Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

Najbardziej rodzinny dzień w roku

Aktualności

15.12.2021 10:59

 Pięknie udekorowana choinka to jeden z nieodłącznych symboli Świąt. Obraz Marcela Riedera. Fot. Facebook

 

 

Pięknie udekorowana choinka to jeden z nieodłącznych symboli Świąt. Obraz Marcela Riedera. Fot. Facebook

 

Wieczerzę zaczynamy od wspólnej modlitwy

Prof. Wojciech Polak

 

Wigilia to po łacinie czuwanie. W tradycji chrześcijańskiej czuwanie wieczorem w przeddzień święta oznaczało już właściwie rozpoczęcie świętowania. W polskiej tradycji najważniejszym elementem owego czuwania była i jest wieczerza wigilijna. Jej ranga tylko w naszym kraju (no, może jeszcze na Litwie) jest wyjątkowa. To najbardziej rodzinny dzień w roku. Dzień, w którym łączymy się z Bliskimi w oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela. Dzień, w którym pamiętamy także o naszych Przyjaciołach i Sąsiadach, a jeżeli są samotni – zapraszamy ich do naszego stołu.
Wieczerzę rozpoczynamy wraz z pierwszą gwiazdką na niebie na pamiątkę Gwiazdy Betlejemskiej. Owa wieczerza ma w Polsce tradycyjnie charakter postny (pamiętajmy, że np. Francuzi i Austriacy jedzą wtedy drób, a Niemcy parówki). Zaczynamy od wspólnej modlitwy, a potem czytamy fragment Ewangelii. Najczęściej jest to Ewangelia wg św. Łukasza, rozdział 2, wersy 1–7. Potem uczestnicy wieczerzy wzajemnie przełamują się opłatkiem i składają sobie życzenia. U mnie w domu Ojciec używał podczas dzielenia się opłatkiem starej formuły z Kresów: „Daj Boże za rok doczekać”. Dodajmy, że zwyczaju łamania się opłatkiem nie ma poza Polską, Litwą i Białorusią nigdzie na świecie.
Czasem kładziemy pod obrus sianko na pamiątkę faktu, że to na sianie w stajence spoczywał narodzony Syn Boży. Stawiamy także jedno dodatkowe nakrycie na wypadek, gdyby przybył do nas zagubiony wędrowiec lub niezapowiedziany gość. Po wieczerzy szukamy prezentów pod choinką. W moim domu rodzinnym przynosił je św. Mikołaj, który tym samym dwa razy w roku (6 i 24 grudnia) musiał schodzić na Ziemię. W poznańskim domu rodzinnym mojej żony był to Gwiazdor (tradycja Polaków z zaboru pruskiego). Obecnie w naszym domu w Toruniu obaj przychodzą w najlepszej zgodzie.
Potraw powinno być dwanaście. Tu mamy ogromny pluralizm i różnorodność regionalną. Podawane zupy to: barszcz z uszkami, rozmaite zupy rybne (u Kaszubów był to rosół z węgorza), biały postny żur, zupy z suszonych owoców lub migdałowe. Tradycyjnie powinny być też ryby. Od okresu międzywojennego popularność zdobył karp, przyrządzany najczęściej w postaci smażonej, ale czasem także w galarecie. A do tego: śledzie pod różnymi postaciami, pierogi z kapustą i grzybami albo z samą kapustą, kapusta z grzybami (bez pierogów), kasza z suszonymi grzybami, kulebiak, fasola z suszonymi śliwkami, paszteciki z grzybami lub kapustą. Na Śląsku przyrządza się też moczkę (zwaną także bryją) na bazie piernika, suszonych śliwek, moreli, daktyli, fig i gruszek, migdałów, orzechów, rodzynek i ciemnego piwa. Kaszubi jedzą węgorza, np. gotowanego z suszonymi śliwkami, podawanego zaś z kluseczkami.
Wśród słodkości królują oczywiście rozmaite ciasta i występujące w wielu odmianach kluski z makiem. Zmielony i osłodzony mak dodawano także do ciastek – łamańców, mieszano go też z ryżem. Tradycyjną i prastarą potrawą wigilijną jest również słodki kisiel z owoców (np. żurawin, które bez problemu przechowuje się w wodzie w świeżym stanie). Na Kresach podaje się też kutię. Zwyczajowo robiona jest z obtłuczonej pszenicy z dodatkiem maku, miodu, bakalii, słodu, orzechów i rodzynek, a także śmietany.
Z wieczorem wigilijnym łączą się rozmaite podania i legendy. Podobno zwierzęta, w nagrodę za to, że towarzyszyły Dzieciątku w żłóbku, mogą tego jedynego dnia mówić ludzkim głosem. Mój przyjaciel, obawiając się tyrady ze strony swojego kocura za brak troski, co roku przed Wigilią zabiera go na badania do weterynarza. Kot jest zdrowy, a właściciel ma spokój! Podanie ludowe z Kaszub mówi jednak, że chociaż zwierzęta z pewnością mówią w noc wigilijną ludzkim głosem, to jednak niedobrze jest je podsłuchiwać. Ponoć pewien gospodarz poszedł kiedyś posłuchać, co mówią w oborze jego woły. No i usłyszał, jak wół do wołu powiedział: „Słuchaj, bracie bury! Przygotuj się, niedługo będziemy wieźli naszego pana na cmentarz!”. Gospodarz jak to usłyszał, to tak się zdenerwował, że pobiegł do chaty i zmarł.
Wróćmy jednak do kotów. Bure, prążkowane koty mają często nad oczami wyraźną czarną literę M. Podobno pewien bury kotek ogrzewał własnym ciałem Dzieciątko w żłóbku. Matka Boża w nagrodę wyrysowała mu inicjał Swojego imienia – i tak już zostało.
Wigilia esencją polskości
Życie nasze toczy się w rocznym rytmie, którego najważniejsze punkty związane są ze świętami religijnymi. Wigilia Bożego Narodzenia to nie tylko czuwanie przed świętem, w którym czcimy Wcielenie Syna Bożego w ludzką naturę. To także dzień, w którym Polacy kultywują prastare, głębokie i mądre chrześcijańskie obyczaje, a przez to afirmują polską jedność, solidarność i piękno naszej narodowej tożsamości.
Wigilijne wzorce szczególnie mocno zapisują się w mentalności i pamięci ludzi młodych. Pozostają dla nich wzorcem i rajskim wspomnieniem na całe życie. Warto w tym miejscu przytoczyć wigilijne wspomnienia Melchiora Wańkowicza z okresu dzieciństwa. Święta Bożego Narodzenia spędzał on na początku XX wieku na Kowieńszczyźnie, w wielkim majątku swojej sędziwej babci w Nowotrzebach, gdzie panowały dawne obyczaje patriarchalne:
„Babka wchodziła z opłatkiem, dzieląc się ze wszystkimi, przy czym każdemu mówiła indywidualne życzenia. Nie zawsze były te życzenia słodkie. Czasem babka pochylała się do ucha: – Patrzaj… – zaczynał się cichy szept, po czym nic już nie było słychać, tylko palec wskazujący babki surowo groził. Zaczerwieniony delikwent ułamywał opłatek, całował w rękę i skwapliwie ustępował miejsca… następnemu.
Kiedy się to działo w stołowym, my dzieci siedzieliśmy już w pierwszym pokoju przy bakaliach, najedzeni jak bąki. Jakże bo! Wilia składała się z ośmiu – dwunastu potraw i mimo solidne i uważne objadanie się, iżby na wszystko miejsca starczyło, miejsca tego nie starczało.
W pośrodku stołu pofalowanego bielą obrusa, na pękach siana (ze ździebeł jego wróżyliśmy, czyje życie dłuższe) stawiano tak zwaną ‘kucję’ – ogromną salaterę poczwórną, w której mieściły się cztery zasadnicze potrawy Wilii, cztery paskudztwa ku tradycji przyrządzone, których nikt nigdy nie tykał. Jestem przekonany, że kucja sięgała swym pochodzeniem zamierzchłych czasów pogańskich.
Był tam kisiel owsiany, wyglądający jak brudny klajster, rozdęte ziarna gotowanej pszenicy, groch i jęczmień oraz mleko makowe. Babka tylko, jako pani domu, musiała każdej potrawy spróbować i podlać ‘sytą’ (miód z wodą), bo inaczej nadchodzący rok nie dałby dostatku. Krzywiła się, zwłaszcza przy kisielu, ale mus to mus. A kiedy już i państwo, i służba byli najedzeni, roztwierano szeroko wielkie szklane drzwi olbrzymiego salonu. Na tle ogromnej stuletniej agawy (która – właśnie co rok oczekiwano, że zakwitnie ‘raz na sto lat’ i ‘ze strzałem jak z armaty’) stała większa jeszcze choinka.
Otrzymaliśmy prezenty, wyrażając oficjalną radość (wiedzieliśmy i widzieliśmy, dzięki wzorowemu wywiadowi, już na kilka dni wcześniej, co otrzymamy; raz nawet dzięki zdradzie lokaja zdołałem wykraść z szafy i popukać sobie z flinty, którą później uroczyście otrzymałem), a potem zaczynało się objadanie drzewka.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 02/2022 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Archiwum