Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

JAK WYJŚĆ Z TRAGICZNEJ SPIRALI GŁODOWYCH EMERYTUR

Aktualności

20.03.2018 10:39

 

 

Już teraz wielu Polaków otrzymuje głodowe emerytury, wystarczające nie na godne życie, lecz jedynie na wegetację. Jeżeli nie zreformujemy systemu emerytalnego, los przyszłych emerytów będzie jeszcze gorszy. Fot. PAP/Piotr Piotrowski

 

 

Z posłem JANUSZEM SZEWCZAKIEM rozmawia Leszek Sosnowski

 

Leszek Sosnowski: Nim przejdziemy do sprawy tragicznej dla wielu osób: emerytur, mam pytanie wstępne. Czy można uznać za wiarygodne dane i informacje, jakie publikuje Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, w skrócie OECD, instytucja ekonomiczna skupiająca zaledwie 35 krajów, tych najwyżej rozwiniętych i zarazem demokratycznych państw, do których zaliczono również Polskę?

Poseł Janusz Szewczak: Myślę, że tak. Tak było do tej pory. OECD, skrót od Organisation for Economic Co-operation and Development, to solidna instytucja, funkcjonująca już od 1960 r.

A zatem można wierzyć wynikom badań, które OECD niedawno opublikowała, z których wynika, że emerytury, jakie Polacy dostaną za 40 lat, będą po prostu tragicznie niskie. Młodzi ludzie, którzy teraz zaczynają pracę, otrzymają świadczenie emerytalne w wysokości zaledwie 38,6 proc. pensji, jaką będą otrzymywali po 40 lat pracy zawodowej.

To się nazywa stopa zastąpienia i dotyczy kwoty łącznej emerytury, z obu filarów, a wynik ten mierzony jest w stosunku do przewidywanej ostatniej pensji przed przejściem na emeryturę.

Nie można tego fatalnego wyniku tłumaczyć tym, że jest to spadek po komunie, bowiem pozostałe kraje postkomunistyczne wypadają dużo, dużo lepiej od nas. Na Węgrzech emerytura wynosi aż 89,6 proc. ostatniego wynagrodzenia, a na Słowacji 83 proc. W Czechach jest troszkę gorzej, ale w porównaniu z nami i tak znacznie lepiej, bo 60 proc. Podobnie w Słowenii, na Łotwie i w Estonii, a przecież wszystkie te kraje były komunistyczne.

Powiem więcej: na początku transformacji, zaraz po odejściu od systemu komunistycznego, stopa zastąpienia wahała się u nas pomiędzy 50 a 60 procent, a więc była blisko dwukrotnie wyższa.

Co się więc stało?

Również wskaźnik OECD pokazuje, jaki gigantyczny rabunek w państwie dokonał się kosztem naszych emerytów i przyszłych emerytów, jakieś gigantyczne oszustwo.

Jak się mówi „rabunek, oszustwo”, rozumie się przez to jakąś konkretną osobę, która kogoś ograbiła. Czy to możliwe, żeby to było „dzieło” jednej osoby lub jakiejś niedużej grupy? Aż trudno w to uwierzyć… Może mamy po prostu kompletnie niewydajny system emerytalny; jest on nieprawdopodobnie skomplikowany i chyba nikt nad nim nie panuje.
Oba elementy wchodzą tu w grę, tzn. zarówno olbrzymia skala manipulacji pewnej grupy ludzi, neoliberałów, jak i niewydolność katastrofalnego systemu. Co jakiś czas powtarza się rabunek pieniędzy przeznaczanych na państwowe emerytury. Kolejne reformy tego systemu na przestrzeni 30 lat tylko pogarszały sytuację zamiast ją uzdrawiać. Jednym z największych oszustw, z jakimi mieliśmy do czynienia, jest – moim zdaniem – system OFE z 1999 roku. On przyniósł korzyści, ale nie emerytom, lecz dysponentom, można powiedzieć właścicielom Otwartych Funduszy Emerytalnych, czyli słynnemu PTE, które zarobiło na „zarządzaniu” OFE ok. 20 mld złotych. W wielu krajach na świecie, w Szwecji, Danii, Finlandii czy w Niemczech emerytury dają ludziom szansę godnego przeżycia swej starości łącznie z możliwością podróżowania po świecie, a u nas emerytury są właściwie głodowe.

Gorzej niż głodowe, za to się wyżyć nie da, bywa, że nawet na leki starszym ludziom nie starcza.

To prawda, w wielu przypadkach gorzej niż głodowe. Musi zatem tkwić w tym systemie jakiś fundamentalny błąd, jakaś niesprawiedliwość, a nawet niegodziwość. Emerytura nie jest żadną łaską instytucji państwa, jak to się często przedstawia, jeszcze od czasów PRL. Obywatele przez ok. 40 lat przecież pracują, odkładając pieniądze w ZUS-ie. Gdyby odkładali je tylko do przysłowiowej skarpetki, to te comiesięczne składki emerytalne uskładałyby się im na starość w całkiem przyzwoite oszczędności. Nie jest więc prawdą to, co wtłaczali Polakom do głów od 1999 r. neoliberalni hochsztaplerzy pokroju Buzka czy Boniego – którzy system OFE wprowadzali – że jak będziemy dużo dłużej pracować, to dostaniemy wspanialsze emerytury i na starość będziemy się wygrzewać pod palmami. Pamiętamy wszyscy te reklamy.

No dobrze, można powiedzieć: co było, to było, ale co robić teraz?

Było, ale trzeba do tego wrócić, przeanalizować, znaleźć przyczyny, by nie powtarzać dawnych błędów. Żeby emerytura była godziwa, a więc na poziomie minimum 60 proc., musi się złożyć wiele czynników. Wydłużanie okresu pracy, co rząd Platformy tak usilnie lansował, jest tylko jednym z nich, wcale nie najważniejszym. Bardzo ważna jest również wysokość pobieranego wynagrodzenia, wysokość naszych pensji, bo od nich naliczany jest procent na późniejsze świadczenia. Emerytury zależą także, a raczej powinny zależeć, od formy inwestowania pieniędzy zbieranych przez ZUS od obywateli. W tym długim okresie, gdy emerytury jeszcze nie pobieramy, ale na nią odkładamy, ważne jest, co się dzieje z odprowadzanymi obowiązkowo przez pracodawcę w naszym imieniu pieniędzmi, czy one pracują, czy nie. Poza tym składki powinny być naprawdę powszechne, a w Polsce praktycznie połowa zatrudnionych nie płaci żadnych składek lub płacą minimalnie, za nich płaci reszta społeczeństwa – za górników, hutników, sędziów, policjantów, wojskowych…

…za polityków.

Też, ale to nie jest wielka grupa zawodowa. Są inne olbrzymie grupy zawodowe, które pracują, a nie płacą składek. Mówi się, że świadczenia emerytalne wypłaca państwo, ale państwo nie ma przecież żadnych swoich pieniędzy, płacą głównie ci, którzy pracują etatowo.

W tej chwili wszystko jest praktycznie ozusowane: umowa o dzieło, zlecenie…

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 5/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum