Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

KOŚCIUSZKO: POLSKA NIE MOŻE LICZYĆ NA ZŁUDNE POPARCIE MOCARSTW

Aktualności

20.03.2018 10:01

 

 

 Obraz przedstawiający przysięgę Tadeusza Kościuszki na krakowskim Rynku 24 marca 1794 r.

 

Prof. Henryk Kocój

 

24 marca 1794 r. przysięgał Kościuszko na Rynku krakowskim, obejmując jako Naczelnik Powstania najwyższą władzę wojskową i cywilną, że władzy swojej nie użyje na „żaden prywatny ucisk, lecz jedynie na obronę całości granic, odzyskanie samowładności narodu i gruntowanie powszechnej wolności”.
Wiemy z przebiegu powstania kierowanego przez Kościuszkę, iż przysięgi tej dotrzymał, powstanie jednakże podobnie jak późniejsze Listopadowe i Styczniowe zakończyło się klęską, wskutek przemocy potęgi rosyjskiej i braku jedności wśród Polaków. Dzisiaj należy z wielu względów nawiązywać do trwałych wartości idei kościuszkowskiej.
Powstanie Kościuszki było jednym z najsilniejszych naszych powstań. Walczyło ono długo i skutecznie z wojskami wszystkich trzech zaborców Polski. Miało chwile wzlotów i powodzeń, miało momenty, w których wydawało się, że ponownie zawitała nadzieja uratowania Rzeczypospolitej. Odparło potężną armię prusko-rosyjską spod Warszawy, sięgnęło daleko w głąb Wielkopolski zwycięską wyprawą Dąbrowskiego na Bydgoszcz, zaimponowało siłą i żywotnością, cechami tak niedocenianymi wśród Polaków.
W czym tkwiła siła Insurekcji Kościuszkowskiej? Zanim Najwyższy Naczelnik rozpoczął działania wojenne, do których zbierał siły i wszelką konieczną pomoc, usiłował podnieść i przygotować ducha całego narodu. W odezwach swoich, pełnych szczerego i gorącego zapału, a świadczących o jego ofiarnej miłości do kraju, przemawiał do cywilnej ludności tak, jak się mówi do wojska: „W pogardzie śmierci jest jedynie nadzieja polepszenia losu naszego i przyszłych pokoleń. Pierwszy krok do zrzucenia niewoli jest odważyć się być wolnym, pierwszy krok do zwycięstwa – poznać się na własnej sile”.
Gdy zaś przemawiał do wojska, widział w nim obywateli kraju i w tym duchu skierował do nich swoją odezwę: „Bądźmy jednym ciałem z obywatelami, łączmy się najściślej, łączmy serca, ręce i sposoby wszystkich naszej ziemi mieszkańców. Biorę z Wami, Ukochani Koledzy, za hasło: śmierć albo zwycięstwo; ufam Wam i narodowi, który zginąć raczej postanowił, aniżeli dłużej jęczeć w haniebnej niewoli”.
W końcu kwietnia 1794 r., idąc w kierunku Połańca, zatrzymał się Kościuszko w Winiarach nad Nidą, skąd wydał odezwy 19 maja do mieszkańców Podlasia, a 2 maja do całego narodu, gdy się dowiedział, że Rosja dla swych celów podburza włościan przeciw panom. Były to jakoby ojcowskie upomnienia narodu, zawierające jednocześnie doskonałą i ciągle aktualną charakterystykę Polaków. „Nigdy by Polakom – mówił – broń ich nieprzyjaciół straszną nie była, gdyby sami między sobą zgodni znali swą siłę i całej tej siły użyć umieli. Nigdy by Polaków orężem pokonać nie można było, gdyby chytry nieprzyjaciel przewrotnością, zdradą i podstępami nie niszczył chęci i sposobów oporu... Chytrość moskiewskich intryg gubiła zawsze Polaków”. Niezwykle silną wymowę ma też jego następująca wypowiedź: „Los tedy Polski od tego zawisł, byśmy skruszyli podwójną siłę nieprzyjaciół, tj. siłę oręża i siłę intrygi”. Tadeusz Kościuszko stworzył w sercach narodu niezniszczalny pomnik przede wszystkim tym, że odważył się 24 marca 1794 roku podnieść chorągiew walki z najeźdźcami w chwili, gdy ludzie stojący u steru narodu zdolni byli tylko do uległości i prowadząc naród od jednej hańby do drugiej, staczali go powoli po pochyłości takiego upadku, z którego już się nie powstaje. On był żołnierzem, nie politykiem ginącej wówczas Polski. Od czasów króla Jana III nie było w Polsce człowieka, który by tak silnie i niepodzielnie zapanował nad sercami żołnierskimi. On myślał i czuł tak, jak czuli wtedy w Polsce prości żołnierze. Kościuszko zdawał sobie sprawę, że bierne uleganie przemocy nie zbawi kraju, na który podpisali wyrok trzej zaborcy, a przeciwnie, przyspieszy ono tylko niesławny jego ostateczny upadek. Ratunek upatrywał jedynie w czynie zbrojnym, który jak wszystko, co silne i odruchowe, podniesie serca polskie, skupi ludzi dzielnych i pokaże światu, że ojczyzna nasza nie da się zbyt łatwo pokonać. Zaczynał z siłami militarnymi bardzo szczupłymi. „Za mało nas tutaj – mówił do otaczających go na Rynku krakowskim – aby zwyciężyć, ale dość, aby zginąć z honorem”. Wierzył jednak, że poświęcenie jego wydobędzie z Polski nowe siły i stworzy nowych bohaterskich ludzi. Odzywał się do narodu słowami zapału, gorących wezwań, ale często także i twardymi żołnierskim słowem: „Kto nie z nami, ten przeciw nam”. Powstanie ogarnęło całe ówczesne nasze państwo, a także teren drugiego zaboru pruskiego, odbiło się głośnym echem nawet w Kurlandii i w Gdańsku. Wywołało niebywały zapał mieszczaństwa i pospólstwa, dzięki któremu Warszawa po ciężkiej dwudniowej walce zdołała się wyzwolić i zniszczyła silny garnizon rosyjski. Z krwawych pól walki tego powstania, czasem zwycięskich (Racławice), a często tak strasznych dla nas (rzeź Pragi), powiała ta dziwna moc narodowa, której nie było w Polsce za czasów pierwszego ani drugiego rozbioru.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj. 

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum