Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„‘LEGIONY’, CZYLI O POKOLENIU, KTÓRE RZUCIŁO NA STOS SWÓJ ŻYCIA LOS”

Aktualności

26.11.2019 10:29

Szarża polskich ułanów pod Rokitną. Kadr z filmu „Legiony”.  Fot. JacekPiotrowski-Picaresque

 

 

 

Szarża polskich ułanów pod Rokitną. Kadr z filmu „Legiony”. Fot. JacekPiotrowski-Picaresque

 

Adam Sosnowski

 

Złowrogi dźwięk pozytywki powoli budował nastrój rodem z horroru, a początkowe kadry łudząco przypominały ucieczkę hobbitów przed Nazgulami z pierwszej części „Władcy Pierścieni”. Śmiało mogę zatem powiedzieć, że początek „Legionów” w reżyserii Dariusza Gajewskiego zaskoczył mnie. Szybko okazało się jednak, że znajdujemy się nie w fikcyjnym Śródziemiu, ale na ziemiach polskich okupowanych przez zaborców, zaś biednym uciekinierem nie jest Frodo ani Sam, lecz młody Polak Józek, który zdezerterował z carskiej armii i marzy o powrocie do Łodzi. Do Łodzi nigdy nie dociera, bowiem pomagają mu w ucieczce młode chłopaki z formujących się właśnie Legionów, do których i Józek po wstępnych oporach dołącza.
Wewnętrzna przemiana głównego bohatera, granego przez Sebastiana Fabijańskiego, jest jedną z podstawowych osi tego filmu, ściśle zresztą powiązaną z trójkątem miłosnym: Józek, ułan Tadek (Bartosz Gelner) i jego narzeczona Ola, która jako członkini Ligi Kobiet Polskich Pogotowia Wojennego także przebywa na froncie. W roli tej dziewczyny po raz pierwszy podziwiamy na ekranie Wiktorię Wolańską, której subtelna uroda idealnie trafia w wyobrażenia widza o młodej pannie z czasu II Rzeczypospolitej. Wspólnie z Mirosławem Baką – o którym później więcej – stworzyli zdecydowanie najlepsze kreacje aktorskie w tym filmie.
Akcja zaczyna się w roku 1914, ale główna narracja skupia się na dwóch kolejnych latach, kiedy centralne miejsce opowieści zajmują szarża pod Rokitną oraz bitwa pod Kostiuchnówką. „Legiony” rozmachem scen batalistycznych nie mogą, rzecz jasna, konkurować z Nolanowską „Dunkierką”, ale imponujący, jak na polskie warunki, budżet, 27 milionów złotych, został wykorzystany mądrze. Sceny wojenne robią wprost piorunujące wrażenie, a takie realizacje kosztują. Reżyser Dariusz Gajewski podczas premiery powiedział, że od początku zdawał sobie sprawę, że „taki film nie może powstać biednie”. I nie powstał, co jest jednym z największych atutów „Legionów”.
Już na pierwszy rzut oka wygląda na dzieło profesjonalne – a przecież pamiętamy z przeszłości, ile polskich produkcji miało słuszne zamiary, opowiadały dobrą historię, ale od strony wizualnej wyglądały tak, jakby były kręcone mikserem, a nie nowoczesnym zawodowym sprzętem. Tymczasem w „Legionach” jesteśmy świadkami choćby wybuchu mostu i walącego się z niego pociągu czy też zapierającej dech w piersiach szarży ułanów, w trakcie której zachwycają nie tylko efekty specjalne, ale również zdjęcia, montażowe cięcia, odgłosy i muzyka. W „Legionach” wystąpiło 123 aktorów, 53 kaskaderów, ponad 550 osób z grup rekonstrukcyjnych oraz setki statystów i 220 koni. W filmie widać ich wszystkich niezwykły wysiłek i ogrom pracy, co bardzo mnie ucieszyło, bo zrażony innymi polskimi produkcjami właśnie tego najbardziej się obawiałem.
Film ten jest też również dzieckiem swoich czasów, podnosząc elementy, które – czy nam się to podoba, czy nie – uważane są dzisiaj za standard w dobrym kinie akcji. Pierwszym z nich są sceny przemocy, których ja osobiście w filmach nie lubię, ale zdaję sobie sprawę z obecnych trendów w kinematografii. Grany w kinach równocześnie z „Legionami” „Joker” również epatuje agresją, a przecież nie tylko bije rekordy kasowe, lecz także zachwyca krytyków. Dodam, że w najbardziej popularnym serialu świata, czyli „Grze o tron”, zbliżenia na wydłubywanie oczu były jeszcze kadrami łagodnymi…
W „Legionach” aż tak drastycznie nie jest, choć trzeba się nastawić na to, że zobaczymy na ekranie rozpłatane twarze, rozszarpane jelita czy rżące przeraźliwie konie żywcem grzebiące pod sobą ludzi. Najbardziej przejmująca scena jest już na początku filmu, kiedy rosyjski żołnierz morduje młodą Polkę, która umiera trzymając na rękach swoje nowo narodzone dzieciątko i broczy je własną krwią. Ciężko się to ogląda, choć wiemy, że sto lat temu tak wyglądała polska rzeczywistość. Tą konającą Polką, gdybyśmy żyli sto lat temu, mogła być nasza matka, żona czy siostra – ta świadomość bardzo ciąży widzowi na sercu. Tyczy się to zresztą nie tylko tej sceny, ale ogólnie pojętego realizmu w „Legionach”, który co prawda jest filmem fabularnym, ale przecież trzyma się prawdy historycznej. Na szczęście w tym aspekcie twórcy nie poszli za poststrukturalistyczną modą nowego historyzmu czy narratywizmu w duchu Ankersmita. Te okraszone kapryśnymi pojęciami teorie nie uznają bowiem żadnej prawdy historycznej. Nie wkradły się one na szczęście do „Legionów”, które są po prostu dobrze opowiedzianą prawdziwą historią o świetnych walorach wizualnych.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum