Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„CI, KTÓRZY PRZEHANDLOWALI POLSKI MAJĄTEK NARODOWY, PCHAJĄ SIĘ TERAZ DO EUROPARLAMENTU”

Aktualności

15.04.2019 11:56

Janusz Szewczak na stoisku Białego Kruka podczas tegorocznych Targów Wydawców Katolickich; w głębi Adam Bujak. Fot. Adam Wojnar

 

 

 

Janusz Szewczak na stoisku Białego Kruka podczas tegorocznych Targów Wydawców Katolickich; w głębi Adam Bujak. Fot. Adam Wojnar


Polskie elektryczne auto będzie niemieckie?


Z posłem JANUSZEM SZEWCZAKIEM, PiS,
rozmawia Leszek Sosnowski


Leszek Sosnowski: Każdy wie, że państwo ma swój budżet i że uchwala go Sejm. Kto jednak tak naprawdę tworzy budżet państwa, bo przecież nie posłowie?

Janusz Szewczak: Parlament go co prawda zatwierdza, ale nie tworzy. Zanim my w Sejmie rozpoczniemy dyskusje o budżecie, jego projekt jest szczegółowo przygotowywany przez administrację rządową. Na tym etapie dochodzi do rokowań budżetowych między poszczególnymi resortami a ministrem finansów w celu ustalania przede wszystkim wydatków państwa. Prawnie wiążącą rząd jest strona wydatkowa budżetu; ile komu się przydzieli, tyle dany resort może wydać, więcej nie. Natomiast strona dochodowa jest otwartą pozycją: dochodów może być więcej w danym roku.

Albo mniej…

Oczywiście, albo mniej, ale to nie jest prawnie zobowiązujące, choć oczywiście dochody też są planowane. Np. znaczący dodatkowy dochód budżetowy w minionych latach, choć w zeszłym roku tego akurat nie było, stanowiły wpływy z Narodowego Banku Polskiego z tytułu tzw. rezerw kursowych, czyli operacji na walutach, których dokonywał NBP.

A jakiej konkretnie wysokości były te dodatkowe kwoty?

Spore: 8–9 mld zł rocznie.

Czemu zatem w ubiegłym roku ich nie było?

Ponieważ nie pojawiły się różnice kursowe, okazało się, że polski złoty był walutą silniejszą niż się spodziewano. Te wpływy pojawiają się wtedy, kiedy polski złoty jest słabszy. Wtedy przy przeliczeniach kursów Narodowy Bank Polski uzyskuje na operacjach finansowych zyski, które w lwiej części odprowadza do budżetu. Poza tym dokonywaliśmy operacji zakupu złota, po raz pierwszy od wielu lat kupiliśmy go kilkadziesiąt ton.

Kilkadziesiąt ton to sporo; wiadomo, gdzie to złoto jest trzymane?

Wiadomo, w Londynie oczywiście. Nie mamy w Polsce tak potężnego skarbca, przez ostatnie 30 lat go nie zbudowano.

Jeden pan chciał to zrobić, ale coś mu nie wyszło…

No właśnie. Pan Balcerowicz niby zaczął budowę skarbca, ale ostatecznie sprawa trafiła do prokuratury i tkwi tam do dziś. Wydano kilkadziesiąt milionów złotych, ale na miejscu skarbca dalej rosną krzaki. Zarząd NBP pod kierunkiem pana Balcerowicza kierował wtedy tym przedsięwzięciem. Rezerwy złota trzymamy zatem w Londynie. Znamienne, że Niemcy już swoje rezerwy złota pościągali ze Stanów Zjednoczonych, z Wielkiej Brytanii i tylko niewielką ich część pozostawili za granicą.

Przygotowują się chyba się do jakiegoś kryzysu? A my w przypadku jakiegoś światowego konfliktu będziemy od naszego złota odcięci?

W pewnym sensie tak, ale niektórzy mówią, że w Londynie jest bezpieczniej, bo gdyby tu wystąpiło jakieś zagrożenie, to wtedy to złoto pewnie trzeba by było znowu wywozić z kraju, tak jak w momencie wybuchu II wojny światowej w obawie, że wpadnie w ręce Niemców lub Rosjan.

Wracając do budżetu: w Sejmie główną pracę nad nim podejmuje Komisja Finansów Publicznych. Jesteś zatem współautorem, można tak powiedzieć, trzech ostatnich budżetów jako wiceprzewodniczący tej Komisji. Tylko pytanie, czy masz naprawdę jakiś większy wpływ na projekt budżetu?

Ano, właśnie… To jest pytanie retoryczne; z reguły jest bowiem tak, że Ministerstwo Finansów nie zgadza się nawet na niewielkie sugerowane przez nas zmiany w budżecie … To dotyczy każdej władzy, tej która była, tej która jest i zapewne tej, która będzie. Parlament praktycznie nie jest w stanie dokonać jakichś istotnych zmian w układzie budżetu państwa. Kluczowa jest pozycja przewodniczącego Komisji Finansów Publicznych, na ile jest człowiekiem twardym, z charakterem, odważnym, mającym szerokie wizje i dostrzegającym na podstawie rozmów z kolegami posłami, że trzeba zmienić pewne pozycje. Do tej pory jednak ci przewodniczący z reguły byli zdominowani przez ministra finansów. To jest kwestia tego, jaka władza jest silniejsza: wykonawcza czy ustawodawcza. Nie nowy to problem. To jest kwestia pewnej koncepcji albo nawet wizji gospodarczej. Ale powtarzam: z reguły proces prac parlamentarnych, który u nas trwa od września do końca grudnia, nie wnosi zasadniczych zmian do układu budżetu.

Budżet państwa to jednak nie tylko wydatki…

Ma on kilka fundamentalnych funkcji. Bardzo ważna jest funkcja fiskalna, czyli ściąganie danin publicznych, podatków, opłat.

Czyli tworzenie pozycji „dochody”.

Tak jest, tworzenie strony dochodowej, choć ona powstaje nie tylko w wyniku działań fiskalnych. Obok tej funkcji istnieją rzadziej dostrzegane przez przeciętnego zjadacza chleba, ale lekceważone często również przez państwową administrację finansową.

Jakie to funkcje?

Na przykład stymulacyjna, czyli funkcja bodźcowa budżetu państwa, a więc takie używanie dochodów, żeby coś pobudzić albo żeby coś przyhamować.

To wtedy mamy do czynienia z tzw. interwencjonizmem państwa. A ten jest raczej potępiany przez ekonomistów…

Teoretycy swoje, a praktyka swoje. Ta funkcja jest wszędzie na świecie stosowana, w każdym budżecie, także w bardziej liberalnych gospodarkach. Pytanie brzmi, co państwo chce wzmocnić, dając na to większe nakłady, albo co chce przyhamować, wprowadzając choćby wyższe obciążenia fiskalne lub obniżając dotacje. Bardzo prosty przykład: to, co jest Twoją specjalnością – czy państwo stymuluje rozwój czytelnictwa, wydawnictw, kultury edukacyjnej itp.? Czy przeznaczając np. 100 mln na renowację jednego cmentarza żydowskiego w Warszawie, przeznacza choćby tyle samo na np. historyczne i patriotyczne książki?

Mogę odpowiedzieć na to, że stymuluje, ale in minus. Na wsparcie książki w ogóle, nie tylko patriotycznej, przeznacza się niestety zaledwie kilka milionów rocznie. W skali całego kraju. To jest teraz obowiązująca proporcja w tej dziedzinie.

Więc właśnie. I to jest ta funkcja stymulacyjna; gołym okiem widać, co państwo wzmacnia, pobudza, a na co państwo nie chce wydawać, co chce wyhamować.

Moim zdaniem ta funkcja stymulacyjna jest w budżecie być może najważniejsza.

Ależ jak najbardziej. Nowoczesne państwa przy pomocy wydatków publicznych stymulują rozwój gospodarczy albo go wyhamowują.

Ale nie tylko gospodarczy, bo społeczny, kulturalny, polityczny…

Tak, tak, oczywiście. Każdy rozwój, ja się tutaj koncentruję na gospodarczym, ale chodzi w ogóle o rozwój cywilizacyjny. Np. jeśli mamy rozwijać przemysł samochodów elektrycznych w Polsce – ponoć w niedługiej perspektywie ma jeździć po naszych drogach milion takich samochodów rodzimej produkcji – to czy są zarezerwowane na ten cel w budżecie odpowiednie środki stymulujące?

No właśnie, są zarezerwowane?

Na razie mamy na naszych drogach 1300 zarejestrowanych, nie wyprodukowanych, tylko zarejestrowanych takich aut.

Ale nie naszej produkcji.

Nie naszej, oczywiście, ale ponoć mamy mieć w roku 2025, a więc zaledwie za sześć lat, milion takich polskich aut.

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 9/2019 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum