać z tych optymistycznych słów, sprawa była niezwykle trudna – przede wszystkim ze względu na utopijny, a właściwie obłudny charakter marksizmu stanowiącego program socjalistów. Do czasów bolszewizmu socjalizm istniał w świecie marzeń i frazesów, potem zmienił charakter. Właściwą ocenę tej przemiany utrudnił jednak marksizm, dokonując megalomańskiego podziału socjalizmu na utopijny i naukowy, ten ostatni oparty na ekonomii, czyli jakoby prawdziwie marksistowski. W rzeczywistości socjalizm w całości był utopijny w tym sensie, że wierzył w stworzenie idealnego królestwa opartego na równości i sprawiedliwości, a jeszcze dającego każdemu wedle potrzeb. Jeżeli „utopijny” etap był marzeniem – drugi był programem politycznym ruchu wykorzystującego potencjał, ale i ciemnotę robotników. W Niemczech i w Rosji próbując stworzyć socjalizm, stworzono dwa totalitaryzmy.

Soft power i hard power
W tym miejscu warto się odwołać do stosowanego w politologii rozróżnienia miękkiej i twardej siły (soft power i hard power). Upowszechnił je w roku 1991 w książce Bound to Lead: The Changing Nature of American Power prof. Joseph Nye – amerykański polityk i politolog. W walce można stosować nie tylko siłę „twardą” militarną (a także ekonomiczną); można walczyć używając siły miękkiej – kultury, propagandy itp. Termin przyjął się wśród politologów, którzy zaczęli krytykować amerykańską politykę ingerencji w Afganistanie i w Iraku jako brzydką politykę hard  i wychwalać prezydenta Obamę, który w to miejsce miał stosować humanitarną soft power.
Bez używania tych pojęć zjawisko podbijania Polski przez Rosję miękką siłą opisywał już Piłsudski w swojej publicystyce z końca XIX wieku analizując system rosyjskiej oświaty, walkę z religią katolicką, a nawet ambiwalentny stosunek do alkoholizmu. Doceniając rolę „miękkiej” siły, nie rezygnował z siły twardej. Uważał, że w walce o niepodległość konieczne będą obie. Tak było od początku: Koło samokształceniowe „Spójnia” to siła miękka, spisek na cara – twarda.
PPS była początkowo partią o luźnej, „kółkowej” strukturze. Zebrania kół zbliżonych do inteligencji miały charakter abstrakcyjnych dyskusji na tematy z pogranicza historiozofii i wróżenia z fusów. Nieliczni „rabini” – jak nazywano ideologów – wyładowywali swą energię w kłótniach o interpretację dużych liter u Marksa. Wytracali energię w wygłaszaniu i interpretowaniu frazesów, których nawet nie przekształcali w miękką siłę.
Zebrania kół robotniczych były bardziej przyziemne, chodziło najczęściej o pracę i płacę. Znana myśl Lenina, iż robotnicy „sami z siebie” mogą dojść do świadomości co najwyżej trade-unionistycznej [związkowej – przyp. red.], a wyższą świadomość trzeba im wlewać siłą, znajdowała na tych spotkaniach pełne potwierdzenie. Czasami dochodziło do strajków, to znaczy do demonstracji miękkiej siły. Próby zamiany jej w twardą kończyły się jak Krwawa Niedziela w Petersburgu: robotnicy śpiewali, a sołdaci do nich strzelali.
Piłsudski próbował stworzyć nową elitę PPS, która byłaby w stanie narzucić partii nowy kod postępowania. Inspirował prace przyjaciół-teoretyków, takich jak Edward Abramowski, Feliks Perl czy Kazimierz Kelles-Krauz. Wciągał do partii młodzież akademicką, jeździł po uczelniach, agitował, odwoływał się do patriotyzmu i doprowadził do tego, że kółka studenckie wysunęły się na czoło Polskiej Partii Socjalistycznej. Dowodem zaangażowania były m.in. składki. Jeżeli kółka robotnicze przynosiły po 50–100 rubli rocznie do wspólnej kasy, to grupa petersburska PPS wpłacała rocznie 2800 rubli, kijowska – 1080, charkowska, ryska i warszawska po 100–300 rubli.
Piłsudski próbował też podnieść poziom wykształcenia partyjnego aktywu. Podkreślał, że literatura jest „najpotężniejszą dźwignią rozwoju społecznego” („Robotnik” 19/1896), a na zjeździe CKR w 1905 roku udowadniał, iż jedną z przeszkód w rozwoju socjalizmu jest niska kultura potencjalnych adresatów tej idei. Praca na polu kultury to – według Piłsudskiego – „być albo nie być” rewolucji i niepodległości. Do rangi symbolu urasta fakt, iż równolegle ze „Strzelcem” Piłsudski powołał Towarzystwo Wydawnicze „Książka”.
Świadectwem zmagań Piłsudskiego zarówno z sobą, jak i z własną partią jest porażający szczerością list do Feliksa Perla. Licząc się z tym, że może zginąć w akcji pod Bezdanami, Piłsudski pisał:
Do Felka
lub tego, co mój nekrolog pisać będzie.
(…) proszę tylko o to, byś nie robił ze mnie „dobrego oficera lub mazgaja i sentymentalistę...”, tj. człowieka poświęcenia, rozpinającego się na krzyżu dla ludzkości czy czego tam. Byłem do pewnego stopnia takim, lecz było to za czasów młodości górnej i chmurnej. Teraz nie, to minęło i minęło bezpowrotnie – te mazgajstwa i krzyżowanie się dokuczyło mi, gdym na to u naszych inteligentów patrzył – takie to słabe i beznadziejne! Walczę i umrę jedynie dlatego, że w wychodku, jakim jest nasze życie, żyć nie mogę, to  u b l i ż a – słyszysz! – ubliża mi, jako człowiekowi z godnością nie niewolniczą. Niech inni się bawią w hodowanie kwiatów czy socjalizmu, czy polskości, czy czego innego w wychodkowej (nawet nie klozetowej) atmosferze – ja nie mogę! To nie sentymentalizm, nie mazgajstwo, nie maszynka ewolucji społecznej, czy tam co, to zwyczajne człowieczeństwo. Chcę zwyciężyć, a bez walki, i to walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, ale wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką. Rozumiesz chyba mnie. Nie rozpacz, nie poświęcenie mną kieruje, a chęć zwyciężenia i przygotowania zwycięstwa.
Ostatnią moją ideą, której nie rozwinąłem jeszcze nigdzie, jest konieczność w naszych warunkach wytworzenia w każdej partii, a tym bardziej naszej, funkcji siły fizycznej, funkcji, że użyję tak nieznośnego dla uszu „humanitarystów” określenia (histeryczne panny, nie znoszące drapania po szkle, ale znoszące pranie ich po pysku) funkcji  p r z e m o c y  b r u t a l n e j. Tę ideę chciałem przeprowadzić w swojej działalności ostatnich lat i przyrzekłem sobie, że albo swoje zrobię, albo zginę. Zrobiłem już dosyć dużo w tym kierunku, ale za mało, by móc wypocząć na laurach i zająć się serio przygotowaniem bezpośrednim do walki, i teraz stawiam siebie na kartę.
I jeszcze parę słów o tym. Wiesz, że jedynym wahaniem moim jest, że oto ja zginę przy ekspropriacji i ten fakt chcę wyjaśnić. Pierwsze – to sentymentalizm. Tylem ludzi na to posyłał, tylem przez to posłał na szubienicę, że w razie, jeśli zginę, to będzie naturalną dla nich, dla tych cichych bohaterów, satysfakcją moralną, że i ich wódz nie gardził ich robotą, nie posyłał ich jedynie jako narzędzia na brudną robotę, zostawiając sobie czystą. (…)

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 12/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum