Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

CZY MAMY GODZIĆ SIĘ NA TO, BY KTOŚ W NASZYM IMIENIU DECYDOWAŁ, JAKIE PRAWA USTANAWIAĆ I JAKIE WARTOŚCI WYZNAWAĆ?

Aktualności

25.04.2018 12:13

Prof. Andrzej Nowak podczas prezentacji swojej książki „Niepodległa! 1864–1924. Jak Polacy odzyskali Ojczyznę”, Kraków 17 marca 2018 r. Fot. Michał Klag

 

 

 

Prof. Andrzej Nowak podczas prezentacji swojej książki „Niepodległa! 1864–1924. Jak Polacy odzyskali Ojczyznę”, Kraków 17 marca 2018 r. Fot. Michał Klag

 

Prof. Andrzej Nowak

 

Setna rocznica odzyskania niepodległości powinna nam przede wszystkim uświadomić, jak wielką wartością jest niepodległość. Jeszcze kilkanaście tygodni temu wydawało się, że ten rok będzie czasem akademijnego upamiętniania tego wydarzenia, że będziemy wspominali pojęcie „niepodległość” w kontekście historycznym. Kiedy odwołujemy się tylko do przykładów z przeszłości, zawsze trudniej uświadomić sobie, co naprawdę znaczy „niepodległość”. Niepodległość jest dzisiaj zagadnieniem w sposób oczywisty aktualnym i żywym. Jest sprawą, której dzisiaj bronią ci, którzy rozumieją jej wartość. W takim też kontekście inaczej patrzymy na wydarzenia sprzed lat 100, żywiej odbieramy symbole i sygnały z przeszłości, mówiące nam, ile nasi przodkowie poświęcili dla niepodległości i czym ona dla nich była.
Warto sobie przede wszystkim uświadomić, że nie obchodzimy stulecia niepodległości! To jedna z najbardziej groteskowych i kompromitujących skrótowych form myślenia o roku 2018, która niestety nader często pojawia się w mediach, a nawet w wypowiedziach znanych i ważnych osób. Nie ma jednak nic wspólnego z prawdą. Obchodzimy stulecie odzyskania niepodległości, która dlatego była tak ważna i dlatego mobilizowała kilka pokoleń do walki, bo Polska wcześniej, do końca XVIII w., przez 850 lat cieszyła się nieprzerwaną, silną, budującą własną kulturę i pamięć kolejnych pokoleń niepodległością. O tym mówił przecież pierwszy polski pisarz, a zarazem pierwszy polski intelektualista, Mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem, kiedy pisał w swojej „Kronice” te przepiękne słowa: „Czegokolwiek podejmujemy z miłości Ojczyzny, miłością jest, nie szaleństwem, odwagą, nie zuchwalstwem, bo silna jest miłość jak śmierć”.
Tymi słowami Mistrz Wincenty – pisanymi ponad 800 lat temu! – nawiązywał do swoich współrodaków o kilka pokoleń starszych, którzy bronili niepodległości w czasach Bolesława Chrobrego. Z naszej perspektywy było to ponad tysiąc lat temu. Dlatego właśnie jeżeli nie przypomnimy sobie tego horyzontu, a zamiast tego będziemy mówić o stuleciu niepodległości, to niczego nie zrozumiemy ani z roku 1918, ani z roku 2018. To właśnie ta siła, trwałość i energia, płynące z ciągłości polskiej tradycji niepodległościowej przez ponad 30 pokoleń, stanowiły o tym, że kiedy tej niepodległości zabrakło, kiedy została Polakom zabrana – nie bez win własnych, nie wolno i o tym zapominać, ale jednak bezdyskusyjnie została zabrana przez trzech zaborców – to ta siła płynąca z poprzednich 850 lat polskiej historii mobilizowała kolejne pokolenia do tego, by w sztafecie zmieniających się generacji nie upuścić pałeczki ducha i wolności Polaków.
Drugi powód, dla którego nie wolno nam mówić w tym roku o stuleciu niepodległości, jest równie oczywisty – przez ostatnie sto lat nie zawsze byliśmy państwem niepodległym. Zapewne różnie można to oceniać i toczyć spory o definicję niepodległości. Jednak nawet w wersji maksymalnej możemy mówić jedynie o 50 latach niepodległości w ciągu owego stulecia – a więc o 21 latach II RP i blisko 30 latach III RP, w której niepodległość jakby na nowo, stopniowo i bez żadnej wyraźnej cezury – w odróżnieniu do II RP – się wykluwa. Lepiej zapewne byłoby powiedzieć, że niepodległość powstaje dzięki pracy tych, którzy rozumieją znaczenie i sens niepodległości; do tych osób niewątpliwie należy minister Antoni Macierewicz. I ta niepodległość do nas wraca. Dziś budujemy ją pracą pokojową i gospodarczą, ale wciąż musimy jej bronić. Dlatego też budowana jest nasza armia, o znaczeniu której mówił, a przede wszystkim świadczył swoją pracą minister Antoni Macierewicz.
Bogactwo polskiej historii powoduje, że nie możemy się od niej odciąć i powiedzieć, że jest już nieważna i że powinniśmy wybrać przyszłość, gdyż żyjemy w czasach posthistorycznych. Są przecież inne wspólnoty polityczne, które nie mają tak bogatej historii. Mają czasem historię bardzo krótką, a do pewnego stopnia nawet sztuczną historię polityczną. Jest tak w przypadku szczególnie ważnego w dzisiejszej Europie kraju, czyli Belgii, która powstała w 1830 r. na mocy jednej decyzji politycznej na kongresie londyńskim. Nigdy wcześniej, poza kartami dzieła Cezara o wojnie galijskiej, nie była wymieniana jako osobny kraj. Takich krajów tworzących dziś Europę czy funkcjonujących na innych kontynentach jest wiele. Nie mogą one pochwalić się bogatą historią i być może im łatwiej byłoby odciąć się od przeszłości i stwierdzić, że nie jest ona ważna. W polskiej tradycji jednakowoż takie odcięcie jest procesem niezwykle bolesnym, bo wymaga zadania gwałtu własnej, bardzo głęboko utrwalonej świadomości i tożsamości.
Przykładem tego bogactwa niech będzie fakt, że w dniu naszego spotkania, a więc 17 marca 2018 r., moglibyśmy świętować rocznicę bardzo ważnego wydarzenia na drodze do naszej niepodległości, czyli obchodzić wigilię 97. rocznicy podpisania pokoju w Rydze, który zakończył wojnę z bolszewikami. Jakiż to oferuje bogaty materiał do refleksji na temat niepodległości, która ma także swój gorzki smak, bo nie mogła objąć wszystkich, którzy za nią tęsknili. Za linią granicy ryskiej zostały bowiem setki tysięcy Polaków wydanych na pastwę totalitarnej machiny sowieckiej i rzeczywiście padną jej ofiarą w latach 1937–38. To jest gorzki wymiar tego, że ideału niepodległości nie da się zrealizować w pełni, raz na zawsze, że jest on ciągle zobowiązaniem i wyzwaniem. Pozostaje powodem do mobilizacji duchowej energii, codziennej pracy oraz starań, by jak najwięcej z nas mogło z owej niepodległości skorzystać.
Istotny podział, jaki dziś między nami przebiega, polega na tym, że niektórzy nie potrafią inaczej skojarzyć słowa „niepodległość” ze słowem „Polska”, jak w postaci tego żądania: „niepodległość od Polski!”. Są tacy. Są oni bardzo wpływowi i wciąż powtarzają, że nareszcie powinniśmy doczekać się wyzwolenia od Polski. Myślę, że nigdy nie byli tak wpływowi jak obecnie; nigdy w naszych dziejach tak myślący ludzie nie mieli tak silnych instrumentów oddziaływania i ogłupiania jak obecnie. To jest właśnie część wyzwania, przed którym dzisiaj, w 2018 r., stoimy. Musimy przekonać najpierw siebie samych i uświadomić sobie, co oznacza pojęcie niepodległości. Paradoksalnie może nam w tym pomóc fakt, że w ostatnich czasach z różnych kierunków doświadczamy ataków na polską niepodległość. Patrząc na nie, łatwiej zadać sobie pytanie, czy chcemy rządzić się sami u siebie w domu, czy też godzimy się na to, żeby ktoś inny, z zewnątrz, w naszym imieniu, decydował o tym, co mamy robić, jakie prawa ustanawiać, jakie ustalać wartości, w których będziemy wychowywać nasze dzieci; a może ktoś będzie decydował za nas o tym, byśmy dzieci w ogóle nie mieli?
To jest wyzwanie, przed którym w XXI w. stoi Polska. Aby mu sprostać, dzisiejsi Polacy mogą i powinni czerpać siłę ze swoich przebogatych tradycji niepodległościowych.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum