Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

Nie dajmy się zdegenerować!

Aktualności

3.03.2022 15:58

Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego w Świętym Krzyżu – krypta grobowa w podziemiach klasztoru, gdzie spoczywają szczątki zakonników. Fot. Adam Bujak

 

 

 

Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego w Świętym Krzyżu – krypta grobowa w podziemiach klasztoru, gdzie spoczywają szczątki zakonników. Fot. Adam Bujak

 

 

Brońmy naszej wiary, brońmy polskich sanktuariów

Z ADAMEM BUJAKIEM rozmawia Jolanta Sosnowska

 

 

Jolanta Sosnowska: Jeździłeś po Związku Sowieckim w latach 1989–1991 i widziałeś tamtejsze prawosławne sanktuaria jeszcze przed upadkiem ZSRS. Jak wówczas wyglądały i jakie zrobiły na Tobie wrażenie?
Adam Bujak: Wrażenie było wprost tragiczne. To był okres tzw. pierestrojki, za Gorbaczowa poluzowano różne rygory, ale zniszczenia pozostały. Ponad 98 proc. tamtejszych prawosławnych świątyń, tysiące sanktuariów, zostało przez komunistów zdewastowanych – oglądałem je, przygotowując książkę o tysiącleciu Chrztu Rusi Kijowskiej. Były wśród tych świątyń sobór św. Sergiusza z Radoneża na terenie Ławry Troicko-Siergijewskiej w obwodzie moskiewskim czy słynna kijowska Ławra Peczerska, której historia sięga XI w. Wiele cerkwi i monastyrów wysadzono w powietrze, wiele zamieniono w magazyny, szalety miejskie, kina, ale głównie w muzea ateizmu. Gdy przyjechałem do Ławry Poczajowskiej w Poczajowie na Wołyniu, gdzie znajduje się słynna ikona Matki Bożej, a także kamień z odbitą stopą Maryi, zobaczyłem na terenie tego monastyru ogromne muzeum ateizmu. W latach 1930. Sowieci systematycznie niszczyli relikwie. Komsomolcy wpadali do resztek świątyń – co było rejestrowane na taśmie filmowej – i pod karabinami kazali prawosławnym księżom czy władykom (tak nazywają się prawosławni biskupi) rozbierać z szat liturgicznych szczątki świętych, którzy spoczywali w trumnach. Bezczeszcząc relikwie, chcieli pokazać, że żadnych świętości nie ma. Tak było m.in. na odwiedzonych przeze mnie Sołowkach, gdzie w tamtejszym, pochodzącym z 1. poł. XV w., Sołowieckim Monastyrze Przemienienia Pańskiego czczeni są jego święci założyciele – mnisi Zozym, Sawwacjusz i German. Niszcząc i bezczeszcząc przedmioty kultu, komuniści chcieli udowodnić, że to wymysły głupiego, ciemnego, zacofanego ludu. Gołe szkielety miały zaświadczyć, że po śmierci jest nicość, że życie wieczne to wymysł kleru, który chce podporządkować sobie ludzi. Po latach okazało się, że zrabowane z wszystkich prawosławnych świątyń szczątki świętych złożone zostały w Isakijewskim Soborze (soborze św. Izaaka Dalmatyńskiego) w Sankt Petersburgu (w czasach komunizmu nazywał się Leningradem). Do lat 1990. było tam muzeum ateizmu, bodaj największe w Sowietach. Zdobiąca budynek rzeźba gołębicy Ducha Świętego została zastąpiona przez potężne wahadło Foucaulta. W czasie pierestrojki zaczęto stopniowo oddawać poszczególnym sanktuariom trzymane tam relikwie, zaczęto też odbudowywać sobory i ławry, czyli prawosławne kościoły i monastyry. Muszę przyznać, że podczas tej podróży, w trakcie której zobaczyłem tyle wstrząsających świadectw działania nienawistnego ateizmu, moja wiara nieprawdopodobnie się umocniła.
Można powiedzieć, że paradoksalnie, bo wielu na Twoim miejscu zwątpiłoby w Boga, widząc tak zdruzgotany obraz wiary – zniszczone i zbezczeszczone świątynie, niezliczone groby pomordowanych i zamęczonych duchownych i wiernych.
Moja wiara wzmocniła się wbrew pogardzie i nienawiści komunistów, której obrazem były te spustoszenia dokonane w ludziach i w sanktuariach. Mogłem bowiem poznać tych, którzy się ostali i których wiara w tym straszliwym tyglu rozżarzonego do czerwoności ateizmu nie została zgaszona, nie została złamana nawet przez najstraszniejsze tortury, przez łagry. Trzeba wiedzieć, że w Związku Sowieckim zamordowanych zostało ponad 100 tys. duchownych i osób zakonnych; komuniści mordowali jeszcze w 1989 r. i później. Mówiono mi m.in. o prawosławnym biskupie Permu, którego oprawcy ciągnęli przez całe miasto na łańcuchu, przebiwszy hakiem brodę. Rozmawiałem też wtedy z ojcem Aleksandrem Mieniem, można powiedzieć tamtejszym prawosławnym ks. Popiełuszką, który notabene naszego księdza Jerzego bardzo podziwiał. Ojciec Aleksander niebawem, w 1990 r., miał zostać bestialsko zamordowany siekierą w głowę; również sprawcy i inicjatorzy tej zbrodni do dzisiaj nie zostali wykryci. Wątpię, żeby ktoś chciał ich w ogóle szukać. Podobnym niezłomnym duchownym był ojciec Gleb Jakunin, którego też wówczas poznałem, a który 12 lat spędził w łagrze. W poruszaniu się po Związku Sowieckim pomagały mi dobre tamtejsze siły – wspaniałe organizacje Memoriał czy Demokratyczna Rosja, które teraz zostały unicestwione. Także od nich słyszałem, że patrzyli na Polskę i Polaków z nadzieją, podziwiali naszą walkę z komunizmem, byliśmy dla nich oknem na świat, furtką wolności.
Teraz lewacy różnej maści ponownie chcą nas tej wolności pozbawić, mając tym razem do dyspozycji dużo doskonalsze środki medialnej propagandy i dezinformacji. Nie obawiasz się, że u nas w Polsce, wobec coraz potężniejszej fali ateizmu napędzanej i promowanej przez wszelkiego rodzaju sprzysiężone lewackie media, może dojść do podobnych aktów? Czy rzeczywiście możemy dojść do tego, że nasze piękne, wspaniałe sanktuaria – bohaterowie Twojej nagrodzonej książki „Sanktuaria polskie” – z których jesteśmy tak dumni, które są naszą duchową ostoją, zostaną zamienione w muzea ateizmu lub w ruinę?
Absolutnie nie możemy do tego dopuścić. Musimy mieć w sobie żarliwość i niezłomność, by się temu wszelkimi sposobami przeciwstawiać. Podam pewien przykład, powracając jeszcze do mojej podróży po Związku Sowieckim. Wraz z prawosławnym arcybiskupem Omska i Tary Teodozjuszem wieźliśmy ikonę Matki Bożej Abałackiej z Omska do Tobolska. Tobolski sobór Mądrości Bożej i Zaśnięcia Matki Bożej w czasach sowieckich zamieniony był na magazyn zboża. Abp Teodozjusz wprowadził ikonę z najwyższą czcią do świątyni, która znajdowała się w kompletnej ruinie. A potem cały przejęty – nigdy nie zapomnę tej chwili – padł przed nią na twarz.
To, o czym opowiadasz, powinno stanowić memento dla niektórych Polaków, żeby się opamiętali, póki czas. Żeby się zastanowili, do czego może doprowadzić ich zażarta walka z Kościołem.
Polacy muszą się opamiętać, bo inaczej przyjdzie to, co było w Związku Sowieckim. Lewacka zgraja, bo inaczej ich nie można nazwać, która dręczy i niszczy Polskę, właśnie do tego dąży. Od jakiegoś czasu trwa nieustanny zamach na polską narodową kulturę powiązaną przecież nierozerwalnie z chrześcijaństwem. Adam Mickiewicz przedstawił nam w „Dziadach” wspaniałe sceny tchnące mistycyzmem, odnoszące się także do spraw związanych z odchodzeniem z tego świata. A jak to zostało niedawno ukazane na deskach krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego? W sposób obrzydliwy, zdegenerowany. Miałoby się takie spektakle pokazywać młodzieży? Przecież to niedopuszczalne i karygodne. Obrona dzieci przed degeneracją, która płynie również ze scen teatralnych, jest obowiązkiem pracowników szkolnictwa, jak słusznie mówi małopolska kurator oświaty Barbara Nowak.
Na szczęście przeciwko degeneracji przez genderyzm i tzw. środowiska LGBT, nie tylko w sztuce i kulturze, opowiada się odważnie i stanowczo nasz krakowski metropolita abp Marek Jędraszewski. I to jest budujące. Natomiast nadzwyczaj niepokojące i oburzające jest, że pieniądze na działanie krakowskich teatrów daje małopolski samorząd, współfinansując tym samym demoralizującą ohydę w jej najskrajniejszej postaci. Wzywam marszałka województwa małopolskiego Witolda Kozłowskiego do podjęcia wreszcie działań mających na celu ratowanie tego zasłużonego teatru dla normalnych ludzi, dla normalnych widzów.
Niestety, niemal w każdym polskim teatrze płacone są daniny genderyzmowi i wyuzdaniu. Aż dziw, że znajdują się aktorzy, którzy dla tzw. pięciu minut wątpliwej popularności i złudnego uznania gotowi są realizować – wbrew swej ludzkiej godności – najbardziej chore i zdegenerowane pomysły pseudotwórców, którzy są w istocie neomarksistowskimi propagandystami. Jeszcze bardziej dziwi to, że są widzowie, którzy coś takiego chcą oglądać i jeszcze za to płacić.
Ludzie sami siebie odzierają dziś z godności. Z tego też powodu patrzą potem z obojętnością na próby odarcia z sacrum kościołów, by przestały być miejscem spotkania z Bogiem na modlitwie, by nie przypominały o Dekalogu. Słychać głosy, by cenne, zabytkowe relikwiarze oddać do muzeów, a kości wyrzucić na śmietnisko, bo są bez znaczenia. Neomarksizm to jest naprawdę coś potwornego i dotyczy nie tylko Związku Sowieckiego. O tym trzeba wiedzieć i trzeba to nieustannie powtarzać zarówno tym, którzy zdążyli już o tym zapomnieć, jak i tym, którzy nigdy się z sowietyzmem nie zetknęli. Moja matka urodziła się na Sybirze, wiele wycierpiała. Mój ojciec walczył z bolszewizmem u boku marszałka Józefa Piłsudskiego, który w nagrodę za udział w bojach podarował mu ziemię pod budowę domu i hurtownię papierosów na ul. Kościuszki, którą potem Sowieci spalili, jak wkroczyli w 1945 r. „wyzwalać” Kraków.

 

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 02/2022 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Archiwum