Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„JAN PAWEŁ II WOBEC EPIDEMII”

Aktualności

28.04.2020 10:32

Ojciec Święty w lutym 1986 r. w prowadzonym w Kalkucie przez Matkę Teresę i Siostry Misjonarki Miłości przytułku dla umierających, nazwanym Domem Czystego Serca. Fot. Arturo Mari/L’Osservatore Romano („Matka Teresa i jej papież”, Biały Kruk)

 

 

 

Ojciec Święty w lutym 1986 r. w prowadzonym w Kalkucie przez Matkę Teresę i Siostry Misjonarki Miłości przytułku dla umierających, nazwanym Domem Czystego Serca. Fot. Arturo Mari/L’Osservatore Romano („Matka Teresa i jej papież”, Biały Kruk)

 

 

 

Bez odrodzenia się moralnej odpowiedzialności
każdy program prewencyjny będzie nieskuteczny

Jolanta Sosnowska

 

Nie sądzę, by ks. prof. Karol Wojtyła zaakceptował restrykcyjną liczbę pięciorga wiernych podczas Mszy św. i zachęcał do wypędzania ludzi z kościoła, gdyby to za jego czasów rozszalała się pandemia koronawirusa. Nie sądzę, żeby się bał – zawsze wszak dawał przykład odwagi i niezłomności oraz nawoływał: „Nie lękajcie się!”. Albo żeby okazywał wobec parafian strach przed zarażeniem, strach o własne zdrowie. Nie sądzę, by jako ordynariusz diecezji biskup Wojtyła nie zaordynował szybko dla swych wiernych specjalnego programu opieki duszpasterskiej na czas zarazy. By akceptował trwożne pozamykanie się w swoich domowych wieczernikach, bo zewsząd słychać, że czas powrócić do pierwotnej formy chrześcijaństwa – do Kościoła domowego. By spełniało się marzenie ateistów: chrześcijaństwo tak, ale tylko w domu.
Nie wyobrażam sobie, by za czasów Jana Pawła II nie trwała z podziałem na dyżury nieustanna modlitwa błagalna wiernych przed Najświętszym Sakramentem o zatrzymanie pandemii, którą to modlitwę on by zainicjował i której odważnie by przewodził. Szczególnie, że dziś, inaczej niż w czasach biskupa i kardynała Karola Wojtyły, można bez problemu i szybko porozumiewać się, skrzykiwać smsami, mejlami, na Twitterach, Instagramach itp. Zupełnie nie mieści mi się w głowie, żeby zganił któregoś ze swoich kapłanów za to, że chodzi lub jeździ po ulicach z monstrancją i błogosławi Chrystusem ukrytym pod postacią chleba ludzi uwięzionych w domach przez pandemię. Przecież ten czas w sposób szczególny domaga się wzmożonej modlitwy, wzmożonego pocieszenia i pokrzepienia!
Nie wyobrażam sobie, by za czasów biskupa Karola Wojtyły i kard. Stefana Wyszyńskiego świątynie nie rozbrzmiewały nieustannym śpiewem suplikacji, czyli bardzo uroczystej prośby „Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami!”. Dzisiaj zapewnia nam to tylko codzienna – za pośrednictwem nieocenionej TV Trwam – transmisja wieczornego Apelu Jasnogórskiego z Kaplicy Cudownego Obrazu, który sprawowany jest z udziałem częstochowskiego ordynariusza abp. Wacława Depo.
Gdyby Jan Paweł II jeszcze żył, dałby nam na pewno widoczny i mocny przykład gorliwości w wierze, zawierzenia Panu Bogu, a swoją postawą pociągnąłby innych do żarliwości i trwania na klęczkach. Sprzeciwiłby się na pewno masowemu – jak to się dzisiaj dzieje – przeniesieniu praktyk religijnych na poziom wirtualny. Bardzo to niebezpieczne zjawisko, a jego szkody mogą być wprost niepowetowane. Ludzie łatwo przywiązują się bowiem do praktyk wygodnych, nie wymagających od nich wysiłków, a przyzwyczajenie to, jak wiadomo, druga natura.
Ilu wiernych korzystających obecnie z dyspensy od udziału w niedzielnej Eucharystii rzeczywiście czynnie i z należytą pobożnością uczestniczy w radiowych, telewizyjnych czy internetowych Mszach św. tak, jakby byli na nabożeństwie w kościele? Ilu zaś po prostu ogląda transmisję jak każdą inną audycję, np. w piżamie, z kubkiem kawy w ręce, odrywając się od czasu do czasu do domowych czynności? Ilu wirtualnych uczestników ma taką potrzebę, świadomość i samodyscyplinę, by uczynić akt nierzeczywistej obecności aktem rzeczywistej pobożności? Przy filmowaniu dla celów li tylko oglądania dużą wagę przywiązuje się do atrakcyjności przekazu, co stanowi często przeszkodę w skupieniu się na modlitwie, która jest przecież rozmową z Bogiem i wymaga dużego skupienia. Jednym z czynników powodujących dekoncentrację jest choćby skupianie uwagi operatora, a tym samym i naszej, na osobach sprawujących liturgię, na uczestnikach.
Pandemia ustanie i rygory zostaną zniesione, ludzie rzucą się na powrót do centrów handlowych, placówek kulturalnych, restauracji, obiektów sportowych etc. Czy rzucą się też do kościołów, by zaspokoić duchowy głód i powetować sobie czas, gdy świątynie były dla nich praktycznie zamknięte?…
Na jakiej podstawie snuję przypuszczenia na temat tego, jak w obecnej sytuacji zachowałby się ksiądz, biskup, kardynał Karol Wojtyła – św. Jan Paweł II? Oczywiście na podstawie analizy jego życia i nauczania. Szczególnie zaś jego postawy i reakcji wobec dwóch epidemii, jakie zagrażały światu za jego czasów.
Ciężki krzyż trądu i piętno odrzucenia
Pierwszą z nich była epidemia trądu, choroby zakaźnej, przewlekłej, wywoływanej przez prątka Mycobacterium leprae. Nie było wtedy o niej tak zaawansowanej wiedzy, jaką mamy dzisiaj; obecnie to choroba prawie wyleczalna. Pomimo tego trędowaci pozostali do teraz synonimem ludzi odtrąconych, żyjących w odosobnieniu, okrutnie oszpeconych i zdeformowanych, naznaczonych piętnem rozpadu ciała. W biednych krajach nieleczony trąd prowadził u pacjentów do ogromnych zniekształceń. Pierwsza z form tej choroby wywołuje zmiany skórne – pojawiają się swędzące guzy i guzki, pokrywające stopniowo całe ciało, które uciskają inne tkanki. W dawnych czasach ów potęgujący się ucisk prowadził do śmierci w straszliwych cierpieniach; znane są wstrząsające opisy trądu i trędowatych z czasów średniowiecznych. W drugiej formie trądu, w której rozwój choroby był powolniejszy, zmianom skórnym towarzyszyły również zmiany neurologiczne, jak zanik czucia czy porażenia pewnych części ciała.
Trąd do dziś występuje w Indiach (tam odnotowuje się ponad 50 proc. wszystkich przypadków choroby na świecie), w Azji Południowo-Wschodniej, Afryce Równikowej oraz Ameryce Południowej. Choć w chwili obecnej obserwuje się spadek liczby zachorowań, to jednak każdego roku notuje się ponad 200 tys. nowych przypadków, o czym media, jak wiemy, wcale się nie rozpisują. Do zakażenia dochodzi przez górne drogi oddechowe (droga kropelkowa), rzadziej kontaktowo przez uszkodzoną skórę.
Podczas swych podróży apostolskich po świecie Papież Polak odwiedzał również leprozoria, a więc miejsca odosobnienia i leczenia trędowatych. Po raz pierwszy uczynił to 12 maja 1980 r. w Adzopé na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Rozmawiał tam z lekarzami, zwiedził Krajowy Instytut do Walki z Trądem, ale przede wszystkim – spotkał się z chorymi. Przemawiając do pacjentów, przeważnie niechrześcijan, z pokorą wyjaśnił im najpierw, że od 16 października 1978 r. jest biskupem Rzymu i duchowym zwierzchnikiem katolickiego Kościoła. Papież nie oczekiwał, że będzie znany przez wszystkich, choć zapewne chorzy zostali wcześniej poinformowani o jego wizycie i godności, którą sprawuje.
Ojciec Święty przemawiał jak misjonarz, ale także jak nauczyciel, w czym pomagało mu wieloletnie doświadczenie wykładowcy. Zapewnił, że szanuje uczucia religijne innych, a także ich sposób „zwracania się do Boga według własnego sumienia. Gdyż nikt nie jest zwolniony od zwracania się ku Bogu; a jak o Nim zapomnieć, gdy uciska nas nędza? (…) Zdradziłbym swą misję, gdybym nie spędził cennego czasu z tymi, których Jezus szczególnie umiłował z powodu ich nędzy, ponieważ potrzebowali pocieszenia, umocnienia, uleczenia, nadziei”. Z oczu wielu trędowatych popłynęły wtedy łzy wzruszenia. Niewiele tu mieli odwiedzin, a tymczasem specjalnie do nich przyjechał znamienity gość z dalekiego Rzymu, przynosząc wiarę, nadzieję i miłość. I jeszcze jedno – Jan Paweł II nie brzydził się ich, nie odwracał się od ich zniekształconych chorobą, nierzadko pozbawionych kończyn ciał, szpetnych twarzy. Nie odnosił się do nich jak do nieczystych czy nietykalnych. Nie używał odkażalników, nie nosił ochronnej maseczki ani jednorazowych rękawiczek. Traktował ich na wzór Chrystusa z przynależną każdej osobie ludzkiej godnością. A przecież trąd jest chorobą wysoce zaraźliwą – w latach 1980. chorowało na nią na świecie 20 mln osób.
W lipcu tego samego roku 1980 Jan Paweł II odwiedził także znajdującą się w pobliżu brazylijskiego miasta Belém (po portugalsku znaczy to Betlejem) kolonię trędowatych Marituba. Nieopodal niej wzniesiono osiedle Pedreirinha dla wyleczonych, których jednak wyrzekły się rodziny; nie chciały mieć z nimi kontaktu z obawy o własne życie i zdrowie. Gdyby nie to osiedle, nie mieliby gdzie się podziać. Wówczas w Brazylii żyło 1 mln 630 tys. chorych na trąd. Na ścianie kaplicy leprozorium w Maritubie wisiała pozbawiona rąk i nóg figura trędowatego Chrystusa, przed którą pacjenci modlili się każdego dnia słowami: „Chrystus nie ma rąk, ma tylko nasze ręce do swej dzisiejszej pracy. Chrystus nie ma nóg, ma tylko nasze nogi, by prowadzić ludzi swoją drogą”. Jednym z 750 pacjentów owego leprozorium był niejaki Adalusio, który przebywał tu już od 40 lat. Nie był katolikiem, ale osobą religijną i to jemu przypadł zaszczyt powitania Jana Pawła II. Wielce wzruszony Adalusio powiedział wówczas: „Dziś czujemy się jak w niebie, gdyż jest wśród nas przedstawiciel Jezusa Chrystusa i następca Piotra. Nasza radość jest wielka. Dostąpiliśmy wielkiej łaski i błogosławieństwa Bożego. Może ta postawa zastępcy Chrystusa odmieni ludzkie serca i jeszcze bardziej uwrażliwi je na chorobę, cierpienie i nędzę braci”.
Św. Jan Paweł II chciał uwrażliwiać świat i swoim zachowaniem dawał przykład. Również w kolonii Marituba podszedł do trędowatych. Ściskał im ręce, gładził po twarzach, wziął na ręce małe dziecko. Przyniósł im też wtedy ogromnie ważne słowa przyjaźni, pociechy i nadziei: „Choroba naprawdę jest krzyżem, czasami ciężkim krzyżem, próbą, którą Bóg dopuszcza w życiu człowieka, w niepojętej tajemnicy planu, który wymyka się naszym zdolnościom pojmowania. Ale nie powinna być ona widziana jako ślepe przeznaczenie. Nie musi też być wcale sama w sobie karą. Nie jest czymś, co unicestwia, nie zostawiając nic pozytywnego. Przeciwnie, krzyż choroby, nawet kiedy ciąży ciału, niesiony w łączności z krzyżem Chrystusa staje się źródłem zbawienia, życia i zmartwychwstania, dla samego chorego i dla innych. (…) Nie odgradzajcie się z powodu waszej choroby. Wszyscy ci, którzy z oddaniem i znajomością rzeczy wami się zajmują, poświęcając wam może cały swój talent, czas i siły, powtarzają z naciskiem, że nie ma nic lepszego jak to, gdy czujecie się głęboko włączeni we wspólnotę braci, a nie od niej odcięci”.
Na przełomie maja i czerwca 1984 r. odbyła się w Watykanie konferencja nt. „Immunologia, epidemiologia i aspekty społeczne trądu”, w której uczestniczyli naukowcy Papieskiej Akademii Nauk. Przemawiając do nich, Jan Paweł II wykorzystał także swoje doświadczenia z pobytów w leprozoriach.
Ojciec Święty przekonywał, że w dziedzinie leczenia różnych chorób, także trądu, badania naukowe muszą łączyć się z uczuciami braterstwa, by mogły skutecznie ratować ludzkość w jej potrzebach i cierpieniach. Badania służą bowiem nie tylko wspaniałemu wykorzystaniu możliwości ludzkiego umysłu, ale też spożytkowaniu wybitnych cnót moralnych. Jan Paweł II mówił wprost, że naukowcom potrzebna jest pomoc Ducha Świętego, by nie ulegali zwątpieniu i zniechęceniu. Nauka ukierunkowana na cele pokojowe może złagodzić bolączki świata, poprawić położenie i pomóc podnieść jakość życia, zwłaszcza tych najbiedniejszych i najbardziej zaniedbanych. Dlatego Jan Paweł II wezwał rządy, instytucje międzynarodowe i organizacje pomocowe, by w jeszcze większym stopniu wspierały pracę naukowców, lekarzy, misjonarzy i wolontariuszy, którzy walczą zarówno z trądem, jak i „upokarzającym i tragicznym odrzucaniem trędowatych przez społeczeństwo”.
Św. Jan Paweł II przypomniał spotkanie Jezusa z trędowatymi, o którym pisze św. Marek Ewangelista: „Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: ‘Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić’. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: ‘Chcę, bądź oczyszczony!’. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony” (Mk 1, 40–42).

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

 




→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 06/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum