Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„KRZYŻ WROGIEM”

Aktualności

24.09.2019 12:56

Sprawa zachowania czystości wiary,  w tym obrony Krzyża, wypełniała kapłańskie życie kard. prof. Stanisława Nagyego. Na zdjęciu: Na poruszającym pomniku ku czci ofiar komunistycznego totalitaryzmu, znajdującym się na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, prześladowani z nadzieją chwytają się krzyża.   Fot. Adam Bujak

 

 

 

Sprawa zachowania czystości wiary, w tym obrony Krzyża, wypełniała kapłańskie życie kard. prof. Stanisława Nagyego. Na zdjęciu: Na poruszającym pomniku ku czci ofiar komunistycznego totalitaryzmu, znajdującym się na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, prześladowani z nadzieją chwytają się krzyża. Fot. Adam Bujak

 

Chrystusa nie można wyznawać tylko od święta, po cichu i prywatnie
 
Kard. prof. Stanisław Nagy

 

Walka z Krzyżem, z jego symboliką i wymową, jest tak dawna, jak samo chrześcijaństwo. Ostatnimi laty przybrała jednak bardzo na sile i brutalności, a jego przeciwnikom wydaje się, że już zwyciężyli. Wyznawcy Krzyża są nie tylko moralnie poniewierani we wszystkich częściach świata, także w niby tak cywilizowanej Europie, ale również torturowani i mordowani. Mało tego, odnosimy wrażenie, iż niewielka część kleru, w tym i hierarchów, bezmyślnie sprzymierza się z wrogami Krzyża poprzez np. obronę organizacji LGBT i genderyzacji życia. Grupa to niewielka, ale głośna dzięki poparciu lewackich mass mediów lansujących wszelkie formy życia odbiegające od norm natury i zwykłego zdrowego rozsądku. Jeszcze w 2010 r. przestrzegał, pisał o zagrożeniach Krzyża nieżyjący już kard. prof. Stanisław Nagy (w książce „Europa Krzyżem bogata” wyd. Biały Kruk). Słowa tego wielkiego autorytetu, szczerego patrioty, przyjaciela św. Jana Pawła II, nie tylko nie straciły nic na aktualności, ale stały się dziś jeszcze bardziej aktualne. Dlatego przypominamy je tu w obszernym fragmencie.

W komunistycznym raju
Do antagonistów kultu krzyża, programowo nastawionych na walkę z nim, należy też dobrze nam znany z bliska i z doświadczenia komunizm. Jest on kierunkiem stosunkowo świeżym. Walka, którą podjął, okazała się jednak najbardziej frontalna i brutalna.
Postęp, rewolucja techniczna i szybki rozwój przemysłu wytworzyły określoną sytuację społeczną – powstała klasa robotnicza zwana proletariatem. Stopniowo zaczęło dochodzić do spięć między nią a klasą posiadającą (burżuazją). Poważny krok w kierunku radykalnej reakcji społecznej stanowiła I wojna światowa. W szeregach walczących mocarstw z bronią w ręku stanęli przeciw sobie ci, którzy cierpieli niedostatek, a więc masy proletariatu. Po zakończeniu działań wojennych znalazły się one na ulicy. W Niemczech, na które nałożone zostały reparacje wojenne, zubożenie mas powodowało powszechne niezadowolenie. Na gruncie tego fermentu zrodzi się też później hitleryzm.
W kontekście radykalnej zmiany społecznej, za którą poszły przemiany polityczne, Rosja staje się terenem, na którym dokonuje się przewidziana przez Marksa i Engelsa gwałtowna rewolucja. Marksowi chodziło nie tylko o zmianę porządku społecznego, ale i moralno-ideowego. Przewidywano to już w XVII w., mówiąc, iż aby idee postępu, a co za tym idzie uszczęśliwienie człowieka, mogły się ziścić, konieczny jest gwałtowny skok odwracający dawny porządek. Należy też przypomnieć, że z początkiem XVIII w., na gruncie rewolucji technicznej i wiary w postęp techniczny, następuje kryzys wiary kościelnej – wiary w Boga ingerującego i rządzącego światem oraz Chrystusa zapowiadającego nadejście Królestwa Bożego. Dzięki postępowi technicznemu i rozwojowi intelektualnemu ludzkość urządzi sobie życie na nowo, a wiara w naukę doprowadzi do zapowiedzianego przez Chrystusa królestwa, które rozumiano jako pomyślność ogólnoświatową z wykorzystaniem wypracowanych środków.
W encyklice Ad beatissimi apostolorum Benedykt XV dokonuje analizy początków komunizmu w Rosji po I wojnie światowej za przyczyną Lenina i Trockiego. Społeczeństwu powiedziano, że rewolucja to dopiero pierwszy etap budowania raju na ziemi, jaki nastąpi dzięki postępowi. Miał to być raj bez rządu i partii, tylko z masami robotniczymi. Tymczasem rzeczywistą siłę stanowili wodzowie rewolucji, którzy mieli w swoich rękach dyktatorską władzę, wmawiając masom, że dyktatorem jest proletariat. Przygotowali się też do walki z religią i krzyżem, które stały na ich drodze do sukcesu.
Tymczasem proletariat zapłacił ogromną cenę za przygotowanie komunistycznego przewrotu na całym świecie. Pierwszą próbą podboju była inwazja Rosji sowieckiej na Polskę w 1920 r. Sowieci ponieśli klęskę – nie byli jeszcze przygotowani. Polacy kierowani przez niezwykle utalentowanego wodza Józefa Piłsudskiego, mający oparcie w wierze i Kościele katolickim, wygrali. Wtedy rozpoczęła się druga faza sowieckich przygotowań do inwazji na Europę. Sięgnięto w niej po propagandę. Za pomocą dostępnych wówczas mediów tworzono mityczny świat społecznego raju, łudząc masy nadzieją jego osiągnięcia.
Komunizm, wzmacniając się zbrojnie, musiał pokonać jeszcze jedną przeszkodę – zabić w ludziach instynkt religijny. Wychodząc bowiem od materializmu, widzieli w religii inny, konkurencyjny i wrogi świat. Podjęto więc bezlitosną walkę z religią, a więc i walkę z krzyżem.
W 1925 r. narzędziem bolszewickiej walki z krzyżem staje się Liga Bezbożników, która w 1929 r. przekształca się w Związek Wojujących Bezbożników. Była to już nie tylko obojętność i niechęć, ale bezwzględna, nieskrywana nienawiść. Walka z Bogiem i krzyżem prowadzona była otwarcie i z niespotykaną dotąd wściekłością. Stała się też sprawą publiczną, przymuszano do niej miliony ludzi. Sowiecka władza nie liczyła się z ofiarami. Wiara w Boga i niosący zbawienie krzyż wykorzeniane były przy użyciu bezwzględnej siły i gwałtu. Nie cofano się przed niczym – przesłuchania, katowania, prowokacje, więzienia, zesłania na Sybir i tamtejsze gułagi, które stały się nieodłącznym elementem budowania komunistycznego raju na ziemi.
Główny atak skierowano przeciwko Cerkwi prawosławnej, z którą społeczeństwo rosyjskie było w większości mocno związane. Niszczono też inne organizacje religijne, w tym Kościół katolicki. Świątynie, klasztory, dawne wspaniałe obiekty sakralne zamieniano w obskurne magazyny lub muzea ateizmu. Nieodłącznym elementem tej zakrojonej na szeroką skalę akcji antyreligijnej była sowiecka propaganda. Jej mistrzem stał się Stalin, który przejął rządy po Leninie. To on nazwał religię „opium dla mas” i „bajeczkami wymyślonymi przez księży”. Sformułował też tezę, że Chrystus stanowi przeszkodę na rewolucyjnej drodze do szczęśliwego społeczeństwa. Wiele lat później Ronald Reagan celnie określił Związek Radziecki jako „imperium zła”.
Jak reagował Kościół na fenomen komunizmu? Odpowiedzią na Manifest Komunistyczny była encyklika Leona XIII Rerum novarum, w której papież radykalnie krytykuje program komunistyczny, proponując chrześcijańskie rozwiązania problemu robotniczego. Dokument ten zwrócił uwagę Kościoła zachodnioeuropejskiego nie tylko na trudne sprawy nowego społeczeństwa, ale i na niebezpieczeństwo komunizmu. Inni papieże też próbowali oddziaływać na niepokojącą sytuację w Rosji sowieckiej. Pius XI usiłował potajemnie obsadzić różne stanowiska kościelne w Rosji, ale jego zamiary zostały niestety zdekonspirowane, a podziemni hierarchowie aresztowani. Watykan podjął też inicjatywy humanitarne na rzecz chłopów w czasie głodu ukraińskiego, ale zostały one zniweczone. Kościół czekał na okazję włączenia się w proces neutralizowania walki z krzyżem.
Niestety czerwona gwiazda, zwycięska po II wojnie światowej, rozciągnęła swoje wpływy na znaczną część Europy wschodniej. Państwa satelickie, w tym Polska, znalazły się w wyniku tego w obrębie zdecydowanej walki z krzyżem i chrześcijaństwem. Kościół podejmował wysiłki, by temu zapobiec, ale, z wyjątkiem Polski, wszystkie państwa tzw. obozu socjalistycznego poległy w walce bezbożnictwa z krzyżem.
Swoistym przejawem buntu przeciw reżimowi były epizody na obrzeżach sowieckiego imperium – rewolucja w Berlinie, ale też dużo wcześniej nieposkromiona Polska z jej wypadkami poznańskimi, walkami na Wybrzeżu i definitywną rewolucją „Solidarności”. Od tego właśnie solidarnościowego zrywu weźmie początek niespodziewany wybuch w całym obozie. Świat się go bał, bo groził kosmiczną katastrofą. To wtedy zaczął się demontaż komunistycznego systemu. Detonatorem wybuchu, który rozsadził „imperium zła”, była „Solidarność”.
Potwór komunizmu niszczył człowieka, zastępy ludzi „własnych” i „cudzych”, ale jakże chętnie rozliczał innych z tego, co zrobili źle. Paradoksalnie sam do dziś nie został rozliczony. W tym tkwi dramat, dopóki bowiem nie zrobi się solidnego rachunku sumienia, dopóty będzie on stanowił zagrożenie dla religii i Kościoła. Potwór ten toczył wszak przerażającą, zażartą walkę z krzyżem – urzędowo, w sposób jawny i przejrzysty.
Naród polski miał pełną świadomość, że narzucony komunizm był importem niechcianym, wymuszonym przez zakręty historii, krzywdzącym Polskę. Nic dziwnego, że naród in globo czekał na sposobność, by się z niego uwolnić. Wsparcie Kościoła, który w starciu z komunizmem stanowił niezawodnego sojusznika narodu, miało znaczenie fundamentalne. Zawsze tak się działo na przestrzeni historii, gdy zagrażało niebezpieczeństwo. W niektórych okolicznościach Kościół płacił za to niezmiernie wysoką cenę. W ciągu 120 lat niewoli narodowej, kiedy Polski nie było na mapie, to istniała ona przecież poprzez Kościół i szczyciła się znakiem krzyża. Na przestrzeni blisko 50 lat podwójnego starcia – narodu z komunizmem i Kościoła z bezbożnym systemem – sztandarem i hasłem tak kościelnym, jak i narodowym był krzyż. Pojawiał się na różnych etapach, nawet w bezpośredniej walce z nim i próbach jego wyeliminowania z życia narodu. Dlatego też dzisiejsza próba obalenia krzyża jest walką z góry przegraną!
Najbardziej drastycznym przykładem walki o krzyż w czasach komunistycznych były wydarzenia, które rozegrały się 27 kwietnia 1960 r. w Nowej Hucie, w miejscu gdzie miała zostać wzniesiona świątynia. Kiedy reżim kazał usunąć krzyż z przyszłego placu budowy, w jego obronie stanęły najpierw mieszkające obok proste nowohuckie kobiety, matki, gospodynie domowe. Wobec tysięcy manifestantów milicja użyła broni palnej, polała się krew. Krzyż był bowiem symbolem Chrystusa, z którym walczono i symbolem kościoła, którego nie chciano zbudować. Zmagania o budowę pierwszej świątyni w Nowej Hucie – dzielnica w tym czasie osiągnęła 300 tys. mieszkańców – trwały jeszcze kilkanaście lat. „Arka Pana” konsekrowana została dopiero 15 maja 1977 r.
Walka o krzyż rozgrywała się też w szkołach – co jakiś czas wyrzucano go z klas, by znowu go przywrócić. Na przykład na fali solidarnościowych przemian 1980 r. w Zespole Szkół Rolniczych w Miętnem pod Garwolinem uczniowie zawiesili krzyże we wszystkich pracowniach. W stanie wojennym władze zaczęły stopniowe ich usuwanie. Na przełomie 1983 i 1984 r., w jednym z najbardziej ponurych okresów dyktatury komunistycznej, uczniowie odważyli się wystosować petycję do władz o przywrócenie krzyży oraz podjęli liczne akcje protestacyjne. Uczniów poparli nauczyciele, rodzice, garwolińscy księża. Oczywiście protesty zakończyły się represjami. Niestety wtedy żaden trybunał europejski nie stanął w obronie dzieci ani nie potępił ich prześladowców. Europa Zachodnia bała się czerwonej gwiazdy tak, jak dziś nie lęka się zrzucania krzyża na ziemię.
Włoszczowski strajk w obronie krzyży usuniętych z sal lekcyjnych tamtejszej szkoły trwał dwa tygodnie. Kto zna tamte czasy, wie, że był to heroizm i determinacja. Strajk rozpoczął się 3 grudnia 1984 r., a zakończył 16 grudnia. Za okupację szkoły surowe represje spotkały uczniów i wychowawców, których popierali rodzice oraz bp Mieczysław Jaworski. Wielu mieszkańców zbierało się stale w kościele na modlitwie za strajkujących. Za kierowanie strajkiem skazani zostali księża katecheci – Andrzej Wilczyński i Marek Łabuda. Sąd Najwyższy uniewinnił ich dopiero w 1990 r.! Podobnie jak w przypadku Miętnego, część strajkujących pozbawiono praw uczniowskich i relegowano ze szkoły.
Walka o krzyż osiągnęła apogeum w męczeństwie ks. Jerzego Popiełuszki, który zginął z ręki tych, którzy swych protoplastów mieli w Lidze Bezbożników. Tylko bezbożnicy bowiem zdolni byli w tak bestialski sposób i tak bestialskimi metodami zadziałać wobec tego, który stawał przed nimi z krzyżem i prawdą o krzyżu.
Istnieje cały szereg nazwisk polskich hierarchów Kościoła, dzięki którym gmach komunistyczny został rozkruszony, potwór komunistyczny przegrał – czerwona gwiazda znikła, krzyże powróciły w hołdzie Zbawicielowi. Wielkim przegranym reżim stał się wtedy, gdy krakowski kard. Karol Wojtyła przejął berło dowódcy po starzejącym się Prymasie Wyszyńskim. W ostatnich latach swego biskupstwa w Krakowie był on głównym wyrzutem sumienia – obrońcą krzyża, Kościoła i narodu, ale też głównym obiektem nienawiści władz. Chciano go poróżnić z Wyszyńskim, ale gra ta się nie udała. Ten wielki duet miał jasny pogląd na miejsce krzyża i był nieustępliwy.
Starcie kardynała Wojtyły z komuną osiągnęło swe apogeum w chwili powołania go na Stolicę Piotrową. Jan Paweł II okazał się przeciwnikiem nie do pokonania. Ponieważ znał komunizm od podszewki, wprowadził w Watykanie nową wobec niego politykę – stanowczego sprzeciwu i oporu. I z tą polityką zjawił się w Ojczyźnie podczas swej pierwszej pielgrzymki w 1979 r., która stała się wielkim manifestem krzyża i Kościoła. Na centralnym placu w Warszawie, noszącym wówczas nazwę Zwycięstwa (komunistycznego), stanął ogromny krzyż, a obok niego polski Papież, który zjednoczył wokół krzyża cały naród. Jan Paweł II walczył inaczej i w oparciu o inną filozofię. Kazania w Gnieźnie, na Jasnej Górze, na krakowskich Błoniach wstrząsnęły nie tylko duszą narodu, ale i przyprawiły o dreszcze przerażenia cały komunistyczny świat.
Przychodzi jednak rok 1981. 13 maja Jan Paweł II pada jak męczennik od kul zamachowca. Czyje to były kule? – do dziś nie wiadomo. Nie zabiły go jednak, a wzbogaciły o świadomość, że żyje po raz drugi. Nie było w nim miejsca na lęk. Szedł dalej przeciw tym, co walczą z krzyżem. Nawet wtedy, gdy pod koniec 1981 r. wprowadzony został w Ojczyźnie stan wojenny. Na znak protestu i solidarności z Ojcem Świętym Polacy układali z żywych kwiatów krzyże na ulicach. One dodawały im sił do dalszej walki o wyzwolenie narodowe i w obronie wiary. Wokół Chrystusowego krzyża i Kościoła gromadziła się cała ówczesna, niezależna wewnętrznie Polska.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum