Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

CZYMŻE JEST CZŁOWIEK, ŻE PAMIĘTASZ O NIM…

Aktualności

24.03.2020 14:08

Cierpiący, umęczony Chrystus upada pod ciężarem krzyża w drodze na Golgotę – inscenizacja Drogi Krzyżowej na ulicach Jerozolimy w Wielki Piątek.  Fot. Adam Bujak

 

 

 

Cierpiący, umęczony Chrystus upada pod ciężarem krzyża w drodze na Golgotę – inscenizacja Drogi Krzyżowej na ulicach Jerozolimy w Wielki Piątek. Fot. Adam Bujak

 

 

W cieniu wielkopiątkowego krzyża i w blasku wielkanocnego poranka

 

Czymże jest człowiek,

że pamiętasz o nim…

 

Kard. prof. Stanisław Nagy

 

Na to, co stało się pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku, i co działo się potem z polskim Narodem, można patrzeć z podwójnej, radykalnie przeciwstawnej perspektywy. Od tego, którą z nich się przyjmie, zależeć będzie ocena radykalnie bolesna lub względnie bolesna. Głównymi wypadkowymi tej perspektywy jest chrześcijańska konsekwentna wiara w transcendencję albo – całkowita jej negacja.

W pierwszym wypadku nie da się całkowicie wyeliminować tragizmu i smutku, ale ani jeden, ani drugi nie stanowią wyłącznych i ostatecznych współczynników końcowego rachunku tej kolejnej ogólnonarodowej tragedii. Zgoła inaczej rachunek ten wygląda przy założeniu niewiary i odrzuceniu wizji życia pozagrobowego. Wtedy rachunek końcowy jest definitywnie ujemny, radykalnie tragiczny, bo całkowicie pozbawiony sensu.

Okruchy tego sensu w pamięci, różnie wyrażonej, podobne są do więdnących kwiatów nagrobnych. Niech ta smutna, bezbrzeżna konstatacja wystarczy. Jeżeli się ją tu formułuje, to tylko jako wyraz żalu i ogólnonarodowego solidarnego bólu.

Człowiek w perspektywie chrześcijaństwa

Naczelnym ogniwem tragizmu i dramaturgii katastrofy pod Smoleńskiem był fakt, że zginęli ludzie. Prawie sto istnień zostało niemal w mgnieniu oka zagarniętych przez śmierć. A były to osoby z własną historią, bogactwem duchowym, fizycznym i społecznym.

Od początku istnienia człowiek zadaje sobie pytanie: kim jestem? Echem tego jest Psalm 8 z dramatycznym zawołaniem: „[…] czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz?”. Prorok natychmiast daje rewelacyjną, choć jeszcze nie pełną odpowiedź: „Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich, chwałą i czcią go uwieńczyłeś”. Co więcej: „Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich; złożyłeś wszystko pod jego stopy […]” (Ps 8,5–7).

Słowa te na swój sposób dopełnia Księga Rodzaju z zapisem stworzenia człowieka, ale swoje ostateczne dopełnienie znajdują one w nauczaniu i tajemnicy Chrystusa, Boga-Człowieka. Lapidarnie wyraził to Katechizm Kościoła Katolickiego, stwierdzając: „Chrystus […] już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie”.

Bóg powołuje człowieka do istnienia w procesie budowania świata: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27). Człowiek zatem był ukoronowaniem świata z całym jego bogactwem. I jako taki miał „panować nad tak wyposażoną ziemią, która dla niego została powołana do istnienia. Zajmując takie miejsce w całym układzie stworzenia, człowiek wyposażony został w określone atrybuty, które zadecydowały, że przystoi mu to, aby upodabniał się do samego Boga zgodnie z prawidłowością stworzenia” (por. Rdz 1,26). Wyposażony został w materialne ciało oraz duszę nieśmiertelną, która implikuje otwartość na Słowo Boże oraz poznanie gwarantujące wolność woli. To pierwsze zapewnia charyzmat samoświadomości, to drugie możliwość swobodnego wyboru dobra czy zła i wynikające z tego poczucie odpowiedzialności.

Tak ukształtowany człowiek pozostawał początkowo w harmonijnej jedności z Bogiem. Ten stan tzw. pierwotnej sprawiedliwości został fundamentalnie zakłócony przez grzech, cierpienie i śmierć. Człowiek był zostawiony samemu sobie, choć na horyzoncie jego losu zarysowana została nadzieja i zapowiedź zbawczej naprawy (por. Rdz 3,15). Bóg utrzymał ją w dziejach Narodu Wybranego i w zaskakujący sposób zrealizował we Wcielonym w ludzką naturę Jednorodzonym Synu swoim, w Osobie Jezusa Chrystusa. Ogrom bogactwa tajemnicy odkupienia człowieka w Chrystusie i przez Chrystusa wyraża Kościół w paschalnej liturgii słowami „O szczęśliwa wino, która takiego miałaś Odkupiciela”.

Zaiste Bóg stwarzający człowieka – koronę stworzenia, poświęca własnego Syna jako bezcenną zapłatę za naruszony porządek dzieła stworzenia. Chrystus, Syn Boży nie tylko przyjął postać człowieka, nie tylko wyrównał jego dług zaciągnięty wobec Boga poprzez pierworodny bunt, ale przywrócił z powrotem do poufałej jedności ze Sobą, pokazał, jak realnie odbudować w sobie ład przybranego dziecka Bożego.

Chrystus słowem i czynem ukazuje Boga Ojca. W swoim krótkim życiu ustanowił niezawodny wzór postępowania człowieka, prowadzący do zjednoczenia z Bogiem. Droga ta wiedzie poprzez zjednoczenie z Chrystusem – Jego życiem, Jego męką, Jego śmiercią i Jego zmartwychwstaniem. Wszystko to zostało przeniknięte i było wyrazem najgłębszej miłości Boga do człowieka.

W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w ­krzyżu miłości nauka

Tamten wielkopiątkowy kalwaryjski krzyż był krzyżem straszliwego cierpienia, trwającego w czasie niecałą dobę. Św. Paweł wyrazi to lapidarnie stwierdzając, że Chrystus „uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (por. Flp 2,8).

Polski krzyż spod Smoleńska też był okropnym cierpieniem dla tych, którzy go doznali, ale jego konkretny wyraz jest sprawą wyobraźni. Nie da się go ująć w kategorie czasowe, a ponadto był przyczyną męki dużej grupy wybitnych i ważnych – ale mimo wszystko – tylko ludzi.

Na kalwaryjskiej Golgocie cierpiał i umarł jeden człowiek, ale ten Człowiek był Wcielonym Bogiem. Co więcej, znalazł się na krzyżu nie na skutek nieszczęśliwego wypadku, ale na podstawie podwójnego werdyktu sądowego, którego na długo przedtem był świadom i o którym wielokrotnie mówił. Jest jeszcze jedna istotna różnica. Męka i śmierć Chrystusa zorientowane były na zbawienie całej ludzkości, i tym też zaowocowały. Tragedia męki i śmierci pod Smoleńskiem była sprawą naszego Narodu, a otwartą kwestią jest, czy i jakie przyniesie skutki. Nie oznacza to jednak, że między krzyżem z Wielkiego Piątku a tym naszym narodowym spod Smoleńska nie ma istotnych więzi.

Krzyż Chrystusowy poprzez dokonane na nim dzieło odkupienia ramionami swymi obejmuje tych, którzy znaleźli się w kręgu krzyża ze Smoleńska, zjednoczonych z Chrystusem wiarą i chrztem. Nie umierali więc samotni, ale zatopieni w Chrystusie. A oto, jak misterium to wykłada św. Paweł: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (por. Rz 6,3–4).

Ta okoliczność, że ochrzczeni i wierzący zanurzeni są w zbawiającym Chrystusie, stanowi krzepiącą nadzieję, że ofiary smoleńskiej tragedii już są po tej dobrej stronie, ku której wędruje ostatecznie każdy człowiek przez swe krótkie lub długie, eksponowane lub proste życie. Ważne, by nie było ono odarte z wiary.

(...)

 

Artykuł napisany 2 tygodnie po Katastrofie Smoleńskiej.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.

 

 


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum