Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

Na uniwersytetach panuje dyktatura lewactwa. Zmienimy to.

Aktualności

24.11.2020 11:26

Minister edukacji i nauki prof. Przemysław Czarnek podczas przemówienia w Sejmie. Fot. Radek Pietruszka/PAP

 

 

Minister edukacji i nauki prof. Przemysław Czarnek podczas przemówienia w Sejmie. Fot. Radek Pietruszka/PAP

 

 

 

Z ministrem edukacji i nauki DR. HAB. PRZEMYSŁAWEM
CZARNKIEM rozmawia Adam Sosnowski

 

 

Adam Sosnowski: Panie Ministrze, na Pana ręce złożono dużą odpowiedzialność, albowiem będzie się Pan zajmował nie tylko resortem edukacji, ale także nauki, a więc dwoma polami, które do tej pory nie były połączone. W jaki sposób będzie kształtował się ten podział?

Minister dr hab. Przemysław Czarnek: W chwili, gdy rozmawiamy, są jeszcze formalnie dwa resorty, które ostatecznie zostaną połączone do końca grudnia. Departamenty, które da się wykorzystać w obu resortach, takie jak prawny czy obsługi medialnej, zostaną połączone. Inne natomiast muszą siłą rzeczy pozostać w obecnym kształcie, bo zajmują się innymi zagadnieniami. Będzie oczywiście również kilku wiceministrów zajmujących się wyznaczonymi obszarami, np. szkolnictwem zawodowym, podręcznikami, podstawami programowymi czy finansowaniem uniwersytetów. W wielu obszarach zagadnienia dotąd rozłączone, jak np. kształcenie nauczycieli, zostaną połączone z korzyścią dla tych zagadnień i nas wszystkich.

À propos wiceministrów, chciałem zapytać o rolę Dariusza Piontkowskiego, dotychczasowego ministra edukacji, który powraca do połączonego resortu w randze sekretarza stanu. Czy oznacza to, że będzie się zajmował edukacją, a Pan nauką?

Nie. Będę skupiał swoją uwagę na obu obszarach, ponieważ wymagają one pilnych działań. Byłoby jednak dziwne, gdybym w dobie pandemii nie zechciał skorzystać z jego doświadczenia. To przecież Dariusz Piontkowski koordynował działania skupione wobec nauki zdalnej, na którą i teraz musimy przejść, oraz był przy powstawaniu nowych procedur reżimu sanitarnego. Dobrze zatem, że przyjął propozycję powrotu do Ministerstwa jako wiceminister. Nie możemy pozwolić sobie na eksperymenty, musimy zadbać o to, aby w tych trudnych warunkach dzieci mogły mimo wszystko uczyć się jak najlepiej. Wpisuje się to w mój modus operandi – ewolucja zamiast rewolucji. Decyzje będą szybkie i stanowcze, ale jednak ewolucyjne, będę poświęcał uwagę całemu ministerstwu.

Któryś raz zapewnia Pan, że nie dojdzie do rewolucji. Podejrzewam, że może to być pokłosie skowytu rozlegającego się po lewej stronie sceny medialnej i politycznej, która Pana nominacji panicznie się boi. Zadaję sobie jednak pytanie, dlaczego tej rewolucji nie będzie? Wszak  w szkołach na różnych szczeblach, a zwłaszcza na wyższych uczelniach, dzieje się przecież fatalnie. Chociażby po ostatnich tzw. protestach czy tęczowych piątkach widać wyraźnie jak głęboko rozpełzła się już tam lewicowa ideologia.

Jako świadomy konserwatysta jestem głęboko utwierdzony w przekonaniu, że rewolucja jeszcze nigdy nikomu niczego dobrego nie przyniosła, nawet jeżeli początkowo niektórym mogło się tak wydawać. Rewolucja szybko się wypala i przynosi same straty, unikam więc tego słowa. Jak najbardziej zgadzam się jednak z Pana diagnozą i również uważam, że bezwzględnie należy uchronić naszych uczniów przed wojną ideologiczną, która nota bene nie wynika wcale z podstaw programowych. W tym obszarze decyzje będą podejmowane natychmiast.

Co to konkretnie oznacza?

W przypadku szkół chodzi mi przede wszystkim o wzmocnienie nadzoru pedagogicznego. Obok samorządu to właśnie Ministerstwo Edukacji jest poprzez swoich kuratorów jednym z dwóch organów zarządzających szkołą. Jeżeli mamy uchronić nauczanie przed zaśmiecaniem głów naszych dzieci, nadzór pedagogiczny musi zostać wzmocniony. Skupiłem się na tym zaraz po przyjściu do ministerstwa.

Czy to oznacza, że kurator będzie miał większą władzę?

Powiedzmy inaczej – dotychczasowa władza, którą ma teraz kurator, stanie się wreszcie realna. Będzie już nie tylko zwracał uwagę, ale będzie mógł podejmować konkretne decyzje w przypadku, gdy prawo oświatowe nie jest respektowane. A to dzieje się przecież obecnie tam, gdzie naucza się rzeczy niezgodnych z podstawami programowymi. Tak postąpiliśmy również w przypadku tzw. tęczowych piątków, które 30 października odbywały się w niektórych szkołach. To były bardzo nieliczne, wręcz marginalne przypadki, co jednak nie znaczy, że nie stanowi to problemu. Kuratorzy muszą więc działać konsekwentnie, bo właśnie na tym polega istota państwa prawa. Nie będzie w polskich szkołach ideologii gender czy seksedukatorów, bo to jest niezgodne z prawem oraz stanowi pogwałcenie konstytucyjnego prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem.

Postuluje Pan zatem, aby skończył się czas bezkarności dla polskich szkół. Czego muszą się zatem obawiać placówki przychylne tęczowym nowinkom? Reprymendy, wymiany dyrektora?

Tak, między innymi i tego. Również nauczyciele angażujący się wprost w ideologię gender propagowaną przez środowiska LGBT bezwarunkowo podlegać będą postępowaniom dyscyplinarnym. Dzięki temu nauczyciele, którzy chcą działać zgodnie z prawem – a jest ich przytłaczająca większość, zyskają nową wolność i swobodę działania, ponieważ nie będzie już presji dyktatu wywieranego przez pewną marginalną mniejszość środowiskową.

Problemem większym zdają się być jednak uniwersytety mający swe siedziby w dużych miastach, a cieszące się większą autonomią niż szkoły. Tam też trudniej jest coś zdziałać.

Należy podejmować kroki wzmacniające wolną naukę. Głównym problemem uniwersytetów jest panująca tam dyktatura lewacko-liberalna, która przejawia się w różny sposób, na przykład postępowaniami dyscyplinarnymi wobec naukowców mówiących językiem chrześcijańskim albo zakazem organizacji konferencji pro-life, choć równocześnie bez przeszkód odbywają się tam sympozja poświęcone gender studies. To jest ewidentna dyktatura lewacko-lewicowa. Jako minister wprowadzę więc przede wszystkim wolność nauki. My, chrześcijanie, płacący przecież podatki na te uniwersytety, mamy takie samo prawo do organizacji konferencji czy publikacji w czasopismach uniwersyteckich. Ukrócę również działania polegające na szykanowaniu naukowców za ich wypowiedzi, jak miało to miejsce w przypadku prof. Nalaskowskiego czy prof. Budzyńskiej. Myślę, że doda to również animuszu milczącej, centrowej większości, która teraz, z obawy przed lewicową presją, siedzi cicho. Zadziała podobny mechanizm jak w szkołach, pokażemy, że w Polsce panuje wolność nauki i ludzie nie muszą bać się wyrażania swoich chrześcijańskich poglądów. Zgadzam się jednak z Panem, że proces na uniwersytetach będzie dłuższy i trudniejszy. Zakończymy jednak dyskryminację polskich nauk humanistycznych oraz polskiej filozofii, w których dzisiaj wprost nie sposób przebić się z perspektywą chrześcijańską; mam tu na myśli także kwestie finansowe. Musimy dać na polskich uniwersytetach amunicję ludziom trzeźwo myślącym.

To jest istotna rzecz – zwłaszcza nauki humanistyczne utrzymują się przecież poprzez programy grantowe, na które płyną pieniądze z zagranicznych instytucji, ale tylko wtedy, jeżeli prezentuje się w nich pogląd szeroko rozumianej lewicy liberalnej. Są to zarówno znane szerzej gender studies czy nurty postfeministyczne, ale równie dobrze może się to nazywać poststrukturalizmem, dekonstrukcją, szkołą frankfurcką czy neopragmatyzmem. Wszystkie te kierunki mają jednak cechę wspólną – oddalają od prawdy. Bożyszcze pokolenia wychowanego na wartościach 1968 r., czyli Richard Rorty stwierdził wprost, że prawda jest już dziś niepotrzebna i nie ma żadnego zastosowania. Jeżeli więc zadaniem naukowca nie jest szukanie prawdy, to czym ma się on zajmować? I po co ma dostawać na to pieniądze?

Zgadzam się z tą diagnozą, ale to się zmieni. Będą środki na granty także w tych obszarach badań, które odnoszą się do obiektywnych wartości i są ważne dla Polski, które badają ważne okresy naszej historii albo zaangażowanie Kościoła katolickiego w zwalczanie totalitaryzmów niemieckich czy sowieckich, w utrzymanie polskości pod zaborami. To stanie się natychmiast. Szybkie i stanowcze decyzje są w tym względzie bardzo potrzebne. Będziemy wspierać nowo powstające instytuty filozoficzne i filologiczne. Skupiam się teraz na naukach humanistycznych, bo o nie Pan pytał, ale nie zapominajmy o naukach ścisłych czy medycznych, które również mogą liczyć na moje wsparcie. Będę stawiał zwłaszcza na rozwój kadr medycznych.

Czyli otworzy Pan więcej miejsc na wydziałach medycznych?

Tak, będzie ich więcej, a całkiem możliwe, że powstaną i nowe wydziały. Zwiększymy również limit miejsc na pielęgniarstwie, położnictwie i ratownictwie medycznym, bo tu bardzo brakuje nam ludzi. Obecny kryzys dobitnie to pokazuje.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 3/2021 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum