Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„JAK KRÓLOWA JADWIGA CZYTAŁA… ‘DZIENNICZEK’ ŚW. SIOSTRY FAUSTYNY”

Aktualności

19.06.2018 9:54

Halina Łabonarska jako królowa Jadwiga Łokietkowa w serialu „Korona królów”. Fot. Marcin Makowski/TVP

 

 

Halina Łabonarska jako królowa Jadwiga Łokietkowa w serialu „Korona królów”. Fot. Marcin Makowski/TVP

 

Z HALINĄ ŁABONARSKĄ rozmawia Jolanta Sosnowska

 

Jolanta Sosnowska: Dziś, kiedy płyty z nagraniem „Dzienniczka” św. Siostry Faustyny w Twoim wykonaniu są już gotowe, można powiedzieć, że ten niezwykły mistyczny tekst z pierwszej połowy XX w. czyta… królowa Jadwiga, żona króla Władysława Łokietka, a córka księcia Bolesława Pobożnego i księżnej Jolanty, błogosławionej, matki trzech córek. Jadwiga była osobą głęboko pobożną, pod koniec życia wdziała nawet zakonny habit. Świetnie oddałaś ten rys jej osobowości w serialu „Korona królów”. Panowała ona w latach 1320–1333 i była spokrewniona z wieloma świętymi. Czy wcześniejsza kilkuletnia praca nad „Dzienniczkiem” pomogła Ci odtworzyć religijność polskiej królowej? Tę wspaniałą religijność średniowieczną – bardzo głęboko przeżywaną, mistyczną, która odciskała się na codziennym dniu wierzących, a która dziś bardzo niesprawiedliwie określana jest – jak wszystko, co średniowieczne – deprecjonującym mianem ciemnogrodu.

Halina Łabonarska: Oczywiście, że ta moja przyjaźń z Siostrą Faustyną bardzo na to wpłynęła. Może zbyt odważnie to mówię, ale tak właśnie Faustynę odbieram – jak osobę bardzo mi bliską, do której zbliżam się duchowo od 35 lat i która pełni rolę mojej duchowej przewodniczki. Głębokość jej wiary była dla mnie olbrzymią podporą i wskazówką, jak prowadzić postać królowej Jadwigi Łokietkowej, która wśród członków swej rodziny, jak wspomniałaś, miała tylu świętych, a na koniec życia została mniszką klaryską. To był też znak tamtego czasu, że kobiety głęboko wierzące, najczęściej wdowy, które w przeszłości sprawowały władzę, decydowały o losie innych ludzi, na koniec postanawiały wdziać habity i żyć w skromności, pokorze i zamknięciu. Ostatnie sceny życia królowej Jadwigi, które zagrałam, niezwykle mnie wzruszały. Bardzo przeżyłam te chwile, kiedy żegna się ona ze światem, odchodzi z niego jako zwykła zakonnica. Twoje skojarzenie z Faustyną jest tutaj jak najbardziej właściwe, ponieważ wiele razy zastanawiałam się, jak to możliwe, że ona będąc tak skromną i niepozorną na pozór osobą mogła dotykać Boga w sposób absolutnie niezwykły. Bóg każdemu z nas pokazuje drogę do świętości, ale z Siostrą Faustyną obcował bezpośrednio przez miesiące, lata, i do niej przemawiał. Pokazał jej świętość, pokazał, jak wyglądają niebo, piekło i czyściec. A to, co mówił do niej, staje się drogowskazem dla nas, jak my – każdy z nas – możemy dążyć do świętości.

Nie uważasz, że orędzie o Bożym Miłosierdziu jest szczególnie ważne w XXI wieku, kiedy człowiek coraz bardziej zatraca się w hedonizmie, odchodząc od Dekalogu?

Problem dziś polega na tym, że wykonując swój zawód, realizując się na różne sposoby, często po prostu usuwamy Pana Boga z naszego życia. Wyrzucamy Go, by nam nie utrudniał samorealizacji, a więc jest to postawa niezwykle egocentryczna. Mówiąc na jednym oddechu, że jesteśmy ludźmi wierzącymi, mówimy Mu jednocześnie: „Panie Boże, pozostań nieco w oddali, bo wymagasz ode mnie zbyt wiele. Pomożesz mi wtedy, kiedy będę chory albo kiedy będę się do Ciebie zwracał z jakąś prośbą”. Tymczasem ludzie średniowiecza, którzy szczerze kochali Pana Boga, prawdziwie wierzyli w Niego – z miłości i szacunku do Niego realizowali również swoje życie, nie zapominając, że to On jest dawcą wszystkiego, że to On dał nam życie.

Szczególnie w XXI w. przypomnienie o postawie skromności i pokory wydaje się ogromnie ważne, gdyż dziś ludzie stali się zupełnie inni. Jeśli nawiązujemy do serialowej postaci królowej i jej epoki, to zauważmy, iż ówczesna obyczajowość bardzo była nastawiona na Pana Boga. Posty, których w serialu jako królowa Jadwiga przestrzegałaś z wielką skrupulatnością, do których przynależała nawet wstrzemięźliwość seksualna, dziś prawie niewyobrażalna, były rzeczą naturalną i powszechną. Dopiero z nastaniem Niedzieli Wielkanocnej post ustępował, a wraz z nią następowała radość z uciech duszy i ciała przez 40 dni zabronionych. Rytm życia współgrał z rytmem całego roku liturgicznego.

Ówcześni ludzie, jak królowa Jadwiga i jej dwór oraz wierni poddani, rozumieli to, co tak doskonale rozumiała św. Siostra Faustyna, że tylko kierując się wskazówkami Boga możemy tak naprawdę w pełni się realizować. Współczesny człowiek zaś zupełnie o tym zapomina i na tym właśnie polega jego wielki dramat. Hierarchia wartości została zupełnie zaburzona i stąd biorą się wszystkie obecne zamęty – duchowy, moralny, a także w konsekwencji polityczny. Pan Bóg został usunięty na boczny tor i tylko czasem sobie o Nim przypominamy. A chodzi o to, by Pan Bóg był centrum naszego życia, co tak wspaniale pokazuje w swoim „Dzienniczku” św. Siostra Faustyna, a nie przeróżne przyziemne sprawy. Warto o tym ciągle mówić, bo to jest droga naszej świętości i ta droga jest wykonalna. Nie wystarczy tylko być poprawnym, trzeba dążyć do świętości. Wskazówek takiego życia udziela nam nieustannie Kościół, którego głową, rządcą i władcą jest Chrystus, który jest Miłością. Dlatego tak ważna jest pełna przynależność do Kościoła.

Czy pamiętasz Twoje pierwsze zetknięcie się z „Dzienniczkiem”?

Pamiętam dokładnie, że było to w 1983 r.

Czyli jeszcze w czasie trwania stanu wojennego?

Tak. Nie wiem już, gdzie go kupiłam, ale zdaje się, że było to pierwsze wydanie.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że Siostra Faustyna nie była wtedy jeszcze tak znana jak dzisiaj, podobnie wizerunek Jezusa Miłosiernego nie był tak popularny. Nawet jeśli widzieliśmy Go w kościołach, nie znaliśmy tkwiącej w Nim mocy.

To prawda, dlatego siła tego pierwszego spotkania była wprost porażająca; pamiętam, że gdy zaczęłam czytać „Dzienniczek”, nie mogłam się od niego oderwać. Nic nie byłam w stanie robić, tylko całymi dniami, a nawet nocami czytałam i czytałam. Z jednej strony nie mogłam przestać, a z drugiej – nie mogłam pojąć, jak możliwa jest rozmowa z Panem Jezusem tak skromnej osoby. Nie byłam wtedy jeszcze tak głęboko osadzona w wierze jak teraz, choć byłam już na właściwej drodze. Lektura „Dzienniczka” była dla mnie naprawdę głębokim przeżyciem duchowym i pewnie dlatego zaważyła na całym moim późniejszym życiu, działaniu, otwieraniu się na wszystkie te sprawy, o których Pan Jezus mówił do św. Siostry Faustyny. Zupełnie nieprawdopodobne było tu dla mnie spotkanie człowieka z Bogiem. Marzyłam o tym, żeby i do mnie Pan Jezus tak kiedyś przemówił, ale jednocześnie myślałam, że nie jestem tego godna i że tak mało wiem o sobie samej, o mojej wrażliwości duchowej. Wtedy też jednak bardzo intensywnie rozpoczął się u mnie proces pogłębiania tej wrażliwości. Wiem, że Faustyna miała w tym swój udział, a przede wszystkim Pan Jezus, który do niej przemawiał. Poprzez „Dzienniczek” przemówił i do mnie.

Powiem Ci, że to dosyć wyjątkowa postawa jak na aktorkę, bo gdy przyjrzeć się Twoim koleżankom czy kolegom po fachu, to święte teksty, nawet jeśli je wielokrotnie recytują, czy święte postaci, które odtwarzają, bardzo rzadko odciskają piętno na ich życiu. Rola jest rolą, tekst jest tekstem, a życie życiem i oni o wiele częściej wzorują się na ponurych postaciach o zdewastowanej moralności, które teraz dominują sceny teatralne i ekrany kinowe lub telewizyjne, na ohydnych spektaklach, w których występują, a które dziś zawładnęły niemal bez reszty teatrem i kinem. Tymczasem u Ciebie prywatna lektura i fascynacja „Dzienniczkiem” prostej zakonnicy zaowocowała po latach na polu zawodowym, doprowadzając do niezwykłej spójności w Twoim życiu. Jak to się odbyło?

Myślę, że to była Boża łaska, dar Ducha Świętego, bo potem nastąpił cały ciąg różnych zdarzeń, różnych ról w teatrze i filmie. Czasem Pan nas dotyka i trzeba usłyszeć Jego głos w swoim wnętrzu, usłyszeć i chcieć te pewne myśli i pewne wskazówki przyjąć, żeby za jakiś czas znalazło to swoją puentę, swoją realizację. Przecież w 1983 r. czytając po raz pierwszy „Dzienniczek”, nie miałam pojęcia, że za 8 lat pojawi się Radio Maryja, że za 10 lat Siostra Faustyna zostanie wyniesiona na ołtarze, że wielce uroczyście będzie obchodzony Rok Wielkiego Jubileuszu 2000, w którym Apostołka Miłosierdzia zostanie ogłoszona świętą.

Twój głos w wielu kręgach, szczególnie związanych ze słuchaczami Radia Maryja, właśnie od roku 2000 nieodłącznie kojarzy się z „Dzienniczkiem”.

Przed kanonizacją św. Siostry Faustyny zwróciłam się do ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka z propozycją nagrania wybranych z „Dzienniczka” fragmentów, w których ciężko już chora Faustyna opisywała swe duchowe uniesienia; są wśród nich wiersze o Eucharystii, Trójcy Przenajświętszej, miłości Boga. Inicjatywa ta wynikła z mojej wewnętrznej potrzeby. Nagrania tych wierszy Radio Maryja wyemitowało w dniu kanonizacji – 30 kwietnia 2000 r. – przed transmisją uroczystości z Placu św. Piotra. Odbiło się to wśród słuchaczy bardzo pozytywnym echem. Było to chyba pierwsze nagranie fragmentów „Dzienniczka”.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 10/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum