Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Leworządność”

Aktualności

15.12.2020 9:34

„Nowy porządek według starych wzorów – tylko Mędrcy ze Wschodu szukają prawdziwej gwiazdy” – rys. Ewa Barańska-Jamrozik. Stoją: Caryca Katarzyna i Iwan Groźny; siedzą przy stole: Angela Merkel, Ursula von der Leyen, Joe Biden, Xi Jinping i Władimir Putin;  na wielbłądach jadą do Betlejem: Viktor Orbán i Mateusz Morawiecki.

 

 

 

„Nowy porządek według starych wzorów – tylko Mędrcy ze Wschodu szukają prawdziwej gwiazdy” – rys. Ewa Barańska-Jamrozik. Stoją: Caryca Katarzyna i Iwan Groźny; siedzą przy stole: Angela Merkel, Ursula von der Leyen, Joe Biden, Xi Jinping i Władimir Putin; na wielbłądach jadą do Betlejem: Viktor Orbán i Mateusz Morawiecki.

 

 

 

Pohańcy u naszych bram – Polska znów przedmurzem!

Leszek Sosnowski

 

 

W mętnej wodzie dobrze ryby łowić. Taką wodą jest prawo panujące w Unii Europejskiej. Rybą, dość grubą rybą, staliśmy się tym razem my, Polacy i Węgrzy. Konia z rzędem temu, kto znajdzie choć jednego na sto tysięcy, ba!, jednego na pół miliona dorosłych obywateli w naszym kraju, zresztą nie tylko w naszym, który będzie w stanie wytłumaczyć, o co chodzi w tej walce o jakąś zupełnie enigmatyczną praworządność. Tak poplątane i mało konkretne, właśnie mętne, jest prawo unijne.
1.
Można się o tym przekonać nawet po pobieżnym przewertowaniu przeróżnych traktatów, ich wersji skróconych lub skonsolidowanych, zaleceń, dyrektyw, deklaracji etc. Ja usiłowałem doczytać się czegoś więcej, czegoś konkretnego na temat słynnych wartości europejskich, których Polska rządzona przez prawicę ponoć nie chce przestrzegać. Pytałem o to również u samego źródła, a więc w oficjalnym Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Polsce. Odpowiedź zawsze była i jest taka sama: to jest zapisane w art. 2 Traktatu skonsolidowanego o Unii Europejskiej oraz w art. 1a w Traktacie Lizbońskim, który wszakże okazuje się dokładnym powtórzeniem art. 2. A brzmi on tak:
„Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn”.
Jak widać, padają pojęcia, które nie są doprecyzowane i dlatego mogą być używane tak dla interesu wspólnoty państw, jak i dla interesu tylko jednego kraju lub jednej ich grupy, dla dobrej lub dla złej sprawy. Są wielofunkcyjne. Słowa-wytrychy. Jedyny bliższy konkret to określenie „równość kobiet i mężczyzn”. Tu trzeba jednak dodać, że w Polsce równość tę wprowadzono do prawodawstwa wcześniej niż mamusie i tatusiowie brukselskich urzędasów przyszli na świat.
Za to nie ma ani słowa o rodzinie, o jej wartościach! Już sam ten fakt przekreśla jakąkolwiek wartość tego artykułu o wartościach. Ale jest jeszcze gorzej: o rodzinie nie wspomina żaden z traktatowych paragrafów. To należy uznać po prostu za haniebne i wysoce szkodliwe dla rozwoju społeczeństw unijnych. Przecież traktaty to jest prawo podstawowe, stanowiące bazę dla wszelkich innych decyzji ustawodawczych. Nie zajmują się one w ogóle zagadnieniami moralności czy obyczajowości.
Punktuje się za to szczególnie prawa mniejszości, nie precyzując jednak, o jakież to prawa chodzi. To otworzyło nie tyle puszkę Pandory, co wielką banię z nieszczęściami, głupotami, a przede wszystkim – z dewiacjami. Nazywa się to różnie, ale najczęściej ruch/ideologia LGBT i gender. Dewianci zaczęli domagać się praw, oczywiście, dewiacyjnych, uznając, że im się one należą i mają uzasadnienie, ponieważ oni są… mniejszością. Art. 2 (lub jak ktoś woli 1a) jakoby im to gwarantuje. Mniejszościowcy ze swojej słabości i inności potrafili zorganizować wielki ruch polityczny. Dziś obowiązuje bolszewicka zasada: kto nie z nimi – ten przeciwko nim. W puszce Pandory Zeus umieścił na dnie nadzieję, w tym przypadku jednak widać od razu samo dno, bez nadziei.
Do niedawna w krajach kręgu cywilizacji zachodniej, więc i u nas, zasada praworządności była pojmowana zwyczajowo jako zespół norm, także moralnych i obyczajowych, oscylujący wokół Dekalogu. Nie mógł być praworządny kraj, w którym nie piętnowano złodziejstwa, zbrodni, oszustwa, gdzie wsadzano ludzi do więzienia lub pozbawiano ich mienia z powodu wyznania religijnego. I tak to tkwi do dziś w powszechnym mniemaniu społecznym. Gdy więc zwykli obywatele czytają, słyszą, że w Polsce nie respektuje się praworządności, to zaczynają rozumować, że dzieją się tu jakieś straszne rzeczy, o których oni może jeszcze nic nie wiedzą, że toleruje się u nas pospolite przestępstwa jak grabież, korupcja, gwałt itp. Unijni eurokraci tymczasem pojmują praworządność zupełnie inaczej. Dla nich powoływanie się na Dekalog nie tylko nie ma znaczenia, ale może nawet być dowodem na łamanie prawa! Według ich rozumowania (o ile tego typu procesy myślowe można tak nazwać) prawo samo w sobie jest ideą nadrzędną, panującą; jest tylko jeden kluczowy warunek – musi to być prawo przez nich stanowione.
Praworządność okazuje się zatem groźną bronią dla każdego; jest jak miecz czy karabin – wszystko zależy od tego, kto tej broni użyje, w którym momencie i w jakim celu.
Niejasne prawo jest zawsze w praktyce prawem silniejszego, bogatszego, ponieważ jest on w stanie narzucić swoją, jemu pasującą interpretację albo w ogóle ominąć nieprecyzyjne paragrafy. W drobnych przypadkach takie rzeczy przechodzą bez większego echa, ale czasem idzie o kwestie fundamentalne, takie choćby jak być lub nie być państwem i narodem suwerennym. Bo czy można być suwerennym, przyjąwszy cudze prawa, cudzą praworządność? Pytanie retoryczne.
2.
Do zbioru zasad praworządności zalicza się na jednym z czołowych miejsc gwarancje praw i wolności obywatelskich. Dlatego usiłuje się za wszelką cenę dowieść, że w Polsce władza, ale teraz i zwykli obywatele, gnębią osobników spod znaku LGBT, odbierają im prawa, prześladują, innymi słowy nie szanują właśnie wolności obywatelskich. Każda poszlaka jest tu dobra, każde domniemanie, by nas zaatakować, każdy fake news się przydaje. Jak rządziła wiernopoddańczo proniemiecka Platforma i spółka – obywatele nie gnębili tej skrajnej, choć niezmiernie wrzaskliwej części społeczeństwa. Po zmianie władzy rzecz odmieniła się z dnia na dzień: staliśmy się społeczeństwem tzw. homofobów.
W rzeczywistości praw i wolności jest u nas tyle, że aż głowa boli, i trzeba mówić raczej o swawoli. W istotnym stopniu przyczynia się do tego ogromna ilość przeróżnych immunitetów, ale przede wszystkim – odrzucenie odwiecznego, sprawdzonego kanonu wartości opartych na Dekalogu. Odnosimy wrażenie, że dziś każdemu wszystko wolno. Dlatego zwykłych obywateli coraz bardziej i coraz częściej irytuje bezczynność polskiej policji. Policja działa jednak ewidentnie wedle nakazów unijnych: chroni mniejszość. Większość się nie liczy, niech palą jej kościoły, niech ją wyzywają, lżą, okradają.
Większość musi zaakceptować bez wyjątku żądania mniejszości, zgodnie z art. 2 Traktatu, i wtedy dopiero będzie postępować zgodnie z prawem. Taka właśnie paranoiczna logika obowiązuje m.in. w negocjacjach z Brukselą/Berlinem. Do tego doprowadziła koncepcja demokracji liberalnej, która nakazuje nie przejmować się większością, w ogóle jej nie respektować. Jest to równie logiczne jak niegdysiejsza idea demokracji ludowej w krajach obozu sowieckiego. Demokracja liberalna jest de facto oksymoronem, a więc pojęciem z rodzaju takich jak zimne ognie lub ciepłe lody. Figura retoryczna dobra w poezji, ale w prawie to jest gangrena.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 3/2021 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum