Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

„CHOWANIE MŁODZIEŻY W POLSKOŚCI JAKO ZADANIE LITERATURY”

Aktualności

19.06.2018 10:02

Rodzinna opowieść o dawnych przewagach w obronie Rzeczypospolitej. Ilustracja z „Katechizmu polskiego dziecka” Władysława Bełzy.

 

 

 

Rodzinna opowieść o dawnych przewagach w obronie Rzeczypospolitej. Ilustracja z „Katechizmu polskiego dziecka” Władysława Bełzy.

 

Gdy książka dla dzieci i młodzieży była akweduktem polskości

 

Dr Justyna Chłap-Nowakowa

 

Jak było możliwe zbudowanie pomostu ponad latami niewoli, by nie stracić polskiej świadomości, kultury, języka, polskiego ducha wolności? By te wartości przenieść aż do roku odzyskania niepodległości, nie uronić tego, co najcenniejsze? Na pytanie, na jakich filarach, na czyich barkach pomost ten się wsparł, odpowiadać można bez końca. Właściwie może nawet bardziej odpowiednią metaforą byłby nie pomost, ale akwedukt, ciągnący się kilometrami i niosący krystaliczną wodę tam, gdzie jej brak, gdzie jej potrzeba. Albo sztafeta lub łańcuch splecionych rąk.
Czy bylibyśmy nadal Polakami bez powstań, bez literatury, bez polskich legend, ludowych baśni i pieśni, tak pieczołowicie w XIX wieku zbieranych, bez wysiłku tylu sławnych patriotów i rzesz tych mniej znanych, i zupełnie bezimiennych „Siłaczek” i „Siłaczy”? Wielki udział w tym trudzie i zasługach miały też znakomite czasopisma adresowane do dzieci i młodzieży, wydawane w czasach zaborów. Wobec wyrugowania z programu szkolnego wiedzy o Polsce, polskiej literaturze, kulturze, historii, istotną rolę przejmowało nauczanie i lektury domowe. Uzupełniały je właśnie te pisma, czytane zresztą nie tylko przez dzieci i młodzież, ale przez całe rodziny. Tu przypominamy kilka ich pięknych przykładów.
Pisma i pisemka
Pierwszym z nich był miesięcznik „Rozrywki dla Dzieci”. Pojawił się z inicjatywy Klementyny z Tańskich Hoffmanowej w 1824 r. i przetrwał do 1828 r. W piśmie obowiązywał podział na względnie stałe działy, obejmujące edukację narodową i wychowanie (m.in. wspomnienia narodowe, poświęcone dziejom kultury polskiej, powieści i przypowieści, anegdoty prawdziwe o dzieciach, zagadki, gry). W znacznym stopniu wypełniały je teksty samej Hoffmanowej. Gdy „Rozrywki” przestały się ukazywać, pozostały w domowych biblioteczkach jak prawdziwe skarby, zaczytane przez kolejnych czytelników.
Warto tu przypomnieć, iż Klementyna Tańska-Hoffmanowa (1798–1845), pośród twórców oryginalnej polskiej literatury dla dzieci postać jedna z najbardziej zasłużonych, wychowywała się na wzorach obcych... Historii Polski uczyła się z Naruszewicza (z Historii narodu polskiego), ale tłumaczonego na język francuski, po francusku czytała, pisała, modliła się. Dopiero od 1812 r. zaczęła się jej „repolonizacja” pod wpływem rodziny i przyjaciół domu – Woronicza, Lelewelów i lektury apostoła ojczystej mowy, poety, tłumacza i myśliciela Kazimierza Brodzińskiego. To pod wrażeniem jego żarliwego wiersza Żal za polskim językiem zaczęła gorączkowo nadrabiać polską edukację, czytać klasycznych naszych autorów. „Z chęcią zastąpiłabym – odnotowała w pamiętniku – znajomość pisania po francusku, za styl piękny, bez błędów i prawdziwie polski”. Z czasem zamiłowanie to przerodziło się w życiowe powołanie i pasję, czyli pisarstwo pedagogiczne i beletrystykę dla dzieci i młodzieży. Na jej wypisach z literatury polskiej wychowało się kilka pokoleń, to była szkoła patriotyzmu, a wydana bezimiennie Pamiątka po dobrej matce przez młodą Polkę (1819) była niewątpliwie jedną z najbardziej wpływowych książek. Zresztą nie tylko ta, ale i Dziennik Franciszki Krasińskiej z pewnością trafił do serca wielu dorastających panien, wiernych czytelniczek Tańskiej. Wraz z upływem lat i zmianami gustów zaczęto krytykować jej egzaltację, nadmierny utylitaryzm jej programu, zbytnie podporządkowanie tendencjom umoralniającym realizmu jej opowieści i opracowań. Ba, młody wówczas Józef Ignacy Kraszewski wytykał jej nawet brak talentu literackiego; nikt jednak nie podważał zasług pisarki w walce o zachowanie języka ojczystego i w wychowaniu swoich młodych czytelników na Polaków i przyzwoitych ludzi.
O działalności jej znakomitego współpracownika i następcy, Stanisława Jachowicza (1796–1857), wierszopisarza i najbardziej zasłużonego wychowawcy młodzieży, a zarazem opiekuna ubogich, pisałam już we „Wpisie” (2017, nr 5, 6). Bardzo istotną część jego dokonań stanowiło redagowanie „Tygodnika dla Dzieci” – kolejnego czasopisma nastawionego na wychowanie moralne (filantropię, wrażliwość na potrzeby uboższych) oraz na historyczną, obywatelską edukację połączoną z rozwijającą umysł rozrywką. Następnie wydawał „Dziennik dla Dzieci”, ukazujący się w okresie powstania listopadowego i jeszcze wyraźniej zaangażowany w szerzenie sprawy narodowej i wychowanie do „służby obywatelskiej”. Obok inicjatyw Tańskiej i Jachowicza pojawiały się inne, choć mniej udane, zasadniczo jednak po powstaniu listopadowym rozwój prasy adresowanej do młodego pokolenia niemal zamarł. Rok utrzymał się np. „Magazyn dla Dzieci” (1835–1836), podobnie jak periodyk „Zorza” (1843–1844) redagowany przez Paulinę Krakowową, nawiązujący do pisma Tańskiej (publikował w nim m.in. Stanisław Jachowicz).
Ogromny sukces na rynku prasowym miały odnieść dopiero późniejsze tytuły. Pierwszym z nich był warszawski ilustrowany tygodnik „Przyjaciel Dzieci i Młodzieży”, ukazujący się od 1851 do 1914 r. Pismo wydawano na świetnym poziomie edytorskim i graficznym i bogato ilustrowano – wystarczy przypomnieć nazwiska stałych współpracowników pisma, jak Juliusz Kossak, Wojciech Gerson czy Franciszek Kostrzewski, popularny wówczas autor ilustracji do Pana Tadeusza. I tu podział pisma był podobny: artykuły o tematyce historycznej, biograficznej, krajoznawczej i naukowej, w której, zgodnie z duchem nadchodzącego pozytywizmu, dominowały nauki przyrodnicze i technika, dalej beletrystyka, poezja (tu m.in. publikował swoje utwory Władysław Bełza, autor bijącego rekordy popularności Katechizmu polskiego dziecka z 1900 r.).
Wreszcie była w „Przyjacielu Dzieci i Młodzieży” i rozrywka, i bardzo rozbudowany dział korespondencji z czytelnikami. Dbałość o wysoki poziom pisma i jego edukacyjno-wychowawcze walory, kształtowanie postawy obywatelskiej, dostarczanie wiedzy o polskiej historii i geografii, a także zachowanie, mimo niesprzyjających okoliczności, nieskażonej fałszem linii patriotycznej zapewniali jego redaktorzy. Były pośród nich postaci nie byle jakie. Pierwszym redaktorem „Przyjaciela” był Fryderyk Henryk Lewestam, krytyk literacki, historyk literatury i dziennikarz, związany także z innymi warszawskimi czasopismami. Duńczyk z pochodzenia, tłumaczył na język polski niektóre teksty Andersena. Po nim przejął redakcję Władysław Ludwik Anczyc (1823–1883); notabene pochodził z rodziny, która polskość wybrała. Jego przodkowie (von Anschütz), przybyli do Polski w II poł. XVIII w. Pradziad poety otrzymał polskie szlachectwo, dziad zginął w powstaniu kościuszkowskim, zaś sam poeta brał udział w powstaniu krakowskim (1846) i walkach Wiosny Ludów (1848) i spędził rok w więzieniu austriackim. Przypomnijmy, znakomity ów poeta i dramatopisarz, autor i wydawca publikacji o przeznaczeniu edukacyjnym (m.in. elementarza i dziejów Polski „w 24 obrazkach, dla użytku braci włościan”), był związany z Krakowem (m.in. posiadał tam drukarnię; jej spadkobierczynią jest działająca do dziś drukarnia im. W. L. Anczyca) i Podhalem, jako popularyzator Tatr. W świadomości powszechnej zapisał się jako autor ognistych tekstów patriotycznych pieśni i wierszy, na czele z jedną z najsłynniejszych z okresu powstania styczniowego Pieśnią strzelców (Marsz strzelców z 1863 r.).
Hej, bracia wraz, nad nami Orzeł Biały,
a przeciw nam śmiertelny stoi wróg.
Wnet z naszych strzelb piorunem zagrzmią strzały,
Niech lotem kul kieruje zbawca Bóg! […]
Hej, baczność! cel! i w łeb lub serce pal!
Hej, trąb, hej, trąb,
Strzelecka trąbko, w dal!
A kłuj, a rąb
I w łeb lub serce pal!
I wiele lat później, śpiewana w stanie wojennym, zagrzewała, cieszyła swymi bezkompromisowymi, dalekosiężnymi wizjami i „życzeniami” („Do Azji precz, potomku Czyngiz-chana […] Tam gniazdo twe, tam panuj, tam twój śmieć…”).
Podobny program przedstawiał Anczyc w wierszu Do Rządu Narodowego (w lecie 1863 r.). Apelował: „Rządzie polski narodowy/ Nie trać serca, nie trać głowy, […]/ Wal w łeb żmiję,/ Póki żyje,/ Pędź psie syny/ Za Dniepr siny./ Zemsta, zemsta lud rozpala,/ Precz z niewolą! – na Moskala! […]/ Po co wlepiać w Zachód oczy,/ Gdy ojczyzna w krwi się broczy,/ Czy pomoże, nie pomoże./ Bij Moskala jak psa w norze! […]/ Chłopy, pany/ I mieszczany/ Wiedź gromadnie,/ A wróg padnie./ […] Rządzie, rządem raz bądź przecie,/ Zdepcz intrygi, rzuć je w śmiecie,/ W zgodzie, w ostrzu kos swoboda,/ A Bóg wtedy rękę poda”. Trudno się dziwić, że pod okiem takiego redaktora naczelnego „Przyjaciel” trzymał kurs na polskość.
W roku 1880 na warszawskim rynku prasowym pojawiły się „Wieczory Rodzinne” – tygodnik ilustrowany, który popularnością dogonił, a potem przebił „Przyjaciela Dzieci i Młodzieży”. To było pismo w pełni już pozytywistyczne, redagowane m.in. przez Marię Julię Zaleską, autorkę bardzo zróżnicowanych pod względem charakteru książek dla dzieci (Wieczorów czwartkowych, Obrazu świata roślinnego, Przygód małego podróżnika w Tatrach, fantastyczno-przyrodniczej Baśni o niezgodnych królewiczach i królowej perłowego pałacu) i tłumaczkę (Małego lorda Frances Hodgson Burnett i Mieszkańca puszczy – jednotomowej adaptacji Pięcioksięgu przygód Sokolego Oka Jamesa Fenimore’a Coopera). W redakcji znalazł się też „polski Verne”, czyli Władysław Umiński, znakomity pisarz przygodowy, prekursor polskiej fantastyki naukowej (autor nazwy „samolot” jako odpowiednika „aeroplanu”), wśród współpracowników obok nazwisk znanych starszych autorów pojawiła się m.in. Janina Porazińska. Nieco więcej było w „Wieczorach” urozmaiconej „rozrywki”, tłumaczonych obcych powieści (w odcinkach), więcej tekstów popularnonaukowych, reprodukcji znanych obrazów, ale i tu sprawa polska (historia, literatura, sylwetki zasłużonych słynnych rodaków) była stale obecna. Ot, choćby w numerze z 24 lutego 1912 jest np. odcinek powieści z epoki napoleońskiej autorstwa Zuzanny Morawskiej pt. Sprzymierzeńcy (o wydarzeniach roku 1812) i tekst Marii Znatowiczówny o tym samym roku, tak dla Polaków ważnym, pełnym nadziei. W ogłoszeniach zaś znalazła się duża reklama „Wizerunków królów i książąt polskich w zeszytach do kolorowania z tekstem ułożonym przez Henryka Mościckiego”, wydanych przez A. Chlebowskiego i S-kę, znanego wydawcę pocztówek, do dziś krążących po antykwariatach. Podobnie jak „Przyjaciel”, „Wieczory” pierwszej wojny światowej nie przetrwały, lecz swoje zadanie wypełniły.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2018 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum