Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

DEMOKRACJA PRZESTAJE BYĆ FAJNA, GDY WYGRYWA PRAWICA

Aktualności

25.04.2018 11:58

Kwietniowe wybory parlamentarne na Węgrzech wygrała partia Viktora Orbána – Fidesz. Na zdjęciu: premier Orbán podczas spotkania z wyborcami. Fot. www.facebook.com/orbanviktor

 

 

 

Kwietniowe wybory parlamentarne na Węgrzech wygrała partia Viktora Orbána – Fidesz. Na zdjęciu: premier Orbán podczas spotkania z wyborcami. Fot. www.facebook.com/orbanviktor

 

Po kolejnym triumfie Viktora Orbána na Węgrzech

 

Adam Sosnowski

 

„Drodzy przyjaciele, dziś skończyliśmy wielką bitwę i odnieśliśmy kluczowe zwycięstwo”, wołał uradowany premier Viktor Orbán do zebranych zwolenników po wygranych wyborach parlamentarnych na Węgrzech. Chwilę wcześniej odczytano wyniki i okazało się, że premierem pozostanie ten sam człowiek, który już od 2010 r. piastuje najważniejszy urząd w kraju. Co więcej, zdobył większość konstytucyjną i zmobilizował niemal 70 proc. społeczeństwa do tego, aby pójść do urn. Według ekspertów wszelkiej (czyli lewackiej) maści, politologów i socjologów, wysoka frekwencja miała oznaczać porażkę Orbána, bo rzekomo tylko garstka fanatyków miała oddać głos na niego i jego partię Fidesz. Również to okazało się kolejnym kłamstwem i kolejną manipulacją.
„Dostaliśmy i stworzyliśmy okazję, aby obronić Węgry”, przemawiał tego wieczoru stary i zarazem nowy premier. „Nasz kraj jeszcze nie jest tam, gdzie być powinien i gdzie my byśmy go chcieli widzieć. Ale Węgrzy wyruszyli na drogę, którą sami dla siebie wybrali. Pójdziemy razem tą drogą. Dziękuję Wam wszystkim”. A zakończył słowami godnymi prawdziwego chrześcijańskiego demokraty: „Soli Deo gloria!” (Samemu Bogu chwała).
Zebrani byli zachwyceni, reagując oklaskami i wiwatami. Tymczasem 1300 kilometrów dalej ciszę brukselskich biur rozrywały nie tylko wrzaski muezzina wzywającego do ostatnich modlitw do Allaha, ale także przekleństwa unijnych oficjeli. Znowu wygrał! Jak mógł?!

Brukselskie elity rzuciły zabawkami w piaskownicy

Najwięksi eurokraci i miłośnicy Brukseli zareagowali ze złością na węgierski wynik, a o części z nich można śmiało powiedzieć, że się po prostu obrazili. Ci sami, którzy moralizatorskim tonem pouczają innych o walorach demokracji, z pianą na ustach kontestowali prawidłowość wyboru narodu węgierskiego.
Doskonałym przykładem takiej postawy jest luksemburski minister spraw zagranicznych, Jean Asselborn. Pełni swą funkcję od 2004 r., co czyni go najdłużej urzędującym szefem MSZ w Unii Europejskiej, i przez ostatnie 14 lat zdołał zbudować pokaźną sieć kontaktów na brukselskich salonach. Bardzo często jest zapraszany do niemieckich mediów jako komentator aktualnych wydarzeń politycznych. Nie inaczej było po wyborach na Węgrzech. Ślepa złość spowodowała, że Asselborn nie przebierał w słowach i jak na dyplomatę wykazał się wyjątkowo marnym poczuciem smaku czy taktu.
„Nie po to budowaliśmy Europę, która się do siebie zbliżyła, aby zezwolić na rozwój narodowych ideologii w rządach. Ta Europa powstała, aby zapobiec powtórce katastrofy pierwszej połowy XX w.”, grzmiał zdenerwowany pan Asselborn w niemieckich mediach. „Zapobiec może temu tylko nasza unia wartości”, dodał.
Innymi słowami, europejscy architekci pokroju Asselborna nie po to pod płaszczykiem demokracji budowali wspólny dom, aby jego mieszkańcy mogli podejmować w nim swobodne decyzje. Luksemburski minister posunął się nawet tak daleko, że światopogląd reprezentowany przez Orbána, Fidesz i dominującą część Węgrów nazwał „nowotworem wartości”. Konkretnie miał na myśli „logikę Orbána”, która „opiera się na strachu przed imigracją i przed rozkładem wartości chrześcijańskich”. Akurat jako wieloletni przewodniczący Luksemburskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (LSAP) ma szczególnie dobre pojęcie o chrześcijańskich wartościach, zwłaszcza w tak dziwnym kraju jak Luksemburg, gdzie z jednej strony funkcjonuje w najlepsze raj podatkowy, z drugiej nawet chadecy skomunizowali swoje poglądy, czego najlepszym przykładem jest Jean-Claude Juncker.
Takie spojrzenie na świat i na życie według Asselborna nie ma jednak już miejsca w Europie, której nowymi wartościami powinny być „prawa człowieka, wspólnota i pokój”. Dlatego wezwał Niemcy i Francję do tego, aby „zneutralizować” (dosłownie tak powiedział) tendencje węgierskie. „Orbán i jemu podobni nie są przykładem dla naszych dzieci. Obawiam się, że po Węgrzech i Polsce również inne państwa Europy Środkowej czy Wschodniej, albo co gorsza jedno z państw założycieli Unii Europejskiej, zaczną lubować się w rozkładaniu naszych wartości”. Miejmy nadzieję, że w tym przypadku towarzysz Asselborn okaże się prorokiem.
Tako rzecze człowiek, który uważa siebie samego za piewcę demokracji, po legalnych i praworządnych wyborach w demokratycznym kraju członkowskim Unii Europejskiej. Himalaje hipokryzji.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 6/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum