Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Jak przeorać heteroseksualną Amerykę”

Aktualności

28.07.2020 15:17

Przedstawiciele „ruchu LGBT” usiłują zakłócić przedwyborcze spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z mieszkańcami Krakowa. Niezłomna postawa moralna obecnego Prezydenta RP nieodmiennie wywołuje wściekłość „tęczowych”. Fot. Adam Wojnar

 

 

 

Przedstawiciele „ruchu LGBT” usiłują zakłócić przedwyborcze spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z mieszkańcami Krakowa. Niezłomna postawa moralna obecnego Prezydenta RP nieodmiennie wywołuje wściekłość „tęczowych”. Fot. Adam Wojnar

 

 

Ponad 30 lat temu zadeklarowano podstęp i perfidię
jako metodę walki o przywileje dla ruchu LGBT

 

Polska tkwiła jeszcze w okowach komunizmu, gdy w 1987 r. ukazał się w USA esej/manifest, który narobił wówczas na Zachodzie dużo hałasu. Bazował na ludzkich dewiacjach i był na tamten czas tak ekstremalny, że wprost podejrzany dla ówczesnej czerwonej władzy w krajach sowieckich. Jak się niebawem okazało, miał wyznaczać nowe drogi dla skrajnie lewicowych idei i ugrupowań. Ukazał się pod tytułem „The Overhauling of Straight America”, a później w rozbudowanej postaci wydany został jako książka. W precyzyjnej formie ukazuje nie tylko cele ruchu LGBT, lecz również narzędzia do osiągnięcia dominacji kulturowej, społecznej i politycznej. Jest to w gruncie rzeczy przerażająca lektura, albowiem wszystkie z tych postulatów już zostały zrealizowane! Na tym jednak nie poprzestano; społeczność homoseksualna rozpędzona w walce o zrównanie obyczajowe i moralne została wykorzystana przez postkomunistów w ich utopijnej walce o „nowego” człowieka, a de facto w walce o władzę. Homoseksualiści, mając potężne poparcie polityczne i medialne, nie chcą już tolerancji, lecz najwyższych stanowisk, specjalnego prawa dla siebie i rozpoczęli prześladowania każdego, kto na nich krzywo spojrzy. Jeśli gdzieś, jak np. w Polsce, nie dostają władzy, to oczywiście tylko dlatego, że są prześladowani. Przedstawiciel LGBT jest z definicji dobry, sprawiedliwy i mądry, a kto myśli inaczej, ten należy do sfery prześladowców, faszystów, hamulcowych postępu.
To pierwsze tłumaczenie tego bazowego dla ruchów LGBT manifestu na język polski; ukrywano go przed polską opinią publiczną, ale ci co trzeba – znali jego treść bardzo dobrze.

Pierwszym naszym zadaniem jest wyciszenie emocji opinii publicznej w Ameryce w kwestiach dotyczących postrzegania homoseksualistów i ich praw. Na początek chodzi o to, aby homoseksualność nie wzbudzała intensywnych odczuć, a raczej obojętność. Byłoby idealnie, gdyby udało się doprowadzić do tego, by osoby heteroseksualne [dosł. „heterycy”] postrzegały różnice w preferencjach seksualnych tak samo, jak widzą różnice upodobań np. w kwestii lodów czy sportu: jeden lubi lody truskawkowe, drugi waniliowe, jeden woli koszykówkę, drugi piłkę nożną. Po prostu nic wielkiego, ot, różnica gustów.
Przynajmniej na początku staramy się jedynie o to „wytłumienie emocji opinii publicznej”, o nic więcej. Nie musimy i nie możemy bowiem oczekiwać od przeciętnego Amerykanina „docenienia” czy też „zrozumienia” homoseksualizmu. Nawet nie próbujcie myśleć o przekonaniu ludzi wprost, że homoseksualizm to coś dobrego; to niemożliwe. Jednak jeśli tylko uda się sprawić, że większość społeczeństwa będzie o tym myśleć ze wzruszeniem ramion jako o „jeszcze jednym upodobaniu”, walka o legalizację naszych preferencji i uzyskanie praw będzie faktycznie wygrana. Aby to osiągnąć, homoseksualiści muszą zerwać z wizerunkiem tajemniczej, wyobcowanej, obleśnej i odmiennej społeczności. Aby nastąpiła radykalna zmiana w postrzeganiu homoseksualistów w Stanach Zjednoczonych, będzie potrzebna zakrojona na wielką skalę kampania medialna. Dla urzeczywistnienia tego zwrotu jakakolwiek kampania będzie musiała zrealizować sześć następujących punktów:

1. Mówmy o gejach i o homoseksualizmie najgłośniej, jak się da, i tak często, jak jest to możliwe
Główny mechanizm tego punktu jest prosty: prawie każde zachowanie czy zjawisko zaczyna być postrzegane jako normalne, jeśli odbiorca styka się z nim wystarczająco często w bliskim sąsiedztwie i wśród znajomych. Akceptacja nowego zachowania znajdzie swoje „zaczepienie”, jeśli ktoś ze znajomych będzie je popierał (lub nawet praktykował). Niektórzy mogą być początkowo urażeni „nowością” tego zjawiska; w przeszłości wiele osób było zgorszonych np. bieganiem nago w miejscu publicznym, jedzeniem złotych rybek czy seksem przedmałżeńskim. Jednak dopóki przeciętny Joe nie odczuwa większej presji, by zachowywać się podobnie, i dopóki uważa, że podobne zjawisko stanowi znikome zagrożenie dla jego bezpieczeństwa fizycznego i finansowego, szybko się do tego przyzwyczai, a życie będzie toczyło się dalej. Sceptycy pewnie będą kręcić głowami i wygłaszać teksty w stylu „ludzie powariowali w dzisiejszych czasach”, ale z biegiem czasu obiekcje będą mniej emocjonalne, a bardziej refleksyjne i filozoficzne.
Sposobem na sparaliżowanie postrzegania homoseksualizmu jako zagrożenia dla uporządkowanej moralności jest rozmowa wielu osób na ten temat w sposób neutralny lub wspierający. Otwarta i bezpośrednia rozmowa sprawia, iż kwestia wydaje się mniej tajemnicza, mniej obca, mniej gorsząca i grzeszna, a bardziej uczciwa. Powszechne rozmowy kreują przeświadczenie, iż opinia publiczna jest podzielona odnośnie do tematu i że spora część osób popiera albo nawet praktykuje homoseksualizm. Nawet zawzięte debaty pomiędzy przeciwnikami i zwolennikami służą naszym celom, o ile „szanowani” geje są na pierwszej linii, aby występować we własnej sprawie. Najważniejsze są rozmowy o homoseksualizmie, dopóki temat nie stanie się całkowicie męczący.
Na początek jedynie rozmowy, nic więcej. We wczesnym stadium jakiejkolwiek kampanii, która ma dotrzeć do heteroseksualnej Ameryki, ludzie nie mogą być zszokowani i zgorszeni przedwczesnym epatowaniem homoseksualnymi zachowaniami. Na tym etapie, maksymalnie jak jest to możliwe, obywatele amerykańscy mają bagatelizować wszelkie wyobrażenia na temat (gejowskiego) seksu i postrzegać kwestię praw dla osób homoseksualnych jako czysto abstrakcyjne zagadnienie społeczne. Doprowadźmy do tego, aby dali nam palec; przyjdzie czas, a weźmiemy całą rękę!
Istotne jest miejsce, w którym rozmawiamy. Film i telewizja są dziś najpotężniejszymi mediami opiniotwórczymi, kształtującymi wyobraźnię zachodniej cywilizacji. Przeciętny Amerykanin spędza przed telewizorem ponad 7 godzin dziennie. Ten czas otwiera nam bramę do prywatnego świata osób heteroseksualnych, przez którą możemy wprowadzić naszego konia trojańskiego. Jeśli chodzi o wyciszenie emocji, medium jest przekazem – normalności. Jak dotąd gejowskie Hollywood zapewnia nam najlepszą tajną broń w tej bitwie o zmianę sposobu myślenia mainstreamu. Stopniowo, ale konsekwentnie w ciągu ostatnich dziesięciu lat homoseksualni bohaterowie i tematy oscylujące wokół homoseksualizmu byli eksponowani w programach telewizyjnych i filmach (choć często robiono to dla osiągnięcia efektów komediowych i farsowych). To dało nam punkt wyjścia dla dalszych działań. Emisja w najlepszym czasie antenowym przez jedną z ważniejszych sieci telewizyjnych filmu Consenting Adults [chodzi o telewizyjny film z 1985 r. w reż. Gilberta Catesa; główny wątek to konflikt homoseksualnego nastolatka z ojcem, oczywiście chłopak ukazany został w pozytywnym świetle – przyp. MM] jest tylko jednym przykładem przychylnego przedstawiania przez media kwestii związanych z homoseksualizmem. To jednak powinien być zaledwie początek wielkiego reklamowego natarcia gejowskiej Ameryki.
Czy nasza kampania polegająca na otwartym, uporczywym i nieprzerwanym poruszaniu tematów dotyczących gejów dotrze do każdego zaciekłego przeciwnika homoseksualizmu? Oczywiście, że nie. Podczas gdy opinia publiczna jest jednym podstawowym źródłem mainstreamowych wartości, drugim jest autorytet religijny. Gdy konserwatywne kościoły [głównie chodzi o Kościół katolicki, przyp. MM] potępiają homoseksualistów, istnieją tylko dwie rzeczy, które możemy zrobić, aby pokonać homofobię prawdziwych wierzących. Po pierwsze, możemy tak użyć słów, by rozmyć moralność. To oznacza podawanie do wiadomości publicznej informacji o poparciu udzielanym gejom przez bardziej umiarkowane kościoły, wysuwanie naszych własnych zastrzeżeń w kwestiach teologicznych co do konserwatywnej interpretacji Biblii, a następnie – odsłanianie nienawiści i niekonsekwencji. Drugim sposobem jest osłabianie moralnego autorytetu homofobicznych kościołów poprzez przedstawianie ich jako zapyziałych zaścianków, pozostających mocno w tyle, gdy chodzi o nasze czasy oraz najnowsze odkrycia psychologii. Potężnemu wpływowi religii musimy przeciwstawić potężniejszy alians nauki i opinii publicznej (tarcza i miecz tego nieznośnego „świeckiego humanizmu”). Podobne nieświęte sojusze wcześniej dobrze się sprawdzały przeciwko kościołom w takich kwestiach jak rozwody i aborcja. Jeśli w przestrzeni publicznej będzie się pojawiało coraz więcej wypowiedzi na temat rozpowszechniania się i akceptacji homoseksualizmu, opisywany sojusz zadziała po raz kolejny.

2. Przedstawiajmy gejów jako ofiary, nie jako agresywnych rywali
W jakiejkolwiek kampanii mającej na celu przekonanie ludzi geje muszą być kreowani na ofiary potrzebujące pomocy, tak aby ludzie heteroseksualni skłonni byli odruchowo zakładać, że powinni odegrać rolę ich obrońców. Jeżeli zamiast tego będziemy przedstawiać homoseksualistów jako silne i dumne plemię promujące nieugięcie nonkonformistyczny i dewiacyjny styl życia, bardziej prawdopodobne będzie postrzeganie ich jako zagrożenia publicznego, co usprawiedliwia opór i prześladowanie. Z tego powodu musimy powstrzymać pokusę publicznego pysznienia się naszą gejowską dumą, kiedy to kłóci się z wizerunkiem geja-ofiary. Musimy także utrzymywać równowagę pomiędzy robieniem z jednej strony wrażenia na heterykach naszą liczebnością, a z drugiej wywoływaniem ich nienawistnej paranoi („oni są wszędzie!”).
W kampanii medialnej promującej wizerunek geja-ofiary powinniśmy używać symboli, które zredukują poczucie zagrożenia (mainstreamowego) odbiorcy, obniżą jego czujność i zwiększą prawdopodobieństwo postrzegania homoseksualnych osób jako ofiar. W praktyce oznacza to, iż żwawi mięśniacy z wąsami nie rzucaliby się zbytnio w oczy w reklamach o podtekście gejowskim i w tym podobnych projektach, podczas gdy wzbudzające współczucie postacie miłych młodych ludzi lub osób wiekowych, a także pięknych kobiet mogą okazać się gwiazdami. (To się rozumie niemal samo przez się, że grupom znajdującym się na najdalszym marginesie akceptowalności, jak NAMBLA [„North-American Man-Boy Love Association – „Północnoamerykańskie Stowarzyszenie Miłości pomiędzy Mężczyznami a Chłopcami” – przyp. MM] nie wolno odgrywać naprawdę żadnej roli w takiej kampanii; podejrzani o molestowanie dzieci nigdy nie będą sprawiać wrażenia ofiar).
Są dwa sposoby na przedstawienie gejów jako ofiar, które warto zastosować. Po pierwsze, przedstawiciele mainstreamu muszą zostać przekonani, iż homoseksualne osoby są ofiarami losu, w tym sensie, że większość z nich nigdy nie miała wyboru, by zaakceptować lub odrzucić swoją orientację seksualną. Przekaz musi brzmieć następująco: „Geje, o ile wiedzą, urodzili się tacy, tak jak ty się urodziłeś biały, czarny, bystry czy atletycznie zbudowany. Nikt nigdy ich nie oszukał ani nie uwiódł, nigdy nie dokonali świadomego wyboru, więc nie można ich winić z moralnego punktu widzenia. To, co robią, nie jest umyślnym działaniem na przekór, to po prostu jest u nich naturalne. To samo zrządzenie losu mogło przytrafić się tobie!”.
Heteroseksualni ludzie muszą być w stanie utożsamiać się z gejami jako ofiarami. Społeczeństwu nie wolno dostarczać dodatkowych wymówek w postaci „oni nie są tacy jak my”. W tym celu osoby grające główną rolę w naszej kampanii publicznej powinny być przyzwoite, uczciwe, atrakcyjne i godne podziwu według heteroseksualnych standardów, całkowicie niewyróżniające się wyglądem – krótko mówiąc, powinny być nie do odróżnienia od heteryków, do których chcemy dotrzeć (nie mogą to być tzw. homoseksualiści na pokaz). Tylko w ten sposób nasz przekaz będzie odczytany prawidłowo: „ci ludzie są ofiarami losu, to samo mogło przytrafić się mnie!”.
Nawiasem mówiąc, zdajemy sobie sprawę z tego, że wielu gejów poda w wątpliwość technikę reklamową, która mogłaby grozić tym, że homoseksualizm będzie wydawał się jakąś potworną chorobą, która dopada „ofiary” dotknięte takim fatum. Prawda jest jednak taka, iż społeczność gejowska jest słaba i musi posługiwać się siłą słabych, czyli grą na współczucie. W każdym razie wyrównujemy negatywny aspekt tego apelu geja-ofiary w punkcie 4, o czym niżej.
Drugim sposobem jest przedstawienie homoseksualistów jako ofiar społeczeństwa. Heteroseksualna większość nie uznaje cierpienia, jakie sama wnosi w życie osób homoseksualnych, i trzeba jej pokazać drastyczne fotografie brutalnie potraktowanych gejów, udramatyzowaną niepewność dotyczącą mieszkania i pracy, jaka ich dotyka, utratę opieki nad dziećmi i publiczne upokorzenie, i tym podobne ponure obrazy.
W jakiejkolwiek kampanii mającej na celu przekonanie ludzi geje muszą być kreowani na ofiary potrzebujące pomocy, tak aby heterycy skłonni byli odruchowo zakładać, że powinni odegrać rolę ich obrońców.

3. Dajmy obrońcom poczucie słusznej sprawy
Kampania medialna, która przedstawia gejów jako ofiary społeczeństwa i zachęca heteryków, aby byli ich obrońcami, musi ułatwić tym, którzy na nią odpowiedzą, stwierdzenie i wyjaśnienie swojego nowego instynktu opiekuńczego. Niewiele heteroseksualnych kobiet i jeszcze mniej heteroseksualnych mężczyzn będzie chciało odważnie i z przekonania bronić homoseksualizmu jako takiego. Większość będzie wolała przypisać ów nowo rozbudzony „instynkt obrońcy” do jakiejś zasady sprawiedliwości lub prawa, do jakiegoś ogólnego pragnienia konsekwentnego i równego traktowania w społeczeństwie. Dlatego nasza kampania nie może się bezpośrednio skupiać na żądaniu bezpośredniego poparcia dla praktyk homoseksualnych, musi natomiast w centrum uwagi umieścić dyskryminację. Prawo do wolności wypowiedzi, wyznania i zrzeszania się, sprawiedliwego procesu i równej ochrony praw – to właśnie powinna przywodzić na myśl nasza kampania.
Szczególnie ważne dla ruchu gejowskiego jest podpięcie swojej sprawy do akceptowanych standardów prawa i sprawiedliwości, ponieważ jego heteroseksualni zwolennicy muszą mieć na podorędziu przekonującą odpowiedź na moralne argumenty jego wrogów. Homofobi oblekają swój emocjonalny wstręt w onieśmielające szaty religijnego dogmatu, zatem obrońcy praw homoseksualistów muszą być gotowi na odparcie dogmatu argumentami prawnymi.

4. Sprawmy, żeby geje dobrze się prezentowali
Aby geja-ofiarę uczynić sympatyczniejszym i godnym współczucia ze strony heteryków, trzeba przedstawić go jako zwykłego człowieka. Jednak dodatkowy temat kampanii powinien być agresywniejszy i bardziej optymistyczny: aby zrównoważyć coraz większą krytykę, jaką te czasy przynoszą homoseksualnym mężczyznom i kobietom, kampania powinna przedstawiać ich jako najwspanialsze filary społeczeństwa. Tak, oczywiście ta stara sztuczka ma brodę jak z Nowego Jorku do Los Angeles. Inne mniejszości używają jej przez cały czas w reklamach, które dumnie głoszą: „czy wiedziałeś, że ten wielki człowiek (mężczyzna albo kobieta) był…?”. Jednak ten przekaz jest niezmiernie ważny, gdy chodzi o tych wszystkich heteryków, którzy wciąż wyobrażają sobie gejów jako „odmieńców” – podejrzanych, samotnych, przegranych, upijających się wyrzutków o skłonnościach samobójczych, którzy porywają dzieci.
Lista zasłużonych w historii wybitnych postaci homo- i biseksualnych mężczyzn i kobiet jest naprawdę zdumiewająca: od Sokratesa do Szekspira, od Aleksandra Wielkiego do Aleksandra Hamiltona, od Michała Anioła do Walta Whitmana, od Safony do Gertrudy Stein; dla nas jest to już coś, co znamy od dawna, ale dla heteroseksualnej Ameryki to szokujące wieści. W bardzo krótkim czasie umiejętnie przeprowadzona i sprytna kampania medialna mogłaby sprawić, by społeczność homoseksualna wydawała się prawdziwą matką chrzestną cywilizacji zachodniej.
Podobnie powinniśmy wziąć pod uwagę promocję naszej sprawy przez celebrytów, którzy mogą być hetero- albo homoseksualni.

5. Sprawmy, żeby przeciwnicy gejów prezentowali się odrażająco
Na późniejszym etapie kampanii medialnej na rzecz praw homoseksualistów – długo po tym, jak inne reklamy na ich rzecz staną się powszechne – nadejdzie czas, aby zabrać się za pozostałych przeciwników. Mówiąc szczerze, trzeba ich oczernić. (To będzie tym bardziej konieczne, że do tego czasu wróg okopany na swoich pozycjach zwielokrotni swoje plucie jadem i dezinformację). W tym miejscu nasz cel jest dwojaki. Po pierwsze, staramy się zastąpić mainstreamową zarozumiałą homofobiczną dumę poczuciem winy i wstydu. Po drugie, zamierzamy sprawić, aby przeciwnicy homoseksualizmu prezentowali się tak obrzydliwie, aby przeciętny Amerykanin nie chciał mieć nic wspólnego z takimi typami.
Ludziom powinno się pokazywać wizerunki wrzaskliwych homofobów, których drugorzędne cechy i poglądy wzbudzają niesmak u przeciętnych Amerykanów. Mogą one obejmować: członków organizacji Ku Klux Klan domagających się, aby geje byli paleni żywcem lub kastrowani; fanatycznych kaznodziejów z południa, zapluwających się z histerycznej nienawiści do tego stopnia, że wyglądają zarówno komicznie, jak i obłąkańczo, groźnych punków, bandytów i więźniów mówiących beznamiętnie o „pedałach”, których zabili lub chcieliby zabić; wycieczkę po nazistowskich obozach koncentracyjnych [w tekście nie ma mowy o tym, że były to obozy niemieckie! – przyp. MM], w których homoseksualiści byli torturowani i uśmiercani w komorach gazowych.
Kampania niszczenia wizerunków przeciwników homoseksualizmu oczywiście rozwścieczy naszych najbardziej zagorzałych wrogów. Ale cóż więcej można powiedzieć? Krytyka jest słuszna, a my powinniśmy ich zmusić, aby się z nią zmierzyli na oczach całej Ameryki.

6. Zdobądźmy fundusze. Odpowiedzialność spoczywa na nas
Każda zakrojona na szeroką skalę kampania tego rodzaju wymaga bezprecedensowych wydatków, które będą się ciągnęły poprzez miesiące albo nawet lata. A zatem konieczna jest także bezprecedensowa akcja zbierania funduszy.
Skuteczna reklama to kosztowna inwestycja; kilka milionów dolarów wprawiłoby ją w ruch. W USA jest 10 do 15 mln dorosłych osób głównie orientacji homoseksualnej. Jeśli każda z nich przekazałaby tylko dwa dolary na naszą kampanię, zebrane w ten sposób fundusze dorównywałyby tym, jakimi dysponują jej najśmielej wypowiadający się wrogowie. A ponieważ ci homoseksualiści nie utrzymujący rodzin zazwyczaj mają więcej pieniędzy do własnej dyspozycji niż przeciętni [obywatele], mogliby wpłacić dużo więcej.
„Zamierzamy sprawić, aby przeciwnicy homoseksualizmu prezentowali się tak obrzydliwie, aby przeciętny Amerykanin nie chciał mieć nic wspólnego z takimi typami”. Ale czy tak się stanie? A może jednak społeczność gejowska jest tak nieprzyzwoita, samolubna, niezaangażowana i krótkowzroczna, jak twierdzą jej krytycy? Nigdy się tego nie dowiemy, jeśli nowa kampania nie ogłosi wspólnego ogólnokrajowego apelu o wsparcie skierowanego jednocześnie do znanych, jak i anonimowych potencjalnych darczyńców. Ów apel powinien być skierowany zarówno do gejów, jak i do heteryków, którym zależy na sprawiedliwości społecznej.



Tłum. Monika Makowska
Anna Makowska

 


Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum