Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„Chrześcijanin w czasie zarazy”. „Oprócz koronawirusa istnieją niezwykle destrukcyjne „pandemie grzechu”, pisze ks. prof. Jan Szymczyk.

Aktualności

26.05.2020 15:52

Zazwyczaj tętniący życiem krakowski Rynek Główny w marcu 2020 r.  podczas epidemii koronawirusa. Fot. Adam Bujak

 

 

 

 

Zazwyczaj tętniący życiem krakowski Rynek Główny w marcu 2020 r. podczas epidemii koronawirusa. Fot. Adam Bujak

 

 

Chrześcijanin w czasie zarazy

Ks. prof. Jan Szymczyk

 

 

 

Obecna pandemia koronawirusa nie jest pierwszą zarazą, jakiej doświadczają ludzie. Nasi przodkowie byli świadkami różnych, dużo tragiczniejszych w skutkach plag, np. dżumy, cholery czy tzw. grypy „hiszpanki”. Warto więc nauczyć się czegoś z dotychczasowych doświadczeń. W przeszłości wyznawcy Chrystusa różnie wyjaśniali spadające na nich epidemie. Jednak najczęściej interpretowali je jako karę zesłaną przez Boga za grzechy. Dlatego w czasach zarazy praktykowano ekspiację, wyznawanie win, wyrażanie żalu i skruchy. Organizowano również nabożeństwa przebłagalno-pokutne oraz stawiano krzyże przydrożne (np. tzw. morowe czy karawaki), które wpisały się w polską kulturę religijną. Takie zachowania wynikały z zasad postrzegania pozycji człowieka i otaczającej go rzeczywistości względem Boga. Reguły te przybierały postać metafory krzyża rozumianego integralnie: jego poziomą belkę (oznaczającą relacje międzyludzkie, sferę profanum) ściśle łączono z belką pionową (wskazującą na sacrum, zależności człowieka od Boga).
„Zaćmienie poczucia Boga”
Jan Paweł II napisał: „Wraz z utratą wrażliwości sumienia następuje również zaćmienie poczucia Boga” (Reconciliatio et paenitentia, nr 18). Skutkiem tego „zaćmienia” jest m.in. „kult” ludzkiego rozumu, dominacja profanum i horyzontalizmu (brak uwzględniania sacrum – wertykalizmu, Bożej perspektywy), odsuwanie pytań o sens cierpienia, śmierci i życia wiecznego, urządzanie życia jednostkowego oraz kreowanie porządku społecznego opartego na antychrześcijańskich regułach. W przypadku niektórych osób ten proces zaćmienia, odchodzenia od Stwórcy może dokonywać się stopniowo. Najpierw słabnie w człowieku zaufanie Bogu, które jest przecież fundamentem autentycznej wiary. Później osoba taka spostrzega, że jej praktyki religijne są od wewnątrz puste, więc przestaje regularnie chodzić do kościoła, zaczyna zaniedbywać codzienną modlitwę. I tak stopniowo nabiera przeświadczenia, że jej oddalenie się od Boga jest czymś normalnym.
Ponadto ludzie „zaćmieni” są obrażeni na Boga (niektórzy głównie na Kościół), że ich wołania nie respektuje. Choć wcześniej Bogiem, Jego przykazaniami i nauczaniem Kościoła pogardzali. Drwili sobie ze Stwórcy – mimo że „Bóg nie dozwoli z siebie szydzić” (Ga 6,8). „Zaćmieni” próbowali (i wciąż niestety próbują) ustanawiać nowy porządek stworzenia, decydować, kto ma być np. mężczyzną, a kto kobietą albo jakąś inną płcią.
Utrata wrażliwości sumienia i zaćmienie poczucia Boga może też oznaczać traktowanie wiary katolickiej, nauczania Kościoła niczym przysłowiowej zupy, z której, jak wielu uważa (m.in. niektórzy kandydaci na prezydenta), można wybrać sobie dowolne kawałki (takie, które mi pasują), a odrzucić te, które mi nie smakują. Człowiek taki może się nawet modlić, ale chce, aby rzeczy działy się nie „po Bożemu”, ale według ludzkiego rozumowania i upodobania. Takie zachowanie nie przybliża człowieka do Boga, bo zamyka go wyłącznie w kręgu jego własnych (lub innych ludzkich) interpretacji. Taki człowiek rozmawia sam z sobą, a nie z Panem Bogiem.
„Zaćmionych” nie interesuje też odczytywanie „znaków czasu” w świetle Bożego Objawienia. Wszyscy na ekranach telewizorów widzieliśmy, jak rok temu płonie katedra Nôtre Dame w Paryżu. Co Pan Bóg chciał nam przez ten obraz przekazać, jakie ostrzeżenie? Może takie, że nasza cywilizacja chrześcijańska, zachodnia, doświadcza płomieni ognia. Co jest tym pożarem? Może nim być np. intelektualny i moralny zamęt, który oznacza, że niektórym ośrodkom zależy, aby rozmywać granice między dobrem i złem, prawdą i kłamstwem. Tym pożarem może być także brak wrażliwości właśnie na Boga, utrata wiary i zanik poczucia grzechu. Jeśli człowiek przeciwstawia się Bogu i odcina się od Niego to – jak mówi ks. kardynał Robert Sarah – przypomina rzekę, ale odciętą od swego źródła, która wcześniej czy później wyschnie i zaniknie. Jeśli człowiek mówi: Bóg, Kościół, Msza św. nie są mi do niczego potrzebne – to przypomina drzewo, ale pozbawione korzeni, które szybko usycha.
Rzeczywistość grzechu
Żyjemy w czasach, w których próbuje się dostosować nauczanie Chrystusa i Jego Kościoła do rzeczywistości współczesnego świata. Znamy tę scenę z Nowego Testamentu, gdy uczniowie zachowują się prawidłowo i proszą Jezusa: „Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście”. Tymczasem obecnie wielu tzw. domorosłych teologów, nawiedzonych reformatorów Kościoła, publicystów z ul. Czerskiej – zdaje się mówić: „To my wyjaśnimy Ci, Jezusie Chrystusie, jak i czego masz nauczać; wyjaśnimy także Kościołowi, co i jak ma przepowiadać”. Takie zachowania powodują, iż niektóre zasadnicze prawdy wiary katolickiej są marginalizowane lub nawet eliminowane ze słownika i codziennego życia chrześcijanina. Praktyki owe próbuje się uzasadniać tym, że te religijne treści są rzekomo zbyt radykalne i nie przystają do obecnej rzeczywistości, choć wielu od dawna ich nie przestrzega lub w ogóle nie zaczęło afirmować ich w swoim życiu. Gilbert K. Chesterton stwierdził, iż „problem” z chrześcijaństwem polega nie tyle na tym, że je wypróbowano i uznano za nieskuteczne, ile raczej na tym, że „uznano je za trudne i nie wypróbowano”. Dlatego niektórzy (w tym i pewni hierarchowie Kościoła, np. w Niemczech) uważają, że prawdy wiary katolickiej albo należy zmodyfikować, albo w ogóle nie uwzględniać ich w życiu katolika i Kościoła. Tego rodzaju interpretacje i zachowania odnoszą się również do kategorii grzechu, który w świadomości wieku katolików – jak wynika z badań socjologicznych – traci swój właściwy sens.

 

 

Jest tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika „WPiS - Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić  tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2020 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

MKiDN
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Archiwum