Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„NIE JEST NICZYM KONTROWERSYJNYM PROTEST PRZECIWKO DEMORALIZACJI MŁODYCH POLAKÓW”

Aktualności

16.05.2019 10:33

Barbara Nowak (ur. 1959 r.) jest absolwentką studiów historycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. W oświacie pracuje od 1982 r. jako nauczycielka historii. W 1992 r. wygrała konkurs i objęła stanowisko dyrektora Szkoły nr 85 w Krakowie. Od 2016 r. pełni funkcję Małopolskiej Kurator Oświaty. Fot. Marcin Kaproń

 

 

 

Barbara Nowak (ur. 1959 r.) jest absolwentką studiów historycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. W oświacie pracuje od 1982 r. jako nauczycielka historii. W 1992 r. wygrała konkurs i objęła stanowisko dyrektora Szkoły nr 85 w Krakowie. Od 2016 r. pełni funkcję Małopolskiej Kurator Oświaty. Fot. Marcin Kaproń

 

 

W ostatnich 20 latach wykorzystano polską szkołę do tego,
aby wyhodować robotników dla zachodnich korporacji

 

Z BARBARĄ NOWAK, Małopolską Kurator Oświaty,
rozmawia Adam Sosnowski

 

 

Adam Sosnowski: Pani Kurator, w ostatnich tygodniach żaden temat tak bardzo nie bulwersował Polaków jak oświata. Padło wiele przykrych słów, a strajk nauczycieli ostatecznie zakończył się fiaskiem, jeśli chodzi o jego cel polityczny. Nauczyciele zyskają natomiast to, co wywalczyła oświatowa „Solidarność”. Trwa ponadto Okrągły Stół w sprawie oświaty. Czy on coś zmieni?

Barbara Nowak: Już jako prezes Towarzystwa Nauczycieli Szkół Polskich i teraz jako kurator proponuję, aby doszło do poważnej dyskusji na temat polskiej edukacji. Niestety takiej rozmowy w szerokim gronie nie było, a zwołany Okrągły Stół może być co najwyżej punktem wyjścia do poważnej debaty i wskazaniem kierunków zmian. To oczywiście jest ważne. Kształt nowej szkoły powinni opracować eksperci i praktycy, których w Polsce nie brakuje.

To co w takim razie powinno się zmienić w naszej edukacji? Czy rzeczywiście kwestia płac nauczycielskich to jedyny poważny problem?

Bolączek jest wiele, nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że dziś wszystko w polskiej oświacie jest złe. Jeżeli ktoś mówi, że jeszcze nigdy tak źle nie było, to mamy do czynienia z kłamstwem – przyjętym niestety bezrefleksyjnie przez sporą grupę nauczycieli. Chciałabym podkreślić, że udało się już przeprowadzić reformę strukturalną i będzie z powrotem 4-letnie liceum. To jest rzecz nie do przecenienia, a czekali na to Polacy niezależnie od preferencji politycznych. Przecież 3-letnie liceum (od 2012 r.) polegało na tym, że w pierwszej klasie kończyło się podstawę programową z gimnazjum, a następnie de facto realizowano 1,5-roczny kurs przygotowawczy do matury. 4-letnie liceum to wstęp do tworzenia się fundamentów polskiej inteligencji. Druga udana sprawa to przywrócenie szkolnictwa zawodowego, obecnie pod hasłem szkół branżowych. One już działają, odpowiadają na potrzeby rynku lokalnego. Dzięki temu po ukończeniu szkoły uczniowie mają zagwarantowaną pracę – w Polsce, co jest bardzo ważne. Nie muszą już opuszczać Ojczyzny w poszukiwaniu pracy.

To działa na zasadzie jakiejś podpisanej umowy przez tych uczniów, że zostają w kraju?

Nie, ale współpraca szkół branżowych z firmami położonymi w bliskiej odległości powoduje, że absolwent natychmiast ma pracę, której nie musiał ani szukać, ani nie musi do niej godzinami dojeżdżać.

To jest istotny czynnik, jeśli się weźmie pod uwagę, że młodzi ludzie najczęściej zwalniają się z pracy z powodu dalekich dojazdów.

No właśnie. Nieraz się zdarza, że ci uczniowie już w pierwszej klasie wiedzą, w jakiej firmie rozpoczną pracę po ukończeniu szkoły. Z kolei przedsiębiorcy często w ramach praktyk wakacyjnych wysyłają uczniów, a swoich przyszłych pracowników, do partnerskich firm na Zachodzie. W Tarnowie chwalili mi się ostatnio uczniowie, że dzięki temu zarobili tyle, że stać ich było na kupno samochodu.

Nie kusi ich wtedy, żeby zostać w tych zachodnich krajach?

Oczywiście, kusi, ale umowy z uczniami są skonstruowane tak, że mają do czego wrócić, gdyż posiadają w Polsce godziwe zarobki, a w swoich kontraktach z polską firmą mają na przykład także zapisane okresy pracy za granicą. Edukacja w szkołach branżowych dzisiaj daje bardzo solidne wykształcenie zawodowe, kwalifikacje do pracy nie tylko w jednym zawodzie i możliwość szybkiego przekwalifikowania, dzięki czemu młodzi ludzie nie muszą zostawiać swoich rodzin i wyjeżdżać z kraju. Ponadto udaje nam się docierać do polskich firm z przekazem, aby współpracowały ze szkołami, a nawet w nie inwestowały. W szkołach branżowych często jest tak, że lokalny biznes dokłada się do pensji nauczycieli, którzy szkolą potrzebnych specjalistów. Kolejny plus jest taki, że nie trzeba w tej chwili w szkołach budować parków maszynowych czy warsztatów, bo uczniowie korzystają z infrastruktury danej firmy. Dzięki temu mają dostęp do nowoczesnej technologii, bo z takiej przedsiębiorstwa muszą korzystać, żeby być konkurencyjnymi. Być może o tym za mało mówimy, być może też mass media z powodu niechęci do nas te fakty przemilczają; a powinno się głośno informować, jak bardzo rozwinęło się szkolnictwo branżowe i jak współgra z rozwojem gospodarczym państwa polskiego.

Często pojawiają się też zarzuty rodziców, że od dzieci w szkole za dużo się wymaga i że są przeładowane materiałem.

W szczególności w kontekście siódmej czy ósmej klasy podstawówki słychać taką krytykę, ale ja się z nią nie zgadzam. W nowych programach, które powstały wspólnie z reformą strukturalną, jest jasno zaznaczone, że na materiał realizowany przeznaczonych jest 80 proc. czasu wszystkich lekcji, a pozostałe 20 proc. nauczyciel może wykorzystać dowolnie. W tym zakresie 20 proc. można spokojnie powtarzać materiał albo uzupełniać braki w szkole. Rodzice faktycznie skarżą się, że muszą dużo pracować w domu ze swoimi pociechami, ale to nie wynika z tego, że program jest źle skonstruowany, lecz z jego niewłaściwej realizacji. Nauczyciele w większości nie mają zaufania do systemu i nadal realizują bardzo poszerzony materiał w obawie, że na egzaminach będą wymagane treści spoza podstawy, często też nie mają zaufania do kuratorium czy ministerstwa, bo w przeszłości bardzo często nauczycieli oszukiwano. To się zmieniło, nikt nauczycieli nie wprowadza w błąd i nie wymaga niczego, czego wcześniej nie zapowiedziano. Zaufanie jednak szybko się traci, a odbudowuje powoli, więc ten proces trwa.

Mam wrażenie, że problem jest szerszy. Wspomniała Pani, że rodzice siadają z dziećmi, żeby się z nimi uczyć. Nie pamiętam tego typu sytuacji z własnego doświadczenia, żeby rodzice ze mną lekcje odrabiali. To było moje zadanie i powinienem go wykonać samodzielnie. Szkoła i rodzice dzisiaj już nie przygotowują dzieci do samodzielności. Kiedy studenci filologii pytają mnie, który rozdział z książki mają przeczytać na egzamin, to mi ręce opadają. Czytanie całej książki ich zbyt trudzi. Byle biernie coś odbębnić. Gdzie samodzielność?

Zgadzam się z Panem. Wynika to z błędów systemowych popełnionych w przeszłości. Reforma z 1999 r., czyli m.in. wprowadzenie gimnazjów, odzwierciedlała chęć dostosowania się do Zachodu, który jednak wtedy już z tego modelu się wycofywał. Ówczesna władza natomiast to wszystko bezrefleksyjnie przejęła. I wtedy w Polsce zaczęło się hodowanie ludzi na potrzeby zachodnich korporacji, które budowały w Polsce swoje przedstawicielstwa. Do tego wykorzystano polską szkołę. Mówię to z pełną odpowiedzialnością i nie jest to żadna teoria spiskowa. Chodziło o to, aby ukształtować człowieka, który jest zdolny do rozumienia prostych poleceń i wykonywania ich według ściśle zaprogramowanych schematów – samodzielność mogłaby tylko przeszkadzać.

I jeszcze język obcy musi znać, ale niekoniecznie na poziomie czytania literatury pięknej.

Otóż to. Doszło do uprzedmiotowienia człowieka – ucznia, ale przecież także i nauczyciela. Polscy pedagodzy byli wówczas masowo wysyłani na różnego rodzaju szkolenia opłacane przez Unię Europejską. Jak grzyby po deszczu wyrosły różne firemki oferujące takie szkolenia; zresztą bardzo się na tym wzbogaciły. To wszystko działo się po to, aby odpowiednio ukształtować nauczyciela. Zabrano mu możliwość tworzenia własnych metod, indywidualnego podejścia do ucznia czy stymulowania kreatywności. Nauczyciele byli szkoleni według jednego schematu, który rzekomo był nowoczesny oraz innowacyjny. Te dwa przymiotniki działają przecież jak wytrych. Innowacje były traktowane jako najważniejsza rzecz na świecie… Uczeń miał być ukształtowany jak przedmiot produkowany na taśmie, każdy miał być jednakowy oraz uwarunkowany do myślenia według pewnego klucza. Na tę edukację polskich uczniów oraz nauczycieli łożono ogromne nakłady finansowe, osobowe oraz organizacyjne. Dzieci od czwartej klasy uczono, aby rozwiązywały testy tak, aby wbić się w klucz. I tak przez lata – w końcu to przyniosło efekty. Powstała armia młodych ludzi gotowych do pracy w korporacji. Znacząco obniżono poziom kształcenia, tak aby 80 proc. młodych ludzi mogło skończyć studia. Ten stan trwa do dziś.

Dodajmy, że młodych przygotowano do pracy bardzo prostej i monotonnej, typu np. wypisywanie dzień w dzień faktur w obcym języku. Korporacje wykorzystują fakt znacznie niższych zarobków w Polsce niż na Zachodzie; pensja dla nowego pracownika w wysokości 3–4 tys. zł jest u nas wysoka, za naszą zachodnią granicą zaś byłby to zasiłek socjalny…

Nauczyciele niestety poddali się temu systemowi. Dzisiaj nauczyciel-pasjonat, który kocha swój zawód i wkłada w niego cały swój entuzjazm, jest ewenementem, a przecież to powinna być norma. Każdy nauczyciel powinien być osobowością i autorytetem, bo ten wyjątkowy zawód tego potrzebuje. A po drugiej stronie stoi uczeń, który ma swój charakter, swoją oryginalność i swoje pomysły, zatem nie powinien dopasowywać się do nadanego z góry klucza. Dobry, etyczny nauczyciel stawał zatem przed dylematem – jeżeli się nie podporządkował narzuconym schematom, to jego uczeń mógł mieć problemy z ocenami, bo nie wbijał się w klucz. Ale wbijając się w klucz likwidował swoją kreatywność, a także swoją samodzielność, o którą Pan pytał. Dla nauczyciela był to wielki dylemat moralny. Na szczęście od 2015 roku to się zmienia.

Ale czy zmieniono coś w kształceniu samych nauczycieli? Wydaje mi się, że od nich trzeba zacząć zmiany, bo to jednak oni kształtują uczniów.

Odchodzimy od prostych testów i kluczy dla uczniów, ale jeżeli chodzi o kształcenie nauczycieli, to jeszcze nic się nie zmieniło. I o to mam pretensje. Ja wiem, że w niektórych sytuacjach nie było wyjścia, ponieważ trzeba realizować ten nieszczęsny program ewaluacji narzucony przez Unię Europejską, a gdybyśmy z niego zrezygnowali, to musielibyśmy zwracać duże pieniądze.

Może korzystniej było jednak zwrócić…

Jest to niestety bardzo przykra zależność finansowa. To cała machina uzależnienia. Wizytatorów przykładowo szkolono na ewaluatorów, aby mogli kontrolować szkoły, czy te robią odpowiednie postępy – oczywiście według klucza narzuconego przez Brukselę. Ponadto te ewaluacje są przeprowadzane bardzo specyficznym językiem biurokracji, nowomową, czyli po prostu bełkotem. Szkolenie jednego ewaluatora to był koszt kilkudziesięciu tysięcy złotych raz na dwa lata. Kurs przeprowadzała wyspecjalizowana firma i musiał się on odbyć w konkretnym drogim hotelu. Tym sposobem Unia Europejska niby dawała pieniądze na polską edukację, ale tylnymi drzwiami te finanse w dużej części wracały do macierzy. I na koniec takiej ewaluacji szkoła dostawała jakąś… literkę symbolizującą ocenę. Zresztą według mnie im lepsza ocena, tym gorzej, bo to oznaczało, że dana szkoła dokładnie zaimplementowała dyrektywy unijne, w wyniku czego stawała się skostniała, zabijała kreatywność ucznia i nauczyciela. Rząd Prawa i Sprawiedliwości wprowadził szereg zmian zmniejszających dolegliwość tego systemu, ale nie mogliśmy tych kontroli całkiem zlikwidować, bo Unii Europejskiej należałby się wtedy zwrot wielkich pieniędzy.

Tak więc przestaliśmy być panem we własnym domu do tego stopnia, że nie możemy kierować wychowaniem naszych dzieci według własnych wyobrażeń i własnej tradycji? Ludzie przecież między innymi dlatego wybrali Prawo i Sprawiedliwość, że oczekiwali, iż skończy się czas serwilistycznej polityki na kolanach.

Poprzedni rząd PO-PSL przyjął to rozwiązanie i ono potrwa jeszcze do przyszłego roku. Jesteśmy więc zakładnikami umów przez niego zawartych. I tak udało się ograniczyć ilość szkół objętych programem ewaluacji oraz do minimum zmniejszyliśmy częstotliwość tych kontroli.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


 

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum