Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„DZIEJE POLSKI W SZTAFECIE POKOLEŃ”

Aktualności

14.08.2019 10:47

Pomnik Dzieci Głogowskich w Głogowie. Monument nawiązuje do epizodu z obrony miasta w 1109 r., gdy cesarz Henryk V kazał przywiązać zakładników, m.in. głogowskie dzieci, do machin oblężniczych.






 

Pomnik Dzieci Głogowskich w Głogowie. Monument nawiązuje do epizodu z obrony miasta w 1109 r., gdy cesarz Henryk V kazał przywiązać zakładników, m.in. głogowskie dzieci, do machin oblężniczych.

Łańcuch z łez i krwi


Prof. Andrzej Nowak


Skupiamy się wokół pamięci Lwowa i Orląt Lwowskich sprzed 101 lat, próbujemy zrozumieć znaczenie tego, co gromadzi nas wokół tego wspomnienia. Pan profesor Wojciech Roszkowski, autor pięknej książki „Orlęta Lwowskie”, mówi, że musimy, powinniśmy i będziemy pamiętać o Lwowie, nawet jeżeli miasto to nie leży już w naszych dzisiejszych granicach. Pamięć zbiorowa, która czyni nas Polakami, ogarnia bowiem wiele podobnych miejsc, nie mieszczących się już w granicach wytyczonych z woli Stalina oraz jego zachodnich partnerów, razem kształtujących nową mapę Europy wbrew woli narodów.
Chciałem zwrócić uwagę na jeszcze inny aspekt, odpowiadający na pytanie, dlaczego Orlęta Lwowskie przyciągają naszą uwagę i dlaczego powinny ją przyciągać. Kwestia ta jest jeszcze trudniejsza od nieobecności Lwowa w naszych dzisiejszych granicach. Przywołuje ją tytuł mego wystąpienia –„Łańcuch z łez i krwi” – który, jeżeli się nad nim przez chwilę zastanowić, brzmi okropnie, wręcz odstraszająco. Łańcuch przecież to coś, co nas wiąże, krępuje, przykuwa, kojarzy się z ciemnym lochem. A jeszcze do tego łzy i krew… Czym możemy usprawiedliwić nawiązanie do tak tragicznych przecież, mimo szczęśliwego ich zakończenia w listopadzie 1918 roku, wydarzeń jak ofiara z krwi młodych najczęściej chłopców (choć były też i dziewczęta), a także przelanych łez ich matek, łez bliskich? Dlaczego w 2019 roku, kiedy nikt z nas nie spodziewa się, a tym bardziej nie oczekuje takiej ofiary i – co normalne – nie chciałby jej, wspominamy tamten czas?
Wydaje mi się, że trzeba zacząć od stwierdzenia, że owo doświadczenie ofiary, poświęcenia, wpisane jest na pewno w historię naszej wspólnoty politycznej, choć nie uważam, by różniło nas ono od doświadczenia innych wspólnot. Wszędzie bowiem, gdzie buduje się coś wartościowego, trwałego, trzeba za to płacić – i to cenę wysoką. Tylko tak to, co budujemy, staje się coś warte. W końcu XX wieku coraz częściej pojawiały się pytania – dlaczego i po co to wszystko? Przekonywano, by odrzucić krwawe wspomnienia o powstaniach, martyrologii, ofiarach, bo to już niedzisiejsze, nienowoczesne. Na tak postawioną diagnozę, że to już niewspółczesne, odpowiadali w ostatnich kilkudziesięciu latach po wielokroć ludzie czujący się Polakami i rozumiejący to poczucie jako pewnego rodzaju zobowiązanie wierności i pamięci.
Szczególnie dramatycznie i pięknie sformułował tę odpowiedź wielki Polak, który także przybył z Kresów, tyle że północno-wschodnich – Józef Czapski. Przez gen. Władysława Andersa został on obarczony zadaniem szukania zaginionych oficerów. Chodziło o zastrzelonych w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Wówczas jednak nie wiedziano jeszcze o ich losie. Czapski poznał ten los i starał się następnie przekazać światu wiadomość o tej zbrodni. Często spotykał się z obojętnością. Najbardziej zależało mu, ażeby ta obojętność nie dotknęła pamięci o ofiarach z Katynia oraz wszystkich innych, które w tamtym losie się skupiły, ażeby ta obojętność nie przeszła na nowe pokolenia Polaków.
W szkicu „Łańcuch niewidzialny”, który chętnie cytuję, Józef Czapski pisał tak: „Ten naród, którego wkład do kultury, do sztuki jest poza Polską mało znany, ten sam naród i to nie wśród jego wodzów i wieszczów, ale w jego przeciętnym przekroju wie (dziś powiedzielibyśmy może: wiedział – AN) jedną rzecz na pewno: że jeżeli kraj tego zażąda, trzeba będzie za ten kraj umrzeć, to może nie jest przyjemne, ale to nie podlega dyskusji. Bardzo mało kto na zewnątrz wyczuwa, że to jest więcej niż fizyczna krzepa, że się pod tym kryje niewyrażone i nawet nie zawsze uświadomione poczucie, że są jakieś wartości wieczne, których poprzez walkę o Polskę bronimy. Złudzenie nacjonalistów – powie filozof z Harvardu, brednie reakcyjne – powie stalinowiec. Gdybyśmy patrzyli na siebie oczami nie tylko przeciętnego Francuza, Anglika czy Amerykanina, ale nawet oczyma wybitnych przedstawicieli tych krajów, jak mało byśmy wiedzieli o naszej istocie, o naszych osiągnięciach historycznych i kulturalnych. (Jakże często dzisiaj wmawia nam się to spojrzenie z zewnątrz, obce, nierozumiejące istoty polskości jako takiej, przez pryzmat którego mamy widzieć siebie i nie poznać, i zostać kimś innym – AN).
Niepodległość – ale jaka racja, jaki argument tego irracjonalnego uporu, za który się płaci życiem, jaka korzyść dla świata z tej walki? Nas wszystkich trzyma łańcuch niewidzialny, którego jednym z ostatnich ogniw jest Katyń. Zdaje mi się, że dzisiaj Polakiem ma prawo być ten, kto nie może nim nie być z wolności i z wyboru, nie z przymusu. Ofiary niewinne zarzucają daleko swe łańcuchy niewidzialne, przykuwają niektórych bardziej niż siła i bogactwo, bardziej niż geniusz. Silni i bogaci i bez nas będą silni i bogaci, o geniuszach będzie pisała historia, znajdziemy ich na pomnikach i w antologiach poetów, ale ci bezimienni pod białymi kamieniami lub w fosach, na których na wieczną spraw niepamięć zasadzono młode świerki, ich imion na pewno w żadnej historii nie znajdziemy, imion tych wszystkich, których (to cytat z Norwida – AN)‘matki i siostry kochały, którzy konali padając na to, aby ci, co po ich śmierciach żyć będą, byli wyż​si i szczęśliwsi’. Polakiem jest ten, kto tych ofiar bezimiennych nie może zapomnieć i tu jest ich zwycięstwo”.



Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum