Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„LEPIEJ BYŁOBY WAM UWIĄZAĆ U SZYI KAMIEŃ MŁYŃSKI…”

Aktualności

16.05.2019 10:42

Ojciec Święty Jan Paweł II  Fot. Archiwum Białego Kruka

 

 

 

Ojciec Święty Jan Paweł II Fot. Archiwum Białego Kruka

 

Nieznany, bardzo ważny list Jana Pawła II z 1993 r.

do biskupów amerykańskich

 

Jolanta Sosnowska

 

Doprawdy trzeba mnóstwo złej woli, aby zarzucać św. Janowi Pawłowi II grzech zaniedbania w kwestii problemu pedofilii w Kościele! Robią to w światowych mediach zaciekli przeciwnicy Kościoła, wojujący ateiści walczący o (nie)rząd dusz. Nie o prawdę tu chodzi. Rzucane są po prostu podłe oskarżenia i na tej podstawie ferowane skazujące wyroki z wnioskiem o dekanonizację włącznie. Chodzi bowiem o nieustanne sianie zwątpienia, o zniszczenie największego autorytetu moralnego doby współczesnej, o walkę z Bogiem i Kościołem – na śmierć i życie. Zdemoralizowani do cna politycy i ludzie mediów chcą dziś być ekspertami nawet od wynoszenia na ołtarze i strącania z nich! Nie można na to przyzwalać, trzeba kontratakować!

Lewacki „postęp”
Dopóki Papież Polak żył i był silny fizycznie, nie przypuszczano na niego tak zaciekłych i wrednych jak obecnie, zmasowanych ataków, choć pojedyncze i bolesne zdarzały się w czasie całego pontyfikatu. Szczególnie ze strony mediów niemieckich, austriackich czy holenderskich, gdzie do władzy coraz częściej zaczęli dochodzić osiągający wiek średni przedstawiciele zdemoralizowanego pokolenia dzieci-kwiatów. Na coraz więcej zaczęto sobie pozwalać, gdy Papa Wojtyła zaczął coraz częściej niedomagać i cierpieć na oczach świata. W Niemczech i Austrii pisano wtedy bez żadnego pardonu, że „ten starzec” powinien abdykować i doczekać końca swoich dni w odosobnionym klasztorze, bo nieestetyczne jest patrzenie na jego trzęsące się ręce, na cieknącą czasem kącikiem ust ślinę, bo nie sposób słuchać jego „niezrozumiałej bełkotliwej mowy”.
Wszystko to Jan Paweł II z bólem, ale cierpliwie znosił, bo uznał, że z krzyża się nie schodzi, a przykładem swego życia świadczył m.in. przeciw eutanazji, przeciw spychaniu ludzi starych i schorowanych na margines życia. Nie tylko na papierze, ale również własnym przykładem napisał encyklikę o cierpieniu. Tymczasem w mediach zachodnich szydzono z tego, że stary Papież wszystkie swoje cierpienia składał Bogu w ofierze. Nic dla nich nie znaczyło, że był kapłanem według Serca Jezusowego. Dla ludzi wierzących na całym globie powinno to jednak nadal mieć znaczenie – i to znaczenie ogromne, kapitalne, pierwszorzędne.
Cóż to, mamy zapierać się św. Jana Pawła II? Wierzyć w każdą rozpowszechnianą błyskawicznie medialną brednię? Rzeczywiście tak łatwo jest nam w dobie smartfonów i nieograniczonego, bezlimitowego internetu zamieszać w głowach, że nawet ludzie uznający siebie za wierzących ulegają antykościelnej, antyreligijnej i antyklerykalnej nagonce. Czyżby stracili zdolność oddzielania ziarna od plew wraz z przyjęciem za jedyny dogmat wciskanej im przez 24 godziny na dobę „prawdy” o postępie? Zgodnym oczywiście z lewackimi kanonami.
Rozkaz lewicowej międzynarodówki, że teraz już można dowolnie i bez żadnych przeszkód kalać Jana Pawła II, nadszedł po rezygnacji Benedykta XVI, który o swoim bezpośrednim poprzedniku wyrażał się zawsze z wielką atencją i braterską miłością; wiadomo było, że będzie go bronił z wszystkich sił. Od czasu jego rezygnacji nienawiść wobec Papieża Polaka hula już w mediach do woli, a ostatnio także w świecie polityki. Nikt w tych brutalnych atakach nie opiera się na faktach.

Moralna dyscyplina
Po latach wydaje się zastanawiające, że już podczas pierwszego spotkania z amerykańskimi biskupami Jan Paweł II uznał za stosowne przypomnieć duchownym zza oceanu, jak ważne i fundamentalne w życiu każdego kapłana są wierność doktrynie i trwanie w dyscyplinie, także moralnej. A było to w ogóle pierwsze spotkanie nowego papieża z biskupami świata! Miało miejsce 9 listopada 1978 r. w ramach wizyt ad limina Apostolorum. W kontekście skandali pedofilskich, które w USA wybuchną 15 lat później, wydają się wprost prorocze słowa: „Jest to dzisiaj moją najgłębszą nadzieją dla pasterzy Kościoła w Ameryce, podobnie jak dla wszystkich pasterzy Kościoła powszechnego, ‘żeby uświęcony depozyt chrześcijańskiej doktryny mógł być jeszcze bardziej skutecznie strzeżony i nauczany’. Uświęcony depozyt słowa Bożego, przekazywany przez Kościół, jest radością i mocą naszego życia ludzkiego. To jest jedyne duszpasterskie rozwiązanie wielu problemów naszego dnia. (…) Nadzieje dotyczące życia Kościoła – czystej doktryny i mocnej dyscypliny – całkowicie zależą od każdej nowej generacji kapłanów, którzy z wielkoduszną miłością kontynuują kościelne oddanie dla Ewangelii. (…) Mam dzisiaj gorące pragnienie, aby nowe podkreślenie rangi doktryny i dyscypliny mogło być posoborowym wkładem waszych seminarzystów, by ‘słowo Pańskie rozszerzało się i rozsławiało’ (2 Tes 3,1)”.
Czy można mieć wątpliwości, na jakie wartości w kapłańskim życiu stawiał i jakie propagował przez całe swoje życie św. Jan Paweł II?
W kontekście biskupów amerykańskich trzeba podkreślić częstotliwość spotkań Papieża Polaka z tamtejszymi hierarchami, a te odbywały się regularnie i było ich kilkadziesiąt. Nie było zaniedbań. Jan Paweł II nie tylko nigdy nie ustawał w pracy nad własną świętością, ale także nie ustawał w nawracaniu swoich współbraci, w sprowadzaniu ich na właściwą drogę zgodną z ewangelicznymi przykazaniami. Nie unikał też konfrontacji z żadnymi problemami, absolutnie nie przymykał na nie oczu.
Nie zabrakło intensywnego nauczania także duchowieństwa, w tym i hierarchów, podczas żadnej pielgrzymki, także do Stanów Zjednoczonych. Na spotkaniu z alumnami w Los Angeles 16 września 1987 r. Ojciec Święty podkreślał, że „wychowywać, oznacza tworzyć osobowość”. Tego samego dnia przypomniał hierarchom: „Każdy z nas, biskupów, został wyświęcony, aby być żywym znakiem Jezusa Chrystusa”. Zaś 11 grudnia 1980 r. przemawiając w sali Tronowej do 40 księży amerykańskich, którzy ukończyli w Rzymie kurs współczesnej myśli teologicznej, prosił, by Słowo Boże zawsze stanowiło treść ich życia.

Jasno, jednoznacznie, odważnie
Każdego roku odbywały się audiencje dla amerykańskich kapłanów uczestniczących w kursach odnowy, organizowane w Papieskim Kolegium Północnoamerykańskim w Rzymie. 6 maja 1983 r. np. Papież prosił duchownych, by „przyjęli wezwanie do głoszenia miłosierdzia i miłości Boga, doświadczanego w sakramencie pokuty. Zapraszam was do głoszenia z odnowionym zapałem i uporem oraz do nauczania tego, przez zachęcanie swojego ludu do coraz głębszego nawrócenia, i przede wszystkim do pójścia drogą praktykowania tego przez was samych”.
Podczas serii wizyt ad limina Apostolorum biskupów amerykańskich w roku 1983, który był Rokiem Świętym Odkupienia, Jan Paweł II omawiał z nimi w różnych aspektach konieczność dążenia do osobistej świętości, „głębokiego nawrócenia, trwałego nawrócenia, odnowionego nawrócenia”, a także konieczność głoszenia wiary zgodnie z nauką Kościoła i przeciwstawiania się negatywnym trendom współczesności. 5 września 1983 r. nauczał bez cienia wątpliwości: „Nasza skuteczność ukazywania Jezusa światu – ostateczna skuteczność całego naszego pasterskiego przewodzenia – zależy w dużej części od autentyczności naszej postawy. Nasza własna jedność z Jezusem Chrystusem określa wiarygodność naszego świadectwa. Właśnie z tej przyczyny jesteśmy powołani do spełniania prorockiej roli świętości: mamy antycypować w naszym własnym życiu ten stan świętości, do którego staramy się prowadzić nasz lud”. Papież podkreślił ponadto, że na biskupie spoczywa obowiązek jasnego głoszenia również tych prawd, które nie są łatwe do przyjęcia i budzą sprzeciw.
24 września 1983 r. Jan Paweł II jednoznacznie im przypomniał, że naukę o małżeństwie mają głosić swoim wiernym zgodnie z tym, jak została ona wyłożona w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, w encyklice Humanae vitae oraz w adhortacji apostolskiej Familiaris consortio. „W celu uniknięcia trywializacji i desakralizacji ludzkiej seksualności – mówił bez cienia wątpliwości – powinniśmy nauczać, że seksualność wykracza ponad czysto biologiczną sferę i dotyczy najbardziej intymnej sfery ludzkiej osoby jako takiej. Miłość seksualna jest jak najbardziej ludzka jedynie wtedy, gdy jest integralną częścią miłości, dzięki której mężczyzna i kobieta poświęcają się całkowicie jedno drugiemu aż do śmierci. Takie oddanie do końca jest możliwe jedynie w małżeństwie”.
Nie sposób przytoczyć w jednym artykule wszystkich przemówień do biskupów i kleru, listów pisanych do episkopatów, nie tylko zresztą w USA, w których Papież Polak niezmiennie głosił tę samą, nieskażoną naukę Kościoła opartą na autentycznym Słowie Bożym. Nie inaczej było np. w 1988 r. podczas kolejnej tury wizyt ad limina amerykańskich hierarchów, kiedy zachęcał: „W sposób jasny, niedwuznaczny i jednolity nauczajcie prawd wiary i moralności katolickiej”. Podczas inauguracji synodu biskupów poświęconego formacji kapłańskiej 30 września 1990 r. Jan Paweł II przypomniał po raz kolejny, czym jest zgodna z Bożym zamysłem formacja kapłańska.

Biada światu z powodu zgorszeń
W kwietniu 1993 r. rozpoczęły się kolejne przewidziane prawem kanonicznym wizyty biskupów USA do progów apostolskich. Tym razem jednak miała wybuchnąć bomba publicznego zgorszenia, którą podłożyli niektórzy amerykańscy księża i zakonnicy, sprzeniewierzając się swemu powołaniu, ignorując kompletnie nakaz życia w czystości i posuwając się do przestępstwa pedofilii. Kiedy doszło to do wiadomości Jana Pawła II, Papież w trakcie audiencji 8 czerwca 1993 r. dla amerykańskich biskupów ze stanów Arizona, Kolorado, Nowy Meksyk i Wyoming poruszył wprost ten bolesny problem.
Był to straszny, niewyobrażalny cios dla Jana Pawła II, który tak usilnie walczył o świętość kapłanów, pisał do nich listy na Wielki Czwartek, zachęcał do obchodzenia rocznic święceń i odnawiania przyrzeczeń, który przekonywał „jesteśmy kapłaństwem z kapłaństwa Chrystusa” i swoim osobistym przykładem dawał świadectwo. Jak daleko sięga działalność szatana, że osoba duchowna, która trzymała w swoich rękach konsekrowaną Hostię, która miała wpatrywać się w Chrystusa i być wzorem dla powierzonych sobie wiernych, stawała się osobą krzywdzącą dzieci… Ten bezkompromisowy obrońca rodziny i najsłabszych, do których zaliczają się przecież także dzieci, był wstrząśnięty i bolał ogromnie nad ofiarami.
Pedofilia woła o pomstę do nieba; nie tylko obarcza sumienie winowajcy, ale fizycznie i duchowo krzywdzi ofiarę, zostawiając w jej psychice traumę na całe życie. Grzech ten niestety rzuca również odium na tysiące niewinnych kapłanów, na cały Kościół, który staje się wtedy łatwym łupem dla jego rozlicznych przeciwników. Nie liczy się już wtedy żadne dobro czynione każdego dnia przez miliony duchownych, osoby zakonne oraz wiernych świeckich na całym świecie – dominuje patrzenie na Kościół przez pryzmat czarnej owcy.
Z tym jakże bolesnym i ogromnie trudnym problemem Jan Paweł II nie poszedł do mediów, jakby sobie tego życzyli łowcy i rozdrapywacze sensacji propagujący de facto zgorszenia. Najpierw w modlitwie powierzył tę ranę Kościoła Panu Bogu, a 11 czerwca – a więc już 3 dni po spotkaniu z amerykańskimi biskupami – napisał do nich list „w związku z przypadkami nadużyć seksualnych popełnionych przez niektórych księży w USA”.
Mało kto wie o tym bardzo ważnym dokumencie, który świadczy o natychmiastowej reakcji Papieża Polaka na grzech pedofilii. Nie opublikowało go polskie wydanie „L’Osservatore Romano”, do dziś istnieje jedynie w dwóch językach – po angielsku i włosku i naprawdę niełatwo go znaleźć. Warto więc w polskim tłumaczeniu upublicznić wreszcie jego treść, bo Jan Paweł II nie próbował usprawiedliwiać złoczyńców czy bagatelizować zgorszenia. Nie tylko użył bardzo ostrych słów, ale namawiał do zastosowania odpowiednich kar. Kościół katolicki miał już wtedy jasno wypracowane normy postępowania wobec duchownych, którzy dopuścili się przestępstwa wykorzystywania seksualnego małoletnich. Pierwsza instrukcja w tej sprawie powstała w Stolicy Apostolskiej 1922 r., a następna 40 lat później, a nad jej przestrzeganiem czuwała Kongregacja Nauki Wiary (wcześniej Święte Oficjum).
Wstrząśnięty Papież pisał do amerykańskich biskupów w 1993 r.:

„Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie”. (Mt 18,7).
W ciągu ostatnich miesięcy uświadomiłem sobie, jak bardzo wy, Pasterze Kościoła w Stanach Zjednoczonych, wraz ze wszystkimi wiernymi cierpicie z powodu pewnych przypadków zgorszenia, których przyczyną stali się duchowni. Podczas wizyt ad limina wielokrotnie rozmowy szły w kierunku, jak bardzo te grzechy duchownych wstrząsnęły wrażliwością moralną wielu i stały się okazją do grzechu dla innych. Ewangeliczne słowo „biada” ma szczególne znaczenie, zwłaszcza gdy Chrystus stosuje je wobec przypadków zgorszenia, a przede wszystkim wobec zgorszenia „najmłodszych” (por. tamże 18,6). Jak surowe są słowa Chrystusa, kiedy mówi o takim zgorszeniu i jak wielkie musi być to zło, skoro „dla tego, który sieje zgorszenie, lepiej byłoby mieć wielki kamień młyński zawieszony na szyi i utonąć w głębinach morza” (por. tamże).
Ogromna większość biskupów i kapłanów to oddani naśladowcy Chrystusa, żarliwi robotnicy w winnicy Pańskiej i ludzie głęboko wrażliwi na potrzeby swoich braci i sióstr. Dlatego boli mnie to równie głęboko jak Was, kiedy okazuje się, że powyższe słowa Chrystusa mogą zostać odniesione do niektórych sług ołtarza. Ponieważ Chrystus nazywa ich „przyjaciółmi” (J 15, 15), ich grzech – grzech zgorszenia popełniony wobec niewinnych – musi naprawdę boleć Jego serce. Dlatego w pełni podzielam wasz smutek i troskę, szczególnie waszą troskę o ofiary tak głęboko zranione przez owe występki.
Każdy grzesznik, który idzie drogą pokuty, nawrócenia i przebaczenia, może wzywać miłosierdzia Bożego, a wy szczególnie musicie zachęcać i pomagać tym, którzy zbłądzili, aby pojednali się z Bogiem i znaleźli spokój sumienia.
Istnieje jednak również pytanie o ludzkie środki reagowania na owo zło. Kanoniczne kary, które są przewidziane za niektóre przestępstwa i wyrażają społeczną dezaprobatę wobec zła, są w pełni uzasadnione. Pomagają one zachować wyraźne rozróżnienie między dobrem a złem, przyczyniają się do moralnego zachowania, a także tworzą właściwą świadomość wagi popełnionego zła. Jak wiecie, powołany został wspólny komitet ekspertów ze Stolicy Apostolskiej oraz Konferencji Biskupów USA dla zbadania, jak najlepiej można zastosować uniwersalne normy kanoniczne do tej szczególnej sytuacji, która zaistniała w Stanach Zjednoczonych.
Chciałbym również zwrócić uwagę na inny aspekt problemu. Uznając prawo do należytej wolności przepływu informacji, nie można zgodzić się na traktowanie moralnego zła jako okazji do propagowania sensacji i zgorszenia. Opinia publiczna często żywi się sensacją, a środki masowego przekazu odgrywają w tym szczególną rolę. W rzeczywistości jednak poszukiwanie sensacji prowadzi do utraty czegoś, co jest niezbędne dla kształtowania moralności społeczeństwa. Narusza bowiem podstawowe prawa osób, które w wyniku sensacji łatwo mogą zostać narażone na ośmieszenie w świetle opinii publicznej oraz na przedstawienie zniekształconego obrazu ich życia. Co więcej, czyniąc przestępstwo moralne przedmiotem sensacji, bez odniesienia go do godności ludzkiego sumienia, działa się w rzeczywistości w kierunku przeciwnym dążeniu do dobra moralnego. Istnieją już wystarczające dowody na to, że powszechność przemocy i nieobyczajności w środkach społecznego przekazu staje się źródłem skandalu i zgorszenia. Zło rzeczywiście może stanowić pewną sensację, lecz czynienie zeń centrum przekazu zawsze będzie zagrożeniem dla moralności.
Dlatego słowa Chrystusa o zgorszeniu odnoszą się również do tych wszystkich osób i instytucji, często anonimowych, które poprzez rozpowszechnianie tanich sensacji otwierają na różne sposoby wrota złu w ludzkich sumieniach, a także w zachowaniach rozległych grup społecznych, zwłaszcza pośród młodych, którzy są na to szczególnie narażeni. „Biada światu z powodu zgorszenia!”. Biada społeczeństwom, w których skandal i zgorszenie stają się wydarzeniem dnia codziennego.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.



 

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum