Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Gdy carowie padali na kolana przed królem polskim”

Aktualności

28.07.2020 15:12

Hetman Stanisław Żółkiewski prezentuje jeńców – cara Wasyla IV Szujskiego i jego braci, królowi Zygmuntowi III Wazie  i królewiczowi Władysławowi. Obraz Tommaso Dolabelli. Fot. Wikimedia

 

 

 

Hetman Stanisław Żółkiewski prezentuje jeńców – cara Wasyla IV Szujskiego i jego braci, królowi Zygmuntowi III Wazie i królewiczowi Władysławowi. Obraz Tommaso Dolabelli. Fot. Wikimedia

 

 

Z prof. WOJCIECHEM POLAKIEM, autorem biografii
„Żółkiewski. Pogromca Moskwy”, rozmawia Anna Mączka

 

Anna Mączka: Panie Profesorze, dopiero czterechsetna rocznica śmierci hetmana Stanisława Żółkiewskiego musiała przypomnieć Polakom, aby zainteresowali się tą wybitną i dziś na pewno niedostatecznie znaną postacią. O czym to świadczy? Dlatego podjął się Pan napisania książki „Żółkiewski. Pogromca Moskwy”, która właśnie się ukazała?

Prof. Wojciech Polak: Polacy faktycznie za słabo znają dzisiaj swoją historię, wydarzenia i postacie naszych bohaterów. Na szczęście w polskiej świadomości historycznej przez ostatnie cztery wieki hetman Żółkiewski funkcjonował. Jego legenda żyła szczególnie w dziewiętnastym wieku, w okresie niewoli narodowej. Służyła „pokrzepieniu serc”. Oddziaływanie postaci Żółkiewskiego na literaturę, na sztukę było duże. Musimy pamiętać jednak, że w tamtych czasach zainteresowanie historią, przeszłością dotyczyło elit społecznych – szlachty, a potem także mieszczaństwa. Z czasem ta wiedza demokratyzowała się jednak coraz bardziej. Dzisiaj każdy Polak powinien posiadać głęboką wiedzę historyczną. Niestety tak nie jest. W ostatnim czasie zaczęto lekceważyć historię, działo się to zwłaszcza w latach 90. poprzedniego stulecia i na początku obecnego. Zaczęła przeważać postawa negująca przeszłość, a afirmująca wyłącznie przyszłość: Unię Europejską, rozwój gospodarki, współpracę międzynarodową etc. Redukowano historię w szkole podstawowej, średniej, potem jeszcze w gimnazjum. Jednak ostatnio rozpoczął się powrót do polityki historycznej w dobrym znaczeniu tego słowa. Efektem tego jest m.in. przypomnienie postaci hetmana Żółkiewskiego.

Dotyczy to zwłaszcza okresu Pierwszej Rzeczypospolitej.

Wydarzeń z czasów Pierwszej Rzeczypospolitej, do których powinniśmy częściej się odwoływać, jest mnóstwo. To wyzwanie, które trzeba podjąć. Należy przekazywać przez pokolenia opowieść o czasach chwały i potęgi Pierwszej Rzeczypospolitej. To ważny element naszej świadomości narodowej i wychowania młodego pokolenia w duchu patriotyzmu.
Pragnę podkreślić, że o niektórych wydarzeniach historycznych sprzed kilku wieków nie można było pisać w PRL. Moja książka „O Kreml i Smoleńszczyznę”, która się ukazała ostatecznie w 1995 roku, nie miała szans być wydana dziesięć lat wcześniej. Cenzura by jej nie puściła. To książka o relacjach polsko-moskiewskich w okresie dymitriad oraz w czasie wojny polsko-moskiewskiej rozpoczętej w 1609 roku. Była na ten temat jedną z nielicznych, które ukazały się po wojnie. Po 1945 r. nie bardzo można było bowiem pisać o tych sprawach, o tym, że Polacy dominowali Rosjan. Dzisiaj więc trzeba nadrabiać powstałe zaległości.

400 lat temu Rzeczpospolita była najsilniejszym mocarstwem, do czego niemało przyczynił się właśnie hetman Żółkiewski.

Dlatego słusznie parlament ustanowił Rok Hetmana Żółkiewskiego. Uważam, że rocznice są znakomitą okazją do przypominania ważnych wydarzeń czy postaci. Gdy więc wydawnictwo Biały Kruk zwróciło się do mnie, abym napisał książkę o hetmanie, właśnie z okazji 400-lecia śmierci tego wielkiego wodza i polityka, to przyjąłem tę propozycję z radością. W rezultacie w ostatnich dniach ukazała się pięknie wydana, bogato ilustrowana pozycja pt. „Żółkiewski. Pogromca Moskwy”. Jest to biografia.

Czy hetman Żółkiewski nie jest jednak postacią tragiczną? Doskonały wojenny strateg, zwycięzca spod Kłuszyna, ale z drugiej strony mamy klęskę pod Cecorą i śmierć na polu bitwy w Mołdawii.

Tak, była to postać tragiczna. Odnosił wielkie sukcesy, ale czasami brakowało mu szczęścia. Jak to w życiu. Napoleon Bonaparte, który odnosił tyle sukcesów, w końcu także zaczął ponosić klęski.

Poza tym zwycięstwo na polu bitwy często nie oznacza jeszcze zwycięstwa w ogóle.

Stanisław Żółkiewski odniósł prześwietny sukces militarny w czasie kampanii moskiewskiej pod Kłuszynem. Potem nastąpił jednak spór koncepcyjny pomiędzy nim a królem Zygmuntem III. Piszę o nim szeroko we wspomnianej książce „Żółkiewski. Pogromca Moskwy”. Stanisław Żółkiewski doprowadził do wyboru królewicza Władysława na cara moskiewskiego i dążył do tego, aby Moskwa w jakiś sposób była trwale związana z Polską. Liczył, że Władysław po śmierci ojca zostanie także królem polskim i wtedy oba kraje połączy unia personalna. Król jednak bał się zdecydowanych kroków. Wiedział, że Moskwa jest nieustabilizowana, że wysłanie młodego królewicza na tron moskiewski może być wysłaniem go na śmierć (w poprzednich latach w Moskwie zamordowano kilku carów). To taki szekspirowski dramat, w którym właściwie wszyscy mają rację. Do końca nie wiadomo, które rozwiązanie jest dobre. Żółkiewski z jednej strony odniósł wspaniałe zwycięstwo, z drugiej strony nie był w stanie politycznie do końca tego wykorzystać. Inna sprawa, że przy takim zagmatwaniu materii i sytuacji wątpliwe jest, czy ktokolwiek byłby w stanie to zrobić.

Nie tylko pod Kłuszynem, bo i w okresie wcześniejszym przed hetmanem stawały ciężkie wyzwania.

Duży wpływ na losy naszego bohatera miała jego prostolinijność. Żółkiewski był człowiekiem zasad i mówił prawdę prosto z mostu. To się często królowi nie podobało. Zygmunt III cenił go, ale wcale nie obdarzał takimi łaskami, na jakie zasługiwał. Żółkiewski na przykład przez wiele lat czekał na nominację na hetmana wielkiego. Był tylko hetmanem polnym. Płacił po prostu za swoją niezależność. Jego śmierć w Mołdawii to w istocie śmierć starego i steranego wodza, który po prostu stał się już mniej sprawny i mniej energiczny. O klęsce zadecydowała w dużym stopniu niekarność wojska. Nie zapominajmy, że była to armia złożona z wojsk zaciężnych i kwarcianych, ale także z różnych formacji prywatnych, pocztów itp. Całe to towarzystwo nie było łatwe do opanowania. Hetman po prostu sobie z tym nie poradził. Do tego doszła jeszcze pewna nonszalancja w dowodzeniu w bitwie pod Cecorą. Czasem najlepsze umiejętności zawodzą. Tak niestety bywa.

Kiedy jednak mówimy o tych słabościach hetmana, o popełnionych przez niego pod koniec życia błędach, to przez to właśnie ta postać staje się bardziej nam bliska, bardzo ludzka.

Przyzwyczailiśmy się patrzeć na różne wybitne osoby z perspektywy pomników, tymczasem ludzie są ludźmi, mają swoje różne słabości. Hetman Żółkiewski całe życie poświęcił Rzeczypospolitej. Był wciąż „w pracy”, to na takiej kampanii wojennej, to na innej. Nawet gdy panował pokój, to rezydował na Podolu i strzegł Rzeczypospolitej przed najazdami tatarskimi albo przebywał przy królu, albo na sejmach itp. Hetman zbudował sobie rezydencję – Żółkiew na Rusi Czerwonej, miał liczne majątki, stać go było na rozmaite luksusy. I niewiele z tego korzystał. Niewiele czasu spędzał też z rodziną. Ile miał tej radości? Czasem do żony, do dzieci przyjechał na krótko, a wiele miesięcy w roku musiał krążyć po Rzeczypospolitej. Jego życie wypełnione było obowiązkami wobec Ojczyzny i pracą.

Na czym polegał fenomen bitwy pod Kłuszynem, której przebieg także opisuje Pan w książce „Żółkiewski. Pogromca Moskwy”?

To była bitwa, w której hetman wykorzystał nieprawdopodobne atuty husarii, potrafiącej rozbijać znacznie liczniejsze szyki przeciwników. Owa polska specjalność dawała znakomite efekty w wielu bitwach, np. pod Kircholmem w 1605 r. czy wiele lat później pod Wiedniem w 1683 r.

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum